!



ZWIASTUN

Totalna Porażka: po drugiej stronie reality-show

Totalna Porażka: po drugiej stronie reality-show
Dodam tylko, że ten odcinek specjalny będzie w formie obrazkowej (coś jak komiks) ;) Napiszcie w komentarzu jak wam się podoba ten pomysł?

INFORMATOR

TRAILER

Spiker: Ciemność...
... strach...
... niebezpieczeństwo...
... pułapki...
... niespodzianki...
... dużo niespodzianek...
... i...
... kilka walizek?
A gdzie milion?
W poszukiwanie forsy ruszy 16 uczestników, gdzie każdy z nich pragnie okrągłego...
Anne Maria: ... Miliona dolarów!
Spiker: Lecz nie każdy wie gdzie jest ukryty...
Lindsay: (trzyma w ręce walizkę) Teraz tylko znaleźć kluczyk
Spiker: Nowa odsłona- "Totalna Porażka: 12 godzin męki"- WKRÓTCE na:
totalna-porazka.blogspot.com

Szukaj w tym blogu

Ładowanie...

poniedziałek, 28 lipca 2014

"Totalna Porażka: 12 godzin męki"- cz.6



Plac zamkowy...

Heather: (opanowuje swoją złość) Harold... walizek jest przecież kilka. Nie będę mieć pewności, w której walizce są pieniądze, ani które klucze będą pasować. Proponuje Ci pomoc, bo możesz zyskać na tym. Pamiętasz jak po pierwszym sezonie wspólnie walczyliśmy o kasę? Sam chciałeś się ze mną trzymać. Przypomnij sobie te czasy!
Harold: (przypomina sobie) Tak i po tym stwierdziłem, że już Ci więcej nie zaufam!
Heahter: (w dalszym ciągu próbuje ograniczyć przypływ swojego gniewu) Oh no weź! (wyjmuje z kieszeni klucz) Jeśli będziesz trzymał się ze mną oddam Ci mój klucz. Nie daj się prosić!

*kibelek zwierzeń*
*(Heather wystawia język i kieruje palec w stronę gardła, pokazując, że chce zwymiotować)*

Harold: (myśli) Hmm... (normalnie) Zgodzę się, jeśli puścisz mnie wolno

*kibelek zwierzeń*
*Heather: (z irytowana) Chce mu pomóc, a on robi mi łaskę, że się zgodzi i sobie pójdzie?! Czy on myśli, że jestem IDIOTKĄ?!*

Heather: (zła) Chyba Cię pogieło do reszty! (odwróciła się i zrobiła parę kroków w przód)
Harold: Czekaj!
(Heather automatycznie się odwróciła)

*kibelek zwierzeń*
*Harold: Doszedłem do wniosku, że jak będę ciągle tkwił w tym gnieździe to Chris mnie wyeliminuje. Wykiwam Heather podstępem*

Harold: Dobra! Uwolnij mnie stąd!
Heather: (uśmiecha się wścibsko) Już do Ciebie idę! (zaczęła się wspinać po murach zamku, ale za chwilę się ześlizgnęła. Na ziemi zauważa kijek. Podnosi go i rzuca w orła)

Mur zamku... Ptasie gniazdo...

(orzeł obudzi się i zaczyna krakać. Ptak ze złością patrzy na Heather. Podnosi się i rusza z gniazda prosto na nią)

Plac zamkowy...

Heather: (poszerza oczy gdy tylko orzeł się do niej zbliża) Niee! (zaczyna uciekać, a orzeł leci za nią)

Mur zamku... Ptasie gniazdo...

(Harold próbuje wyjść z gniazda. Staje na murku i patrzy w dół. Przełyka ślinę i powoli przesuwa się po krawędzi. Zauważa małe okienko. Powoli kieruje się do niego. Szybko skacze przed okienko)

Wieża...

Harold: (szczęśliwy) Jestem ocalony!

Plac zamkowy...

(Heather wchodzi do środka zamku i zamyka drzwi przed orłem. Wtedy ptak uderza dziobem o drzwi. Z bólu skrzydełkami łapie za dziób i głaszczę go)

Parter...

Heather: (wściekła opiera się o drzwi) Dlaczego mi się dziś nic nie udaje?!

Drugie piętro... Korytarz...

Courtney: (idzie przed siebie) Scott, mógłbyś się pośpieszyć! (zauważa, że Scott'a wciąż nie ma obok niej, ani nie słyszy, żeby coś mówił) Scott? (zatrzymuje się i odwraca. Mówi ze zmartwieniem) Scott? (sarkastycznie) Świetnie! (zła) Gdzie jest ten dureń?! (nagle na ramieniu czuję czyjąś rękę) Aa! (uspokaja się) Scott nie rób sobie żartów!
Gwen: (zabiera rękę) To tylko ja... Gwen (podchodzi do niej z przodu)
Courtney: (mruży oczy) Czego chcesz?!
Gwen: (z rozwagą) Porozmawiać
Courtney: (przewraca oczami) Ale ja nie chce z tobą rozmawiać!
Gwen: (ignoruje jej słowa) Posłuchaj. Zerwałam z Duncan'em
Courtney: (krzywi się i krzyżuje ręce) Co ja mam do tego?
Gwen: (zdziwiona) Myślałam, że ucieszy Cię ta wiadomość
Courtney: To czy ty jesteś z nim czy nie nic nie zmienia. Liczy się tylko to co on i ty zrobiliście! (zamyka oczy i odwraca głowę)
Gwen: (przechodzi na stronę, na której Courtney odwróciła głowę) Żałuje za to bardzo. Nie chciałam, żeby tak wyszło. Tęsknie za tobą, za tym kiedy byłyśmy przyjaciółkami
Courtney: (znowu odwraca głowę) Prawdziwa przyjaciółka nie odbiera przyjaciółce jej chłopaka!
Gwen: (znowu przechodzi na stronę, na której Courtney odwróciła głowę) Masz w stu procentach rację. Tylko pamiętaj też, że prawdziwa przyjaciółka przebacza przyjaciółce nawet to najgorsze
(Courtney na chwilę otwiera oczy i niezadowolona patrzy na nią. Następnie nic nie odpowiada i znowu zamyka oczy)
Gwen: (wzdycha) Już nie wiem, co mogę więcej zrobić. Ja nie chce, żebyś była moich wrogiem (wyprostowała się) Kiedy byłam z Duncan'em on ciągle o tobie wspominał. Courtney to, Courtney tam to, czy Courtney nas widzi, czy Courtney jest o nas zazdrosna, jaką ma teraz Courtney minę, co teraz Courtney robi i tak w kółko
Courtnet: (zaskoczona otwiera oczy i mówi szczęśliwa) Wspominał o mnie? (jej szczęście przechodzi i dalej jest zdziwiona) To znaczy... naprawdę?
Gwen: Już nie mogłam z nim wytrzymać. Miał chwilę słabości, żeby zdradzić Cię o to że za dużo od niego wymagałaś
(Courtney otwiera usta aby coś powiedzieć, ale Gwen nie dopuszcza jej do głosu)
Gwen: Poczuł się poniżony, dlatego chciał pokazać Ci że wcale nie jest najgorszy. Gdyby Ci powiedział wprost o co chodzi to wściekłabyś się na niego i byłoby jeszcze gorzej. On ma obsesje na twoim punkcie. Mogłabyś z nim dalej być, ale tak żebyś trochę przystopowała
Courtney: (zła) On jest głupi czy co?! Nie chce z nim być! Jeśli myśli, że pójdę do niego i padnę na kolana o to żeby do mnie wrócił do nie ma mowy! Nie będę się poniżać. Jeśli to prawda o czym mówisz to niech do mnie przyjdzie i mi powie wprost czego chce (uspokaja się) Przebaczam Ci Gwen, nie chce więcej sporów z tobą
Gwen: (zadowolona) Serio?! Oh Courtney nawet nie wiesz jak się cieszę!
(Courtney uśmiechnęła się. Obie dziewczyny na zgodę przytulają się)

*kibelek zwierzeń*
*Courtney: (nie tryska radością) Taak... to co powiedziała mi Gwen doprowadza mnie do szału. Chociaż z jednej strony jestem jej wdzięczna, że Duncan po tylu latach okazał się takim prymitywnym człowiekiem. Teraz zastanawiam się czy nawet chce rozmawiać z Duncan'em... jakoś czuje do niego samą nienawiść. Moje uczucia prędzej idą w stronę Scott'a... znaczy się to jego uczucia idą w moją stronę... znaczy się... (zdesperowana) Ah! Milion najważniejszy!*
*Gwen: (szczęśliwa) Tak długo czekałam, aż mi Courtney wybaczy! Jak dobrze, że się wreszcie udało! W ramach przeprosin spiknę ją z powrotem z Duncan'em. Wiem, że powiedziała, że nie chce z nim być, ale możliwe, że jak sobie pogadają to wróci wszystko do normy. Chce, żeby między naszą trójką zaistniał pokój*

Courtney: (puszcza się jej) Nie widziałaś może Scott'a?
Gwen: Nie. Nie szedł nawet tędy

Pierwsze piętro... Korytarz...

Zoey: (przywiązuje linę do podnośnika) Gotowe
Lindsay: (mruży jedno oko) To tyle?
Cameron: Nie mamy więcej rzeczy, żeby coś stworzyć
Zoey: Plan jest taki. Któryś z nas wejdzie na podnośnik i pojedzie na drugie piętro. Kiedy już będzie na górze to przywiążę drugą linę do żyrandola, który znajduje się idealnie nad podnośnikiem. Linę z podnośnika odwiąże i przywiąże do liny, która będzie wisieć z żyrandola tak, żeby ją przedłużyć. Gdy zauważy, że psy już biegną złapie się liny i psy wejdą na podnośnik. Jak będą jechać na dół, reszta złapie się przedłużonej liny i wdrapie na drugie piętro
Cameron: To po co przywiązywałaś linę do podnośnika skoro trzeba będzie ją odwiązać?
Zoey: Ze względu na bezpieczeństwo. Gdyby ktoś z nas nie zdążył przywiązać liny do żyrandola zawsze może chwycić się tej i jakoś zablokować podnośnik. Tylko to wiąże się z tym, że wtedy chyba nie będziemy mieli możliwości dostania się na drugie piętro, no zależy jaka przestrzeń pozostanie między podłogą a podnośnikiem
Lindsay: (zdezorientowana) Jakie to jest skomplikowane
Zoey: (podeszła do Mike) Mike (dotknęła jego ramienia) Zrobisz to? (wręczyła mu linę)
Mike: (gładzi włosy) Nie Mike, tylko Arentino, mój kwiatuszku
(Cameron popatrzał się na na niego)

*kibelek zwierzeń*
*Cameron: Przyjrzę się tej postaci bliżej, czy Mike jest pewny swojej decyzji*

Mike 'Arentino': Oczywiście, że zrobię to Zoey, skarbie. Ja się niczego nie boję i żadne niebezpieczeństwo mi nie straszne, a właściwie to jestem pewny, że wszystko się uda (robiąc salto do tyłu skacze na podnośnik)
Zoey: (uśmiecha się) Whoa! Dalej Mi... Arentino!
(podnośnik zaczął się podnosić do góry)
Cameron: (tyrpie Zoey) Zoey chciałem Cię o coś zapytać
Zoey: (odwraca się do niego) Tak Cameron?
Cameron: (nieśmiało) Czy ty… wolisz Arentino niż prawdziwego Mike?
Zoey: (krzywi się) Co? Nie! Skąd Ci to przyszło do głowy?
Cameron: (śmieje się z ulgą) A to taka śmieszna historia, bo Mike myślał, że wolisz Arentino
Zoey: (uśmiechnęła się) Wole na tysiąc procent Mike. On jest niezastąpiony

Drugie piętro...

(podnośnik prawie jest na miejscu, jednak Mike 'Arentino' blokuje podnośnik ściągając buta i wkładając go między wolną przestrzeń)

Pierwsze piętro...

Cameron: (zaskoczony zauważa Mike 'Arentino') Co on robi?!
(Zoey i Lindsay też to zauważają)

*kibelek zwierzeń*
*Mike 'Arentino': Nie będę dłużej czekał za nim Cameron mi pomoże, bo wydaje mi się, że wiem co mam zrobić. Czas pozbyć się Mike*

Drugie piętro...

(Mike 'Arentino' zarzuca linę na żyrandol. Chwyta za koniec liny i ciągnie ją do siebie)
Zoey i Cameron: (słychać ich wystraszone głosy z dołu) ARENTINO, UWAŻAJ!
(żyrandol się urywa prosto na Mike 'Arentino'. Przygnieciony chłopak leży nieprzytomny)

Pierwsze piętro...

Lindsay: (krzyczy podekscytowana) Pieski są już blisko!
Zoey: Idę mu pomóc! (wskoczyła na linę i zaczęła się wdrapywać)
Cameron: (wystraszony) Nie zdążysz Zoey!
Zoey: (szybko się wspina. Zauważa, że psy są już przy Mike 'Arentino' i krzyczy zrozpaczona) MIKE! (zatrzymuje się w połowie liny)
(psy podbiegają do Mike 'Arentino' i zaczynają go obwąchiwać. Nagle w pisku odsuwają się i uciekają)
(Zoey kontynuuje wspinaczkę)

Drugie piętro...

Zoey: (wchodzi na podnośnik. Łapie za żyrandol i odrzuca go gdzieś na korytarz drugiego piętra. Następnie kuca przez Mike 'Arentino' i w dłonie chwyta jego głowę) Mike! (smutna zaczyna głaskać go po głowie)
Mike 'Arentino' (otwiera oczy) S-straciłem przytomność?
Zoey: (uśmiecha się lekko) Tak Mike (spada uśmiech z jej twarzy) To twoje wcielenie zrujnowało cały plan!
Mike 'Arentino': (wstaje i pomaga również wstać Zoey) Znowu do mnie mówisz Mike? (zaskoczony) Wcielenie? Czekaj! (chwycił za jej dłoń, a za chwilę puścił krzycząc szczęśliwie) Udało się!
Zoey: (zdezorientowana) Arentino?

*kibelek zwierzeń*
*Arentino:  Mike zniknął! Jestem wolny! (zadowolony) Oh Mike twoje pragnienia się spełniły... (uśmiechnął się wścibsko) ...i moje też. Tak zapatrzyłeś się w Zoey, że nie przewidziałeś nawet, że w  'dobrym' Arentino, może skrywać się zło Mal'a. Może i Mal nie może wyjść na zewnątrz, ale wystarczy jego cząstka aby dużo zdziałać*

(Cameron i Lindsay przybywają na drugie piętro)
Zoey: (zawiedziona) Oh Cam, zobacz tylko co się stało. Nie ma Mike jest tylko Arentino
Arentino: Spójrz na to inaczej mała (obejmuje jej ramiona przyciągając ją bliżej siebie) Teraz będę doskonały dla Ciebie!
Zoey: (zła) Nie wiem czy będziesz (wychodzi z uścisku)
Arentino: Czy powiedziałem coś nie tak? (klęka przed Zoey) Proszę słoneczko, wybacz mi nie chciałem Cię uradzić
Zoey: (zmieszana) Ha... ha... nie rób scen Arentino (zarumieniła się)
(Arentino wstaje)
Lindsay: Jakich scen? On próbuje być romantyczny
Cameron: (ignoruje to) Ludzie! Wykorzystajmy okazję kiedy psów nie ma i przeszukajmy szybko to piętro
Zoey: Dobrze mówisz Cam
(wszyscy poszli w prawo)

Piwniczka...

(Zielony ufoludek przykleja Anne Mari’e do sufitu)
Anne Maria: (zła) Wypuść mnie ty przebrzydły stworku!
Zielony ufoludek: (stoi na suficie obok niej) Nie
Anne Maria: (zdziwiona) Ty gadasz? (znowu zaczyna się wkurzać) Przez Ciebie tracę cenny czas, w którym mogę znaleźć milion!
Zielony ufoludek: A co mnie to interesuje?
Anne Maria: A czemu mnie więzisz?
Zielony ufoludek: Żebyś została wyeliminowana
Anne Maria: (poszerza oczy) Co?! (zaczyna się wiercić) Ja Ci dam wyeliminowana! Sama Cię zaraz wyeliminuje jak tylko stąd się uwolnię!
Zielony ufoludek: (śmieje się) Hahaha! Łatwo nie ma! (zeskakuje na dół)
Anne Maria: Gdzie ty idziesz?!
Zielony ufoludek: (zatrzymuje się i ściąga maskę z głowy) Po wygraną! (idzie dalej)
Anne Maria: (wściekła) Ah! Jak Cię dorwę to Ci się ode chce takich gierek!

Kamerostacja...

Chris: (je ciastka, którymi się za chwile zakrztusza) Co?! (patrzy na ekran, na poruszającą się osobę w kostiumie ufoludka) Chef'ie! Nieproszony gość wtargnął na teren!
Chef: (przychodzi) Jak myślisz, że ja będę biegać po całym zamku i szukał tej osoby to się grubo mylisz!
Chris: Ale trzeba coś z tym zrobić!
Chef: Ta osoba jest chora psychicznie! Daj mi spokój!
Chris: Może i tak, ale również może znać wszystkiego zakamarki tego zamku!
Chef: (przewraca oczami) Czym ty się przejmujesz?
Chris: W sumie... co mi tam to oni się będą męczyć, a nie ja
(Chef odszedł)


Drugie piętro... Korytarz...
(Courtney i Gwen idą powoli przed siebie)
Scott: (słychać z oddali jego krzyki) Aaaa!
Courtney: (zatrzymuje się) To Scott!
(Gwen również się zatrzymuje)
 Scott: (dobiega do nich i się zatrzymuje. Dysząc opiera ręce o kolana) Nie... biegnie... już... za mną?!
Courtney i Gwen: (zdziwione) Kto?
Scott: (łapie oddech i się prostuje) Twój chłopak Gwen
Gwen: Duncan? On już nie jest moim chłopakiem
Courtney: (podnosi brwi do góry) Dlaczego on miałby Cię gonić Scott?
Scott: (niezadowolony) Coś chodziło mu o Ciebie, że na mnie zwracasz uwagę (figlarnie się uśmiecha i zbliża do Courtney. Przysuwa ją do siebie) Zresztą mu się nie dziwie, ty mój nowy chłopaku.. znaczy ja jestem twoich chłopakiem... znaczy-
Gwen: (poszerza oczy) Chodzicie ze sobą?!
Courtney: (z szokowana) Nie! To znaczy zgodziłam się na chodzenie, ale... Scott mieliśmy z tym zaczekać!
Scott: Po co z tym czekać skoro pasujemy do siebie?
Courtney: (odsuwa się od niego) Ponieważ (mówi szybko) Muszę załatwić jedną rzecz
Scott: (z niedowierzaniem) Co może być tak ważniejsze, że zakłóca drogę do naszej słodkiej miłości?
(Courtney zakłopotana robi tylko bezbronną minę. Scott patrzy na nią uważnie wyczekując aż coś powie)

*kibelek zwierzeń*
*Courtney: (zmieszana) Przecież mu nie powiem, że główną przeszkodą jaką stoi między tym aby zapoczątkować nasz związek to nie chęć dzielenia znalezionego miliona na pół! Wyjdę wtedy na egoistkę*

Scott: (z niecierpliwiony) Doczekam się w końcu odpowiedzi?
(nagle zaczęła trząść się podłoga)
Gwen: (wystraszona) Co się dzieje?!
(nagle między Courtney a Scott'em i Gwen pojawiła się ściana odgradzająca ich)
Gwen: Co to ma być? (dotyka się ściany)
Courtney: (po drugiej stronie) Gwen? Scott? Jesteście tam?
Gwen: (po drugiej stronie) Tak, jesteśmy. Nie wiem co się stało, ale musisz sobie jakoś poradzić sama Courtney!
Scott: (po tej samej stronie co Gwen) Czekaj! Nie odpowiedziała mi na pytanie!
Courtney: (po drugiej stronie) Później Ci powiem Scott! A teraz nie ma czasu na takie rozmowy (odeszła od ściany idąc w lewo, w jedyną jej drogę)
Scott: (dotyka się ściany) Jak to nie ma czasu?! Courtney? Jesteś tam? Courtney?!
Gwen: Musiała już pójść
Scott: (wzdycha) Człowiek chce tylko przyśpieszyć szczęście, a tu się nie udaje (puszcza się ściany)
Gwen: Jeśli mogę spytać... co zaszło między tobą a Courtney?
Scott: (niezadowolony) A jaki ty masz w tym interes?!
Gwen: (zdziwiona) N-nie zrozum mnie źle, ja chce dla was dobrze
Scott: (idzie mijając ją) Nie ufam Ci, więc nie będę o mnie i o Courtney opowiadać. Po za tym nie przeszkadzaj mi i daj mi działać solo (poszedł przed siebie)
Gwen: (podnosi jedną brew do góry) Kolo z takim podejściem daleko nie zajdzie

Piwniczka...

(Jo i Brick schodzą po schodach na dół do piwniczki. Zauważają Anne Mari'e)
Anne Maria: (zadowolona uśmiecha się widząc walizkę) Jo! Brick! Przyjaciele! Jak dobrze was widzieć!
Jo: (patrzy do góry) Jacy znowu przyjaciele?
Anne Maria: Powiem wprost. Pomożecie mi?
Jo i Brick: (mówią jednoczenie) Nie/jasne!
Jo: (odwraca się do Brick'a) Powaliło Cię? Wrogowi chcesz pomóc?
Brick: Nie możemy zostawić ją tak na suficie, nawet wroga nie zostawia się w potrzebie
Anne Maria: Brick dobrze gada!
Jo: (uśmiecha się wrednie) Masz może kluczyk?
Anne Maria: (lekceważąco) A po co Ci to wiedzieć?
Jo: Zrobimy tak. Jeśli masz kluczyk i nam go oddasz ściągniemy Cię stamtąd, jeśli nie masz kluczyka robimy tył zwrot
Anne Maria: Mam kluczyk, ale wam go nie oddam! Co jeśli będzie pasował do waszej walizki? Mam przegrać?!
Jo: Decyzja należy do Ciebie
Anne Maria: (myśli) Zgoda!
Jo: (wystawia dłoń) Najpierw kluczyk
Anne Maria: A skąd ja mam mieć pewność czy nawet jak nie będzie pasował to mnie stąd ściągniecie?
Jo: Pewności nie masz żadnej. To jest Twój wybór
Anne Maria: Najpierw mnie ściągnijcie to oddam wam kluczyk
Brick: (odwraca się do Jo) Robi Ci to jakąś różnicę?
Jo: Tak. Mimo tapety na twarzy i tony lakieru we włosach to ona nie jest taka głupia
Anne Maria: Słyszałam!
Jo: No trudno żebyś nie słyszała. To wybierasz?
Anne Maria: (warczy) Ugh! Dobra! (wyjęła kluczyć i wręczyła Jo) A teraz mnie ściągnijcie!
Jo: (śmieje się) Hahaha! Chyba żartujesz?
Brick: (martwiąco) Może nie bądźmy tacy?
Jo: Jak ściągniesz tego pudla to pomniejszą się nasze szanse!
Anne Maria: (wściekła) PUDLA?!
Jo: (wsadza kluczyk do walizki po czym wyjmuje, bo nie pasuje) Eh... to nie ten (daje Brick'owi klucz)
Anne Maria: Ale mnie wnerwiłaś Jo! Babochłop się odezwał, żeby wydawać mi opinię PUDLA!
Jo: (w jej oczach pojawiają się płomyki ognia) BABOCHŁOP?!
Brick: (zakłopotany) Erm... dziewczyny?
Jo: (zaciska ręce w pięści) Zaraz jej przywalę! Będzie doskonałym workiem treningowym na moje pięści!
Anne Maria: Nie strasz, nie strasz Jo, bo to jeszcze bardziej sprawia, że masz cechy faceta, a nie prawdziwej kobiety! Dresiara!
(w Jo zaczyna się gotować ze wściekłości)




c.d.n...