Witam ponownie! To juz cz.4 i moge powiedziec, ze bedzie sie duzo dzialo! Czytac...
David: no jak widac tak... ale co z tego jak juz po nim!
Courtney: nie dopusci do tego! uratuje mnie! zobaczysz...
David: (grzebie cos w komputerze) oj raczej w morderwo go nie wrobie... to bedzie trudne...
Courtney: palant...
David: mowilas cos?!
Courtney: nie... oprocz tego, ze jestes palantem...
David: juz wiem jak sie zemszcze! Powiem policji, ze mnie okradl i pobil w tedy spowrotem wezna go do poprawczaka i go nigdy nie zobaczysz...!
Courtney: przestales juz gadac?...!
David: tak...- teraz pojde cos zjesc czekaj tu grzecznie...
Courtney: no jak mnie przywiazales...
David: no i tak ma byc (poszedl)
Courtney: czy ja zawsze musze miec pecha... zaraz, zaraz... przeciez zabralam Duncanowi scyzoryk kiedy spal, bo nie chcialam, zeby grozil kolegom... mam go w prawej kieszeni! musze do niego jakos siegnac... (i proboje, w koncu jej sie udaje przeciac liny styłu, ale rece miala dalej skute, otrzepala sie z liny i wykopala drzwi swoim wykopem w powietrzu- uciekla na ulice)
Ulica...
(biegla w strone domu i nagle ujrzala Duncana szukajacego jej)
Courtney: Kochanie! Duncan! jestem tutaj! (pobiegla do niego i sie przytulila)
Duncan: jak dobrze, ze ci cos nie jest...
Courtney: a co on by mogl zrobic... taki...debil!
Duncan: no nie wiem... warjaci rozni sa... dobra zaraz cie uwolnie... (szuka scyzoryka)
Courtney: czego szukasz?
Duncan: scyzoryka... nie moge go znalesc chyba go zgubilem...
Courtney: nie zgubiles... ja ci go zabralam... sorrka... ale dzieki temu przecielam liny
Duncan: dobra nie gniewam sie, a gdzie on teraz jest?
Courtney: chyba zostawilam w domu Davida...
Duncan: musze isc po niego!
Courtney: kupie ci nowy...
Duncan: ale nie o to chodzi! to byla moja ostatnia pamiatka po... niewazne! ty idz sie gdzies schowac, a ja sie zakradne...
Courtney: uwazaj na siebie...
W domu Davida...piwnica...
(Duncan poszedl po scyzoryk, a Courtney schowala sie za drzewo z tyłu domu)
Duncan: gdzie on jest?! (wkoncu znalazl)
(w tej chwili jak Duncan mial wychodzic do piwnicy zszedl David)
David: malenka?! tesknialas?!... Yy -Duncan?! - tylko nie w twarz!
(a Duncan nie zwracajac uwagi poszedl sobie)
David: głuchy czy co?
Przed domem Davida...
Duncan: Courtney! mozesz wyjsc, znalazlem!
Courtney: zes sie narazal...
Duncan: to dla mnie pikus! daj te rece...
(uwolnił ją z kajdanek)
Courtney: och misiu! na tobie moge zawsze polegac!... (przytulila sie do niego)
Duncan: dobra chodzmy do domu...
Courtney: musze ci sie jakos odplacic... to moze cala noc tylko ty i ja...?
Duncan: moze... powiem ci cos jak bedziemy pod domem
(i tak przytulona Courtney do Duncana szla do domu)
Przed domem Courtney...
Courtney: no juz jestesmy! to co chciales mi takiego powiedziec?...
Duncan: najpierw mnie pocaluj...
(caluja sie)
Courtney: a wiec...?
Duncan: te wszystkie niebezpieczenstwa, co cie spotkaly to przez zemnie! gdybym cie nie kusil napewno bys do mnie sie nawet nie odezwala lub nie spojrzala...
Courtney: co ty wygadujesz?! przeciez to nie twoja wina!
Duncan: wlasnie, ze moja! i postanowilem, ze odejde od ciebie zeby ci sie juz zadna krzywda nie stala...
Courtney: zartujesz?...! chcesz powiedziec, ze mnie juz nie kochasz?!
Duncan: kocham! ale nie wyrzymam tego, ze ktos moja dziewczyne ciagle rani! a wygrana sobie zatrzymaj dla siebie ja nie potrzebuje przeciez jestem kryminalista! wiec... żegnaj! (i uciekl)
Courtney: (zaczela plakac) Dlaczego mnie to spotkalo?!?!?!?! (poszla do domu)
W domu...
(cala noc plakala i zadawala sobie pytania)
Courtney: dlaczego?! czy to naprawde sie stalo?! czy to wszystko moja wina?! glupi Harold, glupi Justin, glupi David, glupia Heather, glupi wszyscy! i glupia ja... dobra!... Courtney opanuj sie to tylko zly sen! obudz sie! obudz sie! (zas mocno placze) to nie jest sen! to sie dzieje naprade! Za Duncana, David przestanie istniec! co?!, co sie ze mna dzieje?! ja juz wariuje...!
Ranek... w szkole...
(Courtney byla wsciekla na Davida i go szukala. Zauwazyla go...)
Courtney: (przycisla Davida do sciany) Ty gnoju! Zabije cie!
David: ale o co chodzi?! (wystraszony) jesli chodzi o wczoraj to cie przepraszam juz uswiadomilem sobie, ze jestes z Duncanem...
Courtney: no troche zapozno! on odszedl! Oberwiesz!
(juz chciala mu wybic zeby, ale zadzwonil zdzwonek)
David: uratowany! dziekuje dzwonku!
Courtney: nie ciesz sie! bedzie kolejna przerwa!
(on uciekl)
W klasie...
mgr Galer: dzien dobry! dzisiaj jakos cicho! i tak powinno byc na kazdej lekcji!
wszyscy: dzien dobry!
mgr Galer: no dobrze teraz sprawdzam obecnosc ktos tam...
ktos tam: jestem!
mgr Galer: Courtney?!
Courtney: jestem (odpowiada slaczonym glosem)
mgr Galer: David?
David: jestem...
mgr Galer: Duncan?!
cisza...
mgr Galer: Duncan?!
Courtney: Duncan?! dlaczego?! (zaczela plakac)
mgr Galer: bo jest w tej kolejnosci na liscie?...? ale o co chodzi?
Courtney: nie wazne! nie pani sprawa!
mgr Galer: dobrze! ale nie tym toten do mnie mloda damo!
Courtney: przepraszam! ale ciekawe jak by sie pani czula jak by ktos od pani odszedl?!
mgr Galer: normalnie... przyszlabym do pracy uczyc znowu ta bande szczeniakow i stawiala pały... i tyle...
Courtney: pani nie ma serca! i wyszla...
Czy Courtney wroci na lekcje? a moze pojdzie do domu? a czy Duncan odszedl od niej nazawsze? I co sie stanie z przedstawieniem Romeo i Juliet? Tego dowiedziec sie mozna jedynie czytac kolejna cz. 5!
MENU
- AKTUALNOŚCI
- ODCINKI
- O MNIE
- POSTACIE Z MOICH SERII
- SEZONY
- MOJE SERIE
- TOTALNA PORAŻKA: ŁOWCY SŁAWY
- TOTALNA PORAŻKA: GORĄCZKA ZŁOTA
- TOTALNA PORAŻKA: PO DRUGIEJ STRONIE REALITY-SHOW
- TOTALNA PORAŻKA: 12 GODZIN MĘKI
- TOTALNA PORAŻKA W INDIACH
- TOTALNA PORAŻKA NA LODZIE
- STUDIA TOTALNEJ PORAŻKI
- BOHATER TOTALNEJ PORAŻKI POWRÓT NA WYSPĘ
- MAMA TOTALNEJ PORAŻKI
- MORZE TOTALNEJ PORAŻKI
- MIŁOŚĆ TOTALNEJ PORAŻKI
- ORYGINALNE SERIE
- MOJE SERIE
- INFORMACJE NA TEMAT SEZONÓW
- MOICH SERII
- ORYGINALNYCH SERII
- ZWIASTUNY
- CZOŁÓWKI
- ZWYCIĘSCY I ELIMINACJE
- OPOWIEŚCI
- KONTAKT
Totalna PorażkoLandia
poniedziałek, 11 stycznia 2010
niedziela, 10 stycznia 2010
Szkoła- miłośc, czy zdrada cz.3
To opowiadanie bedzie mialo duzo czesci gdzies 5-7, zalezy co mi przyjdzie do glowy ;) bo mi przychodzi duzo pomyslow ostatnio i mam zamiar je opisac... to czytac patrzalkami ;D
mgr Galer: myslalam, ze powiesz, ze z Davidem... hmm to troszke trudna decyzja, ale wybiore...
... jednak... go.. David ty masz ta role!
David: i co łyso ci teraz?! (usmiecha sie podle)
Duncan: co, czemu on?!
Courtney: ja rezygnuje!
mgr Galer: no to moze zrobmy tak...- David gra ta role, ale jak zachoruje, czy mu sie cos stanie to zagra Duncan...- pasuje?
Courtney: no niech bedzie...
Duncan: juz po tobie (usmiecha sie tak, ze cos wymyslil)
David: ojc...! ja sie nie zgadzam!
mgr Galer: nie masz wyboru! albo to grasz albo odbieram ci puchar za wynalazek!
David: o nie! to najcenniejsze, co jest dla mnie zaraz po Courtney...
Courtney: (troche sie zarumieniala) ehe...
Duncan: lepiej sie ukrywaj (pokazuje mu piesc)
David: (łyka sline) to zaczne od dzisiaj...
(dzwoni dzwonek)
Duncan: masz 10 sekund!
(David uciekl)
Na korytarzu...
Courtney: ty wes go szukaj i mu dowal, a ja musze isc do mojego wujka, znaczy dyrektora...
Duncan: po co?
Courtney: a nie wiem... David jak tam byl to pewnie mu cos powiedzial na temat nas...
Duncan: to ja ide mu dowalic! (poszedl)
Courtney: trzymaj sie misiu!
Duncan: misiu?! to nawet mi sie podoba...
(ona tez w koncu poszla)
U dyrektora...
Courtney: (wchodzi) czesc wujku! podobno mnie wzywales- to prawda?
Dyrektor: tak! siadaj
Courtney: (usiadla) o co chodzi?
Dyrektor: a o nowego ucznia, ktorego przyprowadzilas ty i odrazu jestes z nim w wziazku! a co David ci sie nie podoba?!
Courtney: ale ty nic nie rozumiesz!
Dyrektor: rozumiem, ze jakiegos goscia z irokezem masz za chlopaka! on owszem moze sie uczyc jak nikomu krzywdy nie zrobi... a tobie moze...
Courtney: on nie jest taki na jakiego wyglada! David mnie caly czas wkurza i grozi!
Dyrektor: wiesz! tym razem ci wierze!
Courtney: wiec moge byc z Duncanem?
Dyrektor: z kim?... a tak mozesz! ale jak ci cos zrobi to masz do mnie przyjsc!
Courtney: dziekuje ci wujku! ale raczej jak przyjsc to w sprawie Davida...
Dyrektor: ok! mozesz isc!
Courtney: fajnie! pa (wyszla)
Na korytarzu:
(Courtney zauwazyla Duncana i do niego podeszla)
Courtney: i co dowaliles mu?
Duncan: nie! bo gdzies uciekl skubaniec!
Courtney: a wiesz... nie przejmuj sie tym sprobuje zalatwic ci ta role bez bicia go
Duncan: no tylko, ze ja mu chce i tak dokopac! i jest taki malutki problem!...
Courtney: no taki?
Duncan: ja sie nie naucze tego tekstu w 2 tygotnie, a nawet w 2 lata!
Courtney: nauczysz! chyba, ze chcesz aby David mnie calowal...
Duncan: jasne, ze nie chce! calowac to moge ciebie tylko ja!
Courtney: Oo!!!!! (przytulia sie do niego)
Duncan: (:D) i to ja rozumiem!
(dzwonek)
Duncan: co teraz?
Courtney: chemia...
Duncan: Aa (;D)
W sali chemicznej...
(wszyscy stoja na srodku, bo beda przydzieleni po dwie osoby to jednego stanowiska)
d Taler: Dzien dobry wszystkim! milo widziec pan z powrotem!
jakis chlopak: ta jesne...
d Taler: (po cichu) zorientowal sie!- no dobra dzis bede was dzielil po dwie osoby to jednego stolika, ktore beda pracowac razem! te osoby beda dostawac wspolna ocene! wiec musicie brac sie do roboty!
(wchodzi David)
David: dzien dobry, przepraszam za spoznienie!
d Taler: David?! ty sie spozniles? to twoj pierwszy raz! to nie wpisze ci!
David: dziekuje!
d Taler: to tak ty usiadziesz z tym... ty z ta... (zostala Courtney, Duncan i David) Courtney chcesz siedziec z chlopakiem czy sama?
Courtney: z chlopakiem...
d Taler: ok. To David do Courtney!
Duncan: o nie!
Courtney: ja chce z Duncanem!
d Taler: jasne!
David: a ja chce z Courtney!
d Taler: ona chce z nim to nie bede zaprzeczac... a wogle to kobieta sie ustepuje
David: no ( :[)
(wszyscy usiedli)
d Taler: dzis zrobimy doswiatczenie! macie dodac te skladniki co sa w podreczniku na stronie 5
(David byl sam, za to, ze byl wsciekly podlozyl Duncanowi Courtney inna ksiazke w ktorych sa wybuchy)
Courtney: (ziorientowala sie, ze cos jest nie tak) d Tyler! napewno mamy zrobic doswiatczenie ze strony 5?
d Taler: tak...
Duncan: a o co ci chodzi?
Courtney: no, ze z tego bedzie wielki wybuch...
Duncan: w koncu bedzie sie cos dzialo (dodal skladniki z ksiazki i substancja wybuchla prosto na nauczyciela)
d Taler: co wyscie zrobili?!
Courtney: to co pan kazal! (pokazuje ksiazke)
d Taler: ale to nie jest podrecznik...
Duncan: David! dorwe cie!
d Taler: macie zrobic to doswiatczenie jeszcze raz! i macie o jeden stopien oblizona ocene!
Courtney: co?! nie mialam w zyciu czworki!
Duncan: zartujesz? ja ledwo mialem 2!
Courtney: ale prosze pana to nie nasza wina! to przez Davida!
d Taler: masz dowody?
Courtney: nie... ale...
d Taler: to robcie to jeszcze raz, bo inaczej paly postawie!
Courtney: no dobrze... (wsciekla :{})
Duncan: slonko nie wsciekaj sie, na przerwie mu damy w kosc...
Courtney: i za to cie kocham...
David: co?! ty go kochasz?!
Courtney: nic ci do tego!
David: oj zemsta bedzie slodka!
Duncan: owszem na tobie!
d Taler: zrobiliscie juz?!
Courtney: nie, jeszcze nie... ale konczymy
Duncan: dobra to ty to zrob...
Courtney: czemu ja?
Duncan: bo ja tego nie umiem!
Courtney: no niech ci bedzie ten pierwszy raz!
Po 5 minutach...
Courtney: skonczylismy!
d Taler: pokaszcie...
Courtney: o prosze...
d Taler: bardzo dobrze... 5!
David: ale mial im pan oblizyc!
d Taler: ale mi przeszlo i postawie im piatki ale za to tobie postawie 4!
David: dlaczego?!
d Taler: za upomnienie sie!
David: musze sie w koncu zamknac!
d Taler: chcesz 3?
David: nie... juz jestem cicho! (pokazuje, ze zasuwa usta)
d Taler: i dobrze
(Courtney i Duncan przybili sobie zołwika)
(zadzwonil dzwonek)
(wszyscy poszli do domu oprocz Courtney, Duncana i Davida, bo musieli zostac w kozie)
W klasie...
mgr Galer: no ladnie! ladnie! pierwszy dzien i juz w kozie! no ale mamy za to czas na przecwiczenie Romeo i Juliet...
...David i Courtney: na srodek!
Duncan: a ja?
mgr Galer: ty narazie nie jestes potrzebny...
... wiec tak zaczniemy ta role od calowania...
Duncan: nie zgadzam sie!
Courtney: owszem moge zaczac ta role ale tylko z Duncanem...
mgr Galer: ale i tak bedziesz musiala zagrac to z Davidem predzej czy pozniej...
Courtney: ja bym wola pozniej i to wiele wiele pozniej albo wcale...
mgr Galer: dobra zagraj to z Duncanem...
(i mowia ten tekst az do calowania)
(caluja sie tak dlugo i namietnie;*****)
David: STOP! Nie pozwole ci calowac mojej dziewczyny!
Duncan: ona nie jest twoja tylko moja!
Courtney: jestem z Duncanem nie mozesz sobie tego zapamietac leszczu!
David: nadal jestes ze mna udowodnie ci to!
(popchnal Duncan, zlapal Courtney i ja pocalowal w ten wzial wyciagnal kardanki z kieszeni i przypiol obie rece jej z styłu wzial na rece i gdzies z nia wybiegl ze szkoly)
mgr Galer: wariat...
Duncan: niech ja go dorwie! (polecial za nim ale jego juz nigdzie nie bylo)
W tym czasie u Davida w domu (piwnica)...
(zwiazal Courtney)
Courtney: czy mnie zawsze musza porywac jakies debile...
David: wiesz, ze ja nie jestem debilem tylko twoim wybrankiem
Courtney: chyba Duncan jest moim wybrankiem...
David: nawet do niego nie pasujesz...
Courtney: ale go kocham i uratowal mi zycie 4 razy narazajac siebie...
David: takie plotki to mow mojej babci! poprostu on ci zamieszal w glowie, ale ja to odwroce...
Courtney: co masz na mysli?!
David: wrobie go w mordertwo, zeby dostal kare na krzesle elektrysznym , ale takim wiesz do umierania...
Courtney: ty draniu! wystarczy, ze sie do mnie Justin podwalal, a teraz ty...
David: ktory to?! pokaz mi go a tez go unicestwie!
Courtney: mam go z palmtopie...
David: (zabral jej) a to ten z planu i wyspy totalnej porazki! czemu ja tego nie ogladalem! ty tam bylas?
Courtney: no jasne! kto nie chcial by 100 tys lub 1 mln baksow...
David: no tez prawda... ale nie mam czasu na rozmowe tylko na zabicie Duncana!
Courtney: no w koncu zapamietales jego imie!
David: no jak widac tak... ale co z tego jak juz po nim!
Courtney: nie dopusci do tego! uratuje mnie! zobaczysz...
Czy Duncan znajdzie Davida i uratuje ukochana? a moze David znajdzie Duncana i sie na nim odegra? a moze David pomysli, ze postapil zle i wypusci Courtney? Dowiecie sie w cz.4!
mgr Galer: myslalam, ze powiesz, ze z Davidem... hmm to troszke trudna decyzja, ale wybiore...
... jednak... go.. David ty masz ta role!
David: i co łyso ci teraz?! (usmiecha sie podle)
Duncan: co, czemu on?!
Courtney: ja rezygnuje!
mgr Galer: no to moze zrobmy tak...- David gra ta role, ale jak zachoruje, czy mu sie cos stanie to zagra Duncan...- pasuje?
Courtney: no niech bedzie...
Duncan: juz po tobie (usmiecha sie tak, ze cos wymyslil)
David: ojc...! ja sie nie zgadzam!
mgr Galer: nie masz wyboru! albo to grasz albo odbieram ci puchar za wynalazek!
David: o nie! to najcenniejsze, co jest dla mnie zaraz po Courtney...
Courtney: (troche sie zarumieniala) ehe...
Duncan: lepiej sie ukrywaj (pokazuje mu piesc)
David: (łyka sline) to zaczne od dzisiaj...
(dzwoni dzwonek)
Duncan: masz 10 sekund!
(David uciekl)
Na korytarzu...
Courtney: ty wes go szukaj i mu dowal, a ja musze isc do mojego wujka, znaczy dyrektora...
Duncan: po co?
Courtney: a nie wiem... David jak tam byl to pewnie mu cos powiedzial na temat nas...
Duncan: to ja ide mu dowalic! (poszedl)
Courtney: trzymaj sie misiu!
Duncan: misiu?! to nawet mi sie podoba...
(ona tez w koncu poszla)
U dyrektora...
Courtney: (wchodzi) czesc wujku! podobno mnie wzywales- to prawda?
Dyrektor: tak! siadaj
Courtney: (usiadla) o co chodzi?
Dyrektor: a o nowego ucznia, ktorego przyprowadzilas ty i odrazu jestes z nim w wziazku! a co David ci sie nie podoba?!
Courtney: ale ty nic nie rozumiesz!
Dyrektor: rozumiem, ze jakiegos goscia z irokezem masz za chlopaka! on owszem moze sie uczyc jak nikomu krzywdy nie zrobi... a tobie moze...
Courtney: on nie jest taki na jakiego wyglada! David mnie caly czas wkurza i grozi!
Dyrektor: wiesz! tym razem ci wierze!
Courtney: wiec moge byc z Duncanem?
Dyrektor: z kim?... a tak mozesz! ale jak ci cos zrobi to masz do mnie przyjsc!
Courtney: dziekuje ci wujku! ale raczej jak przyjsc to w sprawie Davida...
Dyrektor: ok! mozesz isc!
Courtney: fajnie! pa (wyszla)
Na korytarzu:
(Courtney zauwazyla Duncana i do niego podeszla)
Courtney: i co dowaliles mu?
Duncan: nie! bo gdzies uciekl skubaniec!
Courtney: a wiesz... nie przejmuj sie tym sprobuje zalatwic ci ta role bez bicia go
Duncan: no tylko, ze ja mu chce i tak dokopac! i jest taki malutki problem!...
Courtney: no taki?
Duncan: ja sie nie naucze tego tekstu w 2 tygotnie, a nawet w 2 lata!
Courtney: nauczysz! chyba, ze chcesz aby David mnie calowal...
Duncan: jasne, ze nie chce! calowac to moge ciebie tylko ja!
Courtney: Oo!!!!! (przytulia sie do niego)
Duncan: (:D) i to ja rozumiem!
(dzwonek)
Duncan: co teraz?
Courtney: chemia...
Duncan: Aa (;D)
W sali chemicznej...
(wszyscy stoja na srodku, bo beda przydzieleni po dwie osoby to jednego stanowiska)
d Taler: Dzien dobry wszystkim! milo widziec pan z powrotem!
jakis chlopak: ta jesne...
d Taler: (po cichu) zorientowal sie!- no dobra dzis bede was dzielil po dwie osoby to jednego stolika, ktore beda pracowac razem! te osoby beda dostawac wspolna ocene! wiec musicie brac sie do roboty!
(wchodzi David)
David: dzien dobry, przepraszam za spoznienie!
d Taler: David?! ty sie spozniles? to twoj pierwszy raz! to nie wpisze ci!
David: dziekuje!
d Taler: to tak ty usiadziesz z tym... ty z ta... (zostala Courtney, Duncan i David) Courtney chcesz siedziec z chlopakiem czy sama?
Courtney: z chlopakiem...
d Taler: ok. To David do Courtney!
Duncan: o nie!
Courtney: ja chce z Duncanem!
d Taler: jasne!
David: a ja chce z Courtney!
d Taler: ona chce z nim to nie bede zaprzeczac... a wogle to kobieta sie ustepuje
David: no ( :[)
(wszyscy usiedli)
d Taler: dzis zrobimy doswiatczenie! macie dodac te skladniki co sa w podreczniku na stronie 5
(David byl sam, za to, ze byl wsciekly podlozyl Duncanowi Courtney inna ksiazke w ktorych sa wybuchy)
Courtney: (ziorientowala sie, ze cos jest nie tak) d Tyler! napewno mamy zrobic doswiatczenie ze strony 5?
d Taler: tak...
Duncan: a o co ci chodzi?
Courtney: no, ze z tego bedzie wielki wybuch...
Duncan: w koncu bedzie sie cos dzialo (dodal skladniki z ksiazki i substancja wybuchla prosto na nauczyciela)
d Taler: co wyscie zrobili?!
Courtney: to co pan kazal! (pokazuje ksiazke)
d Taler: ale to nie jest podrecznik...
Duncan: David! dorwe cie!
d Taler: macie zrobic to doswiatczenie jeszcze raz! i macie o jeden stopien oblizona ocene!
Courtney: co?! nie mialam w zyciu czworki!
Duncan: zartujesz? ja ledwo mialem 2!
Courtney: ale prosze pana to nie nasza wina! to przez Davida!
d Taler: masz dowody?
Courtney: nie... ale...
d Taler: to robcie to jeszcze raz, bo inaczej paly postawie!
Courtney: no dobrze... (wsciekla :{})
Duncan: slonko nie wsciekaj sie, na przerwie mu damy w kosc...
Courtney: i za to cie kocham...
David: co?! ty go kochasz?!
Courtney: nic ci do tego!
David: oj zemsta bedzie slodka!
Duncan: owszem na tobie!
d Taler: zrobiliscie juz?!
Courtney: nie, jeszcze nie... ale konczymy
Duncan: dobra to ty to zrob...
Courtney: czemu ja?
Duncan: bo ja tego nie umiem!
Courtney: no niech ci bedzie ten pierwszy raz!
Po 5 minutach...
Courtney: skonczylismy!
d Taler: pokaszcie...
Courtney: o prosze...
d Taler: bardzo dobrze... 5!
David: ale mial im pan oblizyc!
d Taler: ale mi przeszlo i postawie im piatki ale za to tobie postawie 4!
David: dlaczego?!
d Taler: za upomnienie sie!
David: musze sie w koncu zamknac!
d Taler: chcesz 3?
David: nie... juz jestem cicho! (pokazuje, ze zasuwa usta)
d Taler: i dobrze
(Courtney i Duncan przybili sobie zołwika)
(zadzwonil dzwonek)
(wszyscy poszli do domu oprocz Courtney, Duncana i Davida, bo musieli zostac w kozie)
W klasie...
mgr Galer: no ladnie! ladnie! pierwszy dzien i juz w kozie! no ale mamy za to czas na przecwiczenie Romeo i Juliet...
...David i Courtney: na srodek!
Duncan: a ja?
mgr Galer: ty narazie nie jestes potrzebny...
... wiec tak zaczniemy ta role od calowania...
Duncan: nie zgadzam sie!
Courtney: owszem moge zaczac ta role ale tylko z Duncanem...
mgr Galer: ale i tak bedziesz musiala zagrac to z Davidem predzej czy pozniej...
Courtney: ja bym wola pozniej i to wiele wiele pozniej albo wcale...
mgr Galer: dobra zagraj to z Duncanem...
(i mowia ten tekst az do calowania)
(caluja sie tak dlugo i namietnie;*****)
David: STOP! Nie pozwole ci calowac mojej dziewczyny!
Duncan: ona nie jest twoja tylko moja!
Courtney: jestem z Duncanem nie mozesz sobie tego zapamietac leszczu!
David: nadal jestes ze mna udowodnie ci to!
(popchnal Duncan, zlapal Courtney i ja pocalowal w ten wzial wyciagnal kardanki z kieszeni i przypiol obie rece jej z styłu wzial na rece i gdzies z nia wybiegl ze szkoly)
mgr Galer: wariat...
Duncan: niech ja go dorwie! (polecial za nim ale jego juz nigdzie nie bylo)
W tym czasie u Davida w domu (piwnica)...
(zwiazal Courtney)
Courtney: czy mnie zawsze musza porywac jakies debile...
David: wiesz, ze ja nie jestem debilem tylko twoim wybrankiem
Courtney: chyba Duncan jest moim wybrankiem...
David: nawet do niego nie pasujesz...
Courtney: ale go kocham i uratowal mi zycie 4 razy narazajac siebie...
David: takie plotki to mow mojej babci! poprostu on ci zamieszal w glowie, ale ja to odwroce...
Courtney: co masz na mysli?!
David: wrobie go w mordertwo, zeby dostal kare na krzesle elektrysznym , ale takim wiesz do umierania...
Courtney: ty draniu! wystarczy, ze sie do mnie Justin podwalal, a teraz ty...
David: ktory to?! pokaz mi go a tez go unicestwie!
Courtney: mam go z palmtopie...
David: (zabral jej) a to ten z planu i wyspy totalnej porazki! czemu ja tego nie ogladalem! ty tam bylas?
Courtney: no jasne! kto nie chcial by 100 tys lub 1 mln baksow...
David: no tez prawda... ale nie mam czasu na rozmowe tylko na zabicie Duncana!
Courtney: no w koncu zapamietales jego imie!
David: no jak widac tak... ale co z tego jak juz po nim!
Courtney: nie dopusci do tego! uratuje mnie! zobaczysz...
Czy Duncan znajdzie Davida i uratuje ukochana? a moze David znajdzie Duncana i sie na nim odegra? a moze David pomysli, ze postapil zle i wypusci Courtney? Dowiecie sie w cz.4!
sobota, 9 stycznia 2010
Szkoła- miłośc, czy zdrada cz.2
Dzis napisze cz.2, bo do szkoly chodzi kazdy! bohaterowie tez...
Duncan: (skonczyl przepisywac) tak jasne! po prostu mi zazdroscisz, ze umiem rozwiazac, a ty nie! (jak nauczycielka nie patrzyla wyrzucil kartke do kosza)
mgr Lacia: Courtney ty zawsze mówisz prawde! zrobilas to?
Courtney: jasne, ze nie! Poprostu David chce sie o cos zemscic! ja nie podrzucam rzadnych kartek z rozwiazaniami, a on tak! (pokazuje karteczke od Davida)
mgr Lacia: No David zawiodlam sie na tobie! zostaniesz dzis w kozie!
David: niech pani klasa powie prawde
mgr Lacia: no to Duncan mial rozwiazanie czy nie?
(gdy mgr patrzyla na klase Duncan pokazal wszystkim piesc ze rozwali im buźki)
cała klasa: David kladnie! a Duncan mówi prawde!
mgr Lacia: no to po lekcjach w kozie!
David: o wy!... i tak zostaje...
mgr Lacia: to zostaniesz godzine dłuzej!
David: po co ja gadalem...
mgr Lacia: to 2 godziny!
David: ale...
mgr Lacia: 3 godziny i badz cicho, bo bedziesz caly tydzien zostawal!
(Duncan poszedl do lawki usiadl i z Courtney przybil żołwika)
David: (szeptem) doigracie sie! a ty bedziesz moja!
Duncan: prosze mgr! bo David gada!
mgr Lacia: o nie! moja cierpliwosc sie skonczyla! David cały miesiac w kozie!
David: nie!!!!!!!!!!
mgr Lacia: masz cos do powiedzenia?!
David: (pokiwal glowa na nie)
mgr Lacia: i tak ma byc! Duncan za uszcziwosc dostaniesz 5!
Duncan: tak jest! pani jest w pożo...
mgr Lacia: milo mi z twojej strony!
Duncan: no, no takich nauczycieli to ja rozumiem!
mgr Lacia: Courtney tobie tez postawie 5 za przyprowadzenie takie ucznia!
Courtney: no, no David! nie wolno oszukiwac (pokazala mu jezyk)
(Courtney i Duncan przybili zas żołwika)
David: nie martw sie, jeszcze do mnie wrocisz!
mgr Lacia: David do dyrektora!
David: za co?!
mgr Lacia: za twoje zachowanie!
David: to juz nie wolno mi mowic?!
mgr Lacia: jak zauwazyles na lekcji sie nie gada!
David: a Duncan i Courtney to moga!
mgr Lacia: tak bo oni mowia konkretnie!
(nauczycielka zlapala go za ucho i probowala wyzucic z klasy)
David: Duncan zabije cie zobaczysz!
Duncan: no juz sie boje! az mi sie gacie trzesa! Milego pobytu u dyrektora!
Courtney: on ci przemowi do rozsatku!
nauczycielka poszla z nim do dyrektora)
(zadzwonil dzwonek i wszyscy wyszli z klasy)
Na przerwie...
Duncan: no wiec na czym my skonczyli? a tak!... mielismy sie no wiesz...
Courtney: tak, ale moze zachwile
Duncan: to zas przerwie nam dzwonek
Courtney: dobra...
(pocalowali sie, a David to zauwarzyl w drodze do dyrektora)
David: zemszcze sie!
mgr Lacia: cicho badz!
W tym czasie u dyrektora...
Dyrektor: a kogo tu do mnie sprowadza! pewnie pochwala prawda?!
mrg Lacia: wbrew przeciwnie! on byl tym razem nie grzeczny! strasznie pyskowal i zgonil na nowego kolege ze spisywal!
David: nie prawda!
Dyrektor: nie moge w to uwierzyc!
mgr Lacia: zganial tez na Courtney ze mu dala rozwiazanie zadania!
Dyrektor: ale czemu to zrobiles? przeciez lubisz ja!
David: tak ale ona woli Duncana odemnie!
Dyrektor: kogo?
mgr Lacia: a Courtney przyprowadzila nowego ucznia! ma zielonego irokeza i kolczyki, ale jest bardzo zdolny!
Dyrektor: ona takiego ucznia? to nie w jej stylu...
David: prawda! a najgorsze jest to, ze ona jest z nim!
Dyrektor: ale niby, ze para?
David: tak!
Dyrektor: przyprowadz mi ja na nastepnej przerwie!
mgr Lacia: a co mam z nim zrobic?
Dyrektor: niech pani mu da jakoms tam kare, ale nie straszna przeciesz to zdobywca wielu nagrod!
David: dziekuje panu!
mgr Lacia: ok zostaniesz dzis 3 godziny w kozie!
David: dobrze! pasuje mi to!...
(wyszli)
(zadzwonil dzwonek i wszyscy poszli do klas)
(Duncan i Courtney oraz David i inni mieli godzine wychowawcza)
mgr Galer: No David! slyszalam co zrobiles na matematyce! masz ich przeprosic!
David: nie mam o co!
mgr Galer: natychmiast!
David: no dobrze... prze..pr....a...sza....m, przepraszam!
Duncan: czy to bylo takie trudne?
David: nie odzywaj sie!
(David napisal to Courtney karteczke i rzucil jej)
(Courtney otworzyla: ''Nie gniewam sie o to co mi zrobilas! chce zebys dzisiaj ze mna gdzies wyszla ok? np. na kolacje o 20...''
ona mu odpisala: ''Zapomniales, ze jestem z Duncanem! a ciebie mam juz dosc!'' rzucila mu)
(on zas jej cos napisalam i rzucil, otwiera: ''wiem, wiem! chcialem sie tylko upewnic! a jeszcze cos! dyrektor cie wzywa na przerwie...''
ona: '' ale po co?!''
on: '' nie wiem, ale chyba chodzi o tego typka co siedzisz z nim''
ona: '' on ma naimie Duncan! zapamietaj sobie!''
(nauczycielka cos tam mowila o przedstawieniu)
mgr Galer: to moze zagra... Courtney!
Courtney: ja? ale niby co?
mgr Galer: zagrasz Juliet w przedstawieniu Shakespeare!
Courtney: co? ja sie nie nadaje!
mgr Galer: nadajesz! pokaz nam jak spiewasz!
Courtney: ale ja nie umiem!
Duncan: umiesz umiesz!
Courtney: dzieki! (i zaspiewala kawalek piosenki ze scenariusza)
(a wszyscy sie zdziwi ze tak ladnie umie spiewac)
mgr Galer: cudownie spiewasz! masz ta role!
Courtney: gryygrrryyy...
mgr Galer: to potrzeba nam jeszcze Romeo-a
(zglasza sie tylko David)
mgr Galer: odrazu mowie, ze trzeba sie bedzie calowac!
(Duncan tez podniosl reke)
mgr Galer: David ty byles pierwszy! pokaz nam co umiesz (dala mu scenariusz)
Courtney: on sie nie nadaje!
Duncan: wlasnie on sie nie nadaje!
mgr Galer: no bardziej nadaje sie David! bo ty Duncan masz irokeza, a w tamtych czasach nie bylo czegos takie
Duncan: to bede takim nowoczesnym Romeo czy kims tam...
mgr Galer: ale wole Davida
Duncan: a moge sprobowac?
mgr Galer: no dobra!
(Duncan wyrwal scenariusz Davidowi)
David: nad spokoj ty zielono wlosy!
Duncan: wal sie!
David: ehe...
Duncan: (czyta tekst) \To jest Wschod, a Juliet jest słoncem!/- gosciu byl chyba nacpanu jak to pisal...
David: jestes zalosny!
Duncan: daj se siana!
mgr Galer: dlaczego nie mozecie sie dogadac?!
Duncan: bo chodzi o Courtney!
David: tak o nia!
Duncan: nie pozwole mu ja calowac!
David: ale jestem lepszy od ciebie pod kazdym wzgledem! przyznaj to!
Duncan: lecz sie!
mgr Galer: Courtney a ty bys z kim chciala byc w tym przedstawieniu?
Courtney: z Duncanem...
mgr Galer: myslalam, ze powiesz, ze z Davidem... hmm to troszke trudna decyzja, ale wybiore...
kogo wybierze? dowiecie sie w cz.3- To bedzie Duncan, czy David? a moze nikt? i jak myslicie co bedzie chcial wujek Courtney, czyli dyrektor? a David zemsci sie, czy odpusci? Na to czekajcie juz jutro!
a i zrobilam dla was Davida, zebyscie mieli lepsze wyobrazenie:
Duncan: (skonczyl przepisywac) tak jasne! po prostu mi zazdroscisz, ze umiem rozwiazac, a ty nie! (jak nauczycielka nie patrzyla wyrzucil kartke do kosza)
mgr Lacia: Courtney ty zawsze mówisz prawde! zrobilas to?
Courtney: jasne, ze nie! Poprostu David chce sie o cos zemscic! ja nie podrzucam rzadnych kartek z rozwiazaniami, a on tak! (pokazuje karteczke od Davida)
mgr Lacia: No David zawiodlam sie na tobie! zostaniesz dzis w kozie!
David: niech pani klasa powie prawde
mgr Lacia: no to Duncan mial rozwiazanie czy nie?
(gdy mgr patrzyla na klase Duncan pokazal wszystkim piesc ze rozwali im buźki)
cała klasa: David kladnie! a Duncan mówi prawde!
mgr Lacia: no to po lekcjach w kozie!
David: o wy!... i tak zostaje...
mgr Lacia: to zostaniesz godzine dłuzej!
David: po co ja gadalem...
mgr Lacia: to 2 godziny!
David: ale...
mgr Lacia: 3 godziny i badz cicho, bo bedziesz caly tydzien zostawal!
(Duncan poszedl do lawki usiadl i z Courtney przybil żołwika)
David: (szeptem) doigracie sie! a ty bedziesz moja!
Duncan: prosze mgr! bo David gada!
mgr Lacia: o nie! moja cierpliwosc sie skonczyla! David cały miesiac w kozie!
David: nie!!!!!!!!!!
mgr Lacia: masz cos do powiedzenia?!
David: (pokiwal glowa na nie)
mgr Lacia: i tak ma byc! Duncan za uszcziwosc dostaniesz 5!
Duncan: tak jest! pani jest w pożo...
mgr Lacia: milo mi z twojej strony!
Duncan: no, no takich nauczycieli to ja rozumiem!
mgr Lacia: Courtney tobie tez postawie 5 za przyprowadzenie takie ucznia!
Courtney: no, no David! nie wolno oszukiwac (pokazala mu jezyk)
(Courtney i Duncan przybili zas żołwika)
David: nie martw sie, jeszcze do mnie wrocisz!
mgr Lacia: David do dyrektora!
David: za co?!
mgr Lacia: za twoje zachowanie!
David: to juz nie wolno mi mowic?!
mgr Lacia: jak zauwazyles na lekcji sie nie gada!
David: a Duncan i Courtney to moga!
mgr Lacia: tak bo oni mowia konkretnie!
(nauczycielka zlapala go za ucho i probowala wyzucic z klasy)
David: Duncan zabije cie zobaczysz!
Duncan: no juz sie boje! az mi sie gacie trzesa! Milego pobytu u dyrektora!
Courtney: on ci przemowi do rozsatku!
nauczycielka poszla z nim do dyrektora)
(zadzwonil dzwonek i wszyscy wyszli z klasy)
Na przerwie...
Duncan: no wiec na czym my skonczyli? a tak!... mielismy sie no wiesz...
Courtney: tak, ale moze zachwile
Duncan: to zas przerwie nam dzwonek
Courtney: dobra...
(pocalowali sie, a David to zauwarzyl w drodze do dyrektora)
David: zemszcze sie!
mgr Lacia: cicho badz!
W tym czasie u dyrektora...
Dyrektor: a kogo tu do mnie sprowadza! pewnie pochwala prawda?!
mrg Lacia: wbrew przeciwnie! on byl tym razem nie grzeczny! strasznie pyskowal i zgonil na nowego kolege ze spisywal!
David: nie prawda!
Dyrektor: nie moge w to uwierzyc!
mgr Lacia: zganial tez na Courtney ze mu dala rozwiazanie zadania!
Dyrektor: ale czemu to zrobiles? przeciez lubisz ja!
David: tak ale ona woli Duncana odemnie!
Dyrektor: kogo?
mgr Lacia: a Courtney przyprowadzila nowego ucznia! ma zielonego irokeza i kolczyki, ale jest bardzo zdolny!
Dyrektor: ona takiego ucznia? to nie w jej stylu...
David: prawda! a najgorsze jest to, ze ona jest z nim!
Dyrektor: ale niby, ze para?
David: tak!
Dyrektor: przyprowadz mi ja na nastepnej przerwie!
mgr Lacia: a co mam z nim zrobic?
Dyrektor: niech pani mu da jakoms tam kare, ale nie straszna przeciesz to zdobywca wielu nagrod!
David: dziekuje panu!
mgr Lacia: ok zostaniesz dzis 3 godziny w kozie!
David: dobrze! pasuje mi to!...
(wyszli)
(zadzwonil dzwonek i wszyscy poszli do klas)
(Duncan i Courtney oraz David i inni mieli godzine wychowawcza)
mgr Galer: No David! slyszalam co zrobiles na matematyce! masz ich przeprosic!
David: nie mam o co!
mgr Galer: natychmiast!
David: no dobrze... prze..pr....a...sza....m, przepraszam!
Duncan: czy to bylo takie trudne?
David: nie odzywaj sie!
(David napisal to Courtney karteczke i rzucil jej)
(Courtney otworzyla: ''Nie gniewam sie o to co mi zrobilas! chce zebys dzisiaj ze mna gdzies wyszla ok? np. na kolacje o 20...''
ona mu odpisala: ''Zapomniales, ze jestem z Duncanem! a ciebie mam juz dosc!'' rzucila mu)
(on zas jej cos napisalam i rzucil, otwiera: ''wiem, wiem! chcialem sie tylko upewnic! a jeszcze cos! dyrektor cie wzywa na przerwie...''
ona: '' ale po co?!''
on: '' nie wiem, ale chyba chodzi o tego typka co siedzisz z nim''
ona: '' on ma naimie Duncan! zapamietaj sobie!''
(nauczycielka cos tam mowila o przedstawieniu)
mgr Galer: to moze zagra... Courtney!
Courtney: ja? ale niby co?
mgr Galer: zagrasz Juliet w przedstawieniu Shakespeare!
Courtney: co? ja sie nie nadaje!
mgr Galer: nadajesz! pokaz nam jak spiewasz!
Courtney: ale ja nie umiem!
Duncan: umiesz umiesz!
Courtney: dzieki! (i zaspiewala kawalek piosenki ze scenariusza)
(a wszyscy sie zdziwi ze tak ladnie umie spiewac)
mgr Galer: cudownie spiewasz! masz ta role!
Courtney: gryygrrryyy...
mgr Galer: to potrzeba nam jeszcze Romeo-a
(zglasza sie tylko David)
mgr Galer: odrazu mowie, ze trzeba sie bedzie calowac!
(Duncan tez podniosl reke)
mgr Galer: David ty byles pierwszy! pokaz nam co umiesz (dala mu scenariusz)
Courtney: on sie nie nadaje!
Duncan: wlasnie on sie nie nadaje!
mgr Galer: no bardziej nadaje sie David! bo ty Duncan masz irokeza, a w tamtych czasach nie bylo czegos takie
Duncan: to bede takim nowoczesnym Romeo czy kims tam...
mgr Galer: ale wole Davida
Duncan: a moge sprobowac?
mgr Galer: no dobra!
(Duncan wyrwal scenariusz Davidowi)
David: nad spokoj ty zielono wlosy!
Duncan: wal sie!
David: ehe...
Duncan: (czyta tekst) \To jest Wschod, a Juliet jest słoncem!/- gosciu byl chyba nacpanu jak to pisal...
David: jestes zalosny!
Duncan: daj se siana!
mgr Galer: dlaczego nie mozecie sie dogadac?!
Duncan: bo chodzi o Courtney!
David: tak o nia!
Duncan: nie pozwole mu ja calowac!
David: ale jestem lepszy od ciebie pod kazdym wzgledem! przyznaj to!
Duncan: lecz sie!
mgr Galer: Courtney a ty bys z kim chciala byc w tym przedstawieniu?
Courtney: z Duncanem...
mgr Galer: myslalam, ze powiesz, ze z Davidem... hmm to troszke trudna decyzja, ale wybiore...
kogo wybierze? dowiecie sie w cz.3- To bedzie Duncan, czy David? a moze nikt? i jak myslicie co bedzie chcial wujek Courtney, czyli dyrektor? a David zemsci sie, czy odpusci? Na to czekajcie juz jutro!
a i zrobilam dla was Davida, zebyscie mieli lepsze wyobrazenie:
piątek, 8 stycznia 2010
Szkoła- miłośc, czy zdrada cz.1
Hello! Jednak znalazłam troszeczke czasu do napisania pierwszej czesc opowiadania. Musze wam sie przyznac, ze przy tym troche mi brak pomyslu. A tamte tak szybko napisalam, bo mi sie śniło xD No tego opowiadania tez mi sie śniło mały kawałek gdy nagle przerwało nie wiem czemu! No ale pisząc napewno coś wymyśle fajnego! Wiec wytrzeszczyc galy w moinitor i sledzic slowo po slowie!
Wakacje się już prawie kończyły. Duncan i Courtney mieli zamiar iśc do szkoły. Oczywiście dla niej to nic nowego, a dla niego to spory kłopot. Jednak w cale spokojnie tam nie będzie! Będzie dużo haosu i zemsty oraz romantyzmu.
Dzień przed pójściem do szkoły... (dom Courtney)
Courtney: Duncan! Pamiętaj, że dzis idziemy po zeszyty, plecaki, przybory i takie rózne rzeczy potrzebne do szkoły.
Duncan: a ja muszę koniecznie tam iśc?
Courtney: tak jak chcesz być ze mną.
Duncan: i tak mnie wywalą! nawet pierwszego dnia!
Courtney: raczej nie! mój wujek jest tam dyrektorem i zalatwilam ci, ze cie nie wyzuca ale beda kary.
Duncan: po co mam wracac do wiezienia?
Courtney: co?! ty byles w wiezieniu?!
Duncan: nie, ale w poprawczaku. Szczeze mówiac to jest to samo...
Courtney: nie przesadzaj! idziemy!
Duncan: nie!
Courtney: juz ci powiedzialam cos!
Duncan: nie dasz rady...
Courtney: dam! (i zamiast go wyrzucic z domu to go pocałowala) dobra masz racje!
Duncan: jasne skarbie!
(zezloscila sie troche)
Courtney: pójdziesz?! tak ładnie prosze... (pokazuje oczka szczeniaczka)
Duncan: no dobra!
Courtney: Jest!
(poszli do sklepu)
Po zakupach... (w domu)
Courtney: mamy wszystko?
Duncan: nie wiem, ale zdaje sie, ze nie mam jeszcze plecaka.
Courtney: no, bo nie potrzebnie groziles sprzedawcy!
Duncan: bo ja chciałem w czachy, a nie w moro...
Courtney: gryyygry...
Duncan: coraz bardziej przypominasz mnie
Courtney: tak jasne! powiedz jeszcze ze wygladu tez!
Duncan: tak księzniczko!
Courtney: przestan mnie prowokowac! idz po ten plecak!
Duncan: ok, ok! ( i wyszedl)
Courtney: ja wygladu jak on! to nie prawda... chodz mnie sie podoba! ale tylko u niego!
4 godziny pózniej...
(wdzodzi Duncan)
Courtney: Gdziej ty byl?!
Duncan: a po zeczy potrzebne...
Courtney: ale tego plecaka szukales?!
Duncan: nie tylko...
Courtney:... a co jeszcze?
Duncan: a takie tam... bomby, zapalniczki itd...
Courtney: po co ci to niby?!
Duncan: do handlu i nie tylko! np. do obronny ciebie...
Courtney: jakie to slodkie... ale jak wujek sie dowie to mnie wyrzuci razem z tobą! masz byc grzeczny i zostawic to w domu!
Duncan: no dobra............
Pierwszy dzien szkoly 6 rano w domu Courtney...
(dzwoni budzik i Courtney sie obudzila, a Duncan spal jak zabity)
Courtney: Duncan! obudz sie czas do szkoly!
Duncan: jeszcze piec minut!
Courtney: wstawaj! bo inaczej sniadania ci nie zrobie!
Duncan: dobra, dobra juz wstaje!
Przed wyjsciem do szkoły...
Courtney: Duncan, pospiesz sie bo sie spoznimy!
Duncan: to pojedziemy autem!
Courtney: a masz prawo jazdy?
Duncan: tak, falszywe...
Courtney: a jak cie zamkna?
Duncan: to sie wykupie...
Courtney: zawsze musisz postawic na swoim?!
Duncan: tak...
(pojechali)
Przed szkołą...
Chłopcy: prosze, prosze, a kto to przyjchal?! jakis koles z irokezem i ta mądralijska! ale chwila... czy on jej pomaga wyjsc z samochodu?! co to za typek?! i to ze przyjechala z takim gosciem...?! cos tu nie gra!
W szkole...
(wszyscy wytrzeszczali galy na Courtney i Duncana jak by to byli nie wiadomo co...)
Duncan: co sie tak gapicie?! nie widzieliscie takiego typa czy cos?! bo zaraz w buski przyfasole!
Jakas dziewczyna: Courtney! uciekaj tu jest kryminalista!
Courtney: to co? wielkie mi rzeczy...
(zadzwonil dzwonek i wszyscy rozeszli sie do klas)
W klasie...
(wchodza Courtney i Duncan jednoczesnie, a wszyscy zas wytrzeszczaja galy)
Courtney: Dzien dobry pani mgr Galer! Przyprowadzilam nowego ucznia.
mgr Galer: Dzien dobry Courtney! To bardzo dobrze, ze pomagasz ludzia ksztalcic sie w naszej szkole, ale tym razem to chyba nie zadobry pomysl...
Courtney: niby czemu?
mgr Galer: jakis dziwny mi sie wydaje...
Duncan: ja dziwny?!
Courtney: cicho badz!
mgr Galer: wlasnie dlatego...
Courtney: ale niech pani da spokoj i go usadzi.
mgr Galer: no tym razem cie poslucham. Mozesz usiasc.
(i poszla do ławki a tam był chlopak (nie taki zwykly, bo jej byly) o imieniu David ''czytaj Dejwid'')
David: Witaj piękna!
Courtney: ( nie patrzac na niego, usiadla) cześć...
mgr Galer: dobra ty... yyy jak ci tam...- przedstaw sie wszystkim
Duncan: Jestem Duncan! a jak sie komusc nie podoba to bedzie mial przerabane! rozumiecie!
Cala klasa oprocz Courtney: TAK!
mgr Galer: dobra tyle nam starczy! widze, ze nie znasz tu nikogo oprocz Courtney to usiadziesz z nia moze cie uspokoi! Wiec David o jedna ławke do tylu (a byla pusta)
David: (wstal) o nie! ja chce z nia siedziec! niech to cos pojdzie do tylu
Duncan: jestem Duncan! nie pasi ci kolo?! to w ryj!
David: no jak pojde to ci cos zrobi Courtney, a ja na to nie pozwole!
Courtney: nic mi nie zrobi! nie martw sie! nawet mi kilka razy pomogl...
David: w biciu ludzi?!
(cala klasa zaczela sie smiac)
Duncan: przegioles! (prawie go walnąl, ale Courtney ich rozdzieliła)
Courtney: dajcie spokoj bo wyladujecie...
mgr Galer: (przerwala jej) w szkolnej kozie! a ty Courtney tez za przyprowadzenie go!
Courtney: ale ja nigdy nie bylam! jak to wplynie na moje studia?!
mgr Galer: nijak! jedna koza to na nic nie wplynie, a zachowanie poprawi!
Courtney: ale...
mgr Galer: spotykamy sie po lekcjach!
(zadzwonil dzwonek)
Courtney: macie szczescie!
(pociagla Duncan za soba do swojej szafki)
Na korytarzu...
Courtney: pierwszego dnia w kozie?! oszalales?!
Duncan: no wyluzuj, to on zacząl! wogle to za kogo on sie uwaza?!
Courtney: to jest moj chlopak, znaczy byly... jeszcze mu tego nie powiedzilam...
Duncan: to wszystko wyjasnia! daj mu kosza i luzik!
Courtney: zrobie tak!
(chcieli sie pocalowac, ale nagle wtracil sie David)
David: malenka, co ty tu z nim robisz?!
Courtney: po pierwsze to tu jest moja szafka, po drugie moge przebywac z kim chce, a po trzecie...
David: dobrze, dobrze! ale nie podoba mi sie ten typ
Duncan: nie chce cie walna! chodz mam ochote to uciekaj z tad!
Caurtney: David musze ci cos powiedziec- ja i Duncan jestesmy...
David: przyjaciomi- zgoda! ale ja jako twoj chlopak powinnem przebywac caly czas przy tobie
Courtney: no wlasnie chodzi o...
David: ciiihh... niech twoje usta mówia za ciebie...
Duncan: STOP! kolo ty masz problem! nie dasz jej dopuscic do slowa! ona chce powiedziec, ze ja i ona jestesmy para! i ona cie splawia! daje kosza!...
David: to nie prawda no nie?!
Courtney: prawda (podeszla do Duncana i sie do niego przytuliła)
Duncan: widzisz?!
David: niby to co on ma czego ja nie mam!
Courtney: uratowal mi kilka razy zycie...
David: ta jasne!
Duncan: splywaj!
David: jeszcze cie odzyskam zobaczysz, zobaczycie wszyscy! ( i poszedl)
Courtney: dobrze, ze to juz koniec tego zwiazku.
Duncan: to na czym my skonczyli?...
Courtney: ach tak...
(zas chcieli sie pocalowac ale zaczwonil dzwonek)
Duncan: kurcze! głupi dzwonek!
Courney: dokonczymy na nastepnej przerwie
Duncan: zgoda...
(poszli do klasy matematycznej)
W klasie matematycznej...
(wszyscy siadli do ławek)
mgr Lacia: Witam wszystkich!
cała klasa: Dzien dobry pani mgr Lacia!
mgr Lacia: usiądzcie! zauwazylam u was nowa osobe! Wstan prosze i sie przedstaw!
Duncan: (wstal) jestem...
Courtney: (wstala i mu przerwala) moze ja go przedstawie! bo jest malo mówny, a ja go tu przyprowadziałam
mgr Lacia: no dobrze!
Courtney: wiec tak! to jest Duncan! Przyprowadzilam go tu rzeby sie ksztalcil w naszej szkole, bo uznalam, ze jest najlepsza i zgodzil sie z tym.
mgr Lacia: co za potencjał! bardzo ładnie Courtney! powinniscie brac z niej przyklad! Mozesz usiasc
Duncan: (szepczac do Courtney) co ty robisz?
Courtney: ratuje cie od kary.
(nauczycielka napisala zadanie na tablicy i wybrala ucznia zeby je rozwiazal)
mgr Lucia: to moze?... Duncan! pokazesz mi co umiesz!
Duncan: ale ja... (i Courtney podala mu kartke z rozwizaniem taka mala do scigania)
(i podszedl do tablicy piszac, co napisala Courtney)
(w tym czasie David podrzucil jej karteczke)
(ona otworzyla a tam napis ''Wszystko widzialem! zaraz poskarze mgr Lacia'')
(Duncan konczyl przepisywac zadanie)
David: (podnoszac reke) prosze pani! Courtney podzucila Duncanowi karteczke z rozwiazaniem!
Duncan: (skonczyl przepisywac) tak jasne! po prostu mi zazdroscisz, ze umiem rozwiazac, a ty nie!
Czy mgr Lacia zlapie Duncana na sciagniu i do tego da mu i Courtney kare? a moze nie zwracala uwagi na slowa Davida? lub uwierzy Duncanowi?
Tego dowiecie sie w cz.2 !
Wakacje się już prawie kończyły. Duncan i Courtney mieli zamiar iśc do szkoły. Oczywiście dla niej to nic nowego, a dla niego to spory kłopot. Jednak w cale spokojnie tam nie będzie! Będzie dużo haosu i zemsty oraz romantyzmu.
Dzień przed pójściem do szkoły... (dom Courtney)
Courtney: Duncan! Pamiętaj, że dzis idziemy po zeszyty, plecaki, przybory i takie rózne rzeczy potrzebne do szkoły.
Duncan: a ja muszę koniecznie tam iśc?
Courtney: tak jak chcesz być ze mną.
Duncan: i tak mnie wywalą! nawet pierwszego dnia!
Courtney: raczej nie! mój wujek jest tam dyrektorem i zalatwilam ci, ze cie nie wyzuca ale beda kary.
Duncan: po co mam wracac do wiezienia?
Courtney: co?! ty byles w wiezieniu?!
Duncan: nie, ale w poprawczaku. Szczeze mówiac to jest to samo...
Courtney: nie przesadzaj! idziemy!
Duncan: nie!
Courtney: juz ci powiedzialam cos!
Duncan: nie dasz rady...
Courtney: dam! (i zamiast go wyrzucic z domu to go pocałowala) dobra masz racje!
Duncan: jasne skarbie!
(zezloscila sie troche)
Courtney: pójdziesz?! tak ładnie prosze... (pokazuje oczka szczeniaczka)
Duncan: no dobra!
Courtney: Jest!
(poszli do sklepu)
Po zakupach... (w domu)
Courtney: mamy wszystko?
Duncan: nie wiem, ale zdaje sie, ze nie mam jeszcze plecaka.
Courtney: no, bo nie potrzebnie groziles sprzedawcy!
Duncan: bo ja chciałem w czachy, a nie w moro...
Courtney: gryyygry...
Duncan: coraz bardziej przypominasz mnie
Courtney: tak jasne! powiedz jeszcze ze wygladu tez!
Duncan: tak księzniczko!
Courtney: przestan mnie prowokowac! idz po ten plecak!
Duncan: ok, ok! ( i wyszedl)
Courtney: ja wygladu jak on! to nie prawda... chodz mnie sie podoba! ale tylko u niego!
4 godziny pózniej...
(wdzodzi Duncan)
Courtney: Gdziej ty byl?!
Duncan: a po zeczy potrzebne...
Courtney: ale tego plecaka szukales?!
Duncan: nie tylko...
Courtney:... a co jeszcze?
Duncan: a takie tam... bomby, zapalniczki itd...
Courtney: po co ci to niby?!
Duncan: do handlu i nie tylko! np. do obronny ciebie...
Courtney: jakie to slodkie... ale jak wujek sie dowie to mnie wyrzuci razem z tobą! masz byc grzeczny i zostawic to w domu!
Duncan: no dobra............
Pierwszy dzien szkoly 6 rano w domu Courtney...
(dzwoni budzik i Courtney sie obudzila, a Duncan spal jak zabity)
Courtney: Duncan! obudz sie czas do szkoly!
Duncan: jeszcze piec minut!
Courtney: wstawaj! bo inaczej sniadania ci nie zrobie!
Duncan: dobra, dobra juz wstaje!
Przed wyjsciem do szkoły...
Courtney: Duncan, pospiesz sie bo sie spoznimy!
Duncan: to pojedziemy autem!
Courtney: a masz prawo jazdy?
Duncan: tak, falszywe...
Courtney: a jak cie zamkna?
Duncan: to sie wykupie...
Courtney: zawsze musisz postawic na swoim?!
Duncan: tak...
(pojechali)
Przed szkołą...
Chłopcy: prosze, prosze, a kto to przyjchal?! jakis koles z irokezem i ta mądralijska! ale chwila... czy on jej pomaga wyjsc z samochodu?! co to za typek?! i to ze przyjechala z takim gosciem...?! cos tu nie gra!
W szkole...
(wszyscy wytrzeszczali galy na Courtney i Duncana jak by to byli nie wiadomo co...)
Duncan: co sie tak gapicie?! nie widzieliscie takiego typa czy cos?! bo zaraz w buski przyfasole!
Jakas dziewczyna: Courtney! uciekaj tu jest kryminalista!
Courtney: to co? wielkie mi rzeczy...
(zadzwonil dzwonek i wszyscy rozeszli sie do klas)
W klasie...
(wchodza Courtney i Duncan jednoczesnie, a wszyscy zas wytrzeszczaja galy)
Courtney: Dzien dobry pani mgr Galer! Przyprowadzilam nowego ucznia.
mgr Galer: Dzien dobry Courtney! To bardzo dobrze, ze pomagasz ludzia ksztalcic sie w naszej szkole, ale tym razem to chyba nie zadobry pomysl...
Courtney: niby czemu?
mgr Galer: jakis dziwny mi sie wydaje...
Duncan: ja dziwny?!
Courtney: cicho badz!
mgr Galer: wlasnie dlatego...
Courtney: ale niech pani da spokoj i go usadzi.
mgr Galer: no tym razem cie poslucham. Mozesz usiasc.
(i poszla do ławki a tam był chlopak (nie taki zwykly, bo jej byly) o imieniu David ''czytaj Dejwid'')
David: Witaj piękna!
Courtney: ( nie patrzac na niego, usiadla) cześć...
mgr Galer: dobra ty... yyy jak ci tam...- przedstaw sie wszystkim
Duncan: Jestem Duncan! a jak sie komusc nie podoba to bedzie mial przerabane! rozumiecie!
Cala klasa oprocz Courtney: TAK!
mgr Galer: dobra tyle nam starczy! widze, ze nie znasz tu nikogo oprocz Courtney to usiadziesz z nia moze cie uspokoi! Wiec David o jedna ławke do tylu (a byla pusta)
David: (wstal) o nie! ja chce z nia siedziec! niech to cos pojdzie do tylu
Duncan: jestem Duncan! nie pasi ci kolo?! to w ryj!
David: no jak pojde to ci cos zrobi Courtney, a ja na to nie pozwole!
Courtney: nic mi nie zrobi! nie martw sie! nawet mi kilka razy pomogl...
David: w biciu ludzi?!
(cala klasa zaczela sie smiac)
Duncan: przegioles! (prawie go walnąl, ale Courtney ich rozdzieliła)
Courtney: dajcie spokoj bo wyladujecie...
mgr Galer: (przerwala jej) w szkolnej kozie! a ty Courtney tez za przyprowadzenie go!
Courtney: ale ja nigdy nie bylam! jak to wplynie na moje studia?!
mgr Galer: nijak! jedna koza to na nic nie wplynie, a zachowanie poprawi!
Courtney: ale...
mgr Galer: spotykamy sie po lekcjach!
(zadzwonil dzwonek)
Courtney: macie szczescie!
(pociagla Duncan za soba do swojej szafki)
Na korytarzu...
Courtney: pierwszego dnia w kozie?! oszalales?!
Duncan: no wyluzuj, to on zacząl! wogle to za kogo on sie uwaza?!
Courtney: to jest moj chlopak, znaczy byly... jeszcze mu tego nie powiedzilam...
Duncan: to wszystko wyjasnia! daj mu kosza i luzik!
Courtney: zrobie tak!
(chcieli sie pocalowac, ale nagle wtracil sie David)
David: malenka, co ty tu z nim robisz?!
Courtney: po pierwsze to tu jest moja szafka, po drugie moge przebywac z kim chce, a po trzecie...
David: dobrze, dobrze! ale nie podoba mi sie ten typ
Duncan: nie chce cie walna! chodz mam ochote to uciekaj z tad!
Caurtney: David musze ci cos powiedziec- ja i Duncan jestesmy...
David: przyjaciomi- zgoda! ale ja jako twoj chlopak powinnem przebywac caly czas przy tobie
Courtney: no wlasnie chodzi o...
David: ciiihh... niech twoje usta mówia za ciebie...
Duncan: STOP! kolo ty masz problem! nie dasz jej dopuscic do slowa! ona chce powiedziec, ze ja i ona jestesmy para! i ona cie splawia! daje kosza!...
David: to nie prawda no nie?!
Courtney: prawda (podeszla do Duncana i sie do niego przytuliła)
Duncan: widzisz?!
David: niby to co on ma czego ja nie mam!
Courtney: uratowal mi kilka razy zycie...
David: ta jasne!
Duncan: splywaj!
David: jeszcze cie odzyskam zobaczysz, zobaczycie wszyscy! ( i poszedl)
Courtney: dobrze, ze to juz koniec tego zwiazku.
Duncan: to na czym my skonczyli?...
Courtney: ach tak...
(zas chcieli sie pocalowac ale zaczwonil dzwonek)
Duncan: kurcze! głupi dzwonek!
Courney: dokonczymy na nastepnej przerwie
Duncan: zgoda...
(poszli do klasy matematycznej)
W klasie matematycznej...
(wszyscy siadli do ławek)
mgr Lacia: Witam wszystkich!
cała klasa: Dzien dobry pani mgr Lacia!
mgr Lacia: usiądzcie! zauwazylam u was nowa osobe! Wstan prosze i sie przedstaw!
Duncan: (wstal) jestem...
Courtney: (wstala i mu przerwala) moze ja go przedstawie! bo jest malo mówny, a ja go tu przyprowadziałam
mgr Lacia: no dobrze!
Courtney: wiec tak! to jest Duncan! Przyprowadzilam go tu rzeby sie ksztalcil w naszej szkole, bo uznalam, ze jest najlepsza i zgodzil sie z tym.
mgr Lacia: co za potencjał! bardzo ładnie Courtney! powinniscie brac z niej przyklad! Mozesz usiasc
Duncan: (szepczac do Courtney) co ty robisz?
Courtney: ratuje cie od kary.
(nauczycielka napisala zadanie na tablicy i wybrala ucznia zeby je rozwiazal)
mgr Lucia: to moze?... Duncan! pokazesz mi co umiesz!
Duncan: ale ja... (i Courtney podala mu kartke z rozwizaniem taka mala do scigania)
(i podszedl do tablicy piszac, co napisala Courtney)
(w tym czasie David podrzucil jej karteczke)
(ona otworzyla a tam napis ''Wszystko widzialem! zaraz poskarze mgr Lacia'')
(Duncan konczyl przepisywac zadanie)
David: (podnoszac reke) prosze pani! Courtney podzucila Duncanowi karteczke z rozwiazaniem!
Duncan: (skonczyl przepisywac) tak jasne! po prostu mi zazdroscisz, ze umiem rozwiazac, a ty nie!
Czy mgr Lacia zlapie Duncana na sciagniu i do tego da mu i Courtney kare? a moze nie zwracala uwagi na slowa Davida? lub uwierzy Duncanowi?
Tego dowiecie sie w cz.2 !
czwartek, 7 stycznia 2010
To wszystko moja wina! cz.2
Siemka! Dzisiaj mialam nawet udany dzien, bo mialam lekcje nie w szkole a u karmelitanek przez jakiej 3 godziny, a pozniej do domu! No dobra nie zameczam was moim dniem, a opowiadaniem, bo na to czekacie! Wiec czytac!
Duncan: wiedziałem, ze to jakis podstęp! chwila!... przeciez to marihłana!
(zawołał lekarza)
Duncan: gosciu zrób coś!! przez ten koszyk najadla sie narkotyków!
Lekarz: jak mi się zechce!
Duncan: (pokazał mu pięść) a więc?!
Lekarz: teraz mi sie chce!
(przyszla pielegniarka i dala Courtney zastrzyk z jakomś odtrutką)
Duncan: kiedy jej przejdzie?
Pielęgniarka: po jakiś 5 godzinach. Proszę czekać cierpliwie. (poszla)
Duncan: grrryyygrryyy...
Po 3 godzinach...
(Duncan musiał skorzystać z toalety i poszedl)
(do sali nagle weszla Heather przebrana za pielegniarke ze strzykawką w reku i podeszła do Courtney)
Heather: to ci powinno pomoc! (i wbiła jej, byl tam jakis plyn smiercionosny po ktorym umiera sie po 24 godzinach)
(smiała się ze swojego wyczynu i uciekła)
(wchodzi Duncan)
Duncan: no kochanie jeszcze 2 godziny i idziemy do domu!
(Heather stala ukryta za sciana i powiedziała: Heather: nie byłabym taka pewna!)
Po 2 godzinach...
(Duncan zaczynał ją budzić)
Duncan: słoneczko wstawaj! (i nic) kochanie wstawaj! (i nic) księżniczko wstawaj!! (i zas nic) Courtney obudz sie!!! (zacząl ja szturchac, ale to tez nie pomoglo)
(zawolal lekarza)
Duncan: doktorku! czemu ona sie nie budzi?!
Lekarz: a minęło 5 godzin?
Duncan: TAK!!!
Lekarz: no nie wiem! sprawdze!
(sprawdzil Courtney puls, ale byl niski i wlaczyl ten telewizor jak bije serce)
Lekarz: oj! cos sie dzieje!
Duncan: co?!
Lekarz: ona zaczyna powi umierac!
Duncan: co?! po marihłanie?!
Lekarz: obawiam sie, ze to nie przez to!
(wezwał pielegniarke rzeby pobrala jej krew i sprawdzila co jest nie tak)
Po 20 minutach...
Pielęgniarka: mam wyniki! okazuje sie, ze ma w sobie trutke dobowej śmierci*!
Duncan: (przerazony) ale jak to?! przeciez daliscie odtrutke, tak?!
Lekarz: no tak!
(nagle pielegniarka znajduje jakoms strzykawke z płynem)
Pielęgniarka: znalazłam cos! musiał jej to ktos wskrzyknąć!
Duncan: pewnie to Heather! ta wrednia żmija! ile ja ludzi musial bym zabic, zeby żyć normalnie!
Lekarz: nie przesadzaj już aż tak pewnie źle nie jest!
Duncan: jak nie jest?! ona tu umiera, a my tu pogaduszki!
Pielęgniarka i Lekarz: racja!
Lekarz: jest wyjscie, zeby nie umarla!
Duncan: no człowieku pośpiesz się!
Lekarz: żeby zrobić odtrutke potrzeba krwi. siostro! jaką ona ma grupe?
Pielęgniarka: -0
Lekarz: obawiam sie, ze juz po niej, bo tylko 15% ludzi na swiecie ma taką!
Duncan: OMG! jest nadzieja, bo ja mam taka! ale skłuć się nie dam!
Lekarz: ale umrze! Zdecyduj się!
Duncan: dla niej się poświece!
(oddał krew i zrobili odtrudke z jakoms godzine)
Po 2 godzinach...
Lekarz: obawiam się, ze to nic nie da! ona caly czas słabnie!
Duncan: nie prawda! mozesz zostawic mnie samego?!
Lekarz: dobra (i poszedł)
Duncan: Courtney nie umieraj!!! nie zostawiaj mnie po tym wszystkim! (rozpłakał się, a jego łzy poleciały na jej buzie)
(serce zaczelo coraz bardziej funkcjonować)
Duncan: o rany! ona bedzie żyła! (powstrzymał łzy)
(Courtney zaczela powoli odzyskiwać przytomnosc)
(w koncu otworzyla oczy)
Courtney: ale sie wyspałam!- a czemu ja mam mokrą twarz? i co ja tu robie?!
Duncan: (żucił sie na nia) nie rób mi tego więcej!
Courtney: ale o co chodzi?
Duncan: (rozplakal sie ze szczescia) to, ze żyjesz!
Courtney: Duncan?! ty placzesz? czy ty aby się dobrze czujesz?!
Duncan: jasne, ze dobrze!
(wchodzi lekarz zdziwiony)
Lekarz: o panna... panna Barlow?! to pani żyje?!
Courtney: jak widać żyje!, a co wam się stało?! (lekko sie wystraszyla ich reakcji)
Duncan: opowiem ci wszystko jak bedziemy w domu!
Lekarz: nie tak szybko! powinna lezeć tu jeszcze tydzień!
Duncan: o nie! ja juz tego nie zniose! (wziąl ja na ręce i uciekł do domu)
W domu...
Courtney: Duncan?! czy ci juz odbiło?!
Duncan: nie?! to znaczy tak!
Courtney: Hmm...?
Duncan: opowiem ci wszystko! (zacząl mówić o tym wszystkim cos sie wydarzyło)
Courtney: naserio?!
Duncan: tak!
Courtney: jestes moim bohaterem! a tamci niech się walą!
Duncan: jak wrócą to ich zabije!
Courtney: pozwalam ci!- a jak cię zamknąm w pudle to cie wykupie!
(i pocałowali się namietnie :******)
Dobowa śmierć*- (trudka wymyslona przez zemnie) oczywiscie nie istnieje!
A byłambym zapomniała! To jest ostatania czesc tego opowiadania.
Kolejne pod tytułem: Szkoła- miłość, czy zdrada? Będzie to jak napisałam w tytule, czyli o szkole! Dowiecie się czy Duncan tam poszedł i co Courtney zrobiła takiemu kolesiowi (domyślcie sie co to za osoba! podpowiem, że ..... był jej) Powinnam to napisać już jutro jak zdjajde czas, ale napewno znajde! ^^
Duncan: wiedziałem, ze to jakis podstęp! chwila!... przeciez to marihłana!
(zawołał lekarza)
Duncan: gosciu zrób coś!! przez ten koszyk najadla sie narkotyków!
Lekarz: jak mi się zechce!
Duncan: (pokazał mu pięść) a więc?!
Lekarz: teraz mi sie chce!
(przyszla pielegniarka i dala Courtney zastrzyk z jakomś odtrutką)
Duncan: kiedy jej przejdzie?
Pielęgniarka: po jakiś 5 godzinach. Proszę czekać cierpliwie. (poszla)
Duncan: grrryyygrryyy...
Po 3 godzinach...
(Duncan musiał skorzystać z toalety i poszedl)
(do sali nagle weszla Heather przebrana za pielegniarke ze strzykawką w reku i podeszła do Courtney)
Heather: to ci powinno pomoc! (i wbiła jej, byl tam jakis plyn smiercionosny po ktorym umiera sie po 24 godzinach)
(smiała się ze swojego wyczynu i uciekła)
(wchodzi Duncan)
Duncan: no kochanie jeszcze 2 godziny i idziemy do domu!
(Heather stala ukryta za sciana i powiedziała: Heather: nie byłabym taka pewna!)
Po 2 godzinach...
(Duncan zaczynał ją budzić)
Duncan: słoneczko wstawaj! (i nic) kochanie wstawaj! (i nic) księżniczko wstawaj!! (i zas nic) Courtney obudz sie!!! (zacząl ja szturchac, ale to tez nie pomoglo)
(zawolal lekarza)
Duncan: doktorku! czemu ona sie nie budzi?!
Lekarz: a minęło 5 godzin?
Duncan: TAK!!!
Lekarz: no nie wiem! sprawdze!
(sprawdzil Courtney puls, ale byl niski i wlaczyl ten telewizor jak bije serce)
Lekarz: oj! cos sie dzieje!
Duncan: co?!
Lekarz: ona zaczyna powi umierac!
Duncan: co?! po marihłanie?!
Lekarz: obawiam sie, ze to nie przez to!
(wezwał pielegniarke rzeby pobrala jej krew i sprawdzila co jest nie tak)
Po 20 minutach...
Pielęgniarka: mam wyniki! okazuje sie, ze ma w sobie trutke dobowej śmierci*!
Duncan: (przerazony) ale jak to?! przeciez daliscie odtrutke, tak?!
Lekarz: no tak!
(nagle pielegniarka znajduje jakoms strzykawke z płynem)
Pielęgniarka: znalazłam cos! musiał jej to ktos wskrzyknąć!
Duncan: pewnie to Heather! ta wrednia żmija! ile ja ludzi musial bym zabic, zeby żyć normalnie!
Lekarz: nie przesadzaj już aż tak pewnie źle nie jest!
Duncan: jak nie jest?! ona tu umiera, a my tu pogaduszki!
Pielęgniarka i Lekarz: racja!
Lekarz: jest wyjscie, zeby nie umarla!
Duncan: no człowieku pośpiesz się!
Lekarz: żeby zrobić odtrutke potrzeba krwi. siostro! jaką ona ma grupe?
Pielęgniarka: -0
Lekarz: obawiam sie, ze juz po niej, bo tylko 15% ludzi na swiecie ma taką!
Duncan: OMG! jest nadzieja, bo ja mam taka! ale skłuć się nie dam!
Lekarz: ale umrze! Zdecyduj się!
Duncan: dla niej się poświece!
(oddał krew i zrobili odtrudke z jakoms godzine)
Po 2 godzinach...
Lekarz: obawiam się, ze to nic nie da! ona caly czas słabnie!
Duncan: nie prawda! mozesz zostawic mnie samego?!
Lekarz: dobra (i poszedł)
Duncan: Courtney nie umieraj!!! nie zostawiaj mnie po tym wszystkim! (rozpłakał się, a jego łzy poleciały na jej buzie)
(serce zaczelo coraz bardziej funkcjonować)
Duncan: o rany! ona bedzie żyła! (powstrzymał łzy)
(Courtney zaczela powoli odzyskiwać przytomnosc)
(w koncu otworzyla oczy)
Courtney: ale sie wyspałam!- a czemu ja mam mokrą twarz? i co ja tu robie?!
Duncan: (żucił sie na nia) nie rób mi tego więcej!
Courtney: ale o co chodzi?
Duncan: (rozplakal sie ze szczescia) to, ze żyjesz!
Courtney: Duncan?! ty placzesz? czy ty aby się dobrze czujesz?!
Duncan: jasne, ze dobrze!
(wchodzi lekarz zdziwiony)
Lekarz: o panna... panna Barlow?! to pani żyje?!
Courtney: jak widać żyje!, a co wam się stało?! (lekko sie wystraszyla ich reakcji)
Duncan: opowiem ci wszystko jak bedziemy w domu!
Lekarz: nie tak szybko! powinna lezeć tu jeszcze tydzień!
Duncan: o nie! ja juz tego nie zniose! (wziąl ja na ręce i uciekł do domu)
W domu...
Courtney: Duncan?! czy ci juz odbiło?!
Duncan: nie?! to znaczy tak!
Courtney: Hmm...?
Duncan: opowiem ci wszystko! (zacząl mówić o tym wszystkim cos sie wydarzyło)
Courtney: naserio?!
Duncan: tak!
Courtney: jestes moim bohaterem! a tamci niech się walą!
Duncan: jak wrócą to ich zabije!
Courtney: pozwalam ci!- a jak cię zamknąm w pudle to cie wykupie!
(i pocałowali się namietnie :******)
Dobowa śmierć*- (trudka wymyslona przez zemnie) oczywiscie nie istnieje!
A byłambym zapomniała! To jest ostatania czesc tego opowiadania.
Kolejne pod tytułem: Szkoła- miłość, czy zdrada? Będzie to jak napisałam w tytule, czyli o szkole! Dowiecie się czy Duncan tam poszedł i co Courtney zrobiła takiemu kolesiowi (domyślcie sie co to za osoba! podpowiem, że ..... był jej) Powinnam to napisać już jutro jak zdjajde czas, ale napewno znajde! ^^
środa, 6 stycznia 2010
To wszystko moja wina! cz.1
No to taka jakby kolejna czesc w innym tytule, bo tematyka bedzie troche sie rózniła, ale nie dużo <3 br="">
(On ja popchnal i upadla na ulice- pobiegl za Courtney)
(ona weszla do baru i on uslyszal strzelanine)
(wychodzi z baru taki jeden gosc ubrany na czarno ( to byl ten z pociagu miał ksywe Brunzel)- niosl postrzelona Courtney)
Brunzel: Jones! jak mogles pozucic to wszystko dla takiej dziewczyny! Najpierw myslalem, ze ukradniesz jej kase czy cos, ale później sie okazalo, ze jestes bez uzyteczny wiec nie mam wyboru! (wyciaga pistolet i mierzy wprost glowe Duncana)
Duncan: a z kat ty niby wiedziales, co ja robie i gdzie jestem?!
Brunzel: z telewizji, a niby z kat!
Duncan: ale jak to mozliwe?!
Brunzel: no tamci montowali kamery u was no nie?!
Duncan: cholera, jakie skurczybyki! niech ja ich dorwie!
Brunzel: raczej nie dorwiesz, bo zginiesz!
Duncan: ale dlaczego postrzeliłeś Courtney?! a nie mnie?!
Brunzel: bo widok ciebie takiego mnie fascynuje! dobra koniec tych pogaduszek! (nacisnął na spust, ale nie mial kulek)
Brunzel: cholerka! ale pech! po co ja je złużywałem na glupoty i na ta dziewczyne!- albo na dziewczyne nie żałuje!
Duncan: przestań tak mówić! (po chwili walnal go z calej sily w łeb i skopach, ze az umarl)
Duncan: masz za swoje!(...) Courtney! Courtney! Ksieżniczko! Słyszysz mnie?!!!
(a ona lezała nie przytomna i on ja zaniosl do samochodu, zeby ja zawiesc do szpitala ale nie mogl odpalic, bo sie beznzyna skonczyla i mial poprzebijane opony)
(spanikowal)
(wziął więc ja na rece i spytał przechodnia)
Duncan: Gdzie jest najblizszy szpital?!!!
Przechodni: Yyy... dwie ulice dalej.
Duncan: dzieki! ratujesz mi życie, to znaczy jej życie! nie wazne!
(lecial bardzo szybko tak, ze az zrobil stluczke na ulicy i wszyscy kierowcy na niego wyzywali, ale nie przejmowal sie tym)
W szpitalu...
(wbiagl z nia krzyczec)
Duncan: RATUNKU!!! RATUNKU!!! POMOCY!!! - moja księżniczka jest postrzelona!!!
Wszyscy: CO?!?!
Duncan: to znaczy postrzelono moja dziewczyne Courtney! Postrzelono ją!!! Ratujcie!...
(nagle zbiegli sie lekarze i zabrali ja na operacje wyciagnąć kulke z serca (bo tam trafil Brunzel))
(Duncan byl przerazony i mial nogi w tylku)
Duncan: Ona przezyje! jak nie to sie powiesze!
Lekarz: spokojnie! wszystko jest ok. jedynie to, ze musi sie wybudzić. Jest silna i widać, że o coś walczy.
Duncan: moge do niej wejsc?!
Lekarz: nie. Dopiero jutro po 24 godzinach.
Duncan: (zrobil groźna mine) nie da sie szybciej!
Lekarz: nie niestety nie! mozesz isc do domu.
Duncan: nie zostawie jej tu samej!
Leakrz: spoko! mozesz spac tu na ławie.
(sprobowal sie polozyc i tak nie spal cala noc z nerwów)
Rano w szpitalu...
(Duncan męczył lekarzy)
Duncan: moge juz wejsc?! moge?!
Wszyscy: TAK! TYLKO NAS NIE MĘCZ!
Duncan: (usmiechnąl sie) sorry
Na sali gdzie leżala Courtney...
Duncan: skarbie obudz sie! juz jest ranek!
Lekarz: ona cie nie zrozumie! jest caly czas w śpiącce.
Duncan: ale mnie słyszy?!
Lekarz: cześciowo ( mowi sam do siebie po cichu) jaki upierdliwy!
Duncan: słyszałem! (spojarzal na niego morderczo)
Lekarz: to ja pojde. Zostawie was samych!
Duncan: (po cichu do siebie) nareście!
Lekarz: słyszałem! (i poszedl sobie)
Duncan: Courtney nie zostawiaj mnie w takiej trudnej sytuacji! nie dosc, ze zerwalem z bycia kryminalisty, to jeszcze mnie mekaja ludzie! Prosze cie nie odchodz! Nigdy bym nie zrobil tego dla kogos innego! a napewno nie dla wygranej!
Courtney: (ona cos wyszeptala przez sen) nie zostawie cię, bo cię kocham.
Duncan: ja tez cie kocham!
(wszedl lekarz)
Lekarz: no ja cie tam jakos nie kocham!
Duncan: to nie było do pana!
Lekarz: a rozumiem!- to co ja chciałem powiedzieć?- a tak! juz mam wyniki! obudzi sie dopiero za dwa dni!
Duncan: ja tu nie trzymam tyle!
Lekarz: przeciez nie ty tu lezysz tylko ona!
Duncan: ale nie zostawie jej!
Lekarz: no jak chcesz rob swoje!
(poszedl, a Duncan cały czas przy niej był i opowiadał rozne historyjki tak byl dzieckiem (oczywiscie nie byly one swiete tylko grzeszne) )
Po dwóch dniach...
(wchodzi lekarz)
Lekarz: dzis powinna sie wybudzic.
Duncan: narascie, tu jest gorzej niz na planie czy wyspie!
Lekarz: no ja tu 20 lat pracuje i nie nazekam!
Duncan: ale se moze pan isc do domu, a ja tu siedze.
Lekarz: nikt cie tu nie trzymal
Duncan: trzymal, trzymal!
(lekarz poszedl)
(po pietnastu minutach Courtney odzyskiwala przytomnosc)
Courtney: Duncan? Gdzie ja jestem? co sie stało?
(Duncan objąl i pocalowal ja)
Courtney: ale co sie stało?
Duncan: postrzelil cie Brunzel! ale nie wazne! wazne, ze cie nie stracilem!
Courtney: to ty tu byles caly czas!
Duncan: oczywiscie, nie zostawil bym cie!
Courtney: ty grzeszniku widze, ze musze cie wiele nauczyc i pójdziesz ze mna do szkoły po tych wakacjach (a był juz sierpien)
Duncan: ale mnie wywala!
Courtney: raczej nie! zalatwie ci, ze bedziesz grzeczny!
Duncan: akurat!
(pocalowala go skromnie)
Courtney: a teraz?
Duncan: zobacze czy da sie zrobic (rozweselil sie)
Courtney: to kiedy wychodze?
Duncan: no tego jeszcze nie wiem, ale chyba zaniedlugo, bo tu nie wytrzymam!
Courtney: przesadzasz!
(wchodzi lekarz z koszykiem owocow)
Lekarz: o panna Barlow! widze, ze sie wubudzilas!
Courtney: no, a co to za koszyk?
Lekarz: ktos to przesłał
Courtney: dla mnie?
Lekarz: tak! (wrecza jej do rąk)
Duncan: ciekawe kto to?!
Courtney: (znalazła karteczke i czyta) '' Przepraszam za moje zachowanie, wyszlo niezrecznie! Zrobiłam to tylko dlatego, że Harold i Justin obiecali mi po 10% z każdej połowy waszej wygranej. W zamian przesyłam ten piękny koszyk dojrzałych owoców, bo tylko tak mogę przeprosić. Heather. PS: Są tam jeszcze czekoladki! :* ''
Duncan: ja już nikomu nie wierze! to jakis podstęp!- pewnie śa zatrute!
Courtney: przesadzasz! (wziała jabłko i ugryzla je troche) i co satało mi się coś?!
Duncan: no nie! ale może brafiłaś takie bez trucizny!- ja teraz zaryzykuje! (zjadł banana)
Courtney: jest ci cos?
Duncan: no nie!- dobra masz racje nie są zatrute. Moze pisała prawde?...
Courtney: ludzie się zmieniaja tak jak ty!
Duncan: dobra, dobra już skończ to (otworzył czekoladki)- ta posypana na biało jest twoja!
(wzieła ja zjadła i poczuła się trochę słabo)
Duncan: nic ci nie jest?
Courtney: (odpowidziała spiaco) nie... (zendlała)
Duncan: wiedziałem, ze to jakis podstęp! chwila!... przeciez to marihłana!
(zawołał lekarza)
Co się stanie z Courtney? czy da się uratować jej życie? a Duncan ma ostatnio pecha czy nie zgłupieje przez to? a może odejdzie od niej do innej laski?- dowiecie sie cztajac zaniedługo. ;*3>
(On ja popchnal i upadla na ulice- pobiegl za Courtney)
(ona weszla do baru i on uslyszal strzelanine)
(wychodzi z baru taki jeden gosc ubrany na czarno ( to byl ten z pociagu miał ksywe Brunzel)- niosl postrzelona Courtney)
Brunzel: Jones! jak mogles pozucic to wszystko dla takiej dziewczyny! Najpierw myslalem, ze ukradniesz jej kase czy cos, ale później sie okazalo, ze jestes bez uzyteczny wiec nie mam wyboru! (wyciaga pistolet i mierzy wprost glowe Duncana)
Duncan: a z kat ty niby wiedziales, co ja robie i gdzie jestem?!
Brunzel: z telewizji, a niby z kat!
Duncan: ale jak to mozliwe?!
Brunzel: no tamci montowali kamery u was no nie?!
Duncan: cholera, jakie skurczybyki! niech ja ich dorwie!
Brunzel: raczej nie dorwiesz, bo zginiesz!
Duncan: ale dlaczego postrzeliłeś Courtney?! a nie mnie?!
Brunzel: bo widok ciebie takiego mnie fascynuje! dobra koniec tych pogaduszek! (nacisnął na spust, ale nie mial kulek)
Brunzel: cholerka! ale pech! po co ja je złużywałem na glupoty i na ta dziewczyne!- albo na dziewczyne nie żałuje!
Duncan: przestań tak mówić! (po chwili walnal go z calej sily w łeb i skopach, ze az umarl)
Duncan: masz za swoje!(...) Courtney! Courtney! Ksieżniczko! Słyszysz mnie?!!!
(a ona lezała nie przytomna i on ja zaniosl do samochodu, zeby ja zawiesc do szpitala ale nie mogl odpalic, bo sie beznzyna skonczyla i mial poprzebijane opony)
(spanikowal)
(wziął więc ja na rece i spytał przechodnia)
Duncan: Gdzie jest najblizszy szpital?!!!
Przechodni: Yyy... dwie ulice dalej.
Duncan: dzieki! ratujesz mi życie, to znaczy jej życie! nie wazne!
(lecial bardzo szybko tak, ze az zrobil stluczke na ulicy i wszyscy kierowcy na niego wyzywali, ale nie przejmowal sie tym)
W szpitalu...
(wbiagl z nia krzyczec)
Duncan: RATUNKU!!! RATUNKU!!! POMOCY!!! - moja księżniczka jest postrzelona!!!
Wszyscy: CO?!?!
Duncan: to znaczy postrzelono moja dziewczyne Courtney! Postrzelono ją!!! Ratujcie!...
(nagle zbiegli sie lekarze i zabrali ja na operacje wyciagnąć kulke z serca (bo tam trafil Brunzel))
(Duncan byl przerazony i mial nogi w tylku)
Duncan: Ona przezyje! jak nie to sie powiesze!
Lekarz: spokojnie! wszystko jest ok. jedynie to, ze musi sie wybudzić. Jest silna i widać, że o coś walczy.
Duncan: moge do niej wejsc?!
Lekarz: nie. Dopiero jutro po 24 godzinach.
Duncan: (zrobil groźna mine) nie da sie szybciej!
Lekarz: nie niestety nie! mozesz isc do domu.
Duncan: nie zostawie jej tu samej!
Leakrz: spoko! mozesz spac tu na ławie.
(sprobowal sie polozyc i tak nie spal cala noc z nerwów)
Rano w szpitalu...
(Duncan męczył lekarzy)
Duncan: moge juz wejsc?! moge?!
Wszyscy: TAK! TYLKO NAS NIE MĘCZ!
Duncan: (usmiechnąl sie) sorry
Na sali gdzie leżala Courtney...
Duncan: skarbie obudz sie! juz jest ranek!
Lekarz: ona cie nie zrozumie! jest caly czas w śpiącce.
Duncan: ale mnie słyszy?!
Lekarz: cześciowo ( mowi sam do siebie po cichu) jaki upierdliwy!
Duncan: słyszałem! (spojarzal na niego morderczo)
Lekarz: to ja pojde. Zostawie was samych!
Duncan: (po cichu do siebie) nareście!
Lekarz: słyszałem! (i poszedl sobie)
Duncan: Courtney nie zostawiaj mnie w takiej trudnej sytuacji! nie dosc, ze zerwalem z bycia kryminalisty, to jeszcze mnie mekaja ludzie! Prosze cie nie odchodz! Nigdy bym nie zrobil tego dla kogos innego! a napewno nie dla wygranej!
Courtney: (ona cos wyszeptala przez sen) nie zostawie cię, bo cię kocham.
Duncan: ja tez cie kocham!
(wszedl lekarz)
Lekarz: no ja cie tam jakos nie kocham!
Duncan: to nie było do pana!
Lekarz: a rozumiem!- to co ja chciałem powiedzieć?- a tak! juz mam wyniki! obudzi sie dopiero za dwa dni!
Duncan: ja tu nie trzymam tyle!
Lekarz: przeciez nie ty tu lezysz tylko ona!
Duncan: ale nie zostawie jej!
Lekarz: no jak chcesz rob swoje!
(poszedl, a Duncan cały czas przy niej był i opowiadał rozne historyjki tak byl dzieckiem (oczywiscie nie byly one swiete tylko grzeszne) )
Po dwóch dniach...
(wchodzi lekarz)
Lekarz: dzis powinna sie wybudzic.
Duncan: narascie, tu jest gorzej niz na planie czy wyspie!
Lekarz: no ja tu 20 lat pracuje i nie nazekam!
Duncan: ale se moze pan isc do domu, a ja tu siedze.
Lekarz: nikt cie tu nie trzymal
Duncan: trzymal, trzymal!
(lekarz poszedl)
(po pietnastu minutach Courtney odzyskiwala przytomnosc)
Courtney: Duncan? Gdzie ja jestem? co sie stało?
(Duncan objąl i pocalowal ja)
Courtney: ale co sie stało?
Duncan: postrzelil cie Brunzel! ale nie wazne! wazne, ze cie nie stracilem!
Courtney: to ty tu byles caly czas!
Duncan: oczywiscie, nie zostawil bym cie!
Courtney: ty grzeszniku widze, ze musze cie wiele nauczyc i pójdziesz ze mna do szkoły po tych wakacjach (a był juz sierpien)
Duncan: ale mnie wywala!
Courtney: raczej nie! zalatwie ci, ze bedziesz grzeczny!
Duncan: akurat!
(pocalowala go skromnie)
Courtney: a teraz?
Duncan: zobacze czy da sie zrobic (rozweselil sie)
Courtney: to kiedy wychodze?
Duncan: no tego jeszcze nie wiem, ale chyba zaniedlugo, bo tu nie wytrzymam!
Courtney: przesadzasz!
(wchodzi lekarz z koszykiem owocow)
Lekarz: o panna Barlow! widze, ze sie wubudzilas!
Courtney: no, a co to za koszyk?
Lekarz: ktos to przesłał
Courtney: dla mnie?
Lekarz: tak! (wrecza jej do rąk)
Duncan: ciekawe kto to?!
Courtney: (znalazła karteczke i czyta) '' Przepraszam za moje zachowanie, wyszlo niezrecznie! Zrobiłam to tylko dlatego, że Harold i Justin obiecali mi po 10% z każdej połowy waszej wygranej. W zamian przesyłam ten piękny koszyk dojrzałych owoców, bo tylko tak mogę przeprosić. Heather. PS: Są tam jeszcze czekoladki! :* ''
Duncan: ja już nikomu nie wierze! to jakis podstęp!- pewnie śa zatrute!
Courtney: przesadzasz! (wziała jabłko i ugryzla je troche) i co satało mi się coś?!
Duncan: no nie! ale może brafiłaś takie bez trucizny!- ja teraz zaryzykuje! (zjadł banana)
Courtney: jest ci cos?
Duncan: no nie!- dobra masz racje nie są zatrute. Moze pisała prawde?...
Courtney: ludzie się zmieniaja tak jak ty!
Duncan: dobra, dobra już skończ to (otworzył czekoladki)- ta posypana na biało jest twoja!
(wzieła ja zjadła i poczuła się trochę słabo)
Duncan: nic ci nie jest?
Courtney: (odpowidziała spiaco) nie... (zendlała)
Duncan: wiedziałem, ze to jakis podstęp! chwila!... przeciez to marihłana!
(zawołał lekarza)
Co się stanie z Courtney? czy da się uratować jej życie? a Duncan ma ostatnio pecha czy nie zgłupieje przez to? a może odejdzie od niej do innej laski?- dowiecie sie cztajac zaniedługo. ;*3>
poniedziałek, 4 stycznia 2010
Nie masz prawa wiedzieć cz.3
Ostatnia cześć pod tym tytułem. Kolejna: To wszystko moja wina! . A i jeszcze coś! Skończyła mi sie przerwa świąteczna więc nie bede mogla pisac codziennie postow z powodu braku czasu ( lekcje, nauka, prace domowe, wychodzenie z psem , chodzenie na szczepienie(co tydzien w poniedzialki wieczorem) ) no wiec troszke tego jest,a ostatnio mam sprawdziany. Postaram sie pisac gdzies od dwoch do trzech, max czterech dni. W lutym mam ferie to napewno bede pisac dzie w dzien, no chyba ze pojade gdzies niespodziewanie albo komp mi siacie, ale raczej nie! No to tyle! Przytajcie!
Harold: no bez takich, bo sie rozmyslimy!
Chris: dobra sorry, a plan jest taki porwiecie ja i zamkniecie........
Tej samej nocy w domu Courtney...
(Harold i Justin otworzyli okno od sypialni, weszli do srodka i podeszli do niej)
Courtney: Pomocy! (ale nikt jej nie usłyszał)
(Harold trzymal ją tak, aby sie nie wyrwala, podszedl do jej Justin i urwal jej naszyjnik, ktory dostala od Duncana z napisem D+C)
Justin: to ci nie bedzie potrzebne! (rzucił go na podloge z nim byl doczepiony mikroskopijny czujnik)
Courtney: wez mnie wypusc! ja i tak nie mam juz tej kasy!
Harold: nie wiesz jej! ona specjalnie to mowi zebysmy odpuscili!
(zwiazali ja, wlozyli do furgonetki i pojechali do opuszczonej kryjówki żołmierzy z czasow wojen)
Rano...
(Duncan wrocil do domu powiedziec cos Courtney)
Duncan: Hej księżniczko! Gdzie jestes! (szukajac po domu, gadał) Przepraszam cie za moje zachowanie! ale musialem wszystko przemysleć i postanowilem... (wchodzi do sypialni i widzi naszyjnik lezacy na ziemi)
(podsiodl go)
W tej samej chwili w wkryjowce...
Harold: no juz jest! dzwonie do niego! (zadzwonil na palmtopa Courtney)
Duncan: (patrzy ze dzwoni palmtop zastanawial sie, co moglo sie stac, bo go nie zabrala, a tak to wszedzi z nim chodzi.)
(odebrał)
Duncan: Halo?!
Harold: Czesc Duncan! Porwalismy twoja niewiaste i przypielismy do bomb, ktore mogą w kazdej chwili wybuchnac! ale chyba tego nie chcesz! wiec aby tego uniknąć musisz wziasc walizke z rownym milionem $ i przywiesc do krojowki zolmierzy z czasow wojen!
Duncan: a z kat mam miec pewnosc, ze mówisz prawde?!
(harold walnal Court w twarz)
Courtney: Ała to boli idioto!
Duncan: ej co ty jej tam robisz!- dobra mów gdzie ta kryjowka!
Harold: sam se ja znajdz!- masz godzine!
(schowal telefon do kieszeli, ale zapomnial sie rozlaczyc)
Courtney: i po co wy to mu mówicie! pewnie i tak mu juz na mnie nie zalezy! wole zginąć, bo nie chce cierpiec caly czas!
Justin: to pewnie podpucha! (odparł)
(a Duncan nie rozłaczył sie i słuchał co mowila Courtney)
(Harold wyjął telefon)
Harold: o zapomnialem rozlaczyć!
Courtney: czekaj! Duncan jesli mnie jeszcze slyszysz to bierz kase i wyjerzdzaj z tąd, a o mnie sie nie martw!
Harold: przestan udawac i tak ci nie wierzymy! (wylaczyl telefon)
W czasie gdy Duncan myślał...
( w koncu wymyslij!- do walizki wlozyl cegly i na to polozyl fauszywa kase z narodowego banku Chrisa, ktora mu jeszcze zostala, a adres zdobyl bez problemu pytajac sie pierwszej lepszej osoby na ulicy)
Duncan: troche daleko z tąd! (poszedl na tył domu i wyjechał bajeranckim autem, ktore pokazala mu Courtney wczesniej, oczywiscie rozwalil nim płot!)
(dotarl na miejsce i rozwalil drzwi do kryjowki jednym kopnieciem)
W kryjówce...
Duncan: mam walizke! teraz ja wypusćcie!
Justin: nie tak szybko!
Harold: otworz walizke i pokaz, ze jest kasa!
(otwiera i zeczywiscie byla, ale falszywa)
Harold: no dobra! dawaj ją!
Justin: a czemu on ma tobie ja dac, a nie mi?
Harold: bo podzielimy sie później, a i bedziesz zajety Courtney!
Justin: ale ja juz jej nie chce! zanazlem porzadniejsza dziewczyne!
Harold: dobra rzuc walizke, a Justin popchnie do ciebie Court.
(rzucil do nich i zabral ja na rekach - wybiegl)
(Harold i Justin uciekli)
Na zewnatrz...
Courtney: dzieki za uratowanie zycia, ale po co im dawales kase!
Duncan: to nie byla prawdziwa! (usmiecha sie)
Courtney: ale jak to?!
Duncan: pamientasz jak mi dalas kase na planie totalnej porazki gdy wrocilas do gry, tam na wierzchu byla ta kasa, a pod spodem cegly)
Courtney: sprytnie! Ale juz idz, bo nie chce cierpiec!
Duncan: ale nie odchodze od ciebie! chcialem ci powiedziec, ze przemyslalem to wszystko i chce skonczyc z zyciem kryminalisty i zostac z toba!
Courtney: jestes wspanialy!
(chcieli sie pocalowac, ale nagle wetkneła sie pomiedzy nich Heather, bo byla wynajeta przez Chrisa i Duncan ja pocalowal)
Courtney: To tak, to wszystko zaplanowales?! (we zlach w oczach uciekla)
Duncan: cos tu zgupialas, a wogle to co wy tu robisz?!
Heather: wykonuje tylko swoje obowiazki! (usmiecha sie)
(On ja popchnal i upadla na ulice- pobiegl za Courtney)
(ona weszla do baru i on uslyszal strzelanine)
No to koniec tej czesci. Dalszy ciag w kolejnym tytule, ktora podalan na poczatku. Naraziska;*
Harold: no bez takich, bo sie rozmyslimy!
Chris: dobra sorry, a plan jest taki porwiecie ja i zamkniecie........
Tej samej nocy w domu Courtney...
(Harold i Justin otworzyli okno od sypialni, weszli do srodka i podeszli do niej)
Courtney: Pomocy! (ale nikt jej nie usłyszał)
(Harold trzymal ją tak, aby sie nie wyrwala, podszedl do jej Justin i urwal jej naszyjnik, ktory dostala od Duncana z napisem D+C)
Justin: to ci nie bedzie potrzebne! (rzucił go na podloge z nim byl doczepiony mikroskopijny czujnik)
Courtney: wez mnie wypusc! ja i tak nie mam juz tej kasy!
Harold: nie wiesz jej! ona specjalnie to mowi zebysmy odpuscili!
(zwiazali ja, wlozyli do furgonetki i pojechali do opuszczonej kryjówki żołmierzy z czasow wojen)
Rano...
(Duncan wrocil do domu powiedziec cos Courtney)
Duncan: Hej księżniczko! Gdzie jestes! (szukajac po domu, gadał) Przepraszam cie za moje zachowanie! ale musialem wszystko przemysleć i postanowilem... (wchodzi do sypialni i widzi naszyjnik lezacy na ziemi)
(podsiodl go)
W tej samej chwili w wkryjowce...
Harold: no juz jest! dzwonie do niego! (zadzwonil na palmtopa Courtney)
Duncan: (patrzy ze dzwoni palmtop zastanawial sie, co moglo sie stac, bo go nie zabrala, a tak to wszedzi z nim chodzi.)
(odebrał)
Duncan: Halo?!
Harold: Czesc Duncan! Porwalismy twoja niewiaste i przypielismy do bomb, ktore mogą w kazdej chwili wybuchnac! ale chyba tego nie chcesz! wiec aby tego uniknąć musisz wziasc walizke z rownym milionem $ i przywiesc do krojowki zolmierzy z czasow wojen!
Duncan: a z kat mam miec pewnosc, ze mówisz prawde?!
(harold walnal Court w twarz)
Courtney: Ała to boli idioto!
Duncan: ej co ty jej tam robisz!- dobra mów gdzie ta kryjowka!
Harold: sam se ja znajdz!- masz godzine!
(schowal telefon do kieszeli, ale zapomnial sie rozlaczyc)
Courtney: i po co wy to mu mówicie! pewnie i tak mu juz na mnie nie zalezy! wole zginąć, bo nie chce cierpiec caly czas!
Justin: to pewnie podpucha! (odparł)
(a Duncan nie rozłaczył sie i słuchał co mowila Courtney)
(Harold wyjął telefon)
Harold: o zapomnialem rozlaczyć!
Courtney: czekaj! Duncan jesli mnie jeszcze slyszysz to bierz kase i wyjerzdzaj z tąd, a o mnie sie nie martw!
Harold: przestan udawac i tak ci nie wierzymy! (wylaczyl telefon)
W czasie gdy Duncan myślał...
( w koncu wymyslij!- do walizki wlozyl cegly i na to polozyl fauszywa kase z narodowego banku Chrisa, ktora mu jeszcze zostala, a adres zdobyl bez problemu pytajac sie pierwszej lepszej osoby na ulicy)
Duncan: troche daleko z tąd! (poszedl na tył domu i wyjechał bajeranckim autem, ktore pokazala mu Courtney wczesniej, oczywiscie rozwalil nim płot!)
(dotarl na miejsce i rozwalil drzwi do kryjowki jednym kopnieciem)
W kryjówce...
Duncan: mam walizke! teraz ja wypusćcie!
Justin: nie tak szybko!
Harold: otworz walizke i pokaz, ze jest kasa!
(otwiera i zeczywiscie byla, ale falszywa)
Harold: no dobra! dawaj ją!
Justin: a czemu on ma tobie ja dac, a nie mi?
Harold: bo podzielimy sie później, a i bedziesz zajety Courtney!
Justin: ale ja juz jej nie chce! zanazlem porzadniejsza dziewczyne!
Harold: dobra rzuc walizke, a Justin popchnie do ciebie Court.
(rzucil do nich i zabral ja na rekach - wybiegl)
(Harold i Justin uciekli)
Na zewnatrz...
Courtney: dzieki za uratowanie zycia, ale po co im dawales kase!
Duncan: to nie byla prawdziwa! (usmiecha sie)
Courtney: ale jak to?!
Duncan: pamientasz jak mi dalas kase na planie totalnej porazki gdy wrocilas do gry, tam na wierzchu byla ta kasa, a pod spodem cegly)
Courtney: sprytnie! Ale juz idz, bo nie chce cierpiec!
Duncan: ale nie odchodze od ciebie! chcialem ci powiedziec, ze przemyslalem to wszystko i chce skonczyc z zyciem kryminalisty i zostac z toba!
Courtney: jestes wspanialy!
(chcieli sie pocalowac, ale nagle wetkneła sie pomiedzy nich Heather, bo byla wynajeta przez Chrisa i Duncan ja pocalowal)
Courtney: To tak, to wszystko zaplanowales?! (we zlach w oczach uciekla)
Duncan: cos tu zgupialas, a wogle to co wy tu robisz?!
Heather: wykonuje tylko swoje obowiazki! (usmiecha sie)
(On ja popchnal i upadla na ulice- pobiegl za Courtney)
(ona weszla do baru i on uslyszal strzelanine)
No to koniec tej czesci. Dalszy ciag w kolejnym tytule, ktora podalan na poczatku. Naraziska;*
niedziela, 3 stycznia 2010
Nie masz prawa wiedzieć cz.2
I kolejna część...
Harold: (wyciaga z kieszeni paralizator) teraz bedziesz inaczej mówic!...
(ona łyga śline)
Courtney: Aaaaaaaaa!!! POMOCY!!! (zaczela sie drzec na cały glos)
W tej chwili u Duncana...
(usłyszał krzyk)
Duncan: (sam do siebie) nie wiem, co ja tym porąbańcą zrobie?! , jedynie zabić!!!
(w koncu na podlodze zauwazyl igle i probowal ja dostac, bo miał jedną reke wolna)
(wzial ja i probowal otworzyc kajdanki)
(udalo mu sie i zaczął szukać czegos to rozwalenia sciany)
U Courtney...
Courtney: DOBRA, dobra... powiem! ale tylko jak powiecie po co to naprawde robicie!
Justin: (zaczął pierwszy) bo chce cie miec, zeby mial wieksza popularnosc i kase na upiekszanie mojego ciala.
Harold: a ja, po to zeby Leshawna byla moja dziewczyna!
Courtney: wy to jestescie chorzy!
Harold: nie, bo nie choruje od 3 lat... chwila... Ej!
U Duncana...
(znalazł wielki młot i rozwalił ściane)
U Courtney...
Justin: co?, co sie dzieje?!
(wychodzi Duncan)
Duncan: Ej puście ją!
Harold: NIE!!!
Justin: Jeszcze jeden krok i ją pocałuje!
(Duncan nie pusłuchał i wykonał jeden krok do przodu)
(Justin próbował pocałować Courtney juz był blisko, gdy nagle ona go opluła)
Justin: Fuuuuuuuuujjj!
(i przez okno w koncu uciekli)
Duncan: nic ci nie jest?
Courtney: nie, ale Harold chciał mnie porazić paralizatorem.
Duncan: (odwiązał ją) jak ich dorwie to!...
Courtney: wiem, wiem nie denerwuj się. Ważne, że juz jest po wszystkim.
Duncan: masz racje... a jak oni wrocą?
Courtney: no to nie wiem. Wiem jedynie tyle, ze musimy gdzies schować kase.
Duncan: ja juz wiem gdzie...
Nadszedł wieczór...
Duncan: To dziś gdzie mam spać?
Courtney: a jak chcesz to zemną jestem ci wdzieczna... i tak naprawdę to mi z tobą dobrze (usmiechneła się)
Duncan: sie wie... (i tez sie uśmiechnął)
W łożku...
(Courtney nie mogła spać. Gdzies o 2 w nocy obudził się też Duncan)
Duncan: Ksieżniczko?... czemu nie śpisz?
Courtney: a co obudziłam cie?
Duncan: nie...
Courtney: jak juz nie spisz to mozemy pogadac?
Duncan: jasne...
Courtney: Gdzies ty schowal kase?
Duncan: na strychu pod podlogą, a walizke zostawilem pusta na pierwszym pietrze w korytarzu na stoliku.
Courtney: ale po co?
Duncan: zeby zmylic złodzieja, jeszcze wookol walizki zostawilem pewne pułapki.
Courtney: acha, to dobrze.
(usłyszeli hałas, był to Harold z Justinem- szukali pieniedzy)
Courtney: słyszysz? ktos sie wkradł pewnie to zas ci ........
Duncan: ... poczekaj tu, wezne lopate ich wyrzuce...
Courtney: ...
Na pierwszym pietrze...
Harold: patrz! tam lezy walizka!
Justin: ale oni głupi, kto zostawia walizke na stoliku?! zenada...
Harold: ale tu sa pułapki... sałabe...
(gdy podchodzili do walizki z ukrycia wyszedl Duncan i walnał ich lopata w łeb (oczywiscie na Haroldzie sie złamała) )
(pozniej Duncan wyniosł ich z domu bardzo daleko i zostawil gdzies w dole)
Nad 6 rano w sypialni...
Courtney: Gdzies ty był?!
Duncan: poszlem zalatwic sprawe...
Courtney: ale ich nie zabiles?!
Duncan: moze... (usmiecha sie chytrze)
Courtney: (wzuburzona) a tak naprawde?!
Duncan: nie zabilem..., cos ty taka spieta?
Courtney: nie jestem spieta, tylko sie martwilam!
Duncan: Aaa... (:D)
W domu przed telewizorem...
(Duncan i Courtney siedzieli razem na kanapie przytuleni do siebie)
Courtney: wiesz nie ma nic ciekawego w telewizji to ci cos pokaze
(wyszli na dwor i ona pokazuje mu kabrioleta)
Courtney: widzisz to?
Duncan: no wypasiony wózek i co?
Courtney: wypasiony - to dziadostwo?! (zaczęła się śmiać) chodz za mna to pokaze ci prawdziwy samochod
(poszli za tył domu i byl jakis samochod przykryty płachta i nagle ona ja ściągła, a Duncan odrazu sie zakochal i wsiadl do srodka.)
Duncan: z kat ty na to kase wzielas! to jest najlepszy wóz jaki widziałem!
Courtney: uzbierałam ( :) )
(po jakiejsc godzinie poszli do domu)
Wieczór (oczywiscie w łożku)...
Courtney: Chce z tobą bardzo i to bardzo szczerze pogadac...
Duncan: no niby o czym...
Courtney: o mnie, o tobie i o przyszlości...
Duncan: ... dobra..., ale jesli chcesz powiedziec, ze mnie kochasz to ja ciebie i tak kocham
Courtney: to tez i jeszcze o czyms...
Duncan: no słucham...
Courtney: moi rodzice nie pracuja w Australii, tak naprawde to sie rozwiedli i moj tata mieszka gdzies w Europie, a mama zostawila mnie tu sama z tym domem i poszla w świat, nawet nie wiem czy zyje. Na moje konto wplacili mi 16 milionow.
Duncan: ... nie marw sie bedzie dobrze
Courtney: i jeszcze cos. W przyszlosci chce być...
Duncan: no kim?
Courtney: p..ra...w......nikiem
Duncan: (wstał) ide się przejść.
Courtney: wiedzialam, ze tak zareagujesz. Jak mnie juz nie chcesz weź sobie kase i zostaw mnie tu, bo ty jestes kriminalistą...
(wyszedl bez słowa)
W dole gdzie byli Harold i Justin...
(ocknęli się)
Justin: Co my tu robimy?
Harold: nie wiem, ale juz mam dosc tej kasy dzwonie do Chrisa!
Justin: masz racje!
(dzwoni)
Chris: halo?
Harold: to ja Harold juz nie chcemy tej kasy!
Chris: niby czemu?
Harold: bo dostalismy takiego łomotu, ze szok!
Chris: ale...
Harold: nie i juz!
Chris: a jak wynajmie Heather do pomocy? chodziasz ten ostatni raz sprobujcie
Harold: no dobra! niech ci bedzie
Chris: teraz macie okazje, bo Courtney jest sama w domu
Harold: z kat wiesz?
Chris: no przeciez zamiesciliscie kamery głąby!
Harold: no bez takich, bo sie rozmyslimy!
Chris: dobra sorry, a plan jest taki porwiecie ja i zamkniecie........
Koniec cz.2- w nastepnej: Czy Courtney zostanie porwana? Czy moze zrezygnuja z tego? A co się stanie z Duncanem? czekajcie cierpliwie ;P
Harold: (wyciaga z kieszeni paralizator) teraz bedziesz inaczej mówic!...
(ona łyga śline)
Courtney: Aaaaaaaaa!!! POMOCY!!! (zaczela sie drzec na cały glos)
W tej chwili u Duncana...
(usłyszał krzyk)
Duncan: (sam do siebie) nie wiem, co ja tym porąbańcą zrobie?! , jedynie zabić!!!
(w koncu na podlodze zauwazyl igle i probowal ja dostac, bo miał jedną reke wolna)
(wzial ja i probowal otworzyc kajdanki)
(udalo mu sie i zaczął szukać czegos to rozwalenia sciany)
U Courtney...
Courtney: DOBRA, dobra... powiem! ale tylko jak powiecie po co to naprawde robicie!
Justin: (zaczął pierwszy) bo chce cie miec, zeby mial wieksza popularnosc i kase na upiekszanie mojego ciala.
Harold: a ja, po to zeby Leshawna byla moja dziewczyna!
Courtney: wy to jestescie chorzy!
Harold: nie, bo nie choruje od 3 lat... chwila... Ej!
U Duncana...
(znalazł wielki młot i rozwalił ściane)
U Courtney...
Justin: co?, co sie dzieje?!
(wychodzi Duncan)
Duncan: Ej puście ją!
Harold: NIE!!!
Justin: Jeszcze jeden krok i ją pocałuje!
(Duncan nie pusłuchał i wykonał jeden krok do przodu)
(Justin próbował pocałować Courtney juz był blisko, gdy nagle ona go opluła)
Justin: Fuuuuuuuuujjj!
(i przez okno w koncu uciekli)
Duncan: nic ci nie jest?
Courtney: nie, ale Harold chciał mnie porazić paralizatorem.
Duncan: (odwiązał ją) jak ich dorwie to!...
Courtney: wiem, wiem nie denerwuj się. Ważne, że juz jest po wszystkim.
Duncan: masz racje... a jak oni wrocą?
Courtney: no to nie wiem. Wiem jedynie tyle, ze musimy gdzies schować kase.
Duncan: ja juz wiem gdzie...
Nadszedł wieczór...
Duncan: To dziś gdzie mam spać?
Courtney: a jak chcesz to zemną jestem ci wdzieczna... i tak naprawdę to mi z tobą dobrze (usmiechneła się)
Duncan: sie wie... (i tez sie uśmiechnął)
W łożku...
(Courtney nie mogła spać. Gdzies o 2 w nocy obudził się też Duncan)
Duncan: Ksieżniczko?... czemu nie śpisz?
Courtney: a co obudziłam cie?
Duncan: nie...
Courtney: jak juz nie spisz to mozemy pogadac?
Duncan: jasne...
Courtney: Gdzies ty schowal kase?
Duncan: na strychu pod podlogą, a walizke zostawilem pusta na pierwszym pietrze w korytarzu na stoliku.
Courtney: ale po co?
Duncan: zeby zmylic złodzieja, jeszcze wookol walizki zostawilem pewne pułapki.
Courtney: acha, to dobrze.
(usłyszeli hałas, był to Harold z Justinem- szukali pieniedzy)
Courtney: słyszysz? ktos sie wkradł pewnie to zas ci ........
Duncan: ... poczekaj tu, wezne lopate ich wyrzuce...
Courtney: ...
Na pierwszym pietrze...
Harold: patrz! tam lezy walizka!
Justin: ale oni głupi, kto zostawia walizke na stoliku?! zenada...
Harold: ale tu sa pułapki... sałabe...
(gdy podchodzili do walizki z ukrycia wyszedl Duncan i walnał ich lopata w łeb (oczywiscie na Haroldzie sie złamała) )
(pozniej Duncan wyniosł ich z domu bardzo daleko i zostawil gdzies w dole)
Nad 6 rano w sypialni...
Courtney: Gdzies ty był?!
Duncan: poszlem zalatwic sprawe...
Courtney: ale ich nie zabiles?!
Duncan: moze... (usmiecha sie chytrze)
Courtney: (wzuburzona) a tak naprawde?!
Duncan: nie zabilem..., cos ty taka spieta?
Courtney: nie jestem spieta, tylko sie martwilam!
Duncan: Aaa... (:D)
W domu przed telewizorem...
(Duncan i Courtney siedzieli razem na kanapie przytuleni do siebie)
Courtney: wiesz nie ma nic ciekawego w telewizji to ci cos pokaze
(wyszli na dwor i ona pokazuje mu kabrioleta)
Courtney: widzisz to?
Duncan: no wypasiony wózek i co?
Courtney: wypasiony - to dziadostwo?! (zaczęła się śmiać) chodz za mna to pokaze ci prawdziwy samochod
(poszli za tył domu i byl jakis samochod przykryty płachta i nagle ona ja ściągła, a Duncan odrazu sie zakochal i wsiadl do srodka.)
Duncan: z kat ty na to kase wzielas! to jest najlepszy wóz jaki widziałem!
Courtney: uzbierałam ( :) )
(po jakiejsc godzinie poszli do domu)
Wieczór (oczywiscie w łożku)...
Courtney: Chce z tobą bardzo i to bardzo szczerze pogadac...
Duncan: no niby o czym...
Courtney: o mnie, o tobie i o przyszlości...
Duncan: ... dobra..., ale jesli chcesz powiedziec, ze mnie kochasz to ja ciebie i tak kocham
Courtney: to tez i jeszcze o czyms...
Duncan: no słucham...
Courtney: moi rodzice nie pracuja w Australii, tak naprawde to sie rozwiedli i moj tata mieszka gdzies w Europie, a mama zostawila mnie tu sama z tym domem i poszla w świat, nawet nie wiem czy zyje. Na moje konto wplacili mi 16 milionow.
Duncan: ... nie marw sie bedzie dobrze
Courtney: i jeszcze cos. W przyszlosci chce być...
Duncan: no kim?
Courtney: p..ra...w......nikiem
Duncan: (wstał) ide się przejść.
Courtney: wiedzialam, ze tak zareagujesz. Jak mnie juz nie chcesz weź sobie kase i zostaw mnie tu, bo ty jestes kriminalistą...
(wyszedl bez słowa)
W dole gdzie byli Harold i Justin...
(ocknęli się)
Justin: Co my tu robimy?
Harold: nie wiem, ale juz mam dosc tej kasy dzwonie do Chrisa!
Justin: masz racje!
(dzwoni)
Chris: halo?
Harold: to ja Harold juz nie chcemy tej kasy!
Chris: niby czemu?
Harold: bo dostalismy takiego łomotu, ze szok!
Chris: ale...
Harold: nie i juz!
Chris: a jak wynajmie Heather do pomocy? chodziasz ten ostatni raz sprobujcie
Harold: no dobra! niech ci bedzie
Chris: teraz macie okazje, bo Courtney jest sama w domu
Harold: z kat wiesz?
Chris: no przeciez zamiesciliscie kamery głąby!
Harold: no bez takich, bo sie rozmyslimy!
Chris: dobra sorry, a plan jest taki porwiecie ja i zamkniecie........
Koniec cz.2- w nastepnej: Czy Courtney zostanie porwana? Czy moze zrezygnuja z tego? A co się stanie z Duncanem? czekajcie cierpliwie ;P
sobota, 2 stycznia 2010
Nie masz prawa wiedzieć cz.1
Hej. No dziś opowiem o wydarzeniu, co sie dzialo po wygraniu 1 mln baksów przez Courtney. Zapraszam do czytania.
Po wyjsciu ze studia...
Courtney: I co teraz bedziesz robił?
Duncan: No nie wiem... spróbuje się wykupić z poprawczaka i dalej no coż...
Courtney: ... mozesz zamieszkac ze mną, bo mam wolny dom, dlatego, ze rodzice sa w Australi w interesach i nie bedzie ich jeszcze z kilka lat.
Duncan: o to super! (usmiecha się)- a gdzie ty dokladnie mieszkasz?
Courtney: w takich małym miescie Roznit* (a ono jest strasznie bogate) znajduje się na granicy Kanady i USA.
Duncan: no dobra. To jezdzmy pociagiem.
W pociagu...
(jechali z jakies 3 godziny i było tam dwoch chłopów ubranych na czarno i obserwowali Duncana z Courtney, ale nic sie nie dzialo)
W miescie Roznit*...
(Duncan i Courtney trzymajac sie za rece szli do domu)
(stał tam mały domek jedno pietrowy, a obok za ogradzeniem taki wiekszy dwupietrowy wygladajacy bardzo bogato, a na podworku stal tam czerwony cabriolet Ferrari.)
Duncan: (pomyslal, ze ona mieszka w tym malym, pokazuje palcem) to ten?
Courtney: nie. To ten- (pokazuje na bogaty domek)
Duncan: (opadla mu szczena) ty?...ty mieszkasz w takim domu?
Courtney: tak, a to cos zlego?
Duncan: nie, ale sie tego nie spodziewalem!
Courtney: no dobra chodz, bo jestem juz zmeczona. (ziewa)
(Duncan rozgladajac sie po domu, zaniemowil z wrazenia)
(Courtney schowala walizke z pieniedzmi do szafy w sypialni)
Courtney: mozesz spac gdzie chcesz, nawet w piwnicy jak ci pasuje.
Duncan: A z toba?
Courtney: NIE!!!
Duncan: Ale dlaczego?
Courtney: bo nie, albo niech ci bedzie ten jeden raz..., jestem juz tak zmeczona, ze nie dam rady ci mowic co masz robic.
Duncan: Ok... (usmiecha sie chciwie)
(ona poszla wziac szybki prysznic i polozyla sie i odrazy usnela, a on rozgladal sie dalej po domu i po jakiejsc godzinie poszedl sie polozyc przy tym przytulal Courtney do siebie)
Duncan: (mowi po cichu) i takie zycie sobie wyobrazalem, a nawet jest lepsze. (usnał)
W tym samym czasie u Chrisa w studiu...
(był tam Chris, Harold i Justin)
Chris: Mam dla was propozycje nie do odrzucenia...
Harold i Justin: słuchamy?!
Chris: wiec tak- chcielibyscie 1 mln na pol czyli po 500 tys na glowe?
Harold i Justin: tak!
Harold: chwila, chwila co masz namysli?
Chris: a to, ze zakradniecie sie do domu Courtney i sprobujecie ukrasc ten 1 mln $
Justin: chwila przeciez ona podzielila sie z Duncanem na pol.
Chris: no wiem o tym, jedank Duncan jest u niej i maja pelny mln.
Harold: sorry Chris, ale nie jestem zlodziejem
Justin: ani ja!
Chris: tylko, ze to nie jest taka kradziez normalna, a telewizyjna i nikt za to nie ma prawa was ukarac...
Harold i Justin: i tak nie ma mowy!
Chris: a wiesz Harold, ze jak bys mial taka kase to Leshawna by chciala z toba byc, a ty Justin mógł miec nie tylko kase, a takze Courtney, bo wiem ze ci sie podoba, a ona odrazu by zrozumiala i chciala z toba byc i by ci w tedy reputacja wzrosla jak bys pokazal sie z nia na wybiegu.
Harold i Justin: masz racje! (zastanawiaja sie)
Oni: ZGODA!
Chris: tu macie potrzebne rzeczy takie jak: gaz usypiajacy, bomby, liny, kamery i takie rozne..., a plan jest taki... (mowi im potajemnie)
Harold: (przerywa) a po co kamery?
Chris: a do obserwowania ich oraz do telewizji, zeby ogladalnosc zwrosla.
Harold: Aha.
(a Chris mowi im reszte planu)
Jeszcze tej samej nocy w domu Courtney...
(przez onko do sypialni Justin wrzucil butelke z gazem usypiajacym, byl zły ze on spi z nia)
Justin: droga wolna (krzyczal do Harolda)
(weszli przez okno prowadzace do piwnicy- była ona podzielona na dwie czesci)
Harold: to tak w jednej czesci piwnicy(byla ona przedzielona sciana) kajdankami do rury przypne Duncana, a ty przywiazesz Courtney do filara.
Justin: czyli?...
Harold: ... do tego słupa.
Justin: Aha... ok.
(po kilku godzinach Duncan i Courtney sie budza)
Duncan: Co jest?!
Harold: A Witaj Ducanie! Miło cie takiego widzieć!
Duncan: Co ty zgupiales?! wez mnie wypusc!
Harold: nie! (usmiecha sie podle)
Duncan: nie, no masz przerąbane! juz nie zyjesz! Poczekaj tylko jak sie uwolnie!
Harold: nie był bym taki pewny...
W tym samym czasie...
Courtney: Co?... co się dzieje?!
Justin: Siema lala!...
Courtney: Justin?! Co ty tu robisz?!... i czemu ja jestem zwiazana?!
Justin: a chce tylko 1 mln $ i ciebie, bo bylibysmy taka ladna para!
Courtney: porąbało cie?! wiesz, ze jestem z Duncanem, a kasy nie dostaniesz, bo wygralam ja uczcciwie!
Justin: nie był bym taki pewny! a ze mna i kasa moglabys byc sławna tak jak ja! a ten kryminalista ci nic nie da i nie pasujesz do niego!
Courtney: Wiesz co?! powinnes się leczyć!
Justin: chcialem byc mily, ale sie nie da! nie dajesz mi wyboru!
(Courtney była przerazona)
U Duncana...
Harold: to ja ide do twojej dziewczyny, oj sorry teraz dziewczyny Justina...
Duncan: Co?!!!!!!!!!!!
Harold: No tak! kasa sie podzielimy na pol, a on se weznia ja bo z nia to bedzie wygladac jakos, a z toba to poprostu zal..........!
Duncan: przegioles!!!!!!! tylko czekaj az sie uwolnie!!!!!!!!..........
U Courtney...
Harold: mów mała gdzie jest ten milionik!
Courtney: nigdy wam tego nie powiem! a Duncan mnie uratuje! zobaczycie!
Harold: nie, raczej nie, bo go przypiolem kajdankami do rury!
Courtney: o cholera!
Harold: dobra mów!
Courtney: nie!
Harold: (wyciaga z kieszeni paralizator) teraz bedziesz ianczej mówic!...
(ona łyga śline)
Jak myślicie co sie dalej wydarzy? Czy Courtney wypowie się? A moze wydarzy sie jakis cud? a moze Duncan sprobuje cos zrobic? tego dowiecie sie w kolejnej częsci. :)
Roznit- (wymyslone miasto przez zemnie) nie ma takiego na swiecie chyba ;)
Po wyjsciu ze studia...
Courtney: I co teraz bedziesz robił?
Duncan: No nie wiem... spróbuje się wykupić z poprawczaka i dalej no coż...
Courtney: ... mozesz zamieszkac ze mną, bo mam wolny dom, dlatego, ze rodzice sa w Australi w interesach i nie bedzie ich jeszcze z kilka lat.
Duncan: o to super! (usmiecha się)- a gdzie ty dokladnie mieszkasz?
Courtney: w takich małym miescie Roznit* (a ono jest strasznie bogate) znajduje się na granicy Kanady i USA.
Duncan: no dobra. To jezdzmy pociagiem.
W pociagu...
(jechali z jakies 3 godziny i było tam dwoch chłopów ubranych na czarno i obserwowali Duncana z Courtney, ale nic sie nie dzialo)
W miescie Roznit*...
(Duncan i Courtney trzymajac sie za rece szli do domu)
(stał tam mały domek jedno pietrowy, a obok za ogradzeniem taki wiekszy dwupietrowy wygladajacy bardzo bogato, a na podworku stal tam czerwony cabriolet Ferrari.)
Duncan: (pomyslal, ze ona mieszka w tym malym, pokazuje palcem) to ten?
Courtney: nie. To ten- (pokazuje na bogaty domek)
Duncan: (opadla mu szczena) ty?...ty mieszkasz w takim domu?
Courtney: tak, a to cos zlego?
Duncan: nie, ale sie tego nie spodziewalem!
Courtney: no dobra chodz, bo jestem juz zmeczona. (ziewa)
(Duncan rozgladajac sie po domu, zaniemowil z wrazenia)
(Courtney schowala walizke z pieniedzmi do szafy w sypialni)
Courtney: mozesz spac gdzie chcesz, nawet w piwnicy jak ci pasuje.
Duncan: A z toba?
Courtney: NIE!!!
Duncan: Ale dlaczego?
Courtney: bo nie, albo niech ci bedzie ten jeden raz..., jestem juz tak zmeczona, ze nie dam rady ci mowic co masz robic.
Duncan: Ok... (usmiecha sie chciwie)
(ona poszla wziac szybki prysznic i polozyla sie i odrazy usnela, a on rozgladal sie dalej po domu i po jakiejsc godzinie poszedl sie polozyc przy tym przytulal Courtney do siebie)
Duncan: (mowi po cichu) i takie zycie sobie wyobrazalem, a nawet jest lepsze. (usnał)
W tym samym czasie u Chrisa w studiu...
(był tam Chris, Harold i Justin)
Chris: Mam dla was propozycje nie do odrzucenia...
Harold i Justin: słuchamy?!
Chris: wiec tak- chcielibyscie 1 mln na pol czyli po 500 tys na glowe?
Harold i Justin: tak!
Harold: chwila, chwila co masz namysli?
Chris: a to, ze zakradniecie sie do domu Courtney i sprobujecie ukrasc ten 1 mln $
Justin: chwila przeciez ona podzielila sie z Duncanem na pol.
Chris: no wiem o tym, jedank Duncan jest u niej i maja pelny mln.
Harold: sorry Chris, ale nie jestem zlodziejem
Justin: ani ja!
Chris: tylko, ze to nie jest taka kradziez normalna, a telewizyjna i nikt za to nie ma prawa was ukarac...
Harold i Justin: i tak nie ma mowy!
Chris: a wiesz Harold, ze jak bys mial taka kase to Leshawna by chciala z toba byc, a ty Justin mógł miec nie tylko kase, a takze Courtney, bo wiem ze ci sie podoba, a ona odrazu by zrozumiala i chciala z toba byc i by ci w tedy reputacja wzrosla jak bys pokazal sie z nia na wybiegu.
Harold i Justin: masz racje! (zastanawiaja sie)
Oni: ZGODA!
Chris: tu macie potrzebne rzeczy takie jak: gaz usypiajacy, bomby, liny, kamery i takie rozne..., a plan jest taki... (mowi im potajemnie)
Harold: (przerywa) a po co kamery?
Chris: a do obserwowania ich oraz do telewizji, zeby ogladalnosc zwrosla.
Harold: Aha.
(a Chris mowi im reszte planu)
Jeszcze tej samej nocy w domu Courtney...
(przez onko do sypialni Justin wrzucil butelke z gazem usypiajacym, byl zły ze on spi z nia)
Justin: droga wolna (krzyczal do Harolda)
(weszli przez okno prowadzace do piwnicy- była ona podzielona na dwie czesci)
Harold: to tak w jednej czesci piwnicy(byla ona przedzielona sciana) kajdankami do rury przypne Duncana, a ty przywiazesz Courtney do filara.
Justin: czyli?...
Harold: ... do tego słupa.
Justin: Aha... ok.
(po kilku godzinach Duncan i Courtney sie budza)
Duncan: Co jest?!
Harold: A Witaj Ducanie! Miło cie takiego widzieć!
Duncan: Co ty zgupiales?! wez mnie wypusc!
Harold: nie! (usmiecha sie podle)
Duncan: nie, no masz przerąbane! juz nie zyjesz! Poczekaj tylko jak sie uwolnie!
Harold: nie był bym taki pewny...
W tym samym czasie...
Courtney: Co?... co się dzieje?!
Justin: Siema lala!...
Courtney: Justin?! Co ty tu robisz?!... i czemu ja jestem zwiazana?!
Justin: a chce tylko 1 mln $ i ciebie, bo bylibysmy taka ladna para!
Courtney: porąbało cie?! wiesz, ze jestem z Duncanem, a kasy nie dostaniesz, bo wygralam ja uczcciwie!
Justin: nie był bym taki pewny! a ze mna i kasa moglabys byc sławna tak jak ja! a ten kryminalista ci nic nie da i nie pasujesz do niego!
Courtney: Wiesz co?! powinnes się leczyć!
Justin: chcialem byc mily, ale sie nie da! nie dajesz mi wyboru!
(Courtney była przerazona)
U Duncana...
Harold: to ja ide do twojej dziewczyny, oj sorry teraz dziewczyny Justina...
Duncan: Co?!!!!!!!!!!!
Harold: No tak! kasa sie podzielimy na pol, a on se weznia ja bo z nia to bedzie wygladac jakos, a z toba to poprostu zal..........!
Duncan: przegioles!!!!!!! tylko czekaj az sie uwolnie!!!!!!!!..........
U Courtney...
Harold: mów mała gdzie jest ten milionik!
Courtney: nigdy wam tego nie powiem! a Duncan mnie uratuje! zobaczycie!
Harold: nie, raczej nie, bo go przypiolem kajdankami do rury!
Courtney: o cholera!
Harold: dobra mów!
Courtney: nie!
Harold: (wyciaga z kieszeni paralizator) teraz bedziesz ianczej mówic!...
(ona łyga śline)
Jak myślicie co sie dalej wydarzy? Czy Courtney wypowie się? A moze wydarzy sie jakis cud? a moze Duncan sprobuje cos zrobic? tego dowiecie sie w kolejnej częsci. :)
Roznit- (wymyslone miasto przez zemnie) nie ma takiego na swiecie chyba ;)
piątek, 1 stycznia 2010
Przygoda z wygrana... cz.3
To ostatnia część pod tym tyłułem. Kolejna będzie pod ( Nie masz prawa wiedzieć) ;*;-)
Duncan: Gdzie ona się podziewa?!- przecież widziała, że mam walizke. (odwrócił się i zauważył palącą się chatkę)
(nagle się dezorientował, bo nie wiedział co zrobić)
Duncan: ( po chwili namysłu) O nie! jak to sie mogło stać?!
(położył walizkę na ziemi i poleciał do chatki ją ratować)
(nagle zauwarzył ją nieprzytomną na podłodze i obok niej palmtopa)
(podsiósł palmtopa i schował do kieszeni, a ją wziął na ręce i wyniósł z płomieni)
(na zewnatrz poleciał z nią tam gdzie lezała walizka i polozył ja na Ziemi)
Duncan: (krzyczy) Chris wiem, ze gdzies tu jestes! Powiedz mi co mam zrobić?!
(na dole stał Chef z megafonem)
Chef: zrób jej usta, usta!
(Duncan zrobił to 3 razy i ona zakaszlała)
(budzi się)
Courtney: Gdzie ja jestem? Duncan?...
Duncan: Jak się ciesze, że ty żyjesz! Nic ci nie jest skarbie?
Courtney: Chyba nie... dziekuje ci za uratowanie i przepraszam, że byłam taka dla ciebie. I tak musze ci przyznac, ze chcialam wrocic, ale tobie to juz pewnie nie zalezy.
Duncan: zależy, bo kto by odpuszczał 1 mln$ dla dziewczyny. I to ja cie przepraszam za te słowa.
(usmiechneła się i próbowała wstać)
Courtney: Chyba złamałam nogę. Zostaw mnie tu, a ty idz wygrac 1mln baksów.
Duncan: Nie zostawie cie tu samej! (wziął ją na ręce i dał do trzymania walizkę)
(poleciał z nią do jaskini)
Chris: Czemu ty ją niesiesz?!
Duncan: Nie ważne...! Mow to zadanie!
Chris: dobra, dobra. To tak: musicie wejsc do jaskini i zabrac małpie linę. Później po tej linie zjedziecie z góry na dół i pobiegniecie do studia- tam oglosimy zwyciesce. Ale wygrywa nie pierwsza osoba tylko ta, która będzie miała walizkę. To narazie.
(Duncan połozył Courtney z boku w raz z waliska i zaczął walczyć z małpą)
Courtney: (krzyczy) uważaj!
(a małpa odrzuciła Duncana nad przepascia i od trzymal sie jedna reka)
Duncan: pomocy!!!
(Courtney począgnała sie aby go wciagnać, nagle on sie puscił, ale Courtney zdążyła go złapać w wciagnęła do gory)
Duncan: Dzięki.
Courtney: nie dziękuj tylko weź walizkę i walnij ją w łeb.
(tak zrobił, po czym miał liny)
(przywiazał jeden koniec do kamienia, wział Courtney na plecy, a ona jedna reka trzymala sie jego, a druga walizke i zjechali na doł)
(Duncan leciał szybko do studia z Courtney na rekach i walizką)
W studiu...
(wszyscy wiedzieli, że wygra Duncan)
(dotarli)
(wszyscy sie cieszyli)
Chris: Czas ogłosić zwycieste! A zwyciescą jest...
... Courtney!!!
Wszyscy z Courtney: Co?!
Chris: no tak! to ona miała walizkę.
Courtney: To Duncan powinien wygrać nie ja!!!
Duncan: Nic nie szkodzi...
Courtney: I tak się podziele z tobą pół na pół (i pocałowała go)
Duncan: Chciałem ci coś dać (wyciaga z kieszeni palmtopa)
(Courtney sie ucieszyla)
Courtney: ale z kat?! albo... dobra nie ważne (przytuliła go)
Duncan: mam coś jeszcze ( wyjmuje naszyjnik, a na nim D+C)
Courtney: to dla mnie?! (zadowolona)
Duncan: tak... (włozył jej go na szyje)
(namietnie się pocałowali :****)
KONIEC :*
Myśle, że się podobało. Ale koniec tylko tego zdarzenia. W nastepnych opowiadaniu tak jakby dalszy ciag. Bye.
Duncan: Gdzie ona się podziewa?!- przecież widziała, że mam walizke. (odwrócił się i zauważył palącą się chatkę)
(nagle się dezorientował, bo nie wiedział co zrobić)
Duncan: ( po chwili namysłu) O nie! jak to sie mogło stać?!
(położył walizkę na ziemi i poleciał do chatki ją ratować)
(nagle zauwarzył ją nieprzytomną na podłodze i obok niej palmtopa)
(podsiósł palmtopa i schował do kieszeni, a ją wziął na ręce i wyniósł z płomieni)
(na zewnatrz poleciał z nią tam gdzie lezała walizka i polozył ja na Ziemi)
Duncan: (krzyczy) Chris wiem, ze gdzies tu jestes! Powiedz mi co mam zrobić?!
(na dole stał Chef z megafonem)
Chef: zrób jej usta, usta!
(Duncan zrobił to 3 razy i ona zakaszlała)
(budzi się)
Courtney: Gdzie ja jestem? Duncan?...
Duncan: Jak się ciesze, że ty żyjesz! Nic ci nie jest skarbie?
Courtney: Chyba nie... dziekuje ci za uratowanie i przepraszam, że byłam taka dla ciebie. I tak musze ci przyznac, ze chcialam wrocic, ale tobie to juz pewnie nie zalezy.
Duncan: zależy, bo kto by odpuszczał 1 mln$ dla dziewczyny. I to ja cie przepraszam za te słowa.
(usmiechneła się i próbowała wstać)
Courtney: Chyba złamałam nogę. Zostaw mnie tu, a ty idz wygrac 1mln baksów.
Duncan: Nie zostawie cie tu samej! (wziął ją na ręce i dał do trzymania walizkę)
(poleciał z nią do jaskini)
Chris: Czemu ty ją niesiesz?!
Duncan: Nie ważne...! Mow to zadanie!
Chris: dobra, dobra. To tak: musicie wejsc do jaskini i zabrac małpie linę. Później po tej linie zjedziecie z góry na dół i pobiegniecie do studia- tam oglosimy zwyciesce. Ale wygrywa nie pierwsza osoba tylko ta, która będzie miała walizkę. To narazie.
(Duncan połozył Courtney z boku w raz z waliska i zaczął walczyć z małpą)
Courtney: (krzyczy) uważaj!
(a małpa odrzuciła Duncana nad przepascia i od trzymal sie jedna reka)
Duncan: pomocy!!!
(Courtney począgnała sie aby go wciagnać, nagle on sie puscił, ale Courtney zdążyła go złapać w wciagnęła do gory)
Duncan: Dzięki.
Courtney: nie dziękuj tylko weź walizkę i walnij ją w łeb.
(tak zrobił, po czym miał liny)
(przywiazał jeden koniec do kamienia, wział Courtney na plecy, a ona jedna reka trzymala sie jego, a druga walizke i zjechali na doł)
(Duncan leciał szybko do studia z Courtney na rekach i walizką)
W studiu...
(wszyscy wiedzieli, że wygra Duncan)
(dotarli)
(wszyscy sie cieszyli)
Chris: Czas ogłosić zwycieste! A zwyciescą jest...
... Courtney!!!
Wszyscy z Courtney: Co?!
Chris: no tak! to ona miała walizkę.
Courtney: To Duncan powinien wygrać nie ja!!!
Duncan: Nic nie szkodzi...
Courtney: I tak się podziele z tobą pół na pół (i pocałowała go)
Duncan: Chciałem ci coś dać (wyciaga z kieszeni palmtopa)
(Courtney sie ucieszyla)
Courtney: ale z kat?! albo... dobra nie ważne (przytuliła go)
Duncan: mam coś jeszcze ( wyjmuje naszyjnik, a na nim D+C)
Courtney: to dla mnie?! (zadowolona)
Duncan: tak... (włozył jej go na szyje)
(namietnie się pocałowali :****)
KONIEC :*
Myśle, że się podobało. Ale koniec tylko tego zdarzenia. W nastepnych opowiadaniu tak jakby dalszy ciag. Bye.
Przygoda z wygrana... cz.2
Dzisiaj napisze kolejna część opowiadania. To opowiadanie bedzie rozbite na kilka tytułow, ale w tej chwile co pisze nie trzeba. Życze miłej zabawy:)
Chris: Dzisiaj nie bedzie żadnych wyzwań, ale za to obejrzymy sobie film z ukrytej kamery, a dokladnie to bedzie on z relacji z nocy gdy Courtney miała tam spać na dworze.
(nagle Duncanowi spadł uśmieszek z twarzy)
(Chris włącza film)
(Wszystko było ok. aż do momentu gdy Duncan powiedział jak brakuje nie wiele zeby wrociła)
Courtney: Duncan?! ty?! jak mogłes to powiedziec?! NIE odzywam się do ciebie!
Duncan: ale to nie tak jak myslisz!...
(wszyscy byli w szoku)
(Beth była bardzo zdziwiona, Courtney pobiegła do przyczepy sie pakowac, bo wiedziala, ze odpadnie, a Duncan był zły na siebie o to oraz chciał walnać Chrisa, ale sie powstrzymał)
(pokój zwierzeń) Chris: Wiedziałem, że bedzie taka awantura (śmieje sie)
Duncan: nie, no co ja teraz zrobie chyba bedę musiał ja wyeliminowac...
Courtney: jak on mógl, jak odpadne to się uciesze, że nie musze go znosić
Beth: Yyy... i co teraz bedzie? raczej nie powinnam odpaść
Po 2 godzinach...
Chris: (mówi przez megafon) teraz wszyscy potykamy się na rozdawaniu złotych Chrisów...
Beth: tak szybko?...
Na rozdawaniu...
(cala trojka zaczeła głosowac)
(Beth zaglosowala na Courtney, Duncan chciał wyeliminowac Courtney, ale nie dał raty i zaglosował na Beth, a Courtney wiedziala, ze i tak nic nie da jej glos to zaglosowala na Beth)
Chris: Duncan jestes bezpieczny trafiasz do finału
(on sie lekko usmiechnąl)
Chris: a ostatniego złotego Chrisa dostaje...
(nagle Courtney mu przerwała)
Courtney: wiem, wiem miło było ale się skonczyło (wstała)
Chris: ej nie przerywaj mi!... siadaj!
Chris: Beth przykro mi ale odpadasz.
Courtney i Beth: Co?!
Beth: ale to miała Courtney odpasc, a nie ja!
(nagle Chris włacza nagranie z głosowania)
(Beth byla zadziwiona i bez słowa wsiadła do limuzyny)
(Chris podchodzi do Duncana i Courtney)
Chris: no brawo! jestescie w finale!
(usmiechneli sie oboje)
(po chwili sie rozeszli do przyczep)
Wieczór...
(Courtney zamkla się na zamek, bo nie miała ochoty na rozmowe z nim)
(pokoj zwierzeń) Courtney: mógł by mi dac spokoj!
Duncan: mogła by juz odpuscić, ale jak nie to nie.
(poszli spać)
Ranek...
Chris: (mowi przez megafon, a jest 6.00 rano) Wstawać czeka was dziś wiele do pokonania przeszkod. Śniadanie macie pod drzwiami.) (były to zwykłe kanapki z szynką i pomidorem)
(oboje sie umyli, ubrali i zjedli śniadanie w przyczepach.)
(nagle wychodza z przyczepy i sa pod jakoms góra)
Chris: Będą dziś 3 zadania. Pierwsze z nich to:
będziecie musieli odpowiedzieć na jedno pytanie poprawnie z trzech wymienionych, a poźniej wspiąć sie na góre po górze.- Tam bedzie czekał na was Chef z dalszym zadaniem.
(Courtney odpowiedziała juz poprawnie na 1 z pytań więc mogla się wspinać)
(Duncan nie odpowiedział ani na 1, ani na 2 pytanie wiec Chris mu zadał takie co go zatkało)
Chris: Jak ma na drugie imie Courtney?
Duncan: To ona ma drugie imie?! (puknął sie reką w czoło i popatrzal sie na Courtney)
(ona nie chciała żeby zblaznil siebie, ani ją to mu wysłała znaki)
Duncan: (odpowiada) Emily?
Chris: Tak! zacznił sie lepiej wspinac bo cie przegonila ( a była prawie juz w połowie)
(w koncu ja dogonił i szli w łeb w łeb)
Na szczycie...
Chef: Drugie zadanie to:
musicie wejsc do tej chatki (pokazuje palcem) i znalesc ukryty przycisk w ścianie. Tam jest walizka. Z ta walizka udacie sie do jaskini, która jest tam (pokazuje ścieżke, która mają iść) Tam przed jaskinią będzie stał Chris i powie wam nastepne zadanie. Aha i jeszcze coś- walizka jest tylko jedna!
(pobiegli szybko do chatki i weszli do niej, a tam była ściana w płytach)
(jako pierwszy przycisk znalazł Duncan, wziąl walizke i pobiegł do jaskini)
(nagle Courtney z kieszeni wyleciał palmtop i zaczęła go szukać)
(nagle chatka zaczęła się palić, bo przed chatka była pochodnia i wiatr zawiał w stronę jej)
(w końcu zauważyła palmtopa gdy próbowała się do niego zbliżyć to potknęłą się i straciła przytomność)
(Duncan w połowie drogi poczuł dym i powiedział)
Duncan: Gdzie ona się podziewa?!- przecież widziała, że mam walizke. (odwrócił się i zauważył palącą się chatkę)
(nagle się dezorientował, bo nie wiedział co zrobić)
Jak myślicie co zrobi Duncan? Wróci po Courtney żeby jej pomóc, a może poleci wykonać zadanie warte 1 mln baksów, a może ze staru zendleje? tego dowiecie się w kolejnej części Przygoda z wygrana...
Jeśli jesteście ciekawi to czytajcie kolejną cześć :)
Chris: Dzisiaj nie bedzie żadnych wyzwań, ale za to obejrzymy sobie film z ukrytej kamery, a dokladnie to bedzie on z relacji z nocy gdy Courtney miała tam spać na dworze.
(nagle Duncanowi spadł uśmieszek z twarzy)
(Chris włącza film)
(Wszystko było ok. aż do momentu gdy Duncan powiedział jak brakuje nie wiele zeby wrociła)
Courtney: Duncan?! ty?! jak mogłes to powiedziec?! NIE odzywam się do ciebie!
Duncan: ale to nie tak jak myslisz!...
(wszyscy byli w szoku)
(Beth była bardzo zdziwiona, Courtney pobiegła do przyczepy sie pakowac, bo wiedziala, ze odpadnie, a Duncan był zły na siebie o to oraz chciał walnać Chrisa, ale sie powstrzymał)
(pokój zwierzeń) Chris: Wiedziałem, że bedzie taka awantura (śmieje sie)
Duncan: nie, no co ja teraz zrobie chyba bedę musiał ja wyeliminowac...
Courtney: jak on mógl, jak odpadne to się uciesze, że nie musze go znosić
Beth: Yyy... i co teraz bedzie? raczej nie powinnam odpaść
Po 2 godzinach...
Chris: (mówi przez megafon) teraz wszyscy potykamy się na rozdawaniu złotych Chrisów...
Beth: tak szybko?...
Na rozdawaniu...
(cala trojka zaczeła głosowac)
(Beth zaglosowala na Courtney, Duncan chciał wyeliminowac Courtney, ale nie dał raty i zaglosował na Beth, a Courtney wiedziala, ze i tak nic nie da jej glos to zaglosowala na Beth)
Chris: Duncan jestes bezpieczny trafiasz do finału
(on sie lekko usmiechnąl)
Chris: a ostatniego złotego Chrisa dostaje...
(nagle Courtney mu przerwała)
Courtney: wiem, wiem miło było ale się skonczyło (wstała)
Chris: ej nie przerywaj mi!... siadaj!
Chris: Beth przykro mi ale odpadasz.
Courtney i Beth: Co?!
Beth: ale to miała Courtney odpasc, a nie ja!
(nagle Chris włacza nagranie z głosowania)
(Beth byla zadziwiona i bez słowa wsiadła do limuzyny)
(Chris podchodzi do Duncana i Courtney)
Chris: no brawo! jestescie w finale!
(usmiechneli sie oboje)
(po chwili sie rozeszli do przyczep)
Wieczór...
(Courtney zamkla się na zamek, bo nie miała ochoty na rozmowe z nim)
(pokoj zwierzeń) Courtney: mógł by mi dac spokoj!
Duncan: mogła by juz odpuscić, ale jak nie to nie.
(poszli spać)
Ranek...
Chris: (mowi przez megafon, a jest 6.00 rano) Wstawać czeka was dziś wiele do pokonania przeszkod. Śniadanie macie pod drzwiami.) (były to zwykłe kanapki z szynką i pomidorem)
(oboje sie umyli, ubrali i zjedli śniadanie w przyczepach.)
(nagle wychodza z przyczepy i sa pod jakoms góra)
Chris: Będą dziś 3 zadania. Pierwsze z nich to:
będziecie musieli odpowiedzieć na jedno pytanie poprawnie z trzech wymienionych, a poźniej wspiąć sie na góre po górze.- Tam bedzie czekał na was Chef z dalszym zadaniem.
(Courtney odpowiedziała juz poprawnie na 1 z pytań więc mogla się wspinać)
(Duncan nie odpowiedział ani na 1, ani na 2 pytanie wiec Chris mu zadał takie co go zatkało)
Chris: Jak ma na drugie imie Courtney?
Duncan: To ona ma drugie imie?! (puknął sie reką w czoło i popatrzal sie na Courtney)
(ona nie chciała żeby zblaznil siebie, ani ją to mu wysłała znaki)
Duncan: (odpowiada) Emily?
Chris: Tak! zacznił sie lepiej wspinac bo cie przegonila ( a była prawie juz w połowie)
(w koncu ja dogonił i szli w łeb w łeb)
Na szczycie...
Chef: Drugie zadanie to:
musicie wejsc do tej chatki (pokazuje palcem) i znalesc ukryty przycisk w ścianie. Tam jest walizka. Z ta walizka udacie sie do jaskini, która jest tam (pokazuje ścieżke, która mają iść) Tam przed jaskinią będzie stał Chris i powie wam nastepne zadanie. Aha i jeszcze coś- walizka jest tylko jedna!
(pobiegli szybko do chatki i weszli do niej, a tam była ściana w płytach)
(jako pierwszy przycisk znalazł Duncan, wziąl walizke i pobiegł do jaskini)
(nagle Courtney z kieszeni wyleciał palmtop i zaczęła go szukać)
(nagle chatka zaczęła się palić, bo przed chatka była pochodnia i wiatr zawiał w stronę jej)
(w końcu zauważyła palmtopa gdy próbowała się do niego zbliżyć to potknęłą się i straciła przytomność)
(Duncan w połowie drogi poczuł dym i powiedział)
Duncan: Gdzie ona się podziewa?!- przecież widziała, że mam walizke. (odwrócił się i zauważył palącą się chatkę)
(nagle się dezorientował, bo nie wiedział co zrobić)
Jak myślicie co zrobi Duncan? Wróci po Courtney żeby jej pomóc, a może poleci wykonać zadanie warte 1 mln baksów, a może ze staru zendleje? tego dowiecie się w kolejnej części Przygoda z wygrana...
Jeśli jesteście ciekawi to czytajcie kolejną cześć :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Total Drama Famous Hunters
Pozostałości
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~RESZTKI Z BLOGA~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~