!



ZWIASTUN

Totalna Porażka: po drugiej stronie reality-show

Totalna Porażka: po drugiej stronie reality-show
Dodam tylko, że ten odcinek specjalny będzie w formie obrazkowej (coś jak komiks) ;) Napiszcie w komentarzu jak wam się podoba ten pomysł?

INFORMATOR

TRAILER

Spiker: Ciemność...
... strach...
... niebezpieczeństwo...
... pułapki...
... niespodzianki...
... dużo niespodzianek...
... i...
... kilka walizek?
A gdzie milion?
W poszukiwanie forsy ruszy 16 uczestników, gdzie każdy z nich pragnie okrągłego...
Anne Maria: ... Miliona dolarów!
Spiker: Lecz nie każdy wie gdzie jest ukryty...
Lindsay: (trzyma w ręce walizkę) Teraz tylko znaleźć kluczyk
Spiker: Nowa odsłona- "Totalna Porażka: 12 godzin męki"- WKRÓTCE na:
totalna-porazka.blogspot.com

Szukaj w tym blogu

Ładowanie...

wtorek, 19 maja 2015

TD: Obrzydliwie bogata- cz.2



Scott zmrużył oczy. W głowie analizował słowa Duncana, które zostały wypowiedziane przed sekundy- ‘jesteś w tym samym celu co ja’. Jednak w dalszym ciągu nie wiedział o co chodzi. „Do kogo dzwoniłeś?” spytał szybko

Duncan tylko zdenerwował się jeszcze bardziej „Nie zrobisz ze mnie idioty!” wzmocnił uścisk

„Do KOGO dzwoniłeś?!” spytał Scott jeszcze raz

Te słowa kompletnie wyprowadziły Duncana z równowagi. Jednym ruchem sięgnął po pistolet, który miał przyczepiony w pasie. Przyłożył go do głowy Scotta. Drugą ręką dalej przyciskał go do szyby budki telefonicznej „Gdzie ona mieszka?!” teraz to on zadał pytanie 

Scott przełknął ślinę „Ale kto?!” zdezorientował się, w jego głosie było słychać nutkę strachu

„Jeszcze raz pytam, gdzie ONA mieszka?!”

„ALE KTO?!” Scott wykrzyczał mu pytanie w twarz

Duncan opuścił broń z jego głowy, poluzował uścisk z koszulki, a następnie uderzył go bronią w brzuch „GADAJ!” krzyknął z powrotem celując w niego 

Scott zwinął się z bólu „NIE WIEM KTO!” pisnął łapiąc się za brzuch 

Duncan spojrzał na niego uważnie. W końcu postanowił schować broń „Chodź, idziemy załatwić mi garnitur na dzisiejszy wieczór” odrzekł normalnie

Scott dalej pochylony i zwijający się z bólu spojrzał na niego z niedowierzaniem. Czuł się jakby obok niego stał jakiś czubek. Najpierw grozi mu bronią, a teraz każe iść z nim i to jeszcze po garnitur

Brunet z zielonym irokezem przewrócił oczami „Och przestań, aż tak mocno Cię nie walnąłem”

Zbierając swoje siły Scott wyprostował się. Podszedł powoli do Duncana „Słuchaj…” zaczął delikatnie „… nie daleko jest takie miejsce, gdzie się tobą zajmą odpowiedni ludzie. Nie martw się, oni Ci pomogą dojść do zdrowienia” wiedział, że tymi słowami może sobie zaszkodzić

„Uważaj, żebym ja Ciebie tam nie wysłał tylko na inny odział” warknął i pociągnął go za sobą


Oboje szli w stronę miasta. Scott był przymuszono ciągnięty, aż do momentu, kiedy dotarli pod sklep ‘Drogecenne’ . Na wystawie były manekiny ubrane w drogie garnitury. 

Duncan spojrzał najpierw na wystawę, a następnie na Scotta „Ile masz kasy?”

„Jesteś kryminalistą i chcesz kupować, a nie ukraść?” zadrwił

„Tak, ponieważ nie chce mieć na karku policji”

Scott sięgnął rękami do kieszeni, a z nich wyleciało na chodnik tylko kilka drobniaków. Duncan z ignorował go i wszedł do sklepu. Scott szybko podążył za nim. 

„Po proszę, jakiś drogi garnitur odpowiedni na kolację, maleńka” powiedział grzecznie Duncan do ekspedientki 

Dziewczyna z zza lady zmierzyła go wzrokiem „Czyżby randka?” podeszła i zaczęła mierzyć go

„Coś w tym stylu” odpowiedział cicho patrząc na Scotta

Ekspedientka poszła po odpowiedni garnitur 

„Umówiłeś się z kimś tu w Mondrealu?” zdziwił się Scott. Do głowy przyszła mu tylko myśl, że kiedyś  Duncan był chłopakiem Courtney i za nią szalał, a teraz umawia się z kimś innym. To go pocieszyło, ale nie wiedział dalej o kogo może chodzić, bo przecież wie, że tylko on mieszka w Mondrealu

Duncan nie odpowiedział mu na pytanie, bo akurat wróciła ekspedientka z garniturem.

„Może pan przymierzyć” dziewczyna wręczyła mu do ręki czarny, elegancki garnitur

„Nie będę mierzyć, wierze, że będzie dobry” odparł i wyciągnął zawinięty plik pieniędzy

Scott, gdy tylko spojrzał na pieniądze, automatycznie zaświeciły mu się oczy „Ej! Przecież to moje oszczędności na czarną godzinę! Ukradłeś mi je!”

„Proszę nie zwracać uwagi na tego typa, jest psychicznie chory” zaśmiał się Duncan i wręczył dziewczynie odpowiednią sumę pieniędzy

Scott zagotował się w sobie. W domku miał schowany dość spory plik paru tysięcy dolarów, które miały mu przysłużyć w ciężkiej sytuacji lub jeśli uzbierałby odpowiednią sumę to otworzyć własną farmę. 

Duncan wziął torbę ze swoim zakupem i razem ze Scottem wyszli ze sklepu. Scott miał ochotę go zabić za ukradzione pieniądze, ale wiedział, że gdy podskoczy to ten wyjmie broń.

Brunet z zielonym irokezem spojrzał na zegarek „Możesz już iść do domu leszczu, a ja jeszcze trochę zwiedzę miasto i udam się tam gdzie mam się udać. Będę późnym wieczorem… albo już nigdy Cię nie odwiedzę. Zależy od sytuacji"

„Dobra. Żegnaj i byle nie do zobaczenia” odparł Scott i zrobił parę kroków w tył 

Duncan bez słowa poszedł przed siebie w głąb miasta. Scott zatrzymał się w pewnym momencie i się odwrócił. Patrzał w jaką stronę idzie Duncan. Stwierdził, że po tym wszystkim nie może odpuścić. Ponownie zaczął śledzić Duncana tylko tym razem jeszcze bardziej ostrożnie.


Wybiła godzina 8 wieczór. Biała limuzyna podjechała pod ‘Le champerier’. Courtney wysiadła pod samymi drzwiami ekskluzywnej restauracji. Była ubrana w fioletową , długą suknię i do tego miała fioletowe do łokci rękawiczki. Weszła do środka restauracji. 

„Pani Courtney?” spytał gościu przy drzwiach 

„Owszem” odparła

„Pana Zinziberga jeszcze nie ma, ale może pani zająć miejsce przy stoliku”

Courtney skrzywiła się „Och czy to takie trudne być punktualnym? Ja się jakoś nie spóźniam. Cóż, proszę prowadzić do stolika. Zaczekam” parsknęła niezadowolona i podążyła za mężczyzną

Chwilę później Duncan podszedł pod daną restaurację. Był już ubrany w swój nowy garnitur. W dość sporej odległości szedł za nim Scott. Duncan powolnym krokiem postanowił wejść do środka. Od razu przy drzwiach zaczepił go ten sam gościu, co zaprowadzał Courtney do stolika.

„W czym mogę pomóc?” spytał mężczyzna mierząc wzrokiem Duncana

„Czy jest już panna Courtney?” spytał wprost

Mężczyzna spojrzał do listy, którą trzymał w ręce, a następnie znowu popatrzał na Duncana „Pan Zinziberg?” 

„Kto?...” zawahał się kiedy usłyszał tak głupie nazwisko „To znaczy… tak! To ja, we własnej osobie” uśmiechnął się

„Dużo się pan zmienił, nie poznałem pana” zdziwił się mężczyzna

„Czas na zmiany, nie można cały czas tkwić w tym samym”

„Zaprowadzę pana do stolika”

„Nie trzeba” odezwał się szybko „Widzę ją stąd, sam do niej podejdę”

„Jak sobie pan życzy” odparł mężczyzna i usunął się z drogi


W tym samym czasie pod restauracje podjechała druga limuzyna. Wyszedł z niej Zinziberg, mężczyzna o blond włosach i mocno opalonej cerze. Był ubrany w biały garnitur. Scott zauważył go i postanowił do niego podejść. 

„Proszę pana!” zawołał Scott

„Tak?” odwrócił się Zinziberg zdziwiony

„Jestem pana fanem, czy mógłbym prosić o autograf?” spytał Scott udając podekscytowanego 

„Yyy nie mam teraz czasu, ponieważ umówiłem się, jestem już spóźniony i…”

„Ale proszę! Mogę już pana nigdy nie spotkać!”

„No dobrze” przytaknął niechętnie

„Może podejdźmy tam kawałek za rogiem, tam będzie jaśniej” Scott chwycił za ramie Zinziberga i zaciągnął go w uliczkę. Po paru chwilach wyszedł przebrany w biały garnitur, który miał na sobie ubrany wcześniej Zinziberg


W środku restauracji Duncan podszedł za tył krzesła, na którym siedziała z niecierpliwiona Courtney. Zasłonił jej szybko oczy

„Co się dzieje?!” spytała Courtney zaskoczona, że ktoś ją łapie

Duncan nic się nie odezwał

„Jestem tutaj w celu interesów, a nie jakiś łapanek” odrzekła dziewczyna

Duncan odsłonił jej oczy i podszedł z przodu

„CO?!” Courtney zszokowana krzyknęła jak jej oczom ukazał się Duncan „Jak to możliwe, że tu jesteś?!”

„Wszystko jest możliwe” odparł drażniąco

„Wychodzę!” odrzekła i próbowała wstać, ale Duncan przytrzymał jej ramiona i posadził z powrotem na krześle

„Jak już tu jesteśmy to nie marnujmy tej okazji i nie róbmy zamieszania” usiadł na krześle naprzeciwko niej 

Courtney spojrzała, że Duncan ma na sobie markowy garnitur „Pff, ukradłeś garnitur?” parsknęła

„Kupiłem” odpowiedział szczerze z uśmiechem

„Ale pewnie pieniądze ukradłeś, żeby kupić taki garnitur, na który normalnie nie było by Cię stać”

Duncan lekko się skrzywił „Coś w tym sensie”


Do środka wszedł Scott. Od razu mężczyzna wyskoczył z pytaniem

„W czym mogę pomóc?”

Scotta nie odpowiedział. Jego uwagę przykuł stolik, przy której siedzieli Courtney i Duncan. Był bardzo zdziwiony co zobaczył, nie spodziewał się takiego widoku „Courtney!” krzyknął

Courtney i Duncan usłyszeli go i od razu spojrzeli na niego

„Scott?” zdziwiła się dziewczyna „Scott, Duncan, co wy tu u licha robicie?!” wstała od stolika

Scott przepchnął się przez mężczyznę i podszedł szybko do Duncana

„Nie wolno wejść nikomu kto nie okaże swej godności!” krzyknął nadaremnie mężczyzna „Ochrona!”

Scott w złości chwycił Duncana za gardło „Ty gnoju! Chciałeś się spotkać z Courtney!”

Duncan próbował się jakoś bronić „Nie udawaj, że nie wiedziałeś o tym frajerze!”

„Nie wiedziałem, że Courtney tutaj jest! Gdybym wiedział nigdy nie pozwoliłbym Ci się do niej zbliżyć!” 

„Gdzie ona jest? Gdzie Courtney?!” spytał Duncan rozglądając się po restauracji

Nagle kilku umięśnionych ochroniarzy chwyciło Duncana i Scotta za kołnierz. Mężczyźni wyrzucili ich z restauracji na chodnik. Oboje zobaczyli tylko odjeżdżającą biała limuzynę.

„I co teraz?” spytał Scott

„Mnie się pytasz i co teraz?!” warknął Duncan podnosząc się „Najlepiej jakbyś mi zszedł z drogi!” w desperacji chwycił za broń i po raz kolejny wymierzył w stronę Scotta


c.d.n....

czwartek, 30 kwietnia 2015

TD: Obrzydliwie bogata- cz. 1



Pewnego dnia Courtney dowiedziała się od prawników, że wygrała sprawę sądową. Od lat procesowała się o fakt, że umowa, która obowiązywała w ‘Totalnej Porażce’ była niezgodna z wymaganiami jacy ustalili sponsorzy. Sąd przyznał jej milion dolarów odszkodowania, które musiał wypłacić Chris McLean. Dla niego ta kwota była niczym w przeciwieństwie do tego ile zdążył zarobić przez całe życie będąc prowadzącym w reality-show. Courtney za tą kwotę wyjechała do Mondrealu w stanie Ontario w Kanadzie. Tam kazała wybudować sobie wille z ogromną fontanną przed głównymi drzwiami oraz z basenem na dachu. Była szczęśliwa czując się jak bogaczka. Tego właśnie pragnęła. Żyć w luksusie.

Na parterze, kiedy tylko weszło się do willi pierwsze co rzucało się w oczy to prostokątny basen. Wokół basenu było dużo przeróżnych egzotycznych roślin i drogocennych rzeźb.
  
Wieczorem Courtney siedziała na materacu w oświetlanym basenie i sączyła koktajl. Przez słomkę pociągnęła ostanie łyki „Lier!” zawołała

„Tak, pani?” spytał kamerdyner podchodząc do niej

„Zrób mi jeszcze jeden koktajl, tylko tym razem dorzuć więcej lodu” podała mu szklankę

„Już się robi pani” kamerdyner wziął szklankę i szybko się oddalił

„Ahh!” mruknęłam Courtney  „To jest życie” uśmiechnęła się „Warto było się trochę namęczyć, żeby teraz godnie żyć!”


Gdzieś w lesie, nie wiadomo gdzie dokładnie, Scott miał swój kemping. Jeden, długi, wąski domek wystarczał mu do tego, żeby przeżyć każdy dzień. Każdy z zawodników ‘Totalnej Porażki’ miał chwilę przerwy na odpoczynek w swoim domu przed rozpoczęciem nowego sezonu. Rodzice Scotta dumni ze swojego syna postanowili kupić mu kemping o którym dawno marzył. Oczywiście tak jak każdy, Scott chciał mieć swój duży dom oraz do tego farmę, na której rozwinąłby swój biznes, ale to dopiero kiedy zarobi na tyle że mu się uda spełnić marzenia lub wygra w końcu któryś sezon ‘Totalnej Porażki’. Scott czuł się wolny i samodzielny mieszkając w tej chwili sam.

Wczesnym rankiem wyszedł ze swojego domku i się przeciągnął „Dzień dobry matko naturo” powiedział patrząc na piękny krajobraz, który miał przed oczami. Kiedy zrobił krok zahaczył nogą o deskę, która wystawała z drewnianych schodków. „Aaa!” krzyknął po czym upadł na ziemię. „Zupełnie tak samo, kiedy wpadłem na Courtney” uśmiechnął się przez moment, ale jednak po chwili poczuł złość „Ja Ci mówię ‘dzień dobry matko naturo’, a ty jak mi się odpłacasz?!” wstał i otrzepał się „Nie chce sobie przypominać nic, a nic związanego z tą kobietą”

Przypominanie sobie chwil, które przeżył kiedyś z Courtney było dla niego trochę bolesne. Mimo, że był z nią krótko to czuł, że nawiązał z nią jakąś więź. Chciał jednak zapomnieć o wszystkim i nigdy do tego nie wracać.

„Czas upolować śniadanie” chwycił za siekierę, którą miał na ganku i ruszył w las. „Co by dzisiaj mój brzuszek zjadł?” spytał sam siebie idąc przed siebie. Rozglądał się na boki za jakimiś zwierzętami, ale nic nie dawało znaku życia „Zwierzątka, chodźcie do papcia Scotta” w końcu zauważył ruszający się krzak „Aha! J-e-d-z-o-n-k-o” podszedł ostrożnie do krzaka. Chwycił siekierę w obie ręce i się zamachnął „Aaa!” krzyknął aby uderzyć, ale zatrzymał się. Nagle z krzaków zaczęła wystawać lufa pistoletu

„Nie jestem żadną zwierzyną!” krzyknął człowiek po czym wyszedł z krzaków nie spuszczając broni ze Scotta

Scott stanął nieruchomo. Po chwili przełożył siekierę do jednej ręki. Nie mógł uwierzyć kto stał przed nim „Duncan?” spytał zaskoczony

Duncan opuścił broń „Scott?” mruknął niezadowolony „Co ty robisz w Mondrealu, leszczu?”

„Mógłbym zapytać Cię o to samo” powiedział Scott po czym przewrócił oczami

„Pierwszy spytałem”

„Mieszkam tutaj” odparł

Duncan podniósł brwi do góry „Co?” spytał kpiąco

„Serio mieszkam tutaj. Niedaleko mam swój domek i mieszkam jak król sam w wielkim lesie”

„Co…? Mieszkasz… w lesie?” zaśmiał się z niego

Scott jednak zachował powagę ”Teraz ty odpowiedz, co tu robisz”

Duncan przestał się śmiać „Nie twój interes”

„Ja Ci powiedziałem!”

„Jakoś Ci nie wierze” stwierdził po czym podniósł broń „Przyznaj się! Jesteś tutaj w tym samym celu co ja!” był zdenerwowany

Scott bardzo się zdziwił. Naprawdę nie wiedział o co Duncanowi mogło chodzić „Mówię poważnie. 

Mam tutaj domek niedaleko. Mogę Ci udowodnić”

„Okay” Duncan szybko się zgodził po czym znowu opuścił broń 
 
Scott pokazał drogę Duncanowi do swojego domu. Normalnie nie zgodziłby się na to ale też nie chciał dyskutować z kimś kogo uważał za durnia. Miał nadzieję, że jak tylko pokaże mu domek to ten się odczepi i sobie pójdzie. Chociaż zastanawiało go bardziej skąd nagle z samego rana Duncan wziął się w lesie i to jeszcze w Mondrealu.

Duncan natomiast miał pewien cel. Nikomu nie chciał się przyznać do tego co próbował załatwić. Wiedział co ma robić i jak działać, żeby wszystko zrealizować. Nauczył się w ostatnim czasie, że nie może nikomu ufać, dlatego stawał się coraz bardziej tajemniczy i ostrożny.

„To tutaj” Scott wskazał nie pewnie

„Super” Duncan wszedł na ganek „Rozgoszczę się trochę u Ciebie”

„Co ty sobie myślisz?!” Scott przepędził go i zablokował drzwi

„Odsuń się, za nim zrobię Ci krzywdę” przepchnął go i otworzył drzwi

Scott wściekł się, ale postanowił, że nic się nie odezwie.

„Może być” określił Duncan patrząc na wnętrze domku

Scott stał za Duncanem. Cały czas trzymał siekierę w ręce. Kątem oka spojrzał na nią

„Co to jest?” spytał Duncan pochylając się i podnosząc jakiś papierek. W ułamku sekundy zobaczył jak siekiera przeleciała nad jego plecami i wbiła się w ścianę. Duncan doznał lekkiego szoku, ale postanowił się opanować „Odbiło Ci?! Jesteś jakimś psychopatą?!” odwrócił się do niego

„To mój dom i mogę robić co chce!” Scott złapał go za koszulkę

Duncan jednak nie dał się zastraszyć i namierzył na niego broń „Słuchaj pacanie! Chce przenocować tutaj noc, dwie, ewentualnie kilka. Zresztą pewnie sam wiesz dlaczego tylko udajesz Greka”

Scott puścił mu koszulkę i przewrócił oczami „Niech Ci będzie, ale tylko jedną noc!”

„Powiedziałem coś”

„Rób co chcesz” Scott odpuścił i wszedł do środka swojego domku

Duncan schował broń. Podszedł do starego obdartego fotela. Usiadł na nim wygodnie, założył ręce za kark i wyciągnął nogi na stół „Co na śniadanie?” spytał normalnie

„Jedyne co udało mi się złowić to ty” odpowiedział lekceważąco Scott

„A nie masz niczego w lodówce?”

„Nie”

„To idź złów”

„Sam idź złów, nie jestem głodny” Scott ruszył w stronę wyjścia

Duncan zrobił grymas „To twój dom, a ja jestem gościem, więc powinieneś mnie jakoś traktować”

„Nie” powiedział i wyszedł

„Słyszałeś co powiedziałem?” pytał Duncan jak już Scott oddalał się „Leszczu! LESZCZU!” wołał, ale Scott go ignorował „Głąb” mruknął. Wstał z fotela i zaczął się rozglądać. Przypomniał sobie, że w ręce trzyma cały czas papierek, który podniósł wcześniej. Widniał na nim czyjś numer telefonu. Schował papierek do kieszeni.

W tym czasie Scott poszedł nad strumyk i usiadł na skale. Oparł łokcie na kolanach. Przez jego głowę przebiegało tysiąc myśli. Czuł niepokój i złość. „Czemu dzisiejszy dzień jest taki pechowy?” spytał siebie. Popatrzał na swoje odbicie „Nie mogę się dać manipulować. Ale to naprawdę zastanawiające, co Duncan tu robi. Analizując jego słowa to albo to wariat albo rzeczywiście ma jakiś cel” oparł ręką na brodzie „Może warto go tu przetrzymać, żeby dowiedzieć się trochę więcej”

Scott wrócił do domu. Zauważył, że Duncan grzebie przy piecu, pukając w blachę

„Co ty robisz?” spytał Scott. Nie bardzo był zdziwiony, bo na chwilę obecną spodziewał się po Duncanie wszystkiego

„Już nic” odparł brunet i się wyprostował „Przyniosłeś jedzenie?”

„Nie”

Duncan skrzywił się „Wychodzę” minął Scotta

„Gdzie?” spytał Scott obserwując go wzrokiem  

Duncan zatrzymał się w drzwiach „Tam gdzie ty nie pójdziesz. Wrócę wieczorem. I radzę Ci, żeby jedzenie było przygotowane, bo inaczej to Ciebie obedrę ze skóry” wyszedł

Scott spojrzał na ścianę. Zauważył, że brakuje na niej broni. Bez dłuższego namysłu postanowił śledzić Duncana.

Duncan miał kompas. Kierował się na północ. Scott umiejętnie i po cichu śledził go, ukrywając się za drzewami. Całą drogę Duncan był spokojny i nie zauważył, że ktoś go bacznie obserwuje. W końcu brunet wyszedł z lasu i znalazł się na ulicy. Rozejrzał się. Nie daleko spostrzegł budkę telefoniczną. Podszedł do niej. Scott również wyszedł z lasu. Teraz miał trudność ukryć się. Jednak udało mu się za samochodem. Duncan wszedł do budki. Wyjął karteczkę z kieszeni z zapisanym numerem. Wrzucił do automatu monetę i wykręcił numer.


W tym samym czasie Courtney grała w golfa. Zamachnęła się, żeby uderzyć w piłkę, aż nagle rozniósł się dźwięk dzwoniącej komórki. Opuściła szybko kij golfowy i chwyciła za telefon
„Mówiłam, że spotykamy się w „Le champerier” o 8 wieczorem, to o co jeszcze chodzi?” odebrała i szybko powiedziała w złości


Duncan uśmiechnął się do słuchawki „To ty” po czym zauważył Scotta, który ukrywał się za samochodem


„Co?” zdziwiła się Courtney „Halo?”


Duncan odłożył słuchawkę „Widzę Cię leszczu!”


„Wracamy do domu” powiedziała Courtney odkładając telefon i podając kij kamerdynerowi


Scott wyszedł zza samochodu i podszedł do budki. Duncan chwycił go za koszulkę i przycisnął do szyby

„Teraz już jestem pewien, że jesteś w tym samym celu co ja! I powiem Ci tak- Nie uda Ci się!” warknął Duncan w twarz swojemu prześladowcy


c.d.n...