!


"Totalna Porażka: 12 godzin męki"- jest w tworzeniu. Zapowiada się na dość długie czytanie :)

INFORMATOR

TRAILER

Spiker: Ciemność...
... strach...
... niebezpieczeństwo...
... pułapki...
... niespodzianki...
... dużo niespodzianek...
... i...
... kilka walizek?
A gdzie milion?
W poszukiwanie forsy ruszy 16 uczestników, gdzie każdy z nich pragnie okrągłego...
Anne Maria: ... Miliona dolarów!
Spiker: Lecz nie każdy wie gdzie jest ukryty...
Lindsay: (trzyma w ręce walizkę) Teraz tylko znaleźć kluczyk
Spiker: Nowa odsłona- "Totalna Porażka: 12 godzin męki"- WKRÓTCE na:
totalna-porazka.blogspot.com

Szukaj w tym blogu

Ładowanie...

wtorek, 22 lipca 2014

"Totalna Porażka: 12 godzin męki"- cz.5


 
Pierwsze piętro... Korytarz...

(Cameron idzie przed siebie i rozgląda się uważnie. Z nad przeciwka idzie Zoey, Mike i Lindsay)
Cameron: (szczęśliwy) Zoey! Mike!
Zoey i Mike: (uśmiechają się) Cameron!
Lindsay: (zdziwiona) Kto?
Cameron: Jakie to szczęście, że was widzę
Lindsay: (opiera ręce o biodra) Czy my się znany?
Cameron: Tak, nie kojarzysz mnie?
Lindsay: Jesteś taki malutki, że nie za bardzo
Zoey: (rozgląda się) Korytarze się połączyły. Gdzie teraz mamy iść?
Lindsay: (podskakuje) Może z powrotem do piesków!
Mike: (daje rękę pod podbródek) Hmm... innej drogi nie ma jak tylko wrócić na trzecie piętro
Zoey: Racja Mike, ale musimy coś wymyśleć, żeby nas psy nie pogryzły
Lindsay: (myśli) Gdybym nie miała swojego psa to jednego z tych słodziaków złapałabym do klatki i wzięła do siebie!
Zoey: (nad głową zapala jej się żarówka) To jest świetny pomysł Lindsay!
Lindsay: Jaki pomysł?
Zoey: Zasadzimy na psy pułapkę i ściągniemy je na pierwsze piętro
Lindsay: (uśmiecha się) Złapiemy pieski do klatki?
Zoey: Niekoniecznie do klatki, ale dzięki Ci Lindsay za podsunięcie myśli, bo mam plan
Lindsay: (cieszy się) Jej!

*kibelek zwierzeń*
*Lindsay: (szczęśliwa) W końcu byłam przydatna!*

Mike: (kładzie rękę na ramieniu Cameron'a) To wy już idźcie, a my was dogonimy. Potrzebuje z Cam'em coś obgadać
Zoey: (uśmiecha się) Dobra
(Zoey i Lindsay poszły wzdłuż korytarza)
Cameron: (zdziwiony) Co się stało Mike?
Mike: Jest problem w tym, że moja osobowość wieloraka wróciła
Cameron: To było możliwe, na razie nie pozbędziesz się tego tak szybko
Mike: Nie chce się tego pozbywać, a wprost przeciwnie
Cameron: (podnosi brwi do góry) O czym ty mówisz?
Mike: (patrzy w dół) Wcieliła się we mnie nowa postać, która się zwie Arentino i chciałbym... (podnosi wzrok na niego) …żeby Mike zniknął, a pozostał tylko Arentino
Cameron: (jeszcze bardziej zdziwiony) Co?! Dlaczego?
Mike: (wzdycha) Zoey bardziej się podoba romantyczny Arentino, niż niezdarny Mike. Chce to zrobić dla niej
Cameron: (myśli na głos) Hmm... jest możliwość zatrzymania tego procesu choroby, tak aby postać, która siedzi w twojej głowie zamieniła się z tobą na miejsca, wtedy Arentino byłby tobą, a ty siedziałbyś w jego głowie. (normalnie) Pytałeś Zoey czy ona na pewno chce Arentino zamiast Ciebie?
Mike: To oczywiste, że ona chce Arentino
Cameron: Pytałeś ją czy nie?
Mike: Nie musiałem pytać. Widzę to po jej zachowaniu. Właściwie to czuje ja jako Mike, że gdy tylko Arentino przybywa to flirtuje z nim. Po za tym Arentino to odważniejsza i lepsza część mnie
Cameron: (smutno) Ech... przykro mi jest to mówić Mike, ale może po prostu Zoey nie jest Ci przeznaczona?
Mike: (też zesmutniał) Może dla Mike nie, ale dla Arentino owszem, jest przeznaczona. Ja nie chce niszczyć z Zoey żadnych relacji, bo mi zależy na niej, dlatego chce się poświęcić

*kibelek zwierzeń*
*Cameron: Wydaje mi się, że Mike nie wie do czego jest w stanie doprowadzić zmianą osobowości. Nawet może dość do długotrwałego uszkodzenia jego mózgu oraz to że Mike może zniknąć na zawsze. Myśli, że będąc Arentino w środku będzie czuł to co teraz, a nie wie jak bardzo się myli. (wzdycha) Nie mogę mu na to pozwolić*

Cameron: Mike dużo szkód możesz tym narobić. Ja się do tego nie przyczynie aby pomieszać Ci w mózgu
Mike: (zły) Jak to się nie przyczynisz? Nie pomożesz mi Cam? Przecież jesteś moim przyjacielem!
Cameron: Tak, jestem, dlatego dla twojego bezpieczeństwa nie chce tego zrobić
Mike: (marszczy brwi) Chyba musimy sobie inaczej pogadać. (łapie Cameron'a za koszulke i podnosi do góry) Jeśli nie będę Arentino to odejdę od was. Nie będę się zadać ani z tobą ani z Zoey. Chce lepszego siebie, chce lepiej dla Zoey i również dla przyjaciół. Posłuchaj mnie więc Cam, bo możesz wiele stracić
Cameron: (przełknął ślinę) Dobrze! Dobrze! Tylko opuść mnie!
(Mike opuścił Cameron'a)
Cameron: (staje na nogi i mówi niechętnie) Pomogę Ci Mike, ale musze sam opracować sposób, żeby wiedzieć jak mogę zamienić wasze osobowości
Mike: (uśmiechnął się) Dzięki i za razem sorki Cam, ale jest to dla mnie ważne
Cameron: (wciąż mówi niechętnie) Według życzenia Mike

Ten sam korytarz... Kawałek dalej...

(Zoey i Lindsay stoją przed podnośkiem)
Zoey: (rozmyśla) Coś długo ich nie ma. Może się im coś stało?
Lindsay: Komu?
Zoey: Mik'owi i Cameron'owi
Lindsay: Że komu?
Zoey: (zaczyna uśmiechać się na zbliżających się chłopców) O właśnie idą!
Mike: (również uśmiechnięty) Już jesteśmy
Lindsay: To na was tak długo czekamy?
Mike: Musieliśmy z Cam'em coś pilnie obgadać i trochę nam zeszło. Prawda Cam?
Cameron: (niezadowolony) Tak... tak prawda
Zoey: Nie ważne. Lepiej zacznijmy robić tę zasadzkę

Pod murami zamku... Podziemia...

(Jo i Brick krążą w kółko idąc blisko ścian. Jo co kawałek wali pięścią w ścianę)
Jo: (wściekła) Gdzie jest ten klucz?!
Brick: Może poszukajmy na powierzchni?
Jo: Nie! Jak tu znaleźliśmy walizkę to tutaj musi być!
Brick: (stanął) Tutaj nic nie ma
Jo: (też stanęła) Nie uważasz, że za 6 godzin, które tu jesteśmy inni już mogli wybrać klucze?
Brick: Ale jeśli okazałoby się że klucz do naszej walizki jest na powierzchni to bezsensu tutaj szukamy
Jo: Ja wierze w to że ten klucz tutaj będzie, bo jak była walizka to również i klucz
Brick: No tak, klucz był, ale nie ten co trzeba
Jo: To pewnie nasz klucz ktoś ma! (zaciska zęby i próbuje otworzyć walizkę) Otwieraj się puszko! (rzuca o ziemie) OTWÓRZ SIĘ NATYMIAST! (kopie walizkę i uderza się w nogę) Aaaaał! (zaczyna podskakiwać na jednej noce)

*kibelek zwierzeń*
 *Jo: (w furii) NIECH CIE LICHO WEŹMIE CHRIS!*

(Brick próbuje podnieść walizkę, ale Jo go uderza w rękę)
Jo: Zostaw!
Brick: (krzywi się) Ałaa! Za co?!
Jo: (staje normalnie i zabiera walizkę) Najlepiej niech walizka pozostanie w moich rękach
Brick: (wzruszył ramionami) W jakim kierunku teraz idziemy
Jo: (grymasząc) Wydostańmy się z tej nory
Brick: (uśmiechnął się) Tak jest proszę panią

Parter... Korytarz...

(Jo i Brick wychodzą z dziury)
Brick: Od czego zaczniemy?
Jo: Od znalezienia tych idiotów. Ukradniemy im klucze i walizki
Brick: (zmieszany) Ale kradzież jest... umm... wbrew zasadą!
Jo: Całe to show jest wbrew zasadą
Brick: Nie mogę tego zrobić. Zawiodę mojego tatę, który jest wojskowym!
Jo: (zła) Wymiękasz?! (kładzie walizkę i podwija rękawy)
Brick: (opuszcza głowę) Będzie po twojemu Jo
Jo: (uśmiecha się) I to rozumiem

*kibelek zwierzeń*
*Brick: (patrzy prosto do kamery) Wybacz tatusiu*

Drugie piętro... Korytarz...

(Lightning czołga się po podłodze i wytęża węch)

*kibelek zwierzeń*
*Lightning: (napina muskuły i je całuje) Sha-ba! Lightning jest mądry! Czołgam się po podłodze próbują wytropić walizkę! (palcem pokazuje na głowę) Tutaj trzeba mieć mózg! Lightning'owi nikt nie dorówna!*

Lightning: (czołga się dalej i przy ścianie mija malutki schowek. Jeszcze bardziej wytęża węch i zatrzymuje się) Czuję... (cofa się do schowka i obwąchuje go. Następnie otwiera drzwiczki) ...białko! (wkłada rękę do schowka. Rękę przygniata mu pułapka na myszy) Ałaaa! (trzepie ręką i zrzuca pułapkę) Chodźcie delicje! (wyjmuje torbę papierową) Ale Lightning ma szczęście! (siada na podłodze po turecku i otwiera torbę nasypując sobie białko do buzi) Ał! (przygryza coś twardego. Wyjmuje klucz z ust i go wyrzuca) O mało nie złamałem zęba! (nasypuje sobie więcej białka do ust. Orientuje się, co wyrzucił i rzuca torbę z białkiem) Klucz! (czołga się szukając klucza) Gdzie ja go wyrzuciłem?! (z sufitu leci na niego biały proszek) Ah co jest?! (oblizuje się) Mhmm białko! (widzi, że podłoga jest cała zasypana) Jak Lightning teraz znajdzie kluczyk?!

*kibelek zwierzeń*
*Lightning: No dobra Lightning jest mądry, ale nie na tyle mądry na ile przypuszczał. Właściwie to jest mądry tylko próbują Lighning'owi utrudnić! Daj mi jakieś fory Chris!
*Chris: (mówi z głosików w kibelku zwierzeń) Hahaha! Chyba żartujesz Lightning? Ja tu nie jestem dobry wujek, pamiętasz?
*Lightning: (rozgląda się po pomieszczeniu) Gdziekolwiek Chris jesteś, Lightning dopisuje Cię na czarną listę swoich wrogów!
*Chris: (dalej z głośników) Co mnie to obchodzi brachu? Zresztą chcesz, żebym pozbawił Cię szansy o milion?
*Lightning: Nie zrobisz tego!
*Chris: (z głosików) To szukaj, bo Cię wyeliminuje jak Bridgette i Trent'a
*(Lightning otwiera usta, żeby coś powiedzieć, ale Chris przerywa mu)
*Chris: (z głośników) Tylko jedno słowo, a wypadasz z gry!
*Lightning: Ale Lightning-
*Chris: (z głośników) Doigrałeś się!*

Chris: (mówi z głośników na cały zamek) Lightning opuszcza poszukiwanie o milion!
Lightning: (wściekły) NIEEEEE!
Chris: (z głośników na cały zamek) Z szesnastki zrobiła się z was trzynastka, wiecie co to oznacza? Macie coraz większe szanse na znalezienie kasy. No chyba, że ktoś już walizkę z milionem znalazł... albo klucz do tej walizki... ale tego wam nie powiem! Haha! Pechowa trzynastka! Dla mnie szczęśliwa, bo uwielbiam was gnębić. Życzę powodzenia!... Oczywiście żartowałem! A i jeszcze jedno... podoba mi się ta eliminacja, więc jak tylko podpadniecie, powiecie papa mamono!

Ostatnie piąte piętro... Komnata...

Courtney: (niezadowolona rzuca walizką o podłogę) Do żadnej klucz nie pasuje!
Scott: (rozmyśla) Pewnie pozostałe klucze znalezione przez innych w większości będą pasować do tych walizek
Courtney: To wyzwanie jest tak ułożone, że nikt nie jest w stanie znaleźć pieniędzy!
Scott: Gdyby się nie dało to Chris nie kazałby nam szukać
Courtney: (w złości zamyka przez chwile oczy) Nie możemy się poddawać (otworzyła oczy i popatrzała na niego)
Scott:  Mam pomysł. Ty zostań tutaj i pilnuj aby nikt nie wszedł, a ja pójdę poszukać kluczy
Courtney: (krzywi się) Nie zgadzam się na to! Sam zostań tutaj, a ja poszukam kluczy

*kibelek zwierzeń*
*Scott: Czy ona myśli, że mogę ją oszukać? (uśmiecha się wścibsko) W sumie mogę*
*Courtney: (wkurzona) Nie mam pojęcia czy on jest szczery ze mną czy tylko pogrywa. Na pewno wiem jedno. Muszę trzymać oczy szeroko otwarte*

Scott: (przewraca oczami) Ktoś musi tu zostać!
Courtney: Wiem! Zablokujemy drzwi i pójdziemy razem
Scott: Hmm... w sumie możemy tak zrobić, ale jeśli ktoś wykradnie nam te walizki to wina będzie leżała po Twojej stronie!
Courtney: Po mojej stronie?! Znaleźliśmy to miejsce razem! Zaleźliśmy pozostałe klucze razem! Więc trzymać się przez cały czas też będziemy razem! Tym bardziej, że dzielimy kasę na pół!
Scott: (milczy, a za chwilę się uśmiecha) Masz rację Court (uśmiecha się jeszcze szerzej)
Courtney; (zdezorientowana) Nie mów do mnie Court, tylko Courtney. I czemu ty się tak uśmiechasz?
Scott: Lubię jak krzyczysz na mnie
Courtney: (uśmiecha się również) Cieszę się, że Ci to nie przeszkadza (przestaje się uśmiechać) Idziemu po te klucze?
(Scott skinął głową, a następnie oboje weszli do windy)

Winda...

(Scott zaczął przybijać deski w drzwiach, żeby zasłonić pomieszczenie)
Courtney: Myślisz, że nikt tego nie zerwie?
Scott: (zadowolony) Jeśli na farmie zatrzymało to stado świń przed ucieczką to i nikt nie będzie miał na tyle siły, żeby te deski powyrywać (skończył przybijać)
Courtney: A jak my się dostaniemy z powrotem do środka?
Scott: Sam to przybijałem, więc wiem jak temu zarazić
Courtney: (krzyżuje ręce) Obyś się nie mylił
(Scott ponaciskał guzki w windzie i winda ruszyła do góry. Zauważyli, że regał jest wybity)

Czwarte piętro... Biblioteka...

(Courtney i Scott wchodzą do środka. Scott podnosi regał i zasłania dziurę. Po tym oboje udają się do wyjścia)

Trzecie piętro... Korytarz...

(Courtney i Scott podchodzą do dziury, gdzie wcześniej schody się rozsypały)
Courtney: I jak teraz zejdziemy?
Scott: Masz może linę?
Courtney: (podnosi brwi do góry) A skąd ja mam mieć przy sobie linę?
Scott: A lasso?
Courtney: A czy to nie jest to samo?!
Scott: (kręci głową) Wy miastowi to nic nie macie (podszedł do drabinki i zaczął za nią szarpać)
Courtney: Co ty robisz?
Scott: Nie widzisz? Próbuję zerwać drabinkę, żeby potem spuścić ją na drugie piętro
Courtney: Nie rób tego, bo-
(Nie dokończyła, bo Scott zdążył zerwać drabinkę)
Courtney: (poszerza oczy) Ty kretynie! Nie dostaniemy się na górę przez Ciebie!
Scott: (zły) Przecież my mamy dostać się na dół a nie na górę!
Courtney: A z powrotem do walizek jak wrócimy?!
Scott: (uspokaja się) Emm... o tym nie pomyślałem
Courtney: (podchodzi do niego i zabiera mu drabinkę. Wraca do wnęki gdzie nie ma schodów i spuszcza drabinkę) Nie mam do Ciebie nerwów! Chodź już. Potem coś wykombinujemy (zeszła na dół)

Drugie piętro... Korytarz...

(Courtney puszcza się drabinki i idzie w prawą stronę. Za chwilę na piętro wchodzi Scott i rozgląda się. W końcu wybiera drogę i idzie w lewo)

Scott: (idzie przed siebie) Courtney?  Courtney może poczekasz na mnie,  bo Cię nie widzę? (idzie dalej) Courtney?!
(Duncan idzie z przeciwnej strony. Widząc Scotta zatrzymuje się)
Scott: (również się zatrzymuje) Hej, nie widziałeś może Courtney?
Duncan: (krzywi się) Nie, nie widziałem (mruży oczy)
Scott: Gdzieś mi zginęła, a mieliśmy się trzymać razem
Duncan: (lekko podnosi mu się ciśnienie) Jesteś Scott, tak?
Scott: No tak, przecież mnie widziałeś już na wyspie
Duncan: (uderza pięść o dłoń) Mam ochotę Ci w tłuc, może mi wytłumaczysz... (wściekle) ... Z JAKIEGO POWODU?!
Scott: (podnosi dwie ręce na wysokości twarzy) Whoa, kolego, przecież Ci nic nie zrobiłem. Chyba, że Ci chodzi o tą walizkę, to chyba zdajesz sobie sprawę, że to jest rywalizacja?
Duncan: Błagam Cię! O żadnej walizce teraz nie mówię!
Scott: (lekko wystraszony cofa się do tyłu) Nie mam pojęcia o co Ci chodzi!
Duncan: (robi krok do przodu) Czemu ona zwraca uwagę na Ciebie?!
Scott: Kto? Gwen?
Duncan: (wzdycha) Nie Gwen! Courtney!
Scott: Aa Courtney! (rozmarzony) Ona jest słodka i ładna i bardzo w moim typie i-
(przerywa kiedy Duncan wściekły podchodzi do niego, wtedy Scott zaczyna uciekać w krzyku)
Scott: Aaaa!
Duncan: (zatrzymuje się) Tchórz!

*kibelek zwierzeń*
*Duncan: (zdezorientowany) Co ona w nim widzi?!*

Piwniczka...

Anna Maria: (spada ze schodów na podłogę. Powoli wstaje i łapie się za głowę) Ał! (łapie równowagę i się prostuje) Gdzie ja jestem? (zaczyna chodzić po pomieszczeniu i podchodzi do regału ze słoikami. W jednym z nich widzi klucz. Bierze go, ale ma problem odkręcić. Rzuca słoik na podłogę, który się rozbija) W dobre miejsce trafiłam! (schyla się i zabiera kluczyk. Wtedy spada na nią pajęczyna) O fuj! Co to za okropieństwo?! (z sufitu jakieś macki podnoszą ją do góry) Aaa! (dziewczyna znika zza kamery)

Plac zamkowy...

Heather: (wychodzi na zewnątrz zamku) Wreszcie jakieś normalne powietrze
Harold: (z góry) Pomocy!
Heather: (słyszy głos i się rozgląda) Kto? Gdzie? (spogląda w górę i zauważa Harold'a, a następnie zaczyna się śmiać)

*kibelek zwierzeń*
*Harold: (zdruzgotany) Dlaczego ja musiałem trafić na Heather?!*
*Heather: Świetnie! Jak mu pomogę to będę mieć pomocnika. Niestety nędznego, ale lepszy Harold niż nikt*

Heather: Pomogę Ci, jak ty pomożesz mnie!
Harold: Nie potrzebuje od Ciebie pomocy, lepiej jak sobie tutaj pobędę!
Heather: (zła) Wolisz tak tkwić, czy zdobyć walizkę?!
Harold: (zastanawia się) Przecież i tak mnie będziesz próbowała wykiwać!
Heather: (wściekła) Grr!

Kamerostacja...

Chris: (siedzi na fotelu i klika guzik na pilocie zatrzymując na ekranie moment, w którym są Harold i Heather. Odwraca się i mówi wprost do kamery) Czy Harold przełamie się i skorzysta z pomocy Heather? Czy może Heather zmieni zdanie i ode chce jej się pomocnika? Co stało się z Maria Anna? (chichocze) I czy wyjdzie z tego żywa? Czy Duncan dorwie Scott'a przez jego lekką-chorobliwą-zazdrość o Courtney, mając myśli o niej nawet po tym co jej zrobił? Czy Scott wyjdzie z tego cały? Czy Courtney zorientuje się że Scott za nią nie idzie? I czy wcześniej nic jej się nie przytrafi? Gdzie poszła Gwen po tym jak zerwała z Duncan'em? (patrzy na inne ekrany) Zniknęła mi gdzieś... ale to nie ważne!  Czy Lightning oraz Bridgette i Trent poradzą sobie z tym, że zostali wyeliminowany? I czy nie narobią mi kłopotów? Czy Jo zacznie nieczystą grę? Czy może Brick przekona ją do czegoś innego? Czy Mik'owi uda się osiągnąć cel i stać się Arentino już na zawsze? I Czy Zoey naprawdę by tego chciała? Czy Cameron wpadnie na sposób, żeby pomóc Mik'owi? I czy Lindsay pomysł na pułapkę wypali? Strasznie dużo tych pytań wyszło. Na te i inne pytania odpowiedzi znajdziecie w kolejnej części Totalnej Porażki: 12 godzin męki!