MENU

profilki

Translate

info

Zapraszam na ciekawostki w !!! AKTUALNOŚCI !!!

Wybaczcie za przerwę, ale trochę czas popsuł plany ^^'

23 ODCINEK TOTALNEJ PORAŻKI: ŁOWCY SŁAWY - --.05.2018 r.


22 ODCINEK TOTALNEJ PORAŻKI: ŁOWCY SŁAWY - JUŻ NA BLOGU! ZAPRASZAM!



PRZEDSTAWIAM OPISY PROPOZYCJI NOWYCH SEZONÓW. WYBIERZ SEZON, KTÓRY MA SIĘ POJAWIĆ PO TOTALNEJ PORAŻCE: ŁOWCY SŁAWY.

ANKIETĘ ZNAJDZIECIE PONIŻEJ PO PRAWEJ STRONIE. JEŻELI MACIE PYTANIA PISZCIE W KOMENTARZACH.

Nibylandia Totalnej Porażki
(ang. Total Drama Neverland)- Uczestnicy wzmagać się będą ze światem baśni. 13 różnych baśni 13 odcinków. W każdym odcinku spotkają się z inną historią przeżywając ją i deformując na swój sposób. Dla jednych odcinek skończy się happy endem, a dla innych prawdziwą porażką. Trudne zadania, dużo słodyczy i mroczne strony sezonu.

Przodkowie Totalnej Porażki
(ang. Total Drama Forebears)- Sezon opierający się na historii. Znani zawodnicy pojawią się w nowym miejscu, które będzie zmieniać swoją postać z odcinka na odcinek. Wszystko rozpocznie się od dziejów początku świata po wszelkie wieki do czasów teraźniejszych trwających przez 13 odcinków. Uczestnicy poczują na własnej skórze to co swoi przodkowie i przeżyją świadomie wszystkie epoki.

Totalna Porażka: Napowietrzna Wyspa
(ang. Total Drama Aerial Island)- Niezwykłe miejsce czeka na swych uczestników- gdzieś nie wiadomo gdzie całkowicie nieznana wyspa unosić się będzie nad wodami i to w powietrzu. U szczytu mury wnoszące zamek. Świat żywcem wzięty ze średniowiecza. Niebezpieczeństwa, brak ucieczki gdziekolwiek i ogromna wygrana. Sezon liczyć będzie 13 odcinków.



TRWA MODERNIZACJA BLOGA- PRZEPRASZAM ZA WSZELKIE UTRUDNIENIA



Total Drama Famous Hunters

Total Drama Famous Hunters

wtorek, 8 maja 2018

Odcinek‭ 22 – ‬TPŁS-TDFH „Duże oddalenie – ostateczność“


Odcinek‭ 22 – ‬TPŁS-TDFH „Duże oddalenie... część ostateczna“


„W ostatnim odcinku Totalnej... klęski!“ zaczął krzykliwie Chris siedząc w kabinie pilota w samolocie, który był logowany twarzą jego i Dona „Zresztą nawet nie mam pojęcia czy nas jeszcze kamerują“ mruknął zły i skrzyżował ręce

Duncan opierał się o przejście pomiędzy kabiną pilota, a przedziałem „McLean, jest noc“ mruknął i ziewnął

„No właśnie!“ pojawiła się Heather koło Duncana „Długo mnie chcesz tu jeszcze przetrzymywać?“

„Widzisz, że program mi się sypie!“ warknął Chris waląc pięściami w sterowanie

„Dobrze, że nie lecimy, bo byś nas zabił. Wystarczy, że i tak już zgubiłeś pozostałych!“ jęknęła Heather i wróciła do przedziału, zostawiając Duncana i Chrisa samych

Duncan nachylił się i złapał za grzbiet nosowy „Już nie wspomnę kolejny raz, żeby się wybrać i jednak poszukać reszty“ wyprostował się

„Powiedziałem coś Duncan!“ odparł Chris odwracając do niego głowę „Teraz się martwię, że Don już do nas nie dotrze nigdy“ uspokoił się i posmutniał „Może nie potrzebnie go wyrzuciłem po odbiór tego samolotu. Teraz nie ma ani pieniędzy ani uczestników“ zasłonił łokciem oczy

„Obiecuję Ci, że jeżeli komukolwiek się coś stanie to namówię moich rodziców prawników, żebyś za to beknął Chris!“ Duncan spiął się w sobie i poszedł do przedziału

„To nie może się tak skończyć“ mruknął zrozpaczony Chris i ponownie odwrócił głowę do konsoli. Na małym monitorku zobaczył pulsującą czerwoną kropkę „Hę?“ zdziwił się jak w jego kieszeni zaczął wibrować telefon. Wyjął smartphone i odebrał „Och D-...“ przerwał i się skrzywił „Czemu mam powiedzieć czas na czołówkę Totalnej Porażki: Łowcy Sławy?“ wytrzeszczył oczy „Czekaj!“




Czołówka: (Muzyka leci, reflektory wysuwają się raz z jednej, a raz z drugiej strony studia, a obok nich wysuwają się również kamery. Zbliżenie na środek studia, na którym stoi Chris wraz z Donem)

Chcę sławnym być!
(Za dwójką prowadzących Leshawna, Jay, Ellody i Topher pozują do zdjęć jak najlepiej umieją )

Chcę sławnym być!
(Heather odpycha Alejandro, ale przed nią pojawiają się Josee oraz Jacques wychodząc na pierwszy plan)

Ja chciałbym być sławny!
(Przed Josse oraz Jacques pojawiają się Noah, Kitty i Emma. Obok podchodzi Owen, który przysłania Noah)

Chcę sławnym być!
(Przedstawiony jest widok na budynki miasta i jak w oddali Sierra goni Codiego)

Chcę sławnym być!
(Obok na chodniku stoi Duncan, który się uśmiecha i wymienia wzrok z Courtney. Scott zły łapie ją za nadgarstek)

Ja chciałbym być sławny!
(W głębi miasta Carrie, Mike, Zoey, Stephanie, Sugar i Bridgette rozdają ludziom swoje autografy. Na końcu muzyki rozlega się gwizd. Na samym końcu siedząc w samochodzie Gwen i Trent rumienią się wzajemnie patrząc na siebie)

TOTALNA PORAŻKA: ŁOWCY SŁAWY



Ranek. Plaża. Courtney spała na plecach na piasku. Uśmiechała się. Wokół tylko szum fal i skrzek mew. Ognisko obok było wypalone.

Dziewczyna powoli otworzyła oczy wybudzając się. Ujrzała czyste niebo i Słońce. Przeniosła rękę, aby się podeprzeć i podnieść „Hę?“ zdziwiła się, kiedy poczuła, że coś trzyma w swojej ręce. Uniosła tułów i podniosła rzecz. Przyjrzała się i zobaczyła, że to składany nóż. Uniosła brwi do góry ze zdziwienia

„Obudziłaś się już kochanie“ odezwał się Scott podchodząc i kucając przy niej. Uśmiechnął się bardzo szeroko

„Masz mnie tak nie nazywać“ burknęła po czym wstała

Scott również się wyprostował, ale nie stracił swojego uśmiechu

Courtney zaciekawiona rozłożyła nóż „Chyba Ci wypadł“ odparła i na niego spojrzała

„Jest twój“  powiedział zadowolony

Courtney ponownie się zdziwiła „Ale-“ przerwano jej

„Daje Ci go“ odparł radośnie

Dziewczyna rozłożyła nóż i wystawiła w jego kierunku „Nie mogę tego przyjąć“

„Możesz“ mruknął mniej entuzjastycznie

„Scott... to miłe...“ zakłopotała się „Ale naprawdę nie mogę tego przyjąć“

„Może Ci się przydać kiedyś“ brnął dalej „Tym bardziej w tych warunkach“

Courtney niepewnie spojrzała na nóż w swoich rękach

„Chciałem Ci zrobić śniadanie, ale dalej z tej dżungli nic nie ma“ powiedział farmer zmieniając temat

„Scott, ja nie mogę tego wziąć, bo Duncan się zorientuje, że to należy do Ciebie“ zmartwiła się i ponownie na niego spojrzała

Scotta cała radość natychmiast zniknęła „Duncana tu nie ma!“ warknął

„I co z tego, że teraz nie ma?“ spytała spinając się

„Gdyby mu na tobie zależało to dawno by się tu zjawił!“ zmrużył zły oczy

Courtney chciała coś powiedzieć, ale szybko zamknęła usta. Odwróciła się w stronę oceanu „To... ale... no...“ próbowała coś wydusić z siebie

„Obraził się i olał Cię“ powiedział spokojniej Scott

Courtney odwróciła się do Scotta i zmieszana na niego spojrzała

„Nastał nowy dzień, a jego dalej nie widać“ dodał oschło

Dziewczyna zacisnęła ze złości nóż w swojej ręce, który trzymała „Musi tu być coś do zjedzenia!“ krzyknęła zmieniając temat

„Chodź ze mną to zobaczysz, że nie ma“ rzekł farmer ruszył do przodu

Courtney spojrzała jeszcze raz na nóż. W końcu westchnęła i schowała go do kieszeni. Zacisnęła ręce w pięści „Aaaargh grrrrrrrrrrrr! Wrrrrrr!“ zaczęła warczeć uniosła ręce do góry. Tupnęła również kilka razy nogą o piasek

Scott w oddali spojrzał na nią ukradkiem, a na jego ustach zagościł lekki uśmieszek


W środku dżungli Gwen i Trent ukrywali się za trzema wielkimi kamieniami. Tygrys walczył przez całą noc machając łapą między szczelinami, a sam nie mógł się zmieścić. Zmęczona gotka i zmęczony gitarzysta opierali się zmęczeni o jeden z kamieni nie ruszając się. Gwen przymykała powieki

„Gwen, nie możesz usnąć“ odparł Trent delikatnie trącąc jej ramie

Gotka otworzyła szeroko oczy „Ale ten tygrys nie chce sobie pójść!“ jęknęła zrozpaczona

Trent westchnął „Dobrze, prześpij się, będę czuwał“

„Ale masz jednak racje Trent“ przyznała zmartwiona „Co co jeśli ty też uśniesz, a tygrys się przedostanie?“

Muzyk spojrzał na zielony owoc, który znajdował się przed nim. Chwycił awokado „Może się na to nabierze“ zrobił wymach ręką i rzucił z całych sił owocem w stronę zwierzęcia

Tygrys zauważył, że coś leciało. Natychmiast zrobił w tył zwrot i pobiegł za owocem. Trent i Gwen z ulgą wstali

„Szkoda tylko że Ci się wcześniej nie udało tego wymyślić“ odparła Gwen, ale była zadowolona

„Wiesz Gwen, że robię wszystko, żebyśmy byli cali“  uśmiechnął się i spojrzał na nią na wprost „Nie tylko tutaj“

Gotka uśmiechnęła się i przymrużyła oczy „Czuję to Trent“

Oboje patrzyli sobie w oczy i powoli przybliżyli do siebie twarze. Nadstawili usta i gdy mieli się pocałować zatrzymali się jak tylko usłyszeli, że ktoś do nich podszedł

„Nie widzę żadnego tygrysa“ odezwał się Noah

Gwen i Trent natychmiast się od siebie odsunęli i skrepowani spojrzeli na chłopaka i Emme, która była obok niego

„Pozbyliśmy się tygrysa, ale nie na długo“ powiedział Trent krzywiąc się

„Szliśmy taki kawał drogi, żeby się narażać?“ jęknął przerażony Noah rozglądając się

„Noah“ Emma zmierzyła go wzrokiem

„Chodźmy stąd“ Noah ruszył pierwszy

Trent, Gwen i Emma ruszyli tuż za nim w dalszą drogę

„Właściwie, co to robiliście całą noc?“ spytała zaciekawiona Gwen

„Co robiliśmy?“ zaczął wspominać Noah o tym jak z Emmą szli w nocy ścieżką i zauważyli pod nogami owoce. Zadowoleni je wzięli i zjedli awokado. Następnie para objęła się i zaczęła się ponownie całować. Noah myśląc o tym uśmiechnął się szeroko

„Oczywiście szukaliśmy was“ odparła nieśmiało Emma również to samo wspominając co Noah

Gwen ziewnęła „Posłuchajcie ja i Trent jesteśmy strasznie wykończeni i chcielibyśmy się zdrzemnąć“

Trent idąc pochylił się do przodu i szedł z zamkniętymi oczami

„Może spróbujcie na drzewie usnąć... tak jak zdrajca Topher“ uznała zła Emma

„Trent... i jak ja mam złego słowa na nikogo nie mówić?“ zapytała Gwen krzywiąc się

„Czasami rzeczywiście się nie da“ westchnął Trent

Wszyscy w czwórkę podążyli w dalszą trasę


W tym samym czasie Topher siedział na gałęzi i obejmował pień. Otworzył oczy budząc się. Odchylił lekko głowę do tyłu, aż poczuł, że coś chrupie mu w kościach. Zgiął parę razy ręce do siebie, żeby odzyskać czucie. Rękaw na jego prawej ręce był dość brudny. Po chwili chłopak zjechał po pniu na sam dół. Uśmiechnął się delikatnie i rozejrzał się „Trzeba iść się gdzieś ruszyć, skoro przeżyłem“ uznał i ruszył w lewą stronę.


Inny zakamarek dżungli. Jacques niezadowolony siedział w małej klatce koło drzewa, z którego zwisały liany.

Wokół klatki znajdował się Zeke w swojej zdziczałej postaci. Przeskakiwał z nogi na nogę, a w łapach trzymał kokosa z uśmiechniętą buźką „Ła ła łe ło ła łe!“ wydawał z siebie dźwięki starając się komunikować z chłopakiem

„Tak, dałem się złapać w głupią pułapkę!“ jęknął łyżwiarz, który był wszystkim zniesmaczony

Zeke wymachiwał kokosem na prawo i lewo

„I tak, nie wiedziałem, że takie małe urządzenie może wytwarzać klatkę!“ przyznał Jacques krzyżując ręce

„Ło łi łe łu!“ Zeke położył kokosa na ziemi i wyjął zza siebie zdjęcie z tatrzą Anny Marii „Ła łe?!“

Jacques rozprostował ręce „To jedna uczestnikiem tego programu“ zdziwił się patrząc na zdjęcie „Ale nigdy nie miałem okazji jej poznać osobiście“

Zeke wyglądał na wściekłego. Schował zdjęcie i chwycił za kokosa „Ła łe łiii łaaa!“ warczał coś po czym chwycił kokosa i rzucił w stroję chłopaka w kamizelce

Łyżwiarz zagryzł zęby i zaniepokojony pochylił głowę. Kokos przeleciał przez kraty i rozbił się na pół o podłoże. Wyleciało z niego na ziemie troche soku kokosowego

„Łe ła łii łe ła!“ krzyczał Zeke przeskakując bardziej impulsywnie z nogi na nogę

„Mówisz, że zabiłem Pana Kokosa?!“ Jacques wytrzeszczył oczy „To chore!“

Zeke wyciągnął zza siebie czarny kawałek materiału. Podleciał pod rozbitego kokosa i nakrył reszki zasłaniając cały owoc

Jacques przyjrzał się temu i przełknął ślinę „RAAAAAAATUNKU!“ wołał spanikowany

„Łe ła łi!“ wrzeszczał Zeke krążąc wokół przykrytego Pana Kokosa. Odmieniec puścił z siebie fale łez


Nad wodami oceanu przeleciał samolot logowany wyłącznie twarzą Dona. Machina zaczęła lądować na wyspie tuż obok wypożyczonego samolotu, w którym znajdował się Chris, Heather i Duncan. Zadowolony z siebie Don wyszedł ze swojego samolotu. Chris również wyszedł ze swojej machiny, a za nim Heather i Duncan. Cała trójka przymrużyła oczy oraz przysłoniła sobie rękami widok na samolot Dona, bo padał tak mocny blask.

„Łuu!“ skomentował Duncan odwracając aż głowę w bok

„Jak widzisz naprawiony, sprawny i gotowy do użytku“ powiedział radośnie Don rozstawiając ręce

„Ale to polerowanie mogli sobie darować“ odparła Heather nie mogąc swobodnie patrząc przed siebie

„A to już było w moim własnym zakresie“ odparł skromnie Don i opuścił ręce, a następnie oparł je o żebra

„Tak długo Cię nie było... myślałem, że już nie przylecisz“ mruknął normalnie Chris jako jedyny starając się patrzeć w stronę Dona

„Powiedzmy, że skorzystałem jeszcze z małego SPA po drodze“ Don szeroko się uśmiechnął i puścił oczko do wszystkich. Kiedy nastała cisza między nimi rozejrzał się „Gdzie jest reszta?“ zdziwił się

„Jest taki mały problem Don“ rzekł zakłopotany Chris krzywiąc się

„No właśnie on nie wie gdzie reszta!“ powiedziała z pretensjami Heather „Zresztą mnie to i tak nie obchodzi. Chce stąd już się wydostać!“

„Nie wiedziałem, że jednak wszystko się dobrze potoczy!“ jęknął Chris

„Ale co się właściwie stało?“ dopytał spokojnie Don

„Nasz cudowny gospodarz wyrzucił wszystkich wczoraj na środek oceanu i kazał się oddalić jak gdyby nigdy nic“ wyjaśnił oschło Duncan

„Jesteśmy na Azorach, więc prawdopodobnie udało im się dotrzeć do jednej z wysp tutaj“ zaczął analizować Don „Przecież są poglądy z kamer to powinniście wiedzieć wszystko“

„Tylko, że my nie mamy poglądów z kamer“ mruknął zły Chris

Don jeszcze bardziej się zdziwił „To czemu nie poleciałeś ich szukać?!“ jego uśmiech opadł

„Bo pan McLean nie przyzna się, że zrobił głupotę!“ warknął Duncan

„I zrobił też głupotę, że jeszcze się stąd nie ruszyliśmy do Kanady!“ brnęła dalej Heather

„Nie przyznałem się tylko do tego, że i tak brakło paliwa w tym samolocie“ odparł niechętnie Chris

„Ej, czemu chciałeś ich pozbyć?“ Don wytrzeszczył oczy „To nie było ich zadanie?!“

„Zasypiesz mnie pytaniami Don!“ Chris uniósł ręce do góry „Już ta dwójka mi nie daje życia od wczoraj!“ wskazał na kryminalistę i czarnowłosą obok

Don wskazał na wejście do swojego samolotu „Wchodźcie natychmiast i lecimy ich szukać za nim coś się komuś stanie“

Heather jako pierwsza ruszyła do samolotu Dona „O ile już ich nie pożarły inne stwory morskie“ zaśmiała się

„Hę?“ zareagował Don jak go minęła

„Wsadził ich do klatek i zatopił“ dodał Duncan idąc tuż za Heather

Don spojrzał niepokojąco na Chrisa

„Nie patrz tak na mnie!“ przeraził się Chris i poszedł do jego samolotu

Don wyciągnął ze swojej kieszenie smartphone „Załatwię też statek na wszelki wypadek“


Przy drzewach w dżungli Courtney i Scott chodzili i rozglądali się razem za jedzeniem. Dziewczyna zrobiła grymas i zmrużyła oczy

„Mówiłem Ci, że nic nie ma tutaj“ odezwał się Scott zatrzymując się

„To wciąż niemożliwe!“ wydarła się zrozpaczona i potknęła się o suchą gałąź „Aa!“ przywróciła się „Nie wytrzymam zaraz!“ pociągnęła za swoje włosy, które doprowadziła aż do nieładu

„Raz mogłabyś mnie posłuchać“ odparł niezbyt zadowolony stojąc obok. Skrzyżował ręce

Courtney podniosła się na swoich łokciach i spojrzała w górę „Patrz!“ wskazała palcem na drzewo „To przypomina jakieś owoce“ powiedziała spokojnie

Scott podszedł do niej i pomógł jej wstać. Spojrzał w górę zauważając na drzewie małe kuleczki „Wygląda jak orzechy albo kasztany“

„To muszą być rambutany“ mruknęła niepewnie

„Co takiego?“ zdziwił się farmer

„Rambutany“ powtórzyła normalnie „Ale te owoce tu są brązowe, a nie czerwone“ zaczęła rozmyślać

Scott sięgnął ręką po jeden z owoców i się przyjrzał „Może jeszcze niedojrzałe“

„Nie mamy możliwości tego sprawdzić“ zerwała owoc również dla siebie „Musimy zaryzykować“

„Ach, na pewno nic nas nie zabije“ powiedział Scott i otworzył owoc

Courtney niepewnie również przełamała swój owoc na pół. Oboje równocześnie zjedli po owocu bukwi. Podnieśli wzrok i spojrzeli na siebie. Uśmiechnęli się „Pyszne!“ powiedzieli  i zerwali po jeszcze jednym owocu. Otworzyli i znowu zjedli. Sięgnęli jeszcze jeszcze rwać po owocu, ale bukwie się skończyły. W zamian tego dotknęli swoich dłoni.

„Więcej nie ma“ odezwała się dziewczyna zabierając szybko rękę

„Znajdźmy jeszcze!“ zawołał radośnie Scott. Chwycił dziewczynę za ramie i pociągnął

„Ło!“ zareagowała biegnąc razem z nim


Czwórka zawodników - Emma, Gwen, Trent i Noah wyszli z dżungli na plaże. Wszyscy zatrzymali się. Gwen i Trent tępo popatrzeli na teren. Emma uniosła brwi w górze ze zdziwienia widząc ich miny.

„Skoro szliśmy z tamtej strony...“ wskazała palcem Gwen „...to jak to możliwe, że wyszliśmy na tą samą plaże na której się obudziliśmy?“ skołowana wskazała drugą ręką na drugi kierunek i się skrzywiła

„Może obeszliśmy wyspę w koło?“ zapytał Trent też nieco zdezorientowany

Noah wyszedł na przód i zdjął koszulkę „Nieważne“ rzucił koszulką o piasek „Idę się wykąpać“ odparł i poszedł w stronę wody

„Noah jak teraz możesz myśleć o kąpieli?“ spytała Emma

Chłopak wskoczył do wody i się uśmiechnął „Całkiem ciepła“

„W końcu praży mocne słońce“ odparła niezadowolona Gwen czując jak przygrzewa

Noah zatkał nos i zanurkował

Emma podeszła bliżej wody „Noah?“ spojrzała, że chłopak nie wypływa „Noah?!“ zareagowała nerwowo jeszcze raz

Trent bez wahania ściągnął swoją koszulkę i wyrzucił za siebie. Podbiegł szybko do wody, ale wtedy Noah się wynurzył.

„Uff!“ Emma odetchnęła z ulgą „Noah czemu robisz takie numery?

„Stary już się przejęliśmy trochę“ powiedział niezadowolony Trent

„Nie przesadzajcie“ zdziwił się Noah „Spójrz, co mam Emma“ uniósł jedną rękę nad wodami. Trzymał w dłoni małą białą muszelkę „Jest śliczna“ zachwycił się „Tak jak ty Emma“ zrobił maślany wzrok

„Och Noah, jesteś słodki“ Emma splotła ze sobą palce

Gwen wystawiła język i wskazała palcem w stronę gardła wskazując jakby chciała zwymiotować na ten widok.

Trent zaśmiał się skrycie i podszedł bliżej Noah. Zabrał jego muszelkę

„Hej!“ zdziwił się Noah jak odebrano mu obiekt

Gitarzysta otworzył muszelkę, a w niej była czarna perła „Ta perełka jest wspaniała“ uniósł muszlę wysoko do góry „Ale nie ma porównania z Gwen“ uśmiechnął się

Gwen mimo swojego nastawienia zarumieniła się i odwzajemniła uśmiech

„Czarne perły są dużo cenne“ zareagowała Emma

Noah rozszerzył oczy „Znalazłem tą muszlę pierwszy!“ odparł próbując dostać od Trenta muszlę

Muzyk się odsunął „Wyrzuciłbyś tą muszlę z powrotem do wody, gdybym jej nie otworzył“

„N-nie prawda...!“ zakłopotał się Noah, ale wciąż próbował odzyskać to co znalazł „Oddawaj!“

„Spokojnie!“ skrzywił się Trent i dalej odsunął „Możemy po programie sprzedać i podzielić się kasą“

„Dobry pomysł“ uznała Gwen rozszerzając swój uśmiech

Emma oparła rękę o biodro „Tak, ale to Noah znalazł pierwszy muszlę, więc to on powinien zdecydować czego chce“ powiedziała niezbyt zadowolona

Gwen opadł uśmiech z twarzy „Tak, ale to Trent jednak otworzył tą muszlę“

„Oddaj to natychmiast!“ warczał Noah podskakując w wodzie, żeby dosięgnąć

Trent zmrużył zły oczy i zrobił zamach ręką. Wyrzucił muszlę daleko w dal z powrotem do wody

„NIEE!“ krzyknęli Emma i Noah jednocześnie widząc jak muszelka się zatopiła

Gwen skrzyżowała ręce i spojrzała pytająco na muzyka

„Jeżeli mamy się kłócić to nikt nie będzie tego miał“ odparł Trent sam zmieszany tym co zrobił

„Noah wyłów to znowu!“ rozkazała Emma wskazując na ocean

Noah złożył ręce i przygotował się, żeby popłynąć, ale gitarzysta chwycił jego ramie „Co?!“ obrócił wściekły głowę

„Zapomniałeś już, ze tam są rekiny?“ spytał Trent

Noah wyrwał z jego uścisku swoje ramie i szybko wyszedł na ląd

Emma spojrzała na niego „Noah, przepraszam, że chciałam wysłać Cię w podróż do rekinów“ zaniepokoiła się jak chłopak z niezadowolonym wyrazem twarzy ją minął

„Pieniądze najważniejsze“ syknął Noah i zebrał swoją koszulkę z piasku

Gwen przewróciła oczami „Tak jakby pieniądze nie były tu najważniejsze“

Trent również wyszedł z wody, a Noah ubrał koszulkę

„To wasza wina, że teraz nie mamy nic“ jęknęła Emma spinając się

„Hola! Hola!“ odezwał się Trent unosząc otwartą dłoń na obronę „Nie mieszaj Gwen w to co ja zrobiłem“

„Ale Emma ma rację, że teraz nie mamy nic!“ podszedł Noah również spinając się w sobie

„Ludzie nawet ta perła do niczego by tu nam nie była potrzebna!“ spierała się Gwen poirytowana sytuacją

Wszyscy zaczęli się ze sobą kłócić i przekrzykiwać


Dalej nad środkiem oceanu przeleciał samolot Dona. Zwalniał z Każdą sekundą i przybliżał się do powierzchni wody. Drzwi otworzyły się, a w nich stanął w Duncan przebrany w stroju nurka z butlą na plecach. Spojrzał w dół. Heather pojawiła się za nim z zaciętym uśmieszkiem na twarzy i popchnęła go wody

„Aa!“ krzyknął Duncan od się zatapiając

„Nie ma za co!“ zawołała Heather i zamknęła drzwi


Klatka. Jacques dalej panicznie przebywał za prętami. Trząsł się ze strachu. Zeke tym razem urwał lianę i owijał pomiędzy prętami. Pan kokos leżał dalej pod czarnym przykryciem.

„POMOCY!“ wrzeszczał łyżwiarz i popuścił w spodnie

Niedaleko znajdował się Topher, który go usłyszał. Zobaczył zza roślinności klatkę i rytuał jaki odprawiał odmieniec. Chłopak uśmiechnął zachwycony i sięgnął do kieszeni. Skrzywił się i wyjął pustą rękę. Westchnął i ruszył spokojnie w ich stronę.

„Proszę, ktoś... niech pomoże!“ panikował Jacques

„Ła łe łi!“ odparł Zeke przywiązując zaplątane liany do szczebelka

„Cześć towarzysze!“ przywitał się Topher wstając w rozkroku, opierając ręce o żebra i uśmiechając się szeroko

„Topher!“ zawołał z nadzieją Jacques

„Łee?!“ Zeke odwrócił głowę i spojrzał na chłopaka z zadatkami na prowadzącego

„Ty musisz być Zeke, nieprawdaż?“ zapytał spokojnie Topher radosnym głosem

Odmieniec odwrócił się i podszedł do niego bliżej „Ła łi łe!“

„Aa Ezekiel, racja!“ poprawił się Topher „Zawsze marzyłem, żeby Cię poznać“ powiedział wymuszonym głosem i chwycił jego rękę po czym się skrzywił „Ach, nie obcinasz pazurów“ puścił szybko

„Hę?“ Jacques się zdziwił

Zeke zmieszany tym spojrzał na Topher „Ła łe?“ obwąchał chłopaka

„Uważam, że nie słusznie Chris Cię traktował! To on jest potworem i powinien być potworem, a nie ty!“ tłumaczył Topher przechodząc do przodu do klatki

Zeke za nim podążył i podejrzanie na niego patrzał „Ła łe łi łi ło łe“ wymruczał spokojnie

„Milion czy półtora powinien już być dawno twój!“ odwrócił się tyłem do klatki

Odmieniec wyciągnął zdjęcie z portretem Anna Maria „Ła łe łi ło ła ła ła ła ła łe“ powiedział zawiedziony

Topher z tyłu ręką odwiązał koniec liany „No tak, tak gdybyś miał kase i normalny wygląd to by na ciebie poleciała“

Jacques przyglądał się tylko co Topher robi

Zeke schował zdjęcie i zagryzł zęby „Ła łe łi!“ warknął

Topher lekko zaniepokojony cofnął się do tyłu, a rękę przeniósł do przodu ujawniając, ze trzyma lianę

„Ła łe łe!“ krzyknął Zeke rzucając się w jego stronę

„Aa! krzyknął Topher okrążając klatkę, tak, żeby liana się odwiązała

Odmieniec gonił Tophera, a Jacques chwycił za kawałek luźnej liany i ją napiął. Zeke potknął się, ale zachował równowagę. Topher wtedy zmienił kierunek biegu. Jacques puścił linę i czekał spokojnie na dalszy etap wydarzeń. Zeke w dalszej pogoni za Topherem nie zauważył, że lina wokół niego zaciska się. Topher oplątywał lianę z powrotem wokół klatki

„Ła ła ła łe!“ wydzierał się Zeke. Nagle zatrzymał się i poczuł, że liana przysuwa go do prętów „Ła łe ła!“ krzyknął jak został uwieziony

Jacques odsunął się jak najbardziej do tyłu, ale Zeke na niego napluł

Topher zatrzymał się i przywiązał końcówkę liany do pręta „I po sprawie“ otrzepał ręce

„Ła łe ła łi!“ wiercił się Zeke

„A jak mnie stąd chcesz wyciągnąć?“ zapytał Jacques widząc, że klatka jest cała oplątana

„A muszę Cię uwalniać?“ zaśmiał się Topher

„Brachu, na pewno Cię nigdy nie wyeliminuje, zresztą jesteśmy w dżungli!“ spanikował na nowo Jacques

„Dobra“ odparł zadowolony Topher i schylił się, aby przewrócić klatkę na bok „Lepiej się schyl“

Łyżwiarz kucnął, a klatka runęła

„Ła łe ła łe!“ jęczał Zeke jak klatka uderzyła na bok, a on znajdował się u góry

Jacques wyprostował się i chwycił Tophera natychmiast go przytulając „Uratowałeś mi życie!“ ścisnął go

„To pewne...ale... zmierzwisz mi fryzurę!“ wrzasnął Topher nie mogąc prawie oddychać

Jacques puścił go „Cały czas dbasz te swoje włosy“ stwierdził zdziwiony

Topher przyklepał delikatnie kilka włosów „Spałem na drzewie uważając, żeby się nie zmierzwiły“ skierował wzrok na dół „Ładne zabarwienie na spodniach“ zaśmiał się widząc plamę

Jacques zawstydził się i zakrył rękami „N-nie widziałeś tego!“ pisnął zakłopotany

Topher przyuważył obiekt przykryty czarnym materiałem  „A to co?“ zbliżył się

„Nic“ mruknął Jacques irytując się tym faktem „To tylko owoc“ poinformował

„Ła łe ła!“ odezwał się Zeke dalej się szarpiąc

Topher stanął przez materiałem. Jednym ruchem ręki odkrył, co się tam znajdowało „Legendarny Pan Kokos!“ zawołał rozszerzając oczy „Pęknięty“ skrzywił się

„Taa, to stworzenie we mnie tym rzucało“ skrzyżował ręce i zauważył, że Topher zrobił się jakiś taki smutny „Co ty...“

„Zabiłeś Pana Kokosa!“ wykrzyczał Topher i padł na ziemie. Popłakał się

„Poważnie koleżko?!“ Jacques wytrzeszczył oczy i rozprostował ręce złamując je


W dalszym ciągu na plaży Emma, Gwen, Noah i Trent dyskutowali między sobą spierając się o wszystko i o nic. Wszyscy nagle przerwali wymienianie zdań jak usłyszeli głośny szum. Spojrzeli w górę i zauważyli samolot.

„TUTAJ!“ wołali z nadzieją unosząc ręce w górze i skacząc „POMOCY!“ krzyczeli

Samolot szybko zawrócił i zaczął zataczać koła, żeby wylądować

"JUUUHU!“ ucieszyła się cała czwórka

„Przecież to samolot Dona!“ spostrzegł Noah rozpoznając machinę

„Przecież on był zniszczony“ odparła zdziwiona Gwen

„To nieistotne“ stwierdziła Emma radośnie „Ważne, że jesteśmy uratowani“

„Nie do końca“ Trent wykrzywił usta

Samolot zaczął niekontrolowanie lądować w środku dżungli

„Idziemy!“ rzekli wszyscy we czwórkę i pobiegli za samolotem


Podczas gdyby Topher użalał się nad kokosem to Jacques zwrócił uwagę na rozbrzmiewający się szum. Topher otarł łzy i odwrócił głowe

„Ła ła ła łaaaaaaaaa!“ krzyknął Zeke przerażony

Samolot staranował parę palm i drzew. Wylądował przed samą klatką dokładnie tuż przed Zeke głową. Topher wstał i podszedł do samolotu. Jacques również się zbliżył. Drzwi się natychmiast otworzyły i wyszedł Don, a za nim Chris.

„Wiedziałem, żeby nie dawać Ci do sterowania samolotu Chris!“ jęknął Don wychodząc jako pierwszy „Mieliśmy wylądować na plaży“ zatrzymał się

„Och nie jest źle“ odparł Chris i również się zatrzymał

„Don! Chris!“ wykrzyczeli obaj chłopcy jak zobaczyli tylko prowadzących

„Łaaaaaaaaaaa!“ zadarł się znowu Zeke

„Wow!“ zareagował Chris widząc uwięzionego odmieńca „Tylko jak Zeke się tu dostał?“ zapytał zaskoczony

„Czy to jest teraz tak ważne?!“ jęknął Jacques, ale nagle wykrzywiło go jak zobaczył Heather

Heather wyszła ostatnia z samolotu „Nie gorączkuj się tak Jacq...“ przerwała widząc plamę na jego spodniach „Siusiumajtku hahaha!“ dokończyła i zaczęła się śmiać

Jacques ponownie zawstydzony zasłonił rękami swoją plamę „M-musiałem siku, a byłem w klatce!“ wyjaśnił na szybko

„Na dnie oceanu, owszem“ oznajmiła Heather mając z niego frajdę

Gwen i Trent przybiegli jako pierwsi. Pod ich oczami było widać mocne sińce ze zmęczenia i niewyspania. Oboje padli na ziemie „Uratowani!“ zawołali radośnie unosząc się tylko na łokciach

Emma i zdyszany Noah również przybiegli za nimi i się zatrzymali

„Szybcy jesteście“ stwierdził Don „Od plaży jest kawałek“

Chris wyjął zza siebie jakiś spray i zaczął psikać w około „Fuu“ jęknął psikając

„Co ty robisz?“ zdziwił się Don

„Nie chce się czymś zarazić albo żeby coś mnie pogryzło“ jęknął Chris krzywiąc się „Nie wiem gdzie jestem, więc nie będę narażał swojej cennej skóry“

Topher podszedł blizej i zabrał mu spray „Ja też nie chce!“ jęknął

Chris niezadowolony z powrotem odebrał swój spray i się cofnął od chłopaka

„Spędziłeś tu tyle czasu i nic się nie stało“ powiedziała Emma, a następnie spojrzał na Jacquesa

Łyżwiarz wciąż się zasłaniając wymienił z Emma groźne spojrzenie.

Noah próbował złapać oddech „Żądamy... wyjaśnień!“ wydusił z siebie „O co chodziło w tym zadaniu?!“ zapytał z pretensjami

„Z-zadaniu?“ Chris poczuł się zmieszany i schował spray

„I kto wygrał?“ dopytał Trent podnosząc się, a jednocześnie pomagając również Gwen się podnieść

Na twarzy Dona pojawił się niepozorny uśmieszek „Słuchamy Chris jakie to wymyśliłeś zadanie“ skrzyżował ręce wyczekując odpowiedzi

„Wiadomo, że Chris-“ zaczęła mówić Heather, ale jej przerwano

„Tak, wymyśliłem super ryzykowne zadanie jak mogliście zauważyć“ odparł Chris grając na zwłokę „Taa... To był mój plan, żeby was wrzucić do oceanu, a wy... wy żebyście się dostali na tą wyspę, tak!“ powiedział wymyślając na poczekaniu „Mieliście, mieliście tu zostać i...“ rozejrzał się wokół i zwrócił uwagę do odmieńca przywiązanego do klatki „... i... złapać Zeke!“ wskazał na niego i się uśmiechnął

„Hę?!“ zdziwili się wszyscy oprócz Jacquesa i Tophera

„Kto go złapał?“ zapytał Chrisa patrząc po wszystkich

„Nie będę kłamać“ przyznał niezadowolony Jacques „Topher złapał tą maszkaradę!“

„Ła łe łi!“ syknął Zeke

Jacques skrzywił się i skupił, ale tak, aby nie odsłonić plamy na dole swojego kombinezonu

„Topher jest zwycięzcą tego zadania!“ ogłosił radośnie Chris unoszą ręce w górze, ale szybko jego radość minęła i opuścił ręce „Czekaj... Topher?!“ zdziwił się

„Tak! Tak! Tak!“ ucieszył się Topher machając radośnie rękami

„Chris, ale tak nie może być!“ zaniepokoił się Don też będąc zaskoczony

„No właśnie!“ odezwała się Heather „To po co ja tu cały czas jestem skoro nie mogłam nawet nikogo ocenić?!“ warknęła zła

„No wiecie, no...“ Chris ścisnął swoje ramiona i poczuł się przytłoczony wzrokiem innych

W tle rozniósł się głośny sygnał syreny

„Statek?“ rzekł Chris zwracając uwagę, ze strony, z której przyszli

„No tak to statek, który wynająłem“ poinformował Don

„Wszyscy w stronę plaży!“ odparł Chris ruszają

„A co z tym potworem?!“ zapytał Don wskazując na Zeke i patrząc jak Chris się oddala


„Nie ucieknie“ powiedział Chris i się zatrzymał „Wskażcie nam kierunek na plaże“ mruknął Chris nie wiedząc gdzie jest

„Znowu musimy tam wracać“ mruknął Noah i ruszył w stronę plaży

Wszyscy z ignorowali Zeke i poszli w tym samym kierunku, co Noah


W tym samym czasie Duncan przerażony płynął uciekając przed goniącą go chmarą rekinów. Płynął przed siebie blisko powierzchni wody. Wynurzył głowę i odwrócił wzrok widząc, że rekiny są blisko. Starał się płynąć coraz szybciej. Zobaczył w oddali piasek. Kierował się w stronę wyspy „Głupie rekiny!“ zawołał i spanikowany ściągnął z siebie butle z tlenem, którą pozostawił za sobą. Kiedy zrzucił z siebie obciążenie płynął coraz szybciej, a rekiny za nim zainteresowały się obiektem szybko atakując butle. Kryminalista był już blisko lądu. Szybko wyskoczył na brzeg i padł zmęczony „Echem! Echem!“ zakaszlał. Cały był oplątany w wodorostach, a koło niego znajdował się ogromny statek

Noah, Emma, Chris, Don, Topher, Jacques, Heather, Trent i Gwen pojawili się na plaży. Gotka wyczerpana dowlekła się jako ostatnia do plaży, ale za to jako pierwsza zobaczyła chłopaka leżącego na brzegu. Inni za to skupili uwagę jak w dali rekiny coś gryzły między sobą

„Duncan!“ zawołała Gwen i podeszła do niego. Uklęknęła przy nim i podniosła chłopaka głowę

„Echem!“ odkaszlał jeszcze raz Duncan. Prawą ręką ściągnął sobie gogle z twarzy „Gwen?“ odparł patrząc na jej niewyspany wyraz twarzy

Trent i Jacques podeszeli do kryminalisty i pomogli mu wstać na nogi. Gwen podniosła się sama. Łyżwiarz przez przypadek odsłonił swoją plamę.

„Ha... hahahaha!“ roześmiali się Noah, Emma i ponownie Heather przyglądając się Jacquesowi

Jacques puścił ramie Duncana i się kolejny raz zasłonił „Przestańcie!“ jęknął zagryzając zły zęby

Trent również puścił ramie Duncana

Kryminalista ściągnął ze swojego grzbietu wodorost „Gdzie jest Courtney?“ spytał rozglądając się nerwowo po całej plaży „I ten rudy łeb?!“

„A właśnie czułem, że kogoś tu brakuje“ mruknął Don i skrzyżował ręce

Chris wzruszył ramionami

„Duncan“ wypowiedziała zmartwiona Gwen, ale chłopak wciąż się rozglądał „Duncan!“ chwyciła jego twarz zatrzymując ją w miejscu

Trent się skrzywił

„Co?“ zapytał normalnie Duncan patrząc na prosto

Gwen puściła jego twarz „Nie chce Cię niepokoić, ale...“ szybko posmutniała „...ale...“ jej głos zadrżał „Ich tu z nami nie ma!“ w jej oczach pojawi się łzy

„Co?!“ zapytał ponownie Duncan wytrzeszczając oczy

Emma zbliżyła się do nich „Niektórzy z nas mieli problem wydostać się z klatek“ wytłumaczyła zmartwiona „Prawie wszyscy byliśmy na powierzchni. Zaczął się sztorm, a pod wodą został tylko Scott. Courtney zanurkowała za nim, aby go uratować“

„CO?!“ zapytał Duncan po raz trzeci doznając szoku

„Przykro mi“ powiedział dość twardym głosem Trent „Ale Courtney i Scott zostali na dnie oceanu“

Duncan zamknął oczy i potrząsnął głową „Nonsens“ odparł normalnie i otworzył oczy „Właśnie tam nurkowałem i oprócz klatek nikogo nie było!“ zaczął rozmyślać nad tym

„Ach... to rekiny ich zeżarły“ powiedział niewzruszony Noah

Duncan w szoku znowu wytrzeszczył oczy

„Chris straciłeś uczestników!“ warknął Don tym razem on zaniepokojony

„Jeśli Duncan ich nie znalazł to nie uwierzę, że nie zwiali przed rekinami“ odparł pewny siebie Chris, ale zmarszczył brwi „Na pewno gdzieś są“

„Trzeba ich znaleźć, bo inaczej następnego odcinka już nie będzie“ powiedział Don przejęty tą sytuacją

Chrisa pokrzywiło

„Co z moim udziałem bycia jurorem?!“ domagała się zła Heather

„Nie masz go Heather“ odparł Topher „Jestem zwycięzcą“ poinformował

Wściekła Heather zrobiła krok do przodu w kierunku Tophera, a chłopak zadrżał ze strachu

Chris wyprostował się z powrotem „Dobra, wiem jak rozwiązać ten problem!“ odezwał się niezadowolony

Heather i Topher, jak i reszta skupiła na niego uwagę

„Jest was i tak za dużo, a wczoraj nie było eliminacji z przyczyn wiadomych“ zaczął Chris dość poważnie „Dlatego dzisiaj wyleci nie jedna, nie dwie, a aż trzy osoby“

„Co?!“ zareagowali wszyscy wraz z Donem

„Ale-“ odezwała się Heather i od razu jej przerwano

„Wyrzucę, aż trzy osoby?!“ Topher opuścił szczękę z wrażenia

„Nie“ odpowiedział od razu Chris „Heather nie miała okazji oceniać nikogo jako juror, dlatego pozwolę jej na wybór jednej osoby, która wyleci“

„JACQUES!“ wykrzyczała Heather i natychmiast złowieszczo się uśmiechnęła

„Ale-“ tym razem Chris chciał coś dodać, ale znowu mu przerwano

„Na pewno Jacques“ powtórzyła spokojnie Heather, a jej uśmiech się bardziej poszerzył

„Zgoda“ mruknął Chris dopuszczony do głosu „Jacques wylatujesz“

„Och...“ jęknął zrezygnowany Jacques i się pochylił

„Tak!“ ucieszyła się Heather „Zemściłam się!“

Jacques podniósł wzrok do góry „Jaka w tym sprawiedliwość?!“ zapytał zezłoszczony

„Żadna“ odpowiedział mu Don „Dlatego na zadośćuczynienie pozwolę Ci Jacques wybrać drugą osobę, którą ty wyeliminujesz“

„Co?!“ zapytali wszyscy tym razem wraz z Chrisem

Jacques się rozchmurzył i uśmiechnął się sztucznie. Skierował swój wzrok na Emme „Nie chciałaś być moją partnerką, co?“ zapytał nonszalancko

„Hę?“ zareagowała Emma wytrzeszczając oczy

„O czym on mówi?“ zapytał Noah również wytrzeszczając oczy

„Co ja mówię?“ odparł Jacques zmienionym głosem „Chciała być, ale się bała. Kara jej nie uniknie i teraz poniesie klęskę“ przymrużył oczy „Eliminuję Emme!“

„Emma, co to ma znaczyć?!“ oburzył się od razu Noah

„Nie widzisz, że mnie wyrzucił?!“ zaskoczona Emma wskazała na łyżwiarza

„Widzę“ Noah spiął się i zacisnął ręce w pięści „Przejrzałem na oczy! Mieć dziewczynę to największy błąd mojego życia!“ wściekły odwrócił się do Emmy tyłem

„Noah ja nie zrobiłam nic złego!“ odparła kładąc mu rękę na ramieniu

Noah rozluźnił ucisk dłoni i skrzyżował ręce „Tyle między nami nieporozumień, niedomówień, że ta rozłąka będzie dla nas wskazana“ powiedział smutno i odszedł na bok

Emma również posmutniała i opuściła głowę na dół „Byliśmy nie szczerzy wobec siebie“ przyznała cicho

Topher uśmiechnął się „Ło!“ zachwycił się „Takiej eliminacji to jeszcze nie było“ przyznał otwarcie „I nawet nie jestem zły, że to nie ja wybierałem do eliminacji“

„Tylko że tobie i tak pozostanie jeszcze jedna osoba do wyboru“  powiedział Chris wskazując dłonią na pozostałych „Wybieraj“

Chłopak z zadatkami na prowadzącego spojrzał najpierw na Noah trzymającego się na boku ze zmieszaną miną. Następnie przeniósł wzrok na Trenta, który uginał pod sobą nogi i ziewał. Na końcu spojrzał na zmęczoną Gwen, która stała obok oniemiałego Duncana. Topher oparł ręką swój podróbek „Jeżeli założymy, że nieobecna dwójka żyję to mogę zdecydować się na eliminację Scotta?“ opuścił swoją rękę

Chris i Don wymienili pomiędzy sobą niepewne spojrzenia

„Umm okay“ odparł po chwili Chris

Duncan odzyskał świadomość i od razu do nich podszedł „Masz szczęście, że nie powiedziałeś Courtney“ odparł groźnie patrząc na Tophera

Topher uniósł brwi do góry „W ten sposób tylko wyświadczyłem Ci przysługę“ uśmiechnął się i mrugnął do kamery

„Normalnie byłbym cały w skowronkach gdybym widział, że Courtney jest cała!“ warknął Duncan

Chris westchnął „Dobra ludziska... ruszamy na poszukiwania“ powiedział bez entuzjazmu

„Poprawka“ rzekł Don „Chris ty nabroiłeś, ty napraw“ popchnął go w stronę statku

Chris zatrzymał się nie tracąc równowagi „A ty co będziesz robił przez ten czas?!“ zapytał zły

„Zajmę się pozostałymi tutaj“ odparł troskliwe Don „Zobacz tylko na nich“ wskazał na Gwen i Trenta „Nie będziesz nas wszystkich angażować“

„I tak już ten program, nie ma sensu, bo Chris wy-“ odparł Duncan, ale mu przerwano

„DUNCAN!“ krzyknął Chris „Płyniesz ze mną!“ wskazał na statek

„I tak prawda kiedyś wyjdzie na jaw“ syknął zły Duncan idąc we wskazanym kierunku


W dżungli Scott i Courtney zatrzymali się koło kamieni, które odgradzały roślinność od piasku na plaży. Farmer puścił ramie dziewczyny.

„Te owoce to jednak za mało“ powiedziała zmartwiona Courtney „Idź coś upolować!“ rozkazała wskazując na drogę z udeptanej trawy, z której przyszli

„A może by tak upolować, co innego?“ zapytał Scott, a na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek

„Co masz na myśli?“ zapytała zaciekawiona

Scott bez wahania zbliżył się do Courtney i objął ją w pasie

„Przecież już to wyjaśnialiśmy“ Courtney zmieszała się i zła próbowała go odsunąć od siebie „Przestań i weź się do roboty!“ warknęła

Scott zacisnął uścisk i również się zmieszał „Kocham...“ przerwał widząc jak dziewczyna kipi ze złości „...cię...“ dokończył cicho

„Ale ja Ciebie nie!“ wrzasnęła głośno i ponownie go odepchnęła

Scott puścił ją i przewrócił się do błota. Zakłopotany spojrzał na nią z dołu

Courtney znów wystawiła rękę i wskazała w głąb dżungli „Bez zwierzyny masz mi tutaj nie wracać!“ rozkazała wściekła

Scott wstał i zły zmarszczył brwi „Pójdę, ale nie wiem czy już wrócę“ syknął i ruszył we wskazaną stronę

Courtney uspokoiła się i opuściła rękę „Ale przecież mamy dojść razem do finału!“ zawołała zaniepokojona

„Spójrz na to realnie!“ odwrócił głowę nie przerywając wędrówki „To już koniec ze wszystkim!“ przyśpieszył kroku znikając za zaroślami

W tle zaczęła lecieć muzyka (Inspiracja: Meat Loaf- It's all coming back to me now)

Courtney po raz kolejny poczuła się zmieszana. Odwróciła się i wyszła z dżungli na plaże. Usiadła na piasku i przyciągnęła nogi do siebie.

Scott wciąż idąc przed siebie tylko obracał co chwilę głowę. Słyszał muzykę w tle „Kiedy na mnie patrzyła to przeszło po mnie zimno“ wyśpiewał i zadrżał łapiąc się za ramiona „Marzyłem, żeby z nią być, ale wszystko co usłyszałem to tylko tyle, że mnie nie chce“ zaśpiewał smutno zatrzymując się oraz spuszczając głowę

Na plaży Courtney siedząc wpatrywała się w ocean „Te dwa dni bez niego są takie okrutne“ zaśpiewała podenerwowana i nagle wstała „Ale ciągle mam nadzieję, że po mnie przypłyniesz i mnie stąd spróbujesz zabrać... Duncan“ wyśpiewała z nadzieją skierowana do oceanu, a jej oczy zalśniły

Ekran przedzielił się na pół pokazując jak Courtney i Scott stali patrząc w dal „Przestań się mazać, musisz wziąć się w końcu w garść!“ wyśpiewali to samo będąc w innych miejscach „Dasz sobie radę będąc tuuuu“ zacisnęli oboje obie ręce w pięści „Ale nigdy o mnie nie zapomnij nawet jak zginęęęęę!“ zamknęli oczy, a w wyobrażeniu Courtney pojawił się Duncan, a w wyobrażeniu Scotta pojawiła się Courtney


Kiedy uśmiechasz się tak“ wyśpiewał Scott otwierając oczy

Uśmiechasz się tak“ wyśpiewała Courtney również otwierając oczy

A ja czuję Cię tak“ Scott wystawił rękę przed siebie

CzujęCcię tak“ Courtney także wystawiła rękę przed siebie

Trudno w to uwierzyć, ale..“ zaśpiewał zdziwiony Scott

Widzę Cię teraz... przed sobą“ wyśpiewali oboje to samo

Twoja twarz jest przede mną sama zastanawiam się jak“ Courtney zaskoczona machała ręką przed sobą wyobrażając sobie kryminalistę

To były wspaniałe chwile z tobą“ wyśpiewał Scott lekko się uśmiechając i wciąż widząc swoje wyobrażenie w dalszym ciągu

W świetle kamer i lamp“ wyśpiewali oboje zdziwieni „To były dni niekończących się rozterek“ stwierdzili oboje rozmyślając nad tym „To było o wiele więcej niż lata temuuuuu“ rozszerzyli oczy „Skarbie, skarbie!“ widzieli ciągle twarze osób, na których im zależało

Jeśli przytulam Cię tak“ wyśpiewał Scott i objął się znowu ramionami

Przytulę Cię tak“ wyśpiewała Courtney i też się objęła ramionami

Jeśli będziesz ze mną tak“ zaśpiewał Scott przenosząc obie ręce do przodu chcąc dotknąć swojego wyobrażenia

Ze mną tak“ zaśpiewała Courtney również przenosząc obie ręce do przodu i chcąc dotknąć swojego wyobrażenia

Tego nie było między nami“ zaśpiewali oboje zmartwieni „Ale wszystkie uczucia do Ciebie ciągle wracają

Jeśli chcesz mnie tak“ zaśpiewał Scott i położył rękę na swoim sercu

Chcesz mnie tak“ zaśpiewała Courtney i też położyła rękę na swoim sercu

Jeśli potrzebujesz mnie tak“ Scott dołączył drugą rękę na swoje serce

 „Potrzebujesz mnie tak“ Courtney również dołączyła drugą rękę na swoje serce

Tego nie było między nami, ale wszystkie uczucia do Ciebie ciągle wracają“ wyśpiewał Scott bardzo wpatrując się w obraz przed oczami

Trudno się temu oprzeć, ale uczucia do Ciebie ciągle wracają“ wyśpiewała Courtney także wpatrując się w obraz przed oczami

Nie chce tu zostać, bo uczucia do Ciebie ciągle wracająąąąąąąąąąąąąąąąąą!“ zaśpiewali oboje w obłędzie unosząc ręce w górze. Zamknęli oczy i opuścili ręce. Po chwili ich oczy się otworzyli i ruszyli przed siebie „Nawet kiedy jesteśmy teraz rozdzieleni i w oddali od siebie“ śpiewali stąpając krok w krok „Dla Ciebie jakoś znów znajdę siłęęę!“ przyśpieszyli krok „Nigdy się nie poddam z byle jakiego powoduuuuu!“ wydarli się na cały głos, a ich wyobrażenia przed oczami zniknęły

Ale jeśli zrozumiem Cię tak“ Scott ściszył swój głos jak widział, że małpy, ptaki i inne stworzenia zaczęły uciekać

Zrozumiem Cię tak“ wyśpiewała Courtney i weszła do wody

I jeśli przyjdziesz po mnie“ Scott się zatrzymał i obrócił głowę

Przypłyniesz po mnie“ Courtney się zatrzymała patrząc na spokojny ocean

Odeszliśmy jak wiatr, ale uczucia do Ciebie ciągle wracają“ zaśpiewali oboje czując jak wiatr poruszył ich włosami

Nie chce tu zostać, bo uczucia do Ciebie ciągle wracająą“ zaśpiewała Courtney robiąc jeszcze krok do przodu w wodzie

To były wspaniałe chwile z tobą“ wyśpiewał Scott i obrócił się w stronę kierunku, z którego przyszedł

Które spędziliśmy razem“ zaśpiewał Scott i Courtney jednocześnie uświadamiając sobie to jeszcze bardziej „To były dni niekończących się rozterek“ powtórzyli śpiewająco „To było o wiele więcej niż lata temuuuuu!“ niepewnie spojrzeli na krajobraz przed sobą  „Skarbie, skarbie, skarbie!“ ruszyli szybko przed siebie

Kiedy pojawisz się tak“ śpiewał Scott biegnąc z powrotem

 „Pojawisz się tak“ śpiewała Courtney zanurzając się coraz bardziej

I kiedy pocałujesz mnie tak“ przed oczami Scotta znowu pojawiła się w wyobrażeniu Courtney i cmoknął ustami

Pocałujesz mnie tak“ Courtney ponownie zobaczyła za mgłą Duncana i też cmoknęła ustami

Odeszliśmy jak wiatr...“ zaczął Scott nie przerywając biegu

...ale uczucia do Ciebie ciągle wracają“ dokończyła Courtney

Kiedy zobaczysz mnie tak“ wyśpiewał twardo Scott i wpadł na drzewo

Zobaczysz mnie tak“ wyśpiewała Courtney, a woda sięgnęła jej do podbródka i się zatrzymała

I kiedy ja zobaczę Cię tak“ Scott odsunął się od drzewa i zobaczył w oddali jak Courtney stoi w wodzie

Zobaczę Cię tak“ Courtney przymrużyła oczy i zobaczyła w oddali statek

Zobaczymy to, co chcemy zobaczyć - uczucia do Ciebie ciągle wracają“ zaśpiewał Scott i Courtney niedowierzająco, co ciągle widzieli „Ty i przywidzenia - wszystko wróciło do mnie“ przetarli swoje oczy „Nie chce tu zostać, bo uczucia do Ciebie ciągle wracająąąąąąąąąąąąą!“ wyśpiewali siłowo, po czym Courtney odwróciła się i ruszyła w stronę brzegu

Jeśli wybaczysz mi to wszystko“ wyśpiewał Scott i ruszył w stronę plaży

 „Wybaczysz mi to wszystko“ wyśpiewała Courtney w szoku odwracając głowę, a statek jeszcze bardziej się zbliżył

I ja Ci to wybaczę“ zaśpiewał Scott przedzierając się przez liście paproci

 „Ja Ci to wybaczę“ zaśpiewała Courtney wychodząc na brzeg i odwracając się w stronę oceanu

Wybaczymy sobie i zapomnimy, bo uczucia do Ciebie ciągle wracają“ wyśpiewał Scott zadowolony zatrzymując się i otrzepując swoją koszulkę z brudu

Uczucia do Ciebie ciągle wracają“ Courtney załamała pod sobą nogi, kiedy statek znajdował się bardzo blisko

Wybaczymy sobie i zapomnimy“ zaśpiewał Scott widząc, że od plaży dzieli go tylko kilka kroków

Bo uczucia do Ciebie ciągle wracają“ wyśpiewali Scott i Courtney razem

Muzyka się skończyła

Courtney drżała ledwo stojąc i mrugając kilka razy oczami. Zastanawiała się czy to co widzi jest prawdziwe

Scott obserwował z bezpiecznej odległości jak dziewczyna stoi na plaży „Hę?!“ zareagował dostrzegając obiekt na wodzie

Statek zatrzymał się na brzegu, a automatyczna kładka opadła.

Duncan wyszedł ze środka kajuty. Był z powrotem przebrany w pomarańczowy kombinezon. Kryminalista szybko ześlizgnął się po kładce na brzeg. Zmartwiony podbiegł do dziewczyny i chwycił ją w swoje objęcia „Courtney, wszystko w porządku?!“ zapytał zmartwiony

„Dun..“ Courtney próbowała wypowiedzieć zamykając oczu „...can...“ dokończa i osunęła się w jego ramionach

Scott zszokowany widział wszystko z tyłu. Zobaczył jak Duncan pojawił się i mocno tulił do siebie Courtney. Oczy farmera zalały się łzami. Nerwowo zrobił krok w bok „Aaa!“ krzyknął tracąc nagle grunt pod nogami

Chris wyszedł z kajuty statku „Mówiłem, że nie mogli zginąć“ powiedział z ulgą patrząc na Duncana i półprzytomną dziewczynę

Duncan zły odwrócił głowę „Jest spragniona i wyczerpana!“ zawołał do Chrisa

„I co ja mam do tego?“ zapytał zdziwiony gospodarz

„McLean podaj wodę!“ warknął wściekły Duncan

„Wokół masz pełno wody“ wskazał Chris

Duncan zarzucił Courtney na swoje ramie i wszedł na kładkę. Zbliżając się do Chrisa posyłał mu zabójcze spojrzenie

Chris wszedł do kajuty i wyszedł z butelką wody mineralnej „Masz“ niezadowolony wystawił rękę do kryminalisty „I żebyś nie mówił, że jestem zły“

Duncan wolną ręką chwycił za butelkę wody i minął gospodarza wchodząc na podkład statku

Chris westchnął i zszedł na dół po kładce. Rozejrzał się wokół plaży i wyjął z kieszeni smartphone. Wybrał numer i przyłożył telefon do ucha „Znalazłem ich“ powiedział radośnie „Znaczy się tylko Courtney“ poszedł przed siebie kilka kroków dalej „A nie... czekaj!“ odparł słysząc coś dobiegającego zza roślinności. Podszedł bliżej i odgarnął krzaczek. Usłyszał szloch i przyuważył dół „Scott też się znalazł!“ zawiadomił zadowolony i wrócił się z powrotem „Wszystko jest tak jak być powinno“mruknął i schował smatphone. Doszedł do statku

Duncan zszedł na dół po kładce „Płyńmy stąd“ powiedział wściekły

„Zapomniałeś o czymś?“ spytał normalnie Chris „Trzeba poinformować Scotta, że wyleciał“

„Nie obchodzi mnie on“ burknął mrużąc oczu

„Ale mnie obchodzi“ odparł Chris i wskazał w stronę dżungli „Masz tam iść i wyciągnąć go z dołu. Chyba natrafił na jakąś z jednych pułapek“

„O nie!“ warknął Duncan i chciał wrócić na statek, ale Chris zagrodził mu drogę na kładkę „Chce wrócić do Courtney i się nią zająć!“ jęknął

„Najpierw zrób co należy do twoich obowiązków“ rozkazał Chris opierając ręce o żebra

„Aaa grr!“ warknął Duncan i poszedł w stronę dżungli

„Całkiem mi dobrze idzie udawanie, że nie znam tych terenów“ zaśmiał się pod nosem Chris i wyciągnął z kieszeni pilota wciskając guzik

Duncan zły podszedł do krzaczków. Odsunął rękami roślinność i wszedł z piasku na trawę. W tle zaczęła grać muzyka (Inspiracja:  Meat Loaf- Left In The Dark). Kryminalista się zdziwił

Nie musisz się tak skradać“ usłyszał śpiew Scotta dobiegający z podziemi „Po prostu podejdź do tego dołu

Duncan przewrócił oczami i podszedł bliżej dołu

Leżę samotnie sam w ciemności i... przyznaję, że chciałem Cię mieć tylko dla siebie!“ wyśpiewał Scott załamanym głosem

Duncan zatrzymał się natychmiast. Spiął się w sobie czując, że go coś trafia od środka

Nie mam powodu, aby się poruszać“ wyśpiewał Scott leżąc nieruchomo na plecach na dnie dołu „Tak jak moje serce przestało już bić“ uronił łezkę „Potrzebowałem Cię dzisiaj, ale myślę, że teraz masz z Duncanem lepsze rzeczy do roboty już!

Duncan kiedy to usłyszał zrobił w tył zwrot. Przy krzakach stał Chris i niezadowolony wskazywał ręką na dół

Powinienem wiedzieć, że tak to się skończy!“ wyśpiewał z nutą złości w głosie Scott w dole „Ale musiałem być ślepy“ zagryzł zęby „Założę się, że nic już więcej do mnie nie czujesz, jestem nikim dla Ciebie w twoich oczach!“ śpiewał wnerwiony pozostając ciągle w pozycji leżącej

Duncan wkurzony wrócił z powrotem do miejsca, w którym stał

Widziałem jak twój cień się pojawił“ usłyszał dalszy śpiew Scotta i poruszył się w bok „A teraz jak raz jest i znika

Kryminalista rozejrzał się wokół

Czy masz linę czy cokolwiek innego to nie możesz mnie sobie od tak wyciągnąć“ wyśpiewał Scott

Duncan lekceważył go i podszedł do jednego z drzew

Słyszysz? Nie możesz już więcej nic zrobić“ Scott śpiewał, a kryminalista zerwał jeden koniec liany z drzewa

Wyciągnięcie mnie stąd nie pomoże mi!“ wrzasnął śpiewająco farmer

Zdesperowany Duncan podszedł bliżej do dołu i zarzucił lianą

Scott zobaczył jak z góry spadł obok niego koniec liany „Wiedziałem, że jednak mnie kochasz“ zaśpiewał zdziwiony i uradowany „Nawet jak nie rozmawiamy teraz ze sobą“ wstał na nogi „Jednak zależy Ci na mnie i mam teraz dowód“ chwycił się liany i zaczął się wspinać „I nie wymigasz się od tego“ wspiął się wyżej „Więc podejdź bliżej“ śpiewał radośnie widząc cień osoby stojącej nad dołem „Chcę tylko poznać prawdę“ zatrzymał się blisko

Muzyka skończyła się

Duncan wychylił swoją głowę „Skończ ten jazgot!“ warknął bardzo wściekły

„Aach!“ Scotta zatkało jak zobaczył Duncana. Rozluźnił uścisk i zjechał niżej po lianie „Aa!“ wrzasnął przerażony, ale nie spadł, bo zdążył się chwycić mocno z powrotem. Objął lianę rękami i nogami

„Czy naprawdę muszę to robić?!“ zapytał Duncan i złapał za napiętą lianę. Zagryzł zęby i z całych sił wciągał farmera na górę

Scott tylko spoglądał w górę na to co się dzieje. Kiedy był na brzegu powierzchni dalej wdrapał się o własnych siłach. Wyprostował się i zmierzył Duncana wzrokiem

Duncan rzucił lianę na ziemie „Zostałeś... wyeliminowany... głąbie!“ poinformował zmęczony ledwo zipiąc. Po chwili również się wyprostował i spojrzał niepewnie na farmera

Scott niezadowolony chwycił Duncana za ramiona i jednym ruchem wrzucił go do dołu

„Aaa!“ wrzasnął Duncan spadając

Scott otrzepał ręce i z podniesioną głową ruszył w stronę plaży


Kilka godzin później samolot Dona unosił się w przestworzach. W kabinie pilota wygodnie na fotelach siedzieli Chris i Don. Oboje popijali swoje drinki z parasolką zrobione z połówek kokosa, a dokładnie był to przełamany jeden Pan Kokos na dwie części. Za fotelami, przy drzwiach stał Duncan i pod nosem syczał z bólu. Kryminalista miał złamaną prawą rękę, którą trzymał na temblaku.

„Co za pech, że pozwoliłeś Zeke uciec“ powiedział Chris pociągając drinka ze słomki

„Przyszedłem pod samolot to go już nie było“ mruknął Don zanurzając się w fotelu

„Chciałem mu dać nauczkę, ale może lepiej, że już nie zobaczę tego potwora na oczy“ wysiorbał drinka do końca i odwrócił głowę „A ty Duncan, co tak stoisz?“ zapytał zwracając jego uwagę „Nie widzisz, że picie nam się skończyło?“ pomachał pustą połówką kokosa

„Och...“ jęknął wykończony Duncan i otworzył drzwi do przedziału. Wyszedł z kabiny

„To było męczące“ rzekł bezsilnie Don

„A co ja mam powiedzieć?“ spytał Chris zagłębiając się w swoim fotelu „Ciesze się, że to wszystko się już skończyło“

„Jeszcze czas zapowiedzieć koniec odcinka“ odparł Don wyprostowując się

„Taa, phi!“ parsknął Chris „Ciekawe kto to kamerował“ również się wyprostował

„Oj, ja mam sposoby“ mruknął Don i spojrzał na kamerkę, która ich rejestrowała „Nie przegapcie następnych... trudnych odcinków Totalnej...“

„...Porażki...“ dodał Chris patrząc w tym samym kierunku co Don

„...Łowcy Sławy!“ zawołali i z powrotem zanurzyli się w fotelach






Dziewczyny:  Heather, Carrie, Kitty, Emma, Sierra, Courtney, Ellody, Bridgette, Gwen, Zoey, Josee, Stephanie, Sugar, Leshawna

Chłopcy: Alejandro, Cody, Noah, Owen, Duncan, Scott (powrót w odc.17), Jay, Jacques, Trent, Mike, Topher, Dylan (od odc.12)








NOTA AUTORSKA

Owoce bukwi są jadalne, ale wywołują halucynacyjne, gdyby ktoś nie wiedział 😅

Wydawało mi się, że odcinek wyjdzie smutniejszy, ale nie chciałam przesadzić. I tak już zginęło tyle osób! Tak jakby...
Pewnie nie spodziewaliście się, że odpadną, aż trzy osoby... i to takie osoby! Trochę zmartwiłam się, że już dalej nie będzie tych trzech osóbek, po czym nagle... przypomniałam sobie, że jest jeszcze następny odcinek i będą te osoby jurorami. Takie pocieszenie 😁 Plus, pewne rzeczy się muszą powyjaśniać, ale to swoją drogą (nie hejtować za ten odcinek xd)

Cóż... gra się zaostrza, zatem czekajcie cierpliwie na odcinek 23!

PS: Wybaczcie, ale odcinki mogą się teraz pojawiać w późniejszym czasie

wtorek, 17 kwietnia 2018

‬Odcinek‭ 21 – ‬TPŁS-TDFH „Duże oddalenie – początek“


Odcinek‭ 21 – ‬TPŁS-TDFH „Duże oddalenie – początek“


„W ostatnim odcinku Totalnej Porażki: Łowcy Sławy...“ zaczął szeptem Don siedząc na wygodnym białym fotelu w kabinie pilota, a obok niego siedział Chris, który udawał, że sobie drzemał „Uprowadzono mnie do Polski“ pokazano jak stał zły w śmigłowcu, a Duncan go trzymał „A co działo się w śmigłowcu, co leciał przed nami to nie mam pojęcia“ puszczono fragment jak Gwen weszła między kłócące się Courtney i Heather „Na miejscu zawodnicy polecieli na skocznie, a Chris wybłagał mnie, żebym nie odchodził“ ukazano moment jak Chris smutno patrzał na niego „Na skoczni zobaczyliśmy pierwszą Heather i jej dwóch niezbyt udanych kompanów“ pokazano jak Topher i Jacques śpiewali, a Heather jadąc na jednej narcie w dół, mając zasłonięte oczy i toporek w ręce odwróciła głowę i wpadła do dołu z piłami mechanicznymi „Scott miał nadzieję na daleki skok, ale ktoś mu w tym przeszkodził“ ukazano jak Scott, kiedy miał lądować oberwał nartą w plecy i upadł na twarz przed zielona linią „Ale chyba nie był zbyt zły z tego powodu“ pokazano jak Scott obejmował Courtney, ale szybko ją puścił gdy tylko zjawił się Duncan, który od razu go znokautował „Na Duncana nieszczęście i szczęście zgodziłem się podpisać mu raport do sądu, który i tak podpisałem parę minut temu“ pokazano jak wnerwiony Duncan stojąc przed Chrisem wyjął pomięte kartki z kieszeni „Trent miał nadzieję, że może wygrać, ale chyba jego słabość do Gwen mu zaszkodziła“ pojawiło się jak Gwen pocałowała Trenta w policzek, a on stanął jak wryty „Bo skończyło się to tak“ pokazano jak Trent przewrócił się wjeżdżając na leżącego Tophera „Atmosfera pomiędzy Emma i Noah stała się napięta“ ukazano kłótnię pomiędzy wypowiedzianą dwójką przy obecności Gwen w pomieszczeniu u szczytu skoczni „Skoki wygrał Jacques i pozbył się Heather przy tym nam coś wyznając“ pokazano jak Jacques spojrzał w górę z łagodnym uśmiechem i pomachał do Emmy, a ona mu odmachała „A teraz...“ mruknął Don, ale przerwał zwracając uwagę na konsole

„Znajdujemy się nad Maderą“ powiedziała głos z nawigacji

„Hę?“ zdziwił się Don

Chris otworzył oczy i wyciągnął rękę do przodu wciskając jakiś przycisk

Fotel, na którym siedział Don zaczął się trząść „Co ty robisz?!“ zapytał zaniepokojony

„Leć odebrać swój naprawiony samolot Don“ powiedział Chris dość poważnym tonem

„Aaaaa!“ zawołał Don jak go katapultowano

„A ja zajmę się resztą“ szepnął Chris do kamery, ale niezbyt zadowolony „Oglądajcie Totalną Porażkę: Łowcy Sławy“ odparł cicho




Czołówka: (Muzyka leci, reflektory wysuwają się raz z jednej, a raz z drugiej strony studia, a obok nich wysuwają się również kamery. Zbliżenie na środek studia, na którym stoi Chris wraz z Donem)

Chcę sławnym być!
(Za dwójką prowadzących Leshawna, Jay, Ellody i Topher pozują do zdjęć jak najlepiej umieją )

Chcę sławnym być!
(Heather odpycha Alejandro, ale przed nią pojawiają się Josee oraz Jacques wychodząc na pierwszy plan)

Ja chciałbym być sławny!
(Przed Josse oraz Jacques pojawiają się Noah, Kitty i Emma. Obok podchodzi Owen, który przysłania Noah)

Chcę sławnym być!
(Przedstawiony jest widok na budynki miasta i jak w oddali Sierra goni Codiego)

Chcę sławnym być!
(Obok na chodniku stoi Duncan, który się uśmiecha i wymienia wzrok z Courtney. Scott zły łapie ją za nadgarstek)

Ja chciałbym być sławny!
(W głębi miasta Carrie, Mike, Zoey, Stephanie, Sugar i Bridgette rozdają ludziom swoje autografy. Na końcu muzyki rozlega się gwizd. Na samym końcu siedząc w samochodzie Gwen i Trent rumienią się wzajemnie patrząc na siebie)

TOTALNA PORAŻKA: ŁOWCY SŁAWY




Nadszedł dzień. Słońce mocno świeciło. Samolot logowany twarzami Chrisa i Dona pojawił się nad błękitnymi wodami oceanu. Podwozie otworzyło się, a na dół wypadła wielka tratwa, a na niej każdy uczestnik znajdujący się osobno w klatce. Tratwa uderzyła o powierzchnię wody, co sprawiło, że wszyscy natychmiast się obudzili.

„Aaaaaaa!“ krzyknęli wszyscy wstając na nogi w swoich klatkach

Samolot zatoczył koło i zawrócił odlatując.

Noah chwycił za kraty „Super... klatki“  mruknął sarkastycznie rozglądając się

„Plus, jesteśmy na środku morza lub oceanu“ odparła niezadowolona Emma

Noah się skrzywił, a następnie stał się smutny

„Czyżby naszym zadaniem było się wydostać?“ spytał zdziwiony Jacques

„Bardzo możliwe“ zaczął rozmyślać nad tym Topher

Scott wyjął nóż i zaczął piłować nim kratę

„A może to jest podchwytliwe i wcale nie mamy się stąd wydostać“ mruknęła Courtney

Scott przestał piłować kratę i schował nóż

„Coś mi się zdaje, że na tym się nie skończy“ powiedziała Gwen

„Zaraz się dowiemy wszystkiego“ odparł Trent i wskazał na zbliżająca się motorówkę

Przed nimi zatrzymała się motorówka. Na środku stał Chris, który uśmiechał się szeroko, a z tyłu przy silniku siedział znudzony Duncan

„Ahoj ludziska!“ zawołał entuzjastycznie gospodarz

„Gdzie jest Don?“ spytała Emma

„Gdzie jest Heather?“ zapytał Jacques po czym skrzyżował ręce „Tak jakby mnie to interesowało...“ powiedział zmienionym tonem

„Don odbiera swój samolot z naprawy, a Heather pilnuje obecnego samolotu“ odpowiedział Chris wskazując za tył

„Lepiej nam powiedz gdzie jesteśmy i co mamy robić?!“ zapytała pretensjonalnie Courtney

„Uspokój się królewno“ burknął Duncan podpierając się ręką silnika „To wasze zadanie“

„Dalej jesteś na mnie zły o wczoraj?!“ jęknęła Courtney łapiąc rękami za kraty „Przestań w końcu!“

Duncan zmęczony westchnął, a Scott przewrócił oczami

„Będę się streszczał“ zaczął Chris „Jesteśmy gdzieś na środku Oceanu Atlanckiego. Każdy z was został zamknięty w klatce i wpadnie na dno wody. Waszym zadaniem jest się wydostać i zabrać z dnia to co znajduje się w skrzyni. Kto pierwszy ten lepszy. Uwaga na rekiny“ wyjął z kieszeni pilota, a jego uśmiech spadł z twarzy

„Rekiny?!““ zareagował bojaźliwie Scott, ale szybko jego wyraz twarzy się zmienił „A no tak już się ich nie boję“ uświadomił to sobie

„A co z jury?“ zapytał Noah z nutą smutku w głosie

„I co później jak wyciągniemy to coś ze skrzyni?“ zapytał Topher wykrzywiając usta

„Powiem tak...“ mruknął Chris i wcisnął przycisk „Żegnam!“ krzyknął dość poważnym tonem

„Aaa!“ wrzasnęli wszyscy jak trawna rozpadła się. Każda uczestnik z klatką wpadł do wody zatapiając się na dno

Chris usiadł na siedzeniu „Dobra, wracamy Duncan“ powiedział normalnie i machnął ręką

Duncan uruchomił silnik i zawrócił motorówką. Odwrócił głowę patrząc na miejsce, gdzie unosiły się kawałki tratwy „Emm... Chris?“ spojrzał na gospodarza

Chris odwrócił do niego głowę „Taa?“

„Chcesz ich tak zostawić?“ zapytał zmartwiony kryminalista odwracając co chwile głowę do tyłu

„A czemu nie?“ Chris wzruszył ramiona

„Nawet im nie powiedziałeś do końca co mają zrobić“ stwierdził po czym przymrużył oczy

Chris ciężko westchnął „Dobra... powiem Ci“ odwrócił się patrząc prosto przed siebie „Nie mamy wygranej“ mruknął cicho

„Co?!“ uniósł się Duncan

Gospodarz znowu odwrócił do niego głowę „Wydałem półtora miliona na naprawę samolotu Dona. Dlatego pozbyłem się uczestników“

„Zawracamy!“ warknął kryminalista i dotknął silnika

„Ani się wasz Duncan!“ Chris aż wstał „Zapomniałeś już na czyjej jesteś łasce?!“

Duncan zagryzł zęby i niezadowolony usiadł na miejsce. Spojrzał jeszcze raz na oddalające się dryfujące deski


Pod wodą klatki bardzo powoli opadały na dno. Wszyscy wstrzymywali powietrze i obserwowali niespokojnie siebie nawzajem. Jacques pochylił głowę i spojrzał na dół. Na dnie znajdowała się brązowa skrzynia. Obok nich przepłynęło kilka rekinów. Topher zadrżał. Jeden z rekinów podpłynął bliżej i zaatakował klatkę Trenta. Przestraszony gitarzysta cofnął się i uderzył plecami o kraty. Gwen wytrzeszczyła oczy. Spód klatki Trenta otworzył się. Scott natychmiast podskoczył do góry i przerażony próbował płynąć do góry, ale i tak klatka opadała na dół. Wszyscy zwodnicy jakby mogli to by krzyczeli pod wodą. Courtney kopnęła o spód klatki, które też się otworzyło. Rekiny okrążały klatki. Jacques także kopnął o swoje dno i wypłynął jako pierwszy w stronę skrzyni. Courtney zmarszczyła brwi i popłynęła za łyżwiarzem. Rekiny ruszyły w ich stronę. Emma zmartwiona również kopnęła o swoje dno i wypłynęła. Noah niepewnie odwrócił się w klatce i uderzył ramieniem o spód i wypłynął za resztą. Trent i Gwen kiwnęli do siebie głowami. Gotka uderzyła w dno i też wypłynęła. To samo Trent. Za wszystkimi ruszyło parę rekinów. Przerażony Topher miotał się w swojej klatce od boku do boku próbując uniknął wzroku rekinów. Scott lekceważąc wszystko dalej starał się wypłynąć do góry. Courtney zatrzymała się i zrobiła unik kiedy rekin płynął w jej stronę. To sprawiło, że Jacques ją wyprzedził, a za nim popłynęła Emma, a za Emmą popłynął Noah. Wkurzona Courtney próbowała ruszyć za nimi, ale Gwen i Trent ją chwycili. Gitarzysta skrzywił się to samo Gwen. Oboje poczuli, że brak im powietrza i puścili Courtney. Dziewczyna spojrzała na nich po czym sama poczuła brak tlenu. We trójkę popłynęli do góry robiąc uniki przed rekinami. Topher zauważył ich i się zdziwił. To samo Scott przestał mocować się z klatką i zaczął ich obserwować. Jacques zadowolony dopłynął do skrzyni, a do niego dopłynęła Emma. Noah zatrzymał się i złapał za szyję dusząc się. Bez dłuższego namysłu spanikowany Noah popłynął do góry. Jednocześnie uciekał przed rekinem. Jacques próbował otworzyć skrzynię, a Emma przy nim stanęła. Łyżwiarz podniósł wzrok do góry i uśmiechnął się do dziewczyny. Jednak dziewczyna zamiast też się uśmiechnąć to wskazała palcem w bok i wytrzeszczyła oczy. Jacques wyprostował rękę i zacisnął dłoń w pięść, co sprawiło, że rekin, który dopłynął znokautował się i padł. Jacques wystawił także drugą rękę i z drugiej strony również rekin uderzył nosem o jego pięść. Emma splotła zachwycona ręce. Jacques chwycił za jedną klapę od skrzyni i ją otworzył. On i Emma zajrzeli do środka. Wykrzywili usta, kiedy ukazało się, że skrzynia była pusta. Jacques wkurzony popłynął do góry. Emma również chciała płynąć do góry, ale poczuła brak tlenu i zaczęła się krztusić.


Na powierzchni Gwen, Courtney i Trent złapali powietrze. Courtney chciała jeszcze raz zanurkować, ale Gwen i Trent ją szybko chwycili. Słońce zaszło. Niebo stało się szare.

„To zbyt niebezpieczne!“ krzyknęła Gwen

„Ale skrzynia!“ tłumaczyła zdziwiona Courtney ich zachowaniem

„Dla Ciebie ważniejsze jest życie czy jakaś skrzynia?!“ skrzywił się Trent

„Oczywiście, że...“ Courtney zaczęła mówić, ale zobaczyła, że nad wodami pojawiły się czarne chmury „Chyba pogoda się psuje“ powiedziała spokojniej i nieco zaniepokojona

Noah się wynurzył „Ach!“ złapał powietrze „O nie!“ jęknął, kiedy poczuł, że na niego spadają krople deszczu

„Wygląda na to że burza się zbliża“ stwierdził Trent jak fale zaczęły wszystkimi kołysać

Jacques wypłynął na powierzchnię „Och... powietrze!“ krzyknął zadowolony

„Gdzie Emma?!“ zapytał od razu wnerwiony Noah patrząc łyżwiarzowi prosto w oczy

„Pewnie zaraz wypłynie“ oznajmił normalnie Jacques „Najgorsze, że Chris zrobił nas w balona i skrzynia była pusta!“ jęknął zrozpaczony

„Poważnie?!“ zapytały razem Gwen i Courtney

Jacques skinął głową, a Noah wtedy zanurzył głowę i spojrzał w stronę dna.



Chłopak zauważył, że Emma tylko pływała w miejscu, a rekiny się na nią czaiły. Szybko wychylił głowę na powierzchnię „Ty idioto!“ warknął groźnie Noah na łyżwiarza „Trzeba jej pomóc!“ zanurkował na nowo

„Hę?“ zdziwił się Jacques i zanurzył głowę

Trent chwycił za włosy łyżwiarza i wyciągnął jego głowę na powierzchnię „Zostań tu koleś, a ja pomogę Noah“ mruknął oschle i zanurkował

„Au! To bolało!“ jęknął łyżwiarz głaskając się po głowie

„Myślę, że powinniśmy im też pomóc“ stwierdziła niepewnie Gwen

Courtney chwyciła Gwen za ramie „Najpierw nie chciałaś mi dać nurkować to teraz tu ze mną zostań“


W głębinach Topherowi w końcu też zaczęło brakować powietrza, a Scott opadł z sił. Klatki, w których się znajdowali zatrzymały się na samym dnie. Noah szybko jak się da płynął wymijał rekiny i dążył do Emmy. Trent płynął tuż za nim. Kiedy Noah udało się dopłynąć kopnął jednego rekina w pysk, a drugiego uderzył w bok. Szybko chwycił dziewczynę i ruszył w stronę powierzchni. Topher niepokojąco ruszał rękami, a jego klatka leżała bokiem. Muzyk popłynął i otworzył spód jego klatki. Topher rozszerzyl oczy i zaczął się dusić. Trent chwycił Tophera i wyciągnął go z klatki. Gitarzysta ruszył z chłopakiem do góry. Scott bez siły i przerażony widział jak koło jego klatki dalej krążą rekiny. Wydawało mu się, że stworzenia się do niego uśmiechają. Farmer także poczuł brak tlenu. Rekin uderzył w jego klatkę. Scott szybko chwycił za spód, aby się tylko nie otworzył. Z sekundy na sekundę dusił się coraz bardziej.

Noah z nieprzytomną Emma wypłynął na powierzchnię. Obok nich pojawił się również Trent i Topher. Wszyscy z nich złapali powietrze.

„Przepraszam Emma!“ zawołał zmartwiony Jacques widząc dziewczynę

Emma wypluła wodę i chwyciła powietrze „Aach!“

„Żyjesz!“ ucieszył się Noah przytulając ją

Topher chwycił się kawałka tratwy „Dzięki!“ zawołał uradowany łapiąc powietrze

„Uff!“ odetchnęła Gwen „Dobrze, ze jesteśmy wszyscy w komplecie“

Courtney rozejrzała się „A gdzie Scott?“ zapytała zmartwiona

„Zaraz go wyciągniemy“ powiedział Trent

Fale oceanu coraz bardziej zaczęły kołysać, a z nieba rozległo się grzmienie

„Musimy stąd szybko płynąć za nim fale nas zatopią“ mruknął Noah widząc, co się dzieje

„Ale trzeba ratować Scotta!“ wrzasnęła Courtney

„Jeśli nie wypłynął do tej pory to już po nim“ stwierdził Jacques

Courtney zrobiła wdech i zanurkowała

„Courtney!“ zawołała przerażona Gwen

„O nie!“ zawołała szybko Emma widząc zbliżająca się do nich wielką falę

„AAAAAAaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!“ wszyscy przerażeni krzyknęli, a fala ich przykryła



Ciemność...



Cisza...



Nicość...



Nad Oceanem Atlanckim burza przeszła, a sztorm minął. Niebo rozpogodziło się. Słońce znowu zaczęło świecić. Kawałek dalej znajdowała się mała wysepka. Na plaży leżeli nieprzytomni Gwen, Emma, Trent, Topher, Jacques i Noah.

Topher leżał na plecach i zaczął łapać świadomość „Eee-echem! Ee-eechem!“ zakaszlał kilka razy. Otworzył oczy i zobaczył przed sobą resztę „ŻYJEMY!“ zawołał unosząc tułów

Emma ocknęła się i zobaczyła, że jest w ramionach Noah „Och...“ mruknęła bezsilnie „Noah“ wypowiedziała szeptem

Noah otworzył swoje oczy „Emma“ mruknął cicho

Trent, Gwen i Jacques także obudzili się.

 Łyżwiarz szybko jak się da wstał „To nie czas na romanse!“ zawołał niezaniepokojony widząc Emme i Noah w objęciach

„Prawda...“ odparła niechętnie Emma i puściła Noah po czym wstała „Zerwaliśmy, nie powinniśmy tego robić“ powiedziała smutna

„Weź powagę sytuacji“ zdziwił się Noah jej słowami „Uratowałem Cię kiedy brakło Ci tlenu, więc stąd to...“ podniósł się na nogi „...przytulenie“ dodał smutno po chwili

„Rozumiem“ odparła Emma odwracając się od niego

Trent podniósł się na nogi i podał rękę Gwen, aby wstała

Gotka przyjęła pomoc i poniosła się „Nie ma dwóch osób“ zmartwiła się

Topher spojrzał na spokojny ocean „Jeżeli Courtney i Scotta z nami nie ma to musieli zostać na dnie“ powiedział normalnie „Przy sztormie nie możliwe, żeby się uratowali“

„Courtney...“ Gwen zacisnęła dłonie w pięści, a w jej oczach pojawiły się łzy

„Gwen...“ wypowiedział zmartwiony Trent i przytulił gotkę

„Bądźmy dobrej nadziei, że nie zginęli“ powiedziała Emma patrząc jak Gwen oparła głowę na ramieniu Trenta

„Nie chcę bardziej niepokoić, ale musimy się rozejrzeć gdzie jesteśmy“ odparł Noah wskazując w stronę zarośli

„Zgadzam się z nim“ mruknął Topher

„Na pewno po nas przypłyną“ powiedział Jacques opierając ręce o żebra

„Może Don by tak zrobił, ale Dona nie było przy Chrisie“ mruknął Topher rozmyślając „Chris sam w sobie nie pofatyguje się, żeby nas szukać“

Jacques skrzywił się „Jesteśmy straceni!“ zawołał spanikowany

Noah ruszył do przodu „Zachowajcie zimną krew i szukajmy rozwiązań“

Emma niepewnie skinęła głową i ruszyła za Noah. Gwen smutna odsunęła się od Trenta. Muzyk trzymał rękę na jej ramieniu i poszli razem za resztą. Topher również ruszył szybko za pozostałymi.

Jacques westchnął „Zwaliłem sprawę z Heather, a teraz nawet z Emma“ mruknął sam do siebie i poszedł zawiedziony za wszystkimi


Na innej plaży Courtney i Scott leżeli obok siebie. Farmer powoli otworzył oczy i uniósł głowę. Zobaczył, że leży na brzuchu. Wypluł piasek z ust. Dziewczyna była do niego odwrócona bokiem.

„C-co j-jest?“ spytał z zawahaniem Scott widząc plaże. Odwrócił głowę „Courtney?“ uklęknął na kolanach. Odwrócił nieprzytomną dziewczynę na plecy „Courtney, obudź się!!“ wrzasnął i nią potrząsnął

„Mhmm?“ mruknęła powoli otwierając oczy „Duncan?“

„Jaki Duncan?!“ warknął Scott i wstał na nogi

„Scott!“ Courtney natychmiast rozszerzyła oczy „C-co się stało?!“ podniosła się

„Mnie pytasz?“ zdziwił się „Byłem na dnie oceanu atakowany przez te głupie r-rekiny!“ zatrząsł się na ostatnie słowo

„Ach...“ odparła Courtney przypominając sobie. Zdezorientowana przeszła na przód „A ja...“ przerwała i się skrzywiła

„Gdzie idziesz?“ ruszył od razu za nią

„Znaleźć Chrisa!“ odpowiedziała nerwowo

„Ale przecież tu go nie ma“ rozejrzał się „A nie wydaje Ci się to wszystko jakieś dziwne?“ stwierdził rozglądając się

Oboje weszli do dżungli

„Trochę tak“ mruknęła Courtney i się zatrzymała „Obudziliśmy się z hukiem na trawie“ zaczęła wyliczać na palcach „Później Chris wrzucił nas bezcelowo pod wodę i ten cały sztorm...“ zmrużyła zmartwiona oczy

Scott stanął przed nią „Nawet nie śpiewałem dzisiaj piosenki. To bardzo dziwne“

Courtney odwróciła głowę „Zastanawiam się, co się stało z resztą“ ruszyła w dalszą drogę

„Lepiej poszukajmy tego Chrisa“ mruknął zakłopotany i znowu za nią ruszył


Przez parę minut Emma, Gwen, Trent, Noah, Topher i Jacques krążyli po ścieżkach rozglądając się wokół, gdzie się znajdują. Smutna Gwen co chwile obracała głowę w stronę oceanu. Noah odganiał od siebie robaki, które latały mu przed twarzą. Wszyscy zatrzymali się.

„Tu nic nie ma“ stwierdziła Emma

Topher podszedł do bananowca i zerwał liść. Wolną ręką sięgnął po gałązkę

„Co ty... robisz?“ spytała dość normalnie Gwen

„Wygląda na to że zostaniemy tu na dłużej, a z tego możemy stworzyć nasze własne miejsce na zwierzanie się“ oznajmił z uśmiechem Topher

„Tak, jakby nam to było w tym momencie najbardziej potrzebne“ burknął Noah

„Uważam to za dobry pomysł“ odezwał się Jacques i nerwowo spojrzał na Emme „Wiecie co...“ zaczął zdenerwowany i chwycił dziewczynę za ramie „Muszę z tobą porozmawiać Emma“  odciągnął dziewczynę na bok

„O-okay!“ odpowiedziała zdziwiona jak łyżwiarz ją ciągnął na bok

„No nie do wiary!“ Noah zezłoszczony spiął się w sobie

Topher podszedł do bananowca i zerwał kolejne liście

„Niektórzy z nas już się znaleźli w podobnej sytuacji do obecnej“ napomniał Trent „Pamiętacie, kiedy autobus DJ-a spadł do przepaści?“

„T-tak“ odpowiedziała Gwen łamanym głosem

„Więc poradzimy sobie i tym razem“ oznajmił motywująco muzyk

Noah obserwował jak Jacques i Emma coraz bardziej się od nich oddalają. Zrobił krok na przód, ale ktoś go zatrzymał łapiąc jego przedramię

„Pomóż mi to z konstruować“ powiedział Topher nadstawiając do Noah garść liści

„A daj mi spokój!“ wrzasnął Noah

„Możemy zbudować schronienie na noc“ uznał Trent i podszedł do Tophera „Pomożecie nam?“ zapytał

Noah przewrócił oczami i chwycił za gałązkę leżącą na ziemie

„Gwen?“ zapytał Trent zaś zmartwiony patrząc na dziewczynę

Gwen patrzała tylko w stronę oceanu „Pomogę wam“ odparła cicho i podszedł bliżej

Trent westchnął „Ciągle odnoszę wrażenie, że wszystko zostało zaplanowane“


W inne części dżungli Jacques coraz szybciej maszerował do przodu. Trzymał Emme i ciągnął ją za sobą

„Jacques, wystarczy!“ zawołała Emma, kiedy zauważyła, że się dość sporo oddalili

Łyżwiarz zatrzymał się i szybko się do niej odwrócił . Ułożył swoje dwie ręce na torsie „E-emma j-ja muszę Ci... coś powiedzieć“ wyjąkał przymrużając oczy

Emma uniosła zdziwiona brwi do góry i oparła ręce o biodra

„Podobasz mi się!“ wypowiedział szybko

„Co?!“ Emma doznała szoku „Przecież tobie podobała się Heather!“ rozprostowała ręce

„Przestałem cokolwiek do niej czuć“ wyjawił zmartwiony „Teraz podobasz mi się ty!“

„Czy ty zaś próbujesz jakiś sztuczek?!“ warknęła podejrzliwie

Jacques załamał ręce i pochylił się do przodu „Nie wiem co się ze mną dzieje... Nie jestem tym samym człowiekiem, co kiedyś“

Emmy wyraz twarzy złagodniał „Za długo nie ma Josee przy tobie“ powiedziała szczerze

Łyżwiarz się wyprostował „Josee“ wypowiedział i rozszerzył oczy „Trochę tęsknie za nią“

„Chodźmy już do reszty“ chwyciła Jacquesa za ramie i pociągnęła w stronę, z której szli

„Emma, ale ja czuję, że naprawdę coś poczułem do Ciebie“ powiedział po czym on i dziewczyna się zatrzymali

„Którą drogą szliśmy?“ zapytała widząc rozgałęzienie czterech różnych ścieżek

„Tą?“ wskazał niepewnie Jacques na drugą ścieżkę

„Albo tą“ Emma wskazała na ścieżkę trzecią

„To dla mnie za dużo!“ Jacques chwycił się za głowę „Josee mi potrzebna do racjonalnego myślenia i do racjonalnych wyborów, aby dążyć do zwycięstwa!“

Emma chwyciła za ręce łyżwiarza i opuściła je na dół „Spokojnie“ powiedziała krzywiąc się „Chodź za mną“ podążyła trzecią ścieżką

Jacques zadrżał. Po chwili stania uspokoił się, a na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek. Ruszył wzdłuż drugiej ścieżki.


Gdzie indziej przed siebie szła zdesperowana Courtney, a za nią szedł zmęczony Scott. Oboje skrzywili się i zwolnili krok.

„Ach grr!" jęknęła Courtney i się zatrzymała „Niczego tu nie ma!“ warknęła zezłoszczona po czym ociężale pochyliła się do przodu

Scott również się zatrzymał i odwrócił się do niej tyłem „Jesteśmy na jakimś bezludziu!“ przyznał niezadowolony

Pomiędzy drzewami i roślinnością wydobyła się muzyka (Inspiracja: James Ingram i Patti Austin- How Do You Keep The Music Playing). Courtney cofnęła się o dwa kroki w tył. Oparła się o plecy Scotta. Oboje zmęczeni upadli na ziemie. Oparci o siebie siedli i zaczęli się rozglądać. Byli zdziwieni całą sytuacją, która miała miejsce. Zmęczeni przymrużyli oczy.

Jak zrobiłaś, że słyszę jak rozlega się muzyka?“ zapytał śpiewająco Scott „Jak to się stało, że jesteśmy tu ze sobą?“ śpiewał dalej patrząc w dal „Jak myślisz czy powinniśmy śpiewać piosenkę...“ rozmyślał nad tym co śpiewał „...żeby nie odpaść?“ przeniósł swoją dłoń i położył na dłoni Courtney

Courtney zabrała szybko rękę „Lepiej mi powiedz, czemu straciłeś dla mnie głowę?“ wyśpiewała zmartwiona „I czy się jeszcze nie pogubiłeś w tym?“ spojrzała w dół „Jak to robisz, że nie brakuje Ci nowych słów...“ przechyliła głowę na bok „...do wyżalaniaaaaa?

Wiem, że jesteśmy bardzo różnymi osobami“ wyśpiewał po czym westchnął „Ale czy w jakiś sposób możemy zrozumieć się?“ zapytał śpiewająco z nadzieją

Najpierw mi powiedz czy z dnia na dzień wciąż uważasz, że twoje serce cierpi...“ śpiewała z nutą żalu w głosie „Kiedy tylko słyszysz...“ zatrzymała się rozmyślając nad tym „...jego imię?“ spytała cicho i spokojnie

Scott odwrócił się i chwycił za Courtney odwracając ją twarzą do siebie „Wieeeeeem od zawsze, co do Ciebie czuję!“ zaśpiewał wzmocnionym głosem „Kocham Cię!“

Jeżeli mnie kochasz, tym bardziej się boję“ wyśpiewała szybko i odwróciła wzrok od niego „Że naprawdę zniszczysz...“ spojrzał na niego znowu „...mój związek jak będę z Duncanem

Poważnie...?“ zapytali cicho patrząc sobie prosto w oczy

Przecież wiesz, że możemy zostać najlepszą parą“ zaśpiewał Scott drążąc dalej „A ty z Duncanem możesz się zawsze tylko przyjaźnić“ dodał niezbyt zadowolony

Jeśli chcesz możesz mnie za to winić, ale nie mogę na wszystko...“ wyśpiewali jednocześnie „...zgodzić się

I przy naszym szczęściu, przypuszczam...“ wyśpiewał sam Scott patrząc w górę

Że ta muzyka....“ zaśpiewała Courtney też patrząc w górę

Nigdy nie skończy sięęęę“ zaśpiewali razem. Spojrzeli z powrotem na siebie. Wytrzeszczyli oczy

Wieeeem...“ zaczęła Courtney

...co do ciebie czuję“ wtrącił się Scott

Ciągle nie słuchasz mnie!“ wyśpiewała wkurzona

 „Rozumiesz, że Cię kocham?“ brnął jeszcze dalej

Ale ja kogoś innego!“ tłumaczyła się zła

To przestań kochać Duncana!“ aż wrzasnął śpiewająco

Jeżeli mnie kochasz, tym bardziej się boję“ powtórzyła poprzednie słowa

Ja cię nie odpuszczę i tak“ Scott był pewny siebie

Ale ja nie wiem, co począć“ zawahała się Courtney

Kochaj mnie“ rozkazał

Nie mogę" przyznała

Na serio...“ wyśpiewali jednocześnie „Ale jest opcja, że możemy zostać najlepszą dwójką“ uśmiechnęli się „Po to...“ zmrużyli oczy „Aby do finału razem, wspólnie dostać się“ ich uśmieszki stały się dość chytre „Jeśli to możliwe to możemy spróbować tak zrobić“ zgodzili się ze sobą  „To jest dobry układ“ podali sobie ręce

Tylko teraz...“ zaśpiewał sam Scott i zabrał od niej rękę „Stwierdzam fakt...

Że ta muzyka...“ wyśpiewała Courtney krzywiąc się

Nigdy nie skończy sięęęę!“ zaśpiewali oboje odwracając od siebie wzrok

Jak to się dzieje, że wciąż gra muzyka...“ zawahał się śpiewająco Scott „...kochanie? Mogę?

Nie!“ wyśpiewała szybko Courtney i wstała

Już nie nazwę, ale ja tylko zapytałem... czemu... “ wyśpiewał i wstał „...ciągle gra muzyka?

Nie wiem...“ dośpiewała i ruszyła w przeciwną stronę, co poprzednio

Muzyka całkowicie ucichła

„Courtney, gdzie znowu idziesz?“ zapytał dobiegając i wyrównując jej krok

„Za dużo zadajesz pytań“ stwierdziła zmęczonym tonem „Nawet jakby to miało być zadanie to i tak wracam na plażę. Może nas ktoś zauważy“

„Myślisz, że ktoś będzie przepływał akurat koło wyspy, na której się znaleźliśmy? Pff!“ parsknął

„I znowu zadajesz pytania!“ warknęła zła „Cicho być i marsz w tym kierunku!“ wskazała palcem

Scott uśmiechnął się „Tak jest!“ zasalutował i poszedł na przód

„Hihi“ Courtney zaśmiała się skrycie


Gdzieś w dżungli Gwen, Trent, Topher i Noah odsunęli się w tył odsłaniając nowo powstała budkę składają się z gałązek, liści bananowca, żywicy, ziemi i mchu.

„Gotowe“ powiedział zadowolony Trent

„Ono nasz nowy kibelek zwierzeń!“ przestawił Topher rozkładając ręce

„To nasza noclegownia“ poprawiła go Gwen

„Przecież nie zmieścimy się tu wszyscy“ oburzył się Topher

Noah spojrzał podejrzliwe zza siebie na ścieżkę „Coś długo ich nie ma“ warknął

„Oby nie zabłądzili“ oparł Trent patrząc w tą samą stronę co Noah

„Jeszcze tego brakowało!“ odparła spanikowana Gwen „Cztery osoby przepadły!“

Topher chwycił gotkę za dłonie i uniósł je „W pierwszym sezonie byłaś w finale i również w byłaś w takiej sytuacji!“

„Zgłupiałeś?!“ jęknęła Gwen zabierając od niego ręce

Trent groźnie spojrzał na Tophera „Kolo niech Ci się nie bierze na podrywy!“ wrzasnął wściekły

Gwen się zdziwiła reakcją muzyka, Noah powoli wycofał się do tyłu

„Ale ja jej podrywam“ oznajmił zdezorientowany Topher „Ja ją tylko podziwiam, że dała radę wtedy przetrwać to co zgotował jej Chris“

„To było zadanie i nie wydarzyło się na środku Oceanu Atlantyckiego!“ wytłumaczyła Gwen

„Czekaj, gdzie Noah?“ zapytał Trent nie widział go koło nich

„Noah, wracaj tu!“ rozkazał Topher widząc jak chłopak biegnie

„Zaraz wrócę!“ zawołał z oddali Noah


Idąc wzdłuż ścieżki Emma zauważyła, że droga się kończy. Zatrzymała się i odwróciła głowę „Strasznie cicho jesteś Jacques“ widziała, że za nią nikogo nie ma „Jacques?“ wytrzeszczyła oczy „Zostawił mnie!“ wkurzona zacisnęła ręce w pięści „I poszłam złą drogą“ zmartwiła się. Odwróciła się i poszła z powrotem. Kiedy zrobiła krok na przód koło jej nogi zaczepiła się liana „Aa!“ wrzasnęła przewracając się „Hę?“ zobaczyła, że liana się naprężyła „Aaaaa!“ wrzasnęła kiedy pociągnęło ją do góry za nogę „Pułapka?!“ stwierdziła zdziwiona dyndając do góry nogami. Spojrzała na drzewo, a tam znajdował się wąż „Aaa! POMOCY!“ krzyczała przerażona

Niedaleko znajdował się Jacques idąc równoległą ścieżką do ścieżki, którą szła Emma „Czyżbym coś słyszał?“ spytał sam siebie Jacues uśmiechając się szeroko

„POMOCY!“ dobiegał głos Emmy z dali

„Tak to tylko Emma krzyczy o pomoc, haha“ zaśmiał się łyżwiarz idąc przed siebie „Josee była by ze mnie dumna“ zatrzymał się, a jego uśmiech opadł „Zostawiłem ponownie Emme w niebezpieczeństwie i mam wyrzuty sumienia!“ pobiegł na wprost między drzewami „Emma uratuje Cię!“ zawołał

„RATUNKU!“ wołała coraz głośniej dziewczyna

Jacques zatrzymał się nagle i rozejrzał. Zauważył drzewo, a na gałęzi węża, który pełzał w stronę Emmy „Jestem tutaj!“

„Jacques!“ zdziwiła się dziewczyna

Łyżwiarz podszedł do drzewa i się na nie wdrapał. Uśmiechnął się szeroko i kopnął w węża. Gad poleciał daleko w dal. Jacques chwycił za lianę i zaczął wciągać ją do góry „Twój wybawca jest przy tobie!“

„Dlaczego mnie zostawiłeś?!“ zapytała zła jak była już blisko gałęzi

„Nie zostawiłem. Byłem blisko“ oznajmił lekko zakłopotany

„W Portugalii też mnie zostawiłeś i dziś pod wodą!“ warknęła

Jacques bez skrupułów puścił lianę

„Aa!“ Emma spadła na dół z powrotem dyndając

„Słuchaj mnie uważnie“ Jacques zmrużył oczy, a na jego twarzy zagościł wredny uśmieszek „Zgodzisz się zastąpić mi Josee, tak żebyśmy wspólnie działali, albo zostawię Cię tu samą“

„Wiedziałam, że nie ma w tobie ani krzty dobroci!“ wściekła wskazała na niego palcem

Łyżwiarz sprawnie zeskoczył z drzewa na ugiętych nogach. Szybko wyprostował się i oparł ręce o żebra „To prawda, że się zagubiłem w uczuciach. Może naprawdę coś czułem do Heather, ale do Ciebie to chyba coś się mojemu mózgowi pomyliło“ skrzywił się „To jak będzie?“

„Nie wejdę z tobą w żadne układy!“ wrzasnęła zła

Jacques odwrócił się i poszedł na przód „Tym razem nie wrócę“ syknął niezadowolony

Emma zmartwiona patrzała jak chłopak się oddala „Czekaj!“ zawołała nagle

Jacques zatrzymał się i szybko odwrócił „Tak?“

„Czy to oznacza, że będąc w układzie z tobą muszę odwrócić się od Noah?“ spytała smutna

„Byłabyś moją partnerką, aż do finału“ wyjaśnił rozmyślając „To jak?“

„Nawet nie wiemy czy wyjdziemy z tego cało“ skrzywiła się „Ale zgoda“ powiedział niechętnie

Jacques uśmiechnął się szeroko i podskoczył. Obrócił się do góry nogami i zerwał jedną ręką lianę, a drugą chwycił Emme w talii. Odbił się nogami od gałęzi ponownie obracając i wylądowując na nogach. Upuścił Emme aby swobodnie mogła stać. Emma skrzywiła się i kopnęła Jacquesa w krocze

„Iii!“ pisnął łyżwiarz zagryzając zęby i uginając pod sobą nogi

„Wybacz!“ powiedziała skrępowana dziewczyna i uciekła

„Auuu!“ jęknął Jacques łapiąc się za krocze oraz uginając nogi jeszcze bardziej


W tym czasie Scott i Courtney wyszli z dżungli na plaże i zatrzymali się. Farmer rozejrzał się po pustkowiu, na którym nie było nikogo. Słyszeli tylko szum fal i skrzek mew.

„Może coś byśmy zjedli?“ zasugerował Scott. Pochylił się, żeby nabrać garść piachu. Wsadził sobie szybko do ust „Su...che“ mruknął niezbyt wyraźnie

Courtney klepnęła go plecy, co sprawiło, że rudy chłopak się zakrztusił „Idź coś złowić, a ja rozpalę ognisko“ rozkazała i go minęła

„Echem! Echem!“ zakaszlał Scott wypływając piach „Już pędzę!“ odparł i udał się w stronę wody

Courtney zaczęła zbierać parę patyków walających się po plaży. Scott wszedł do oceanu i spojrzał w dół rozglądając się za rybami. Dziewczyna rzuciła chrust i złapała za kamienie. Przykucnęła i starała się wykrzesać ogień. Farmer przymrużył jedno oko. Wsadził rękę do wody.

„Mam Cię!“ zawołał Scott wyciągając za ogon malutkiego rekina „Aaaa!“ zadarł się i rzucił rekinem w dal „R-rekiny!“ wybiegł szybko z wody „Aaa!“ spanikowany podbiegł do Courtney

„Złowiłeś coś?“ zapytała kiedy zmęczony Scott się przed nią zatrzymał

„Nie ma mowy, żebym tam znowu wszedł!“ jęknął farmer prostując się i wskazując na ocean

Courtney rzuciła kamieniami o piasek „Czy ja muszę wszystko robić sama?!“ jęknęła zła i wstała

„Dalej nie rozpaliłaś ognia?“ zdziwił się widząc widząc tylko parę patyków na kupie

„Tym się nie da“ jęknęła wskazując na kamienie „Zaraz przyjdę z rybą i spróbuje to rozpalić“ oznajmiła spokojnie idąc przed siebie

Scott wyciągnął z kieszeni nóż. Chwycił za patyk i zaczął strugać.

Courtney weszła do oceanu i w skupieniu wypatrywała za czymś do złowienia. Włożyła rękę do wody „Tak!“ zawołała wyciągając za ogon średniej wielkości rybę. Wyszła z wody i zauważyła, że Scott rozpalił ognisko „Dobra robota“ mruknęła zdziwiona pod nosem. Widziała z daleka jak zadowolony farmer się uśmiechał stojąc nad ogniskiem i jak wpatrywał się w płomienie. Dziewczyna zmrużyła zadowolona oczy i sama się też uśmiechnęła. Szybko jej uśmiech jednak opadł jak ryba zaczęła się miotać. Zatrzymała się „Hę?“ zauważyła, że ryba wypadła z jej rąk i wystawiła zęby poruszając się w jej kierunku „Aaa!“ zawołała uciekając

Rybka zawróciła i przebywając przez piasek wróciła z powrotem do oceanu. Courtney dobiegła do ogniska i zmęczona ugięła lekko nogi w kolanach. Oparła swoje ręce na udach i złapała oddech

„Masz tą rybę?“ zapytał Scott patrząc na nią dość mętnie

„Wiesz, co Scott...“ Courtney wyprostowała się „Lepiej posilmy się jakimiś owocami“ na jej twarzy zagościł nieśmiały uśmiech

Scott zbliżył się do niej „Hehe!“ zaśmiał się jej prosto w twarz „Wiedziałem, że tak się skończy“ przyjrzał się jej minie z zaciętym uśmieszkiem

„Złowiłam rybę, ale uciekła i chciała mnie zaatakować“ jęknęła krzywiąc się

„Złowiłaś rekina, tak jak ja“ wypowiedział zadowolony nie odciągając od niej wzroku

„Nie... prawda!“ warknęła, ale się zakłopotała, kiedy Scott był blisko jej twarzy. Odepchnęła go „I-idź po te owoce!“ odparła z zawahaniem i się odwróciła tyłem

„D-dobrze“ odparł Scott również zakłopotany i odszedł w stronę dżungli

Courtney zarumieniła się i posmutniała. Spojrzała prosto w stronę oceanu


Cały czas idąc i się nie zatrzymując Noah zaniepokojony rozglądał się „Gdzie oni poleźli?!“ jęknął do siebie. W końcu stanął „Chyba jej już na mnie nie zależy“ mruknął zmartwiony i się odwrócił

„Noah!“ zawołała Emma padając mu w ramiona i się przytulając

„Emma!“ zdziwił się bardzo widokiem dziewczyny

„Noah przepraszam!“ ścisnęła go mocno „Nie kłóćmy się już więcej!“

„Co się takiego stało Emma?“ zapytał, po czym objął dziewczynę

Emma odsunęła tułów do tyłu, aby widzieć twarz chłopaka „Jacques to podstępna gnida. Jestem głupia, że mu uwierzyłam!“

„Co?!“ Noah był coraz bardziej zdezorientowany „W co ty mu uwierzyłaś?!“

Emma westchnęła „Możemy do siebie wrócić?“ spytała z nadzieją

„Tak, ale-“ zaczął Noah, ale mu przerwano

Emma chwyciła jego twarz wplątując Noah w długi pocałunek. Zadowolony chłopak przeniósł ręce z talii, potem na jej włosy i plecy. Oboje zadowoleni zacięcie i intensywnie zaczęli się obściskiwać.


Przy budowie z patyczków, liści bananowca i innych rzeczy dalej stała Gwen oraz dwóch chłopców -Trent i Topher. Gotka skrzyżowała ręce i się skrzywiła

„Długo ich jeszcze nie będzie?“ odparł zniecierpliwiony Topher

„Może naprawdę zgubili drogę“ znowu napomniał Trent

„Olali nas i jeszcze mamy ich szukać?“ skrzywił się też Topher

„Przy okazji poszukalibyśmy jakiegoś jedzenia“ powiedziała Gwen

„To ja pójdę z Trentem, a ty Gwen przypilnuj naszego arcydzieła“ zaproponował Topher, a jego radość wróciła

„Mam zostać sama?!“ zareagowała nerwowo Gwen

„Racja“ odparł Trent „Ja zostanę z Gwen, a ty idź Topher po jedzenie“

Topher skrzywił się „Mam iść sam po jedzenie?!“ zatrząsł się

„To ja i Gwen pójdziemy po jedzenie, a ty zostań“ mruknął Trent z niedowierzaniem na reakcję chłopaka z zadatkami na prowadzącego

Gwen i Trent ruszyli w stronę, co wcześniej udała się reszta

„Ale... Ale...“ jęknął Topher widząc jak odchodzili

„Ktoś musi zostać, żeby jakieś zwierzenie nie zniszczyło naszego schronienia!“ zawołała Gwen nie odwracając nawet głowy

Topher zdenerwowany i wystraszony popatrzał na boki. Szybko jednak się wyprostował „Przecież nikogo i niczego tutaj nie ma“ mruknął sam do siebie „Ha!“ zareagował i podskoczył. Zerwał z drzewa banana „Przecież mamy jedzenie pod nosem“ uśmiechnął się szeroko i zaczął otwierać banana

KRAAA! - zawołało coś w oddali

„Aa!“ rzasnął Topher wyrzucając banana i szybko wchodząc do stworzonego pomieszczenia „Tylko spokojnie“ szepnął sam do siebie i spojrzał przez luki pomiędzy gałązkami, a liśćmi „Ii!“ pisnął po czym zasłonił sobie usta. Zauważył jak do liściastej budki podszedł tygrys. Chłopak wytrzeszczył oczy i stał bez ruchu. Widział jak zwierze obwąchuje obiekt



Powoli, spacerkiem Gwen i Trent szli sobie rozglądając się. Gotka była już spokojna. Poczuła jak jej brzuch faluje. Na dworze z ciemniało się

Trenat brzuch również dał niepokojący sygnał „Głodna?“ zapytał, a potem spiął się orientując się, że zadał głupie pytanie

„Oczywiście, że tak“ odpowiedziała normalnie Gwen „Cały dzień nic nie jedliśmy“

„Przynajmniej nasze organizmy przyzwyczaiły się do ciągłego wyczynu“ stwierdził i podszedł do drzewa, na którym znajdowały się zielone owoce „Gruszki?“ zerwał jeden z owoców „Ale dość miękkie“

Gwen podeszła do niego bliżej i się uśmiechnęła zabierając owoc z jego ręki „To awokado“ przełamała na pół „Możemy się im najeść“

Gitarzysta zerwał z drzewa kolejny owoc, a na jego ramie weszła tarantula „Och!“ strzepał szybko pająką z ręki, który odbił się o drzewo i martwy upadł

Gwen przypatrzała się pajęczycy „Duncan by znowu przeżywał, gdyby to widział“

Pająk podniósł się i uciekł w krzaki

„Duncan“ wypowiedział dość oschle Trent „Pewnie nawet nie napomniał nic Chrisowi, żeby nas zabrać, abyśmy nie tkwili tu całą noc“

„Założę się, że pewnie nas teraz widzi i ma z nas niezły ubaw“ odparła dość rozbawiona gotka. Zaczęła jeść swoje awokado

„Dobrze, że się już nie martwisz zniknięciem innych“ mruknął Trent i przełamał swój owoc w rękach

Gwen przerwała jedzenie i spojrzała na Trenta smutna „Oczywiście, że się martwię. Dalej nie wiem, co z Courtney“

Trent uderzył się w czoło „Jaki ja jestem głupi!“

Gwen chwyciła przedramię muzyka i opuściła jego rękę „Trent cieszę się, że mamy chociaż siebie“ powiedziała normalnie. Spojrzała mu prosto oczy

„Słuchaj Gwen...“ zaczął muzyk patrząc w jej oczy „My...“ przerwał odwracając twarz i zrywając kilka owoców naraz „Musimy to zanieść Topherowi!“ chwycił w objęciach awokado, ale niektóre z nich upadły na ziemie

Gotka spojrzała na trasę, z której przyszli „Tak... lepiej wracajmy do Tophera za nim się całkiem ściemni i żebyśmy się zgubili tak jak reszta“ odparła przybita i ruszyła przed siebie

Trent niepewnym krokiem podążył za Gwen gubiąc przy tym kolejne owoce „Czekaj!“ zatrzymał się i obrócił słysząc jakiś szelest

Gwen na jego głos też się zatrzymała. Oboje spojrzeli na boczną ścieżkę. Zobaczyli w oddali jak Noah i Emma lepili się do siebie wymieniając milion całusów między sobą. Trent kiwnął głową, żeby szli dalej. Gotka uśmiechnęła się i po cichu przeszła dalej do przodu.


Pod drzewem w bólach leżąc na ziemie Jacques ściskał swoje kolana. Powoli starła się rozprostować nogi. Zagryzł zęby i oparł się na boku. Przyuważył, że w ziemi przed nim coś wystawało. Zaciekawiony uklęknął i zaczął kopać, aby wydobyć to co się tam znajdowało.


Na plaży przy ognisku stała Courtney i wciąż była wpatrzona w ocean. Scott wyczerpany wrócił i zatrzymał się przed dziewczyną.

„Przyniosłeś coś?“ zapytała zwracając na niego uwagę

„Nie ma nigdzie żadnych owoców“ odparł niezadowolony

Courtney wytrzeszczyła oczy „To nie możliwe“ odparła bardziej zdziwiona niż wściekła „Jesteś pewien, że nie ma nawet żadnego liczi, guavy czy karamoli?“ zapytała zmartwiona

„Czego?“ dopytał Scott nie wiedząc o co chodzi

Dziewczyna zmarszczyła brwi i oparła ręce o biodra

„Słuchaj, gdyby były jakieś owoce to na pewno przyniósłbym coś“ powiedział szczerze i położył rękę na jej ramieniu

Courtney wyraz twarzy złagodniał i rozprostowała ręce „Jestem strasznie spragniona“

„Wody to akurat mamy pod dostatek“ wskazał wolną ręką na ocean

„Chcesz mnie się szybciej pozbyć?“ spytała bezsilnie

„Okay, mam idiotyczne pomysły“ mruknął niezadowolony. Przeniósł swoją rękę na jej przedramię „Chodź“ pociągnął ją wzdłuż plaży i się uśmiechnął

„Gdzie mnie ciągniesz?“ zdziwiła się idąc za nim posłusznie

Scott zatrzymał się na samym środku plaży. Pociągnął dziewczynę na dół zmuszając ją, aby usiadła na piasku. Puścił jej rękę. Oboje skierowali wzrok w stronę oceanu obserwując zachód Słońca.

„Wow!“ zachwyciła się Courtney widząc jak niebo przeplatało się pomarańczową barwą, a promyki słońca odbijały się od wody

Scott przeniósł ręce za tył pleców opierając się o nie „Kiedy byłem mały to zawsze po ciężkim dniu pracy obserwowałem z tatą jak nad kłosami zbóż zachodzi Słońce“ rozmyślał uśmiechając się szeroko „To były dobre czasy“

„Czasami na takie dobre rzeczy nie zwracamy uwagi“ odparła wpatrując się ślepo w kule Słońca

Scott spojrzał rozmarzony na jej twarz. Powoli przesunął swoją twarz do jej twarzy i nastawił usta, żeby ją pocałować. Courtney nie zwracając na to uwagi nagle wstała i podeszła bliżej wody. Farmer zawahał się i szybko podparł ręką, aby złapać równowagę.

„Chris pożałuje, że nas tak zostawił bez niczego!“ wrzasnęła, ale dość bezsilnym głosem

„I tak musimy wytrzymać do jutra“ odparł Scott siadając normalnie

Courtney wróciła na swoje miejsce i usiadła obok farmera „Nie ma sensu się złościć“ szepnęła cicho i spojrzała jak Słońce coraz bardziej zachodzi. Przymrużyła zmęczona oczy i ziewnęła „Czy myślisz, że D-“ przerwano jej

„Pozwól mi mówić“ powiedział Scott i jedną rękę zacisnął delikatnie w pięść i patrzał wprost przed siebie „Courtney to co powiedziałem, że Cię k...“ sam przerwał, kiedy poczuł, że dziewczyny głowa spoczęła na jego ramieniu. Spojrzał na nią widząc, że usnęła. Poczuł się zmieszany i westchnął.

Na plaży zaczęła lecieć cicha muzyka (Inspiracja: Starship- Nothing's Gonna Stop Us Now)

„Chyba znowu mam jakieś omamy, ale słyszę muzykę“ szepnął błądząc wzrokiem na boki „A co mi tam“ jego wzrok zatrzymał się na tym jak widział, że Courtney się uśmiechała podczas snu „Patrząc na Ciebie, czuję, że Ci dobrze“ wyśpiewał bardzo cichutko sam się uśmiechając „Tu gdzie się znaleźliśmy“ spojrzał znowu za Słońce, które prawie całkowicie zaszło „Jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe“ śpiewał z niedowierzaniem, co się dzieje „Siedzę obok Ciebie i chcę Ci nawet dać....“ przymrużył zakochany oczy „Tą prawdziwą miłość, którą tak czuję do Ciebie“ widział jak Courtney przymiliła się do jego ramienia „Niech mówią, że jestem wariatem...“ był zdziwiony „Nie obchodzi mnie to“ śpiewał cały czas cicho „Podaj mi swą dłoń w moją dłoń Courtney...“ splótł swoje palce z palcami śpiącej dziewczyny „Nie patrzmy więcej wstecz“ wyznał radośnie „Niech reszta świata i innych przepadnie“ wolną ręką sięgnął do kieszenie „Kochanie mam coś dla Ciebie

Muzyka powoli ucichła.


Kiedy Gwen i Trent doszli z powrotem na dworze zrobiła się całkowicie ciemno. Oboje zobaczyli wolnostojące pomieszczenie z liści bananowca, gałązek i innych rzeczy. Topher wystraszony siedział dalej w środku. Chłopak dalej widział, że czai się tam tygrys zza tyłu.

„Gdzie ten Topher zniknął?“ spytała Gwen niezadowolona, że chłopaka nie ma

„Może pożarł go tygrys?“ zaśmiał się Trent

Tygrys na ich głos szybko okrążył budowle. Wyskoczył przed nich i zaczął ryczeć

Gwen i Trent natychmiast osłupieli „Aaaaaaaaaaa!“ zaczęli krzyczeć i biec w przeciwną stronę niż przyszli

Tygrys od razu za nimi ruszył rujnując przy tym liściastą budowlę

„Hę?“ zdziwił się Topher jak gałązki i reszta się zaczęła na niego walić

„To z tygrysem nie miało być na poważnie!“ krzyknął Trent uciekając

„Jak nie jaguar to jakiś tygrys!“ warknęła Gwen biorąc nogi za pas

„Aaaaaaaaaaa!“ krzyczała dalej dwójka

Topher wyczołgał się z pod pozostałości niedoczekanego miejsca do zwierzania. Rozejrzał się wokół. Szybko podszedł do drzewa i zaczął się na nie wspinać „Zdaję się, że będę musiał tu zostać całą noc“ powiedział z obawą. Przyjrzał się obok bananowcu. Chwycił ręką za kiść bananów. Przeniósł się tak że usiadł wygodnie na gałęzi spuszczając nogi na dół. Obrał sobie banana i niepohamowanie zjadł. Wyrzucił skórkę na dół. Chwycił za drugiego banana i znowu obrał. Rozejrzał się wokół. Oddychając z ulgą zrobił spokojnie kęs. Noah i Emma przyszli powoli trzymając się za ręce. Para zatrzymała się pod drzewem, na którym siedział Topher. Uśmiechnęli się szeroko do siebie idąc. Topher zwrócił na nich uwagę, ale siedział cicho i zajadał się wciąż bananem.

„Noah to na pewno tutaj?“ spytała Emma widząc tylko ruiny budki. Puściła jego rękę

Noah się skrzywił i przeszedł parę kroków do przód „Przecież tutaj prze-aaa!“ przerwał i poślizgnął się na skórce od banana

Emma zmartwiona zagryzła zęby i spojrzała zmartwiona na Noah

„Skąd tu skórka od banana?!“ jęknął Noah jak leżał pokrzywiony na ziemi

„Sorki!“ zawołał Topher kończąc jeść banana, a Emma skupiła na niego uwagę. Wyrzucił skórkę od banana, która spadła na głowę Noah

„Co tam robisz?!“ zapytał wnerwiony Noah ściągając skórkę z banana w głowy

„Tu jestem bezpieczny“ odpowiedział chłopak z zadatkami na prowadzącego

„Nie zbudowaliście schronienia?“ zapytała dość zaniepokojona Emma

Noah podniósł się na nogi i spojrzał niezadowolony do góry

„To coś z liści i z gałązek?“ odparł Topher z nutą smutku „Było, ale tygrys to rozwalił“

„Tygrys?“ zdziwili się Emma

„Tak“ mruknął Topher i przewrócił oczami „Pobiegł tam“ wskazał palcem w bok

„A gdzie są Gwen i Trent?“ dopytała Emma

Topher podparł ręką podbródek „Właśnie słyszałem krzyk i wtedy tygrys się stąd ruszył“  zaczął rozmyślać „Możliwe, że to krzyki Gwen i Trenta“

„Musimy im pomóc“ odparła zmartwiona Emma

„Mam latać za jakimś tygrysem?!“ Noah aż wytrzeszczył oczy

„No Topher jakoś nie raczył im pomóc“ zmierzyła wzrokiem chłopaka na drzewie

„Przecież nie wiedziałem, że to oni!“ tłumaczył się Topher

„Idziemy Noah“ mruknęła Emma i chwyciła Noah za ramie pociągając go za sobą

„Ale Emma...!“ pisnął Noah niechętnie idąc za za dziewczyną

„Dopiero, co się pogodziliśmy“ powiedziała Emma i puściła go. Skrzyżowała ręce i poszła przed siebie

Noah szedł za nią posłusznie i dość ostrożnie rozglądając się na boki „A ty nie idziesz?“ zatrzymał się na moment spoglądając na Topher

„Zaraz do was dołączę!“ odparł radośnie Topher odkładając pozostałe banany obok siebie

„Jasne“ mruknął Noah i poleciał za Emmą

„Niedoczekanie, pff!“ parsknął Topher i zmrużył oczy „Chcę przeżyć ten pobyt tu“ szepnął sam do siebie. Spojrzał w górę „Muszę rozmyślić na czym polega to jakże straszne zadanie... Przeanalizujmy“ powiedział znowu sam do siebie „Chris wyrzucił nas na środek oceanu i te klatki - super sprawa do tego otwarte, później sztorm, wyspa...“ zadrżał „Nie za bardzo przypomina zaplanowanie. Nic się nie trzyma do kupy“ po tych słowach zobaczył, że leciał jastrząb „Aj!“ jęknął jak coś mokrego wleciało mu do oka. Przetarł ręką „Fuj!“


Po ciemku i bez strachu Jacques wykopał skrzynie. Wyciągnął obiekt na wierz. Nie lękając się otworzył szybko wieko „Co... to... jest?“ zapytał i wyciągnął malutkie metalowe urządzenie, które ułożył na prostej dłoni. Kiwał głową na boki przyglądając się temu

Obok w krzakach coś się poruszyło

„Em?“ odparł Jacques odwracając się, ale widział tylko zwykłe krzaki i drzewa „To pewnie tylko wiatr“ uśmiechnął się i z powrotem spojrzał na urządzenie

Krzaki ponownie się poruszyły, a liście zaszeleściły jeszcze głośniej

Jacques ponownie obrócił głowę „Czy... ktoś tu jest?!“ zaniepokoił się, ale znowu widział tylko krzaki „Oby nie było kłopotów“ mruknął i spojrzał na skrzynię „A to co?“ wolną ręką wyjął ze środka kokosa, który miał doklejone kępki trawy, wydrążone trzy dziury i maźnięty na czerwono półokrąg przypominający uśmiech „Ha... ha...“ odparł z irytowany łyżwiarz „Bardzo zabawne, aż umieram ze śmiechu“

Wiatr zawiał, a krzak znów się poruszył. Dostrzec było można jak rozbłyskają się czyjeś oczy

„A jednak wiatr“ rzekł Jacques jak wiatr rozwiał jego włosy. Słyszał, że krzaki po raz kolejny dość mocno się poruszyły. Obrócił znowu głowę, a z krzaków coś wyskoczyło „AAAAAAaaaa!“




C.D.N











Dziewczyny:  Heather, Carrie, Kitty, Emma, Sierra, Courtney, Ellody, Bridgette, Gwen, Zoey, Josee, Stephanie, Sugar, Leshawna

Chłopcy: Alejandro, Cody, Noah, Owen, Duncan, Scott (powrót w odc.17), Jay, Jacques, Trent, Mike, Topher, Dylan (od odc.12)








NOTA AUTORSKA

Odcinek inny niż zwykle - bez przerwy, bez zapowiedzianej końcówki. Wiem, że (nie) chcecie kontynuacji. I dobrze wam mówię, że (nie) chcecie, bo na odcinek 22, radzę przygotować stalowe nerwy i dużo chusteczek! :x