MENU

profilki

Totalna PorażkoLandia

Totalna PorażkoLandia

sobota, 24 sierpnia 2013

"Totalna Porażka: 12 godzin męki"- cz.2

Pierwsze piętro... korytarz...


Courtney: Chodzimy cały czas i nic nie mamy

Scott: (idzie obok niej znudzony) Pewnie musiał porządnie schować ten milion

Courtney: Ale tu nie ma nawet żadnego pomieszczenia

Scott: (wchodzi na coś i się zatrzymuje. Schyla się i podnosi klucze) Zobacz, co mam

Courtney: (zatrzymuje się również i się odwraca) Co nam po kluczach, jeśli nie mamy walizki?

Scott: (schyla się po następne klucze) Oo, jeszcze jedne (prostuje się) Ale jak nam się uda zdobyć walizkę to mamy czym otworzyć

Courtney: (patrzy w górę) Walizkę łatwo otworzyć bez klucza. Chodzi o to aby mieć walizkę, nie klucze

Scott: Po co się trudzić bez kluczy? Nie rozumiem Cię (chowa klucze)

Courtney: Nie ważne (patrzy wciąż w górę) Tam jest jakiś schowek

Scott: Gdzie? Na suficie? (spogląda w górę) Kto przykleja szafkę na sufit?

Courtney: Podnieś mnie. Spróbuję do niej dosięgnąć

Scott: Nie mogę. Od kiedy rekin mnie pogryzł, mam uszkodzony kręgosłup

Courtney: (przewraca oczami) To po co ja właściwie z Tobą idę?


*kibelek zwierzeń*

*Scott: Aby Cię oskubać z wygranej*


Scott: Abyśmy się mogli podzielić kasą. Weź sama nic nie wskórasz, a ja przynajmniej znalazłem klucze

Courtney: Bez użyteczne klucze

Scott: Tego się dopiero dowiemy czy bezużyteczne

Courtney: Masz jakiś pomysł, aby otworzyć tą szafkę?

Scott: Pomyślmy (położył rękę na podbródek) Potrzebna nam jest drabina

Courtney: Brawo geniuszu, a skąd chcesz wziąć drabinę?

Scott: Jeszcze nie wiem

Courtney: Po prostu mnie podnieść

Scott: Mówiłem, że nie mogę

Courtney: Poświęć się dla kasy

Scott: (przewrócił oczami) Okay... (pochylił się opierając rękami o kolana) Wskakuj

(Courtney weszła mu na barki)

Scott: (zaczął się powoli prostować) Nie jest tak źle, nie jesteś ciężka

Courtney: (krzywi się) A czy ja wyglądam na ciężką?

Scott: Za dużo pytań zadajesz. Spróbuj to otworzyć szybciej

Courtney: (kiwa się próbując dosięgnąć) Możesz stać spokojnie?

Scott: I znowu pytanie zadajesz. Przecież stoję spokojnie (ugina pod sobą lekko kolana)

Courtney: (macha ręką chcąc dosięgnąć do rączki) Jeszcze... trochę... już... kawałek... (ostatnim ruchem chwyciła) Udało się!  Łooo, aa!

Scott: (pochyla się maksymalnie do przodu i zrzuca Courtney) Mój kręgosłup!

Courtney: (uderza tyłkiem o podłogę) Miałeś stać spokojnie!

Scott: (z bólem się prostuje) Będziesz mi winna terapeutę!

Courtney: (wstaje i patrzy do góry) Ta szafka jest pusta!

Scott: Wyleciał z niej klucz. Jest obok Ciebie

Courtney: (schyla się po klucz) Nie potrzebny mi (rzuca za siebie)

Scott: (łapie klucz) Do Ciebie nie dociera czy co?

Courtney: Teraz to Ty zadajesz pytania

(razem poszli dalej)


Parter... Korytarz...


Cameron: (podekscytowany) Teorie Einstein'a były niesamowite. Tak jak odkrycie emisji wymuszonej. Albert znał się na rzeczy

Harold: A wiesz o tym, że był dyslektykiem i powtarzał rok nauki w szkole?

Cameron: (zdziwiony) Doprawdy? (zatrzymuje się przed drzwiami) Harold?

Harold: (idzie dalej) Tak, dlatego mnie to nie przekonuje mimo, że wyjaśnił efekt fotoelektryczny

Cameron: Zatrzymaj się

Harold: (zatrzymuje się i odwraca) O znalazłeś drzwi (podchodzi bliżej i łapie za klamkę)

Cameron: Stój!

Harold: Hę?

Cameron: Tam może być jakaś pułapka

Harold: To jak mam je otworzyć?

Cameron: Kiedy będziesz otwierał drzwi schowamy się za nimi i poczekamy za nim pułapka minie

(Harold skinął głową i chwycił znowu za klamkę. Powoli pociągnął do siebie drzwi chowając się za nimi z Cameron'em. Po chwili z pokoju wyleciała strzała, która wbiła się w ścianę w korytarzu)

Harold: Miałeś rację (zrobił krok, ale Cameron chwycił go za nadgarstek)

Cameron: Czekaj! To nie wszystko

(kolejna strzała wyleciała z pomieszczenia i wbiła się w ścianę)

Cameron: (puścił go) Teraz droga wolna

Harold: Skąd wiedziałeś?

Cameron: O pułapkach? Dokładnie przypatrzyłem się terenowi


*kibelek zwierzeń*

*Cameron: Tak naprawdę to od kiedy wyszedłem z balona dokładnie przyglądam się światu. Również w grę wchodzi to, że obejrzałem po kilka razy wszystkie odcinki totalnej porażki. Biorąc też przebiegłość i rozumowanie Chris'a wyszło mi w obliczeniach (pokazał tablice z bazgrołami) że w 98% mogę przypuszczać, gdzie jaka pułapka się znajduje*


Harold: (zagląda do środka i widzi łoże z kościotrupem) Trup! (chowa się znowu za drzwi)
Cameron: Jaki trup? (patrzy do środka i widzi Lighting'a nieprzytomnego) To nie jest trup! (wchodzi do środka)


Komnata...


Cameron: (podbiega do Lighting'a i go tyrpie) Hej, wstawaj!

Lightning: (otwiera oczy) Balonowy chłopiec?

Harold: (wchodzi do środka i podchodzi do łoża dotykając trupa) To tylko guma

Lightning: (szybko wstaje) Wcale nie zemdlałem od widoku tego denata (złapał kościotrupa za szyje i z pogardą rzucił o podłogę)

Harold: (zdziwiony widzi miniaturkę walizki) Co? (bierze do ręki)

Lightning: Lightining... kurcze!


*kibelek zwierzeń*

*Lightning: Nie jestem lamerem. Tylko czasami się zapominam*


Lightning: Znaczy się ja byłem tu pierwszy i to należy do mnie (zabrał Haroldowi minaturkę walizki)

Harold: (wnerwiony) Hej, to moje!

Lightning: No wiesz, dzięki Ci Cam za to że mnie ocuciłeś, ale wygranej wam nie oddam

Cameron: Lightining czy na prawdę sądzisz, że do takiej małej walizeczki mogli wstadzić milion dolarów?

Lightning: (przez chwilę przygląda się walizeczce i myśli) Gdyby tą kasę poskładać to może by weszło...?

Harold: Ta walizka ma 10x15 cm. Musiało by wejść do niej 10 tysięcy 100 dolarowych banktonów, a to nie możliwe

Lightning: (patrzy na nich podejrzliwie) Lightning... (do siebie po cichu) Ah mam to gdzieś! (normalnie) Lightning nie jest głupi. Wy coś kombinujecie

Cameron: Bo to prawda. Pieniądze się nie zmieszczą za to klucz tak (zasłonił szybko buzię)

Lightning: (zadowolony z siebie) Haha! (otwiera walizeczkę i wyciąga klucz po czym chowa do kieszeni) Na razie ofermy! (wybiegł z komnaty)


*kibelek zwierzeń*

*Cameron: Dlaczego się wygadałem?!*


Harold: (krzywi się) Gratulacje mózgu! Zabrał nam klucz!

Cameron: Mogłeś go zatrzymać

Harold: Nie miałbym nawet tyle siły, żeby zablokować mu drogę

Cameron: To mogłeś zamknąć drzwi (strzała przelatuje mu nad głową)

Harold: To Ty zwaliłeś sprawę i Ty mogłeś je zamknąć! (coś klepie go po ramieniu) Chwileczkę. To nie jest moja wina- (przerywa i odwraca głowę)

Kościotrup: (trzyma w łapie swoją czaszkę) Jestem z gumy, tak?

Harold i Cameron: Aaaaa! (zaczęli krzyczeć i wybiegli z pomieszczenia)

Kościotrup: Co za ludzie! Nie dadzą się szkieletowi nawet wyspać


Korytarz...


(Harold i Cameron zamykają szybko drzwi)

Harold: (ciężko oddycha) Nic nam na razie nie grozi (wzdycha i odchodzi)

Cameron: (widzi, że się oddala) Gdzie idziesz?

Harold: Szukać miliona. Już z Tobą sie współpracuje. Wolę swoich kumpli (odszedł)


*kibelek zwierzeń*

*Harold: Ten typek działał mi na nerwy. Przy okazji czułem się przy nim nie swojo*

*Cameron: (przygnębiony) Nie słusznie się do niego odezwałem, bo to ja spaprałem sprawę. Trudno, nie będę go gonił. Może uda mi się znaleźć Zoey albo Mike albo ich oboje, bo pewnie poszli razem. Z nimi podzieliłbym się wygraną, bo oni są najlepszymi przyjaciółmi (myśli) Czemu z nimi wcześniej nie poszedłem?*


Na schodach...


(Bridgette i Trent idą w górę)

Bridgette: Strasznie dużo tych schodów

Trent: Wydaje mi się, że jesteśmy w wieży

Bridgette: (rozgląda się i widzi zaookrąglone ściany) Nie wiem nawet, co ja tu robię. Chciałam tylko odpocząć w SPA

Trent: Ja też, ale przynajmniej dostaliśmy jakąś szanse

Bridgette: Geoff chciałby abyśmy mieli milion, a ja uważam, że wystarczy nam tyle ile zyskaliśmy poprzednio za prowadzenie programu

Trent: Sława i pieniądze uderzają ludziom do głowy. Mnie oficjalnie kasa by się przydała. Mógłbym wypromować płytę sam lub z chłopakami

Bridgette: Ty masz przynajmniej jakiś cel

(doszli do piętra i weszli przez rozbite drzwi)


Wieża...

Bridgette: (spadła jej na głowę kartka, którą chwyciła dłonią) "Podejdź do okna" (przeczytała i podeszła do okienka widząc dość sporą odległość aż do ziemi) Lepiej, żeby nikt stąd nie skakał

(w tle słychać syczenie)

Trent: (patrzy pod nogi) W-wąż!

Brigette: (oddala się od okna) Raczej kobra (poszerza oczy i udaje się powoli w stronę wyjścia)

(kobra pluje kwasem)

Trent: (odskakuje) Nic tu po nas

(oboje idą i zatrzymują się przed rozbitymi drzwiami widząc na schodach kilka innych kobr)

Bridgette: (przerażona) I co teraz?!

Trent: Musimy wyjść przez okno

Bridgette: Zwariowałeś? Widziałam jak tam jest wysoko!

Trent: A widzisz inną drogę?

Bridgette: (kobra pluje w jej stronę kwasem) Ja pierwsza! (podchodzi znowu do okienka i się na nie spina) Oby się nam nic nie stało


*kibelek zwierzeń*

*Bridgette: Chris mówił, że nie będzie łatwo, ale to co on tym razem zaplanował to jest chore psychicznie! (pokręciła palcem przy głowie)*


(Bridgette ostrożnie przechodzi przez okno i dotyka się ściany)

Trent: (dołącza do niej) Jeśli spadniemy to zgon na miejscu

Bridgette: Wyszliśmy przez okno i co dalej?

Trent: Są dwie opcje. Albo przeczekamy aż kobry sobie wypełzają, albo idziemy dalej i skaczemy z wieży na niżej położy mur

Bridgette: A którą opcję wolisz?

Trent: Myślę, że drugą, bo nie wiadomo ile czasu zajmie za nim kobry odejdą

Bridgette: Mam nadzieję, że dobrze wybrałeś

(oboje powoli zaczęli przesuwać się w prawo, aby dotrzeć do środka zamku. Trent zrobił krok i kawałek ściany wieży się odłubało)

Bridgette: (chwyciła go za rękę) Musimy iść wolniej (pod jej stopą też odłupał się kawałek ściany)

(przesunęli się jeszcze kawałek)

Trent: Teraz trzeba skakać

Bridgette: (patrzy na przepaść między murami) Czy zginę w tej chwili czy zginełabym 5 minut temu, bez różnicy (zamknęła oczy i skoczyła na wyznaczony mur) Udało się! (otworzyła oczy i uśmiechnęła się) Twoja kolej!

Trent: (z wachaniem) Powinno się udać (napiął się i skoczył na krawedź muru, którego się chwycił w ostatniej chwili) Aa! Pomóż!

Bridgette: (uklęknęła i pociągnęła go za ramiona wciągając na górę)  Już, jesteś bezpieczny

Trent: (wstaje) Dziękuje (otrzepuje się) Skąd masz tyle siły?

Bridgette: Ostatnio trochę ćwiczyłam (wstaje i spogląda w dół) Patrz, klapa! Dzięki niej znowu wejdziemy do zamku (wskazała palcem)

Trent: (kopnął w klapę po czym się otworzyła) No to ruszamy


Inna wieża...


(Zoey i Mike zatrzymuja się przed drzwi u szczytu wieży. Mike otwiera drzwi. Oboje widzą siedzącą na skrzyni Lindsay)

Lindsay: (unosi wzrok na nich) Przybyliście mnie tutaj uratować?! (krzyknęła zadowolona i wstała)

Mike: (zaskoczony) Niekoniecznie...

Lindsay: (spał jej uśmiech z twarzy) Oh...

Zoey: Dlaczego tutaj siedzisz?

Lindsay: (mówi szybko) Otworzyłam skrzynię i była w niej wiewiórka, która nie była taką zwykłą wiewiórką, bo strzelała laserami z oczu. Chciałam uciec stąd, ale drzwi były zamknięte. Potem wpadł wielki brązowy ptak i porwał tego okropnego gryzonia. Podeszłam z powrotem do skrzyni i była w niej walizka. Zabrałam ją i żeby tutaj nie tkwić wyszłam przez okno. Niestety to było złe posunięcie, bo z dołu Anne Maria zaczęła rzucać we mnie kamieniami i przez przypadek wypuściłam walizkę, którą miałam w zębach

Zoey: Anne Maria ma teraz walizkę?

Lindsay: Tak, razem z Gwen i Duncan'em

Mike: Gdzie poszli?

Lindsay: (dyskryminująco) Skąd ja mam to wiedzieć?

Zoey: (uśmiechnęła się) Chcesz iść z nami?

Lindsay: (uradowana podskoczyła do góry) No pewnie!


*kibelek zwierzeń*

*Mike: Nie żebym się czepiał, ale po co Zoey zapytała ją, żeby do nas dołączyła? Teraz nie zaproponuję jej randki i jeszcze boję się, że zrobię coś głupiego przez wciele się w Arentino*


Pod murami zamku... Podziemia...


(Brick i Jo idą podziemnym korytarzem, które jest oświetlane przez świece)

Jo: Zobacz kadecie, ciemność przeminęła

Brick: (oddycha z ulgą) Nie było tak źle

(Jo idzie i nic się nie odzywa)

Brick: O czym myślisz?

Jo: Zastanawiam się jak udowodnić temu siłaczowi, że ja jestem dziewczyną

Brick: Nie przejmuj się, ważne, że inni wiedzą, że ty to dziewczyna

Jo: (niezadowolona) Pierwsze co zrobie to za wygraną kupię te malowidełka

Brick: Chodzi Ci o kosmetyki? Nie musisz się zmieniać przez jednego gościa. To nie Twój styl. Ty jesteś typem męskiej kobiety

Jo: (stanęła i poszerzyła oczy ze złości) Co?! (odwróciła się do niego) Nie uważasz mnie za 100% kobietę?!

Brick: (zakłopotany) Nie to miałem na myśli...

Jo: Zrywam z Tobą współpracę! Radź sobie sam psycholu! (zrobiła parę kroków do przodu)


*kibelek zwierzeń*

*Brick: (oszołomiony) Serio?! Co miałem powiedzieć? Jest mi wstyd, że się odezwałem. Jako kadetowi nie wypadało mi tego mówić!*

*Jo: (zdezorientowana) Jestem... kobietą... 100%... kobietą*


Jo: (zwolniła i w końcu stanęła) Masz rację (odwróciła się smutna mając łzy w oczach) Jestem zbyt męska, dlatego nawet nigdy nie miałam chłopaka

Brick: (skrępowany) No wiesz... (potarł tył głowy) Czasem tak w życiu bywa, ale nie liczy się piękno z zewnątrz tylko piękno w środku. A Twoją piękną cechą jest twoja mocna osobowość, którą nie jadna kobieta by chciała posiadać

Jo: (powstrzymuje łzy) Ale normalne dziewczyny są delikatne i lubią kwiatuszki i takie pierdoły, a mnie to nie kręci. Dla mnie liczy się wysiłek

Brick: I to jest najważniejsze (zdenerwowany podszedł do niej bliżej ) A ja... za to... za to... Cię lubię (uśmiechnął się i położyj rękę na jej ramieniu)

Jo: (uniosła głowę) Nie muszę się zmieniać?

Brick: Oczywiście, że nie (poszerzył uśmiech) Hej, prawie się popłakałaś, a faceci nie płaczą, co znaczy, że jesteś kobieca

Jo: Nikomu, ani słowa o płaczu (uśmiechnęła się skromnie) Dzięki za słowa otuchy (przytuliła go) I sorry, że głosowałam na Ciebie na wyspie, ale sam rozumiesz


*kibelek zwierzeń*

*(Brick tylko mruknął oczami)*


Brick: (objął ją nieśmiało) Nie ma sprawy, proszę pani

Jo: (puściła go i podeszła do ściany ściągając z uchtytów dwie świece) Trzymaj (wręczyła mu jedną) Ścigamy się do tego okrogłego obiektu, który jest przed nami (wskazała palcem na dalszą głębie korytarza) Komu zgaśnie świeca lub dobiegnie ostatni ten frajer! (ruszyła szybko)

Brick: (ruszył za nią) Haha! Nie masz żadnych szans!

Jo: (zadowolona z siebie) Tak Ci się tylko wydaje!


*kibelek zwierzeń*

*Jo: Mam kompleksy jak każdy w końcu, ale z tym da się żyć. Jestem taka jaka jestem i się nie zmienię*


Pierwsze piętro... jadalnia...


Heather: (powoli otwiera drzwi i wchodzi do pomieszenia. Widzi długi stół z dużą ilością krzeseł. Przy każdym miejscu znajdują się talerze i sztućce. Podchodzi do blatu i przygląda się rozłożonej mapie. Nagle koło jej ramienia przelatuje widelec, który spada na podłogę) Hej! Kto to rzucił?! (odwraca się i widzi jak drzwi samoistnie się zamykają)

(słychać dźwięk rozbitego talerza)

Heather: (odwraca z powrotem głowę w stronę stołu i tym razem widzi małe białe kawałeczki na podłodze) Kto tu jest?

(sztućce i talerze unoszą się do góry)

Heather: (poszerza oczy) Aaa! (pochyla się, a kuchenne przedmioty lecą w jej stronę. Szybko wchodzi pod stół, gdzie wookół zasłania ją obrus sięgający do ziemi) Na parterze sypialnia, a na piętrze jadalnia, powinno być na odwrót (cofa się do tyłu i na coś natrafia) Aaa! (odwraca się i widzi Camerona)

Cameron: To tylko ja

Heather: (z irrytacją) Co tutaj robisz? No tak głupie pytanie. Idź stąd to moje miejsce!

Cameron: Byłem tu pierwszy

Heather: Wynocha! (wypycha go po za obrus stołu) Albo czekaj (wciąga go z powrotem pod stół) Pomożesz mi zdobyć milion

Cameron: (niezadowolony) Nie chce, wolę działać sam

Heahter: (przystawia mu pięść do twarzy) Zrozumiałeś co powiedziałam?

Cameron: (wystraszony) Tak, tak!

Heather: (uśmiecha się wścibko) Dobry chłopak (poklepała go po głowie)


*kibelek zwierzeń*

*Cameron: (rozmyśla) Jak mogłem się tak ławo zgodzić? Wszystko przez mój głupi strach przed bólem fizycznym, ale jeśli będę dobrze kombinował to może uda mi się ją wyprowadzić w pole*

*Heather: Dzieciak jest dobry skoro dostał się kiedyś do finału, więc łatwo pójdzie znaleźć właściwą walizkę*


Cameron: Pierwsze, co musimy zrobić to się stąd wydostać

Heather: Wiadomo. Jednak chcę tą mapę ze stołu, żeby znać cały rozkład zamku. Idź zobacz czy jest bezpiecznie

Cameron: (przekłnął ślinę i wystawił głowę zza obrus rozglądając się) Droga wolna (wyczołgał się zza stołu, a za nim Heather) Lepiej, żebyśmy nie wstawali. W połowie między stufitem, a podłogą znajduje się czujnik, który uruchamia wszelkie pułapki

Heather: Tylko, że zależy mi na mapie

Cameron: Tak naprawdę to ta mapa nie- (przerwał zastanawiając się chwilę) nie pokaże nam pułapek

Heather: (przewróciła oczami) Ale pokaże jak poruszać się po zamku


*kibelek zwierzeń*

*Cameron: (zadowolony) Widziałem tą mapę. Leży tylko dla zmyłki, ale przynajmniej Heather wierzy, że jest prawdziwa. I mam pomysł jak się wymigać*


Heather: Przynieś mi tą mapę

Cameron: A nie możesz jej sama wziąść?

Heather: (mruży oczy) Powiedziałam, przynieś!

Cameren: (grymasząc) No już! (doczołgał się do strony stołu, gdzie była mapa. Podniósł jedną rękę w górę, żeby chwycić mapę, ale nie mógł nawet dosięgnąć krawędzi blatu)

Heather: (patrzy na to jak się trudzi) Prostej rzeczy nie umiesz zrobić (doczągała się do niego i szybkim ruchem ręki zgarnęła mapę) Tak to się robi

(następnie oboje zaczęli czołgać się do drzwi. Cameron wyciąga z kieszeni laserowe pióro i wycina kwadrat w drzwiach)

Heather: (uśmiecha się) Skąd masz ten laser?

Cameron: (wycina dalej) Skonkrułowałem pare lat temu będąc jeszcze w balonie (wyłącza pióro, a kwadrat z drzwi przewraca się na podłogę tworząc otwór) Gotowe (chowa pióro)

Heather: (przygląda się otworowi) Nie wydaje Ci się, że jest trochę za małe wyciąłeś?

(Cameron szybko wskoczył w otwór)

Heather: (zdziwiona) Natychmiast tu wracaj! (wyszła przez otwór i się w połowie zaklinowała) Ah? (próbowała przecisnąć tyłek, ale nie mogła)


Korytarz...


Cameron: (wstał i się podle uśmiechnął) Mnie się nie da wykorzystać (pokazał jej język)

Heather: (wściekła) Niech ja Cię tylko dorwę (zaczęła się wiercić i chciała dosięgnąć go rękami)

Cameron: (spadł mu uśmiech z twarzy) Żegnaj! (uciekł)

Heather: (przez zęby) To mała gnida!


Parter... Korytarz...


(Gwen, Anne Maria i Duncan idą w ciszy wzdłuż korytarza. Gwen ściska mocno walizkę, a Anne Maria co chwilę spogląda na nią)


*kibelek zwierzeń*

*Anne Maria: Nie mogę sobie pozwolić, żeby zwiali z walizką, dlatego bacznie ich obserwuje (zmrużyła oczy)*


Duncan: (przerywa ciszę) Bezsensu idziemy tymi samymi drogami, co pozostali. Inni już musieli je dokładnie prześledzić

Anne Maria: (marudnie) A widzisz inną drogę

(dochodzą do schodów)

Gwen: Tędy chyba nikt nie szedł

Anne Maria: (patrzy w górę i widzi jak od ściany do ściany wymachują młoty) Pewnie tam wysoko znajduje się klucz do naszej walizki (kieruje wzrok na Duncan'a) Mężczyźni mają pierwszeństwo

Duncan: (zdziwiony) Nie pisze się na to

Anne Maria: (patrzy na Gwen) Ty jesteś gotką, więc lubisz ból

Gwen: (uniosła brew w górę) Chyba żartujesz?

Anne Maria: Nikt z was nie pójdzie? Śmiało Gwen, przytrzymam walizkę (wyrwała jej)

Gwen: Jak taka mądra jesteś, sama idź (odebrała jej z powrotem walizkę)

Anne Maria: Nie, ty idź!

Gwen i Anne Maria: (odwróciły wzrok na Duncan'a) Idź Duncan!

Duncan: (krzywi się) Was jest dwie, a ja jestem jeden

Anne Maria: (przewraca oczami) Zgoda, ja pójdę (wyrywa Gwen znowu walizkę) Na wszelki wypadek wezne to ze sobą (ruszyła schodami w górę. Zatrzymała się przed pierwszym lecącym młotem i szybko przeszła kilka stopni. Następnie pochyliła się nad drugim młotem i dalej pobiegła w górę. Trzeciego młodu jednak nie zauważyła. Zamknęła oczy, a narzędzie zatrzymało się na jej twardych od lakieru włosach. Otworzyła oczy i zobaczyła, że cała mechanika zaczęła się psuć i przestała działać) A teraz po klucz! (jeszcze szybciej pobiegła dalej w górę)

Duncan: Ona ucieka!

Gwen: Za nią!

(oboje ruszyli w pogoń)


Czarny obraz...


Chef: (słychać tylko jego głos) Ciąg dalszy nastąpi...

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

"Totalna Porażka: 12 godzin męki"- cz.1



Gdzieś w Kanadzie...



Chris: (łapie za kamerę) Siemanko ludziska! Oto powracam ja, Chris McLean, po raz kolejny. I nie tylko. Powracają również nasi uczestnicy. A właściwie na razie niektórzy, bo ich się strasznie namnożyło. Ale do rzeczy. Totalna Porażka jest częścią mojego życia i będę ją prowadził jeszcze długo, długo, długo, aż do mojej śmierci... lub mi się nie znudzi... albo za nim trafie do więzienia za przetrzymywanie ludzi... (chwila zastanowienia) albo zabraknie pieniędzy... jednak sądzę, że będzie trwała ile tylko da radę!

Chef: (za nim) Streszczaj się!

Chris: Już kończę. Zapraszam was tym razem na film z cyklu- Totalna Porażka: 12 godzin męki! Hahaha! (obraca kamerą pokazując na wielki opuszczony stary zamek, który się sypie)

 _________________________________________________________


To samo miejsce...


(autobus zatrzymuje się pod zamkiem. Po kolei wysiadają z niego uczestnicy)

Lightning: (wysiada jako pierwszy z zamkniętymi oczami) Nareszcie sobie odpocznę w pięciogwiazdkowym hotelu (otwiera oczy) Co?

(Za nim wychodzi Zoey i Mike)

Anne Maria: (wchodzi między parę) Przepuśćcie mnie ludzie! Marzy mi się SPA! (patrzy na zamek) Co to za rudera?!

Mike: (zdziwiony) Może kierowca się pomylił przywożąc nas tutaj

Scott: (wychodzi za Mike) Co jest? (spogląda w górę) Aha. Mogłem się tego spodziewać

Zoey: To na pewno musi być błąd kierowcy (odwraca się do środka autobusu i w kabinie kierowcy nikogo nie ma) Chyba nie zapytam

Jo: (wychodzi i uśmiecha się) Super. Nie lubię przesadnych luksusów

Brick: (wchodzi za nią) Gdzie ten hotel?

Anne Maria: To nasz hotel (wkurzona wskazuje palcem na zamek)

Brick: (wzrusza ramionami) Nie przeszkadza mi

Jo: Tam jest cieeemnoo

Brick: Jak będzie zapalone światło to nie będzie ciemno. Ha!

Jo: A co jeśli braknie prądu?

Brick: To-to... (zastanawia się podenerwowany) ...odsłonie okna!

Jo: (uśmiecha się chciwie) A co z nocą?

Lightning: Przestańcie o głupotach gadać. Lightning'owi coś tu śmierdzi

Cameron: (wychodzi ostatni) To na pewno nie ja!

Scott: (ignoruje to) Tylko tyle nas jest?

Cameron: Jak wychodziłem to zostałem tylko ja ostatni

Anne Maria: Przecież jechaliśmy wszyscy

Mick: Dziwne...

(przyjeżdża drugi autobus i z niego też wychodzą uczestnicy)

Lindsay: (wychodzi pierwsza) Hotel! Hotel! Hotel! (patrzy na zamek i zaczyna krzyczeć) Aaaa!

Bridgette: (wychodzi za nią) Co się dzieje? (widzi uczestników i z wrażenia opuszcza ręce)

Trent: (wychodzi za nimi) Ooo...

(za nim wychodzi Heather, Courtney i Harold nic nie mówiąc tylko się dziwiąc)

Gwen: (wychodzi wożąc zapiętego pasami Duncan'a na wózku) Mówiłam Ci. Za nim nie skończy Ci się kara za popełnione zbrodnie to nie mogę Cię uwolnić (widzi zamek) Nie!

Duncan: (krzywi się, trochę się szarpiąc) Było wiadomo, że gdzieś nas wywleką

Zoey: (macha do nich z uśmiechem) Hej! Miło was widzieć!

Heather: (znudzona) Wspaniale...

Scott: (patrzy w górę) Mogę wrócić do domu?

Chris: (przylatuje na odrzutowym plecaku)  Ani mi się śni! (ląduje koło nich) Znowu was wrobiłem!

Courtney: (przewraca oczami) Nic nowego

Chris: Ah ile frajdy! Dla mnie oczywiście. Żaliliście się, że chcecie kasę to ja wam daję tą szanse na zdobycie kasy

Heather: Fajnie, ale trzeba się namęczyć i ujść z życiem

Chris: Łatwo nie ma. Żeby coś mieć to trzeba na to zapracować. Wymyśliłem wam dość ciekawe miejsce

Jo: Takie, że siusiu majtkowi braknie majtek

(Brick i Cameron zarumienili się)

Cameron: (skrępowany) Zacząłem znowu nosić pieluchy, żebym nie popuścił przez zagrożenia płynące z rzeczywistości !

Jo: Nie chodziło mi o Ciebie, ale hahahaha! (złapała się za brzuch ze śmiechu)

Brick: (pochylił się nad Cameron'em i mówi szeptem) Pożyczysz mi w razie potrzeby

Chris: Mam dla was dwie informacje. Pierwsza, nie jest to sezon jak pewnie myślicie, a druga, pod koniec dnia pojedziemy do tego hotelu, który wam obiecałem

Wszyscy: Woah! Tak!

Anne Maria: (zadowolona) Będę jednak mogła o siebie zadbać (spadł jej uśmiech z twarzy) Właściwie po co tu jesteśmy?

Chris: Jak mówiłem, daje wam szanse na zdobycie kasy

Heather: Chcesz powiedzieć, że w tym zamku są ukryte pieniądze

Chris: Tak... i nie.  Już wyjaśniam o co chodzi. Jest godzina 8:00 rano. Daje wam równe 12 godzin na to abyście poszukali i zdobyli walizkę ze standardowym milionem dolarów. Przez to że tylko każe wam się 12 godzin męczyć, a później zapewnić luksusy zadanie nie jest na takim niskim poziomie trudności jak przechodziliście przez wszystkie sezony. Tym razem nikt wam nie gwarantuje bezpieczeństwa jak wcześniej i tym razem możecie zginąć (wyciągnął z kieszeni kartki papieru) Każdy z was kto podpisał umowę podpisał również zgodę na sprzedaż waszych organów w razie wypadku (uśmiechnął się szeroko)

Harold: Przecież wcześniej nikt nam i tak nie gwarantował bezpieczeństwa!

Chris: Hmm... no tak (wyrzucił za siebie umowę) To nie ważne. Zamek jak widzicie jest duży, co oznacza też dużą ilość pięter, komnat oraz pułapek i niespodzianek, które czekają na was po drodze

Cameron: Pułapki i niespodzianki to pewnie u Ciebie to samo

Chris: (zaśmiał się) Oj, żebyś się nie zdziwił Cam, bo tym razem to nie to samo. Dam wam pewną podpowiedź. Milion jest jeden, a walizek jest kilka

Mike: Co to znaczy?

Chris: Że tylko w jednej walizce będzie milion, a wy i tak nie będziecie wiedzieć, w której, bo każda z walizek jest szczelnie zamknięta. Chyba, że znajdziecie też klucze do danej walizki. Dobra, zabrałem wam 5 minut to w razie konieczności przedłużę wam czas. Jeśli będziecie się chcieli zwierzyć to możecie w tym małym ciasnym kibelku (wskazał na niebieską budkę) Niestety nic lepszego nie wymyśliłem. A teraz jazda!

(wszyscy pobiegli do zamku)


Zamek... Duża sala...


(wszyscy stoją w środku i się rozglądają)

Zoey: Działamy w grupach czy osobno?

Heahter: Ja działam solo, a wy jak tam chcecie (poszła w lewo i weszła do korytarza)

Lightning: W takim razie, Lightning też działa sam! (poszedł w prawo i też wszedł w korytarz)

(parę osób się rozeszło w różne strony)

Gwen: (odpina Duncan'a z pasów) No, jesteś wolny

Duncan: (schodzi z wózka) Nareszcie! Powaliło Cię, że ciągle trzymasz mnie na uwięzi?

Gwen: Wiesz o tym, że musisz być

Duncan: (machnął ręką) Chodź już lepiej

(poszli w lewo)


Jeden z korytarzy...


(Harold idzie sam powoli i patrzy przed siebie)


*kibelek zwierzeń*

*Harold: Nigdy nie wiadomo, gdzie Chris mógł zastawić pułapki, dlatego warto być wszędzie ostrożnym i mieć oczy otwarte*


Harold: (idzie dalej, ogląda się za siebie i przewraca się o coś) Ała! (uderza twarzą o podłogę)

Cameron: (nieśmiale) Sorki!

Harold: Kurde, nie zauważyłem Cię (podnosi się z podłogi)

Cameron: Słuchaj, wiem, że ty jesteś tutaj najmądrzejszy ze wszystkich

Harold: (zaskoczony) Tak uważasz?

Cameron: Owszem. Jeśli mnie oglądałeś to wiesz, że ja również jestem intelektualnym geniuszem. Możemy więc połączyć nasze intelekty i zdobyć ten milion

Harold: (wzruszył ramionami) Spoko, co mi tam


*kibelek zwierzeń*

*Cameron: Tak jak nauczyła mnie Jo. Połączę siły, a potem go wyroluje*

*Harold: (uśmiecha się) Jeśli znajdziemy milion, przewyższę kurdupla swoją wiedzą i zdobędę pieniądze*


Na schodach...


(Courtney idzie schodami w górę)

Scott: (idzie za nią) Courtney? Czy to ty jesteś tą Courtney?

Courtney: (zatrzymuje się i się odwraca) Tak, czego chcesz?

Scott: Jesteś sprytna i mało doceniana. Oglądałem Cię w poprzednich sezonach. Zatem proponuję Ci współpracę. Jak znajdziemy milion odstąpię Ci 10%


*kibelek zwierzeń*

*Courtney: (pęka ze śmiechu) Hahahahahaha! (powoli przestaje się śmiać) Nie, nie ma mowy*


Courtney: Nie ma mowy!

Scott: (przewraca oczami) Pomyśl, dzięki mnie masz jakieś szanse. Niech stracę, 20%

Courtney: (zastanawia się) Chcę połowę

Scott: Ostro się targujesz (uśmiecha się) Niech będzie (wyciąga rękę)

Courtney: Ciesz się, że chcę tylko połowę (podaję mu rękę) To idziemy (weszła o schód wyżej i poślizgnęła się o skórkę banana) Aa!

Scott: (chwycił ją w ręce) Uważaj trochę (postawił ją na nogi) Mogłaś sobie coś zrobić

Courtney: (zdezorientowana) Dzięki... (prostuje się) Idziemy!


*kibelek zwierzeń*

*Courtney: Chwila nieuwagi, bo mnie zagadał. Myśli, że weszłam z nim w prawdziwy układ? Oczywiście mnie się należy całość, a nie jakaś tam marna połowa, ale pomoc się przyda*

*Scott: Musiałem komuś zaproponować układ i tak wypadło na Courtney. Wykorzystam ją i zgarnę milion (uśmiecha się) Chyba, że znajomość rozkwitnie i jej coś odstąpię (chwila zastanowienia się) Nie! (uśmiechnął się wrednie)*


Korytarz...


Mike: Oh Zoey ten zamek jest ogromny, nie uda nam się znaleźć walizki

Zoey: Ale musimy próbować (uśmiechnęła się)  Może nam się poszczęści (położyła mu rękę na ramieniu)

Mike: (lekko uśmiechnął się) Zoey...


*kibelek zwierzeń*

*Mike: Zoey to super dziewczyna. Od dłuższego czasu próbuję się zebrać, aby ją gdzieś zaprosić. Muszę się w końcu odważyć*


Zoey: Tak?

Mike: Ja chciałem... Może by tak... Kiedy będziemy już wolni, nie ze chciałabyś... (stracił grunt pod nogami) Aaaa!

Zoey: Mike! (kuca nad dziurą w podłodze i widzi Mike nieprzytomnego) Mike! Obudź się! Mike!
(widzi, że ściany w małym pomieszczeniu, w którym leży nieprzytomny chłopak coraz bardziej się zwężają) MIKE! WSTAWAJ!

Mike: (otwiera po woli oczy) C-co?

Zoey: Mike musisz się jak najszybciej wydostać!

Mike: (powoli wstaje) Mike? Jaki Mike? Ja jestem Arentino (rękami wygładził sobie włosy i spojrzał na swoją koszulkę) Co ja mam na sobie?


*kibelek zwierzeń*

*Zoey: (zrozpaczona) Oh nie! Wcielenie wielorakie Mike wróciło! Tylko tym razem udaje jakąś nową postać*


Zoey: Mike, Arentino spójrz na ściany!

Mike 'Arentino': (ogląda się wokół) Możesz podać mi rękę?

(Zoey podaje mu rękę i z całych sił próbuję wciągnąć Mike 'Arentino' na górę. On kilka razy podskakuje i udaje się go wydostać, kiedy ostatecznie ściany się zwężyły)

Mike 'Arentino': (wstaje z podłogi i pomaga Zoey wstać) O mały włos

Zoey: Musimy znaleźć Cameron'a. On będzie wiedział jak to znowu uleczyć

Mike 'Arentino': (chwyta rękę Zoey) Dziękuje Ci piękna (całuje jej rękę) Czy będę mógł się odwdzięczyć koszem róż, gdy tylko znajdę kwiaciarnię?

Zoey: (zarumieniła się) Oh, nie musisz. Trzeba sobie pomagać nawzajem


*kibelek zwierzeń*

*Zoey: (uśmiecha się szeroko) Chyba polubie to nowe wcielenie Mike*


Mike 'Arentino': Wybacz, że pokazuje się w tak okropnych ciuchach, ale kiedy się obudziłem miałem je na sobie

Zoey: Uważam, że Twoje ubranie jest w porządku (położyła mu znowu rękę na ramieniu)

Mike: (trzęsie głową i fryzura wraca do pierwotnego kształtu) Zoey?

Zoey: Mike?

Mike: Wybacz mi, ale w mojej głowie znowu się coś zaczęło mieszać

Zoey: Nie szkodzi, ważne, że jesteś w normie. Chciałeś coś zapytać?

Mike: (skrępowany) Już nie

(Zoey posmutniała, a ściany pomieszczenia pod podłogą wróciły na miejsce)


Korytarz... gdzieś indziej...


(Trent idzie przed siebie i pogwizduje)

Anna Maria: (dołącza do niego) Cześć! (wyprzedza go i staje przed nim blokując mu drogę)

Trent: (przestaje gwizdać i podnosi brew do góry) Cześć...

Anne Maria: (mruży oczy i ręką poprawia swoje włosy) Dlaczego taki przystojniaczek szuka miliona sam?

Trent: Wszyscy się gdzieś rozeszli i tak wypadło

Anne Maria: To tak jak ze mną! (zbliża się do niego) A nie pomógłbyś mi się tutaj poruszać? Boję się, że za błądze

Bridgette: (chwyta Trent'a za ramie) Chodź, tym nowym się nie ufa

Anne Maria: (wkurzona) A ty to kto, że nam taką opinię wydajesz?

Bridgette: Pracowałam na wyspie jako kaskaderka i widziałam was jacy jesteście

Anne Maria: (niewinnie) Ale ja się zmieniłam!

Bridgette: Dalej chowasz lakier we włosach?

Anne Maria: Nie... (z włosów wyleciała jej na podłogę puszka lakieru) Ale co to ma do mojego zachowania?

Bridgette: Kombinatorka (pociągła Trent'a za sobą) Chodź

Anne Maria: (została sama) Grr!


*kibelek zwierzeń*

*Anne Maria: Co tą dziewczynę ugryzło, że taka podła była dla mnie? Chciałam się tylko zaprzyjaźnić z Trent'em*


Ten sam korytarz... Trochę dalej...


(Bridgette puszcza Trent'a i idzie z nim przed siebie)

Trent: Co taka wściekła jesteś?

Bridgette: (ciężko wzdycha) Przed przyjazdem tutaj pokłóciłam się z Geoff'em

Trent: Po raz kolejny?

(Bridgette skinęła głową)

Trent: Pogodzicie się

Bridgette: No tak, ale zawsze się przejmuje jak między nami wybuchnie sprzeczka

Trent: Nie ma czym. Czas to najlepsze lekarstwo. Błąkasz się tu sama ciągle?

Bridgette: Przez chwilę byłam z Lindsay, ale gdzieś sobie poszła

Trent: To trzymajmy się razem, jesteśmy dobrymi przyjaciółmi przecież

Bridgette: Trzymamy się razem (posmutniała i spojrzała w dół)

Trent: (podszedł przed nią i ręką podniósł jej podbródek w górę) Co jest Bridge?

Bridgette: Ta kłótnia...

Trent: Spokojnie (dotknął ręką jej policzka) Wszystko się ułoży


*kibelek zwierzeń*

*Trent: Brachu jeśli to oglądasz to wiedz, że tylko pocieszam twoją dziewczynę*


Wieża...


Lindsay: (otwiera drzwi i wchodzi do środka. Widząc skrzynie, podchodzi do niej) Gdybym była walizką, gdzie chciałabym być ukryta? (łapie za wieczko skrzyni i je szybko otwiera) Aha! (widzi w środku wiewiórkę ) Ah! (uśmiecha się i składa ręce) Jaka ty śliczna jesteś!

(wiewiórka strzela laserem z oczu nie trafiając w Lindsay)

Lindsay: (poszerza oczy) Aaa! Proszę Cię wiewiórko, nic mi nie zrób! (zasłania się)

(wiewiórka wychodzi ze skrzyni i dalej strzela laserem, a Lindsay z krzykiem podbiega do drzwi, którymi weszła)

Lindsay: Zamknięte! Aa! (pada na podłogę i się dalej zasłania)
(wiewiórka patrzy na nią i powoli podchodzi do niej. Wpada przez okienko orzeł i pazurami chwyta wiewiórkę wylatując z pomieszczenia)

Lindsay: (wstaje z podłogi i patrzy na okienko) Jestem wdzięczna ptaku! (podchodzi jeszcze raz do skrzyni i wyciąga z niej walizkę) Super!


*kibelek zwierzeń*

*Lindsay: Może pierwszy raz w historii uda mi się wygrać, jeśli to jest właśnie ta walizka (pokazuje bliżej do kamery) Teraz tylko znaleźć kluczyk*


Korytarz...


Jo: (patrzy za siebie) Dlaczego ty za mną idziesz?

Brick: (zakłopotany) Jo, chciałbym po prostu z Tobą współpracować

Jo: (staje) Dobra, może być, ale ja dowodzę

Brick: Ja proponuje współprace i ja będę dowodził

Jo: (krzywi się) To się wypchaj!

Brick: (niezadowolony) Dobra, ty dowodzisz

Jo: (zdziwiona) Tak szybko się zgodziłeś?

Brick: Samemu to trudno będzie wszystko przeszukać

Jo: (wzruszyła ramionami) Fakt, po za tym jesteś dobrym przeciwnikiem i razem będzie nam prościej

Brick: Prawda, proszę pani

Jo: (patrzy w dół i widzi dziurę z pomieszczeniem na dole) Za łatwo byłoby milion ukryć w pomieszczeniu. Skarby się chowie w ziemi, więc proponuję szukać walizki pod murami zamku

Brick: (patrzy w dół) Ale tam jest ciemno

Jo: Boisz się?

Brick: Nie...

Jo: No to wskakuj

Brick: Dlaczego ja? To ty tu rządzisz

Jo: Powiedziałam wskakuj! (chwyciła Brick'a i popchnęła go do dziury)

(Brick stoi w świetle padającym z góry i widzi wokół reszty pomieszczenia ciemność, ze strachu ugina pod sobą kolana)

Jo: (również wskakuje do dziury) Kadeciku pokaż klasę i więcej odwagi

Brick: (prostuje się i salutuje) Tak jest kapitanie!

Jo: (rozgląda się po małym pomieszczeniu i dotyka ściany) Gdzieś tu muszą być drzwi (czuje, że ściany przybliżają się do niej) O rany! (patrzy przed siebie i widzi w ciemności kontur drzwi) Brick musimy się szybko tam dostać (wskazuje na drzwi w cieniu)

Brick: (poszerza oczy) Nie pójdę tam, bo tam jest ciemno

Jo: Chcesz być zgnieciony przez ściany? (odpycha się od ściany podchodząc do konturu drzwi, gdzie widzi tylko malowany kredą prostokąt) To oszustwo! (ściana z konturem przybliża się)

Brick: (w panice) I co teraz?!

Jo: (ściana popycha ją do środka do niego) Musimy zablokować te ściany. Rusz się w końcu!

Brick: (próbuje blokować rękami i nogami ściany) To nic nie daje!

Jo: (przerażona puszcza ścianę) Aa, nie mamy wyjścia!

Brick: (też puszcza ścianę i odwraca się do niej twarzą) No nie!
(zmuszeni przytulają się)

Jo: Co ty robisz?!

Brick: Ja robię?! Co ty robisz? (patrzy jak ściany coraz bardziej się zwężają) Nie chce tak zginąć! Jeszcze nawet nie byłem na jednej prawdziwej wojnie!

Jo: (powtarza to co kiedyś)  A ja nigdy nie całowałam chłopaka!

Brick: A ja dziewczyny!

(oboje w szoku zamykają oczy i nastawiają usta do pocałunku. Nagle czują, że coś zablokowało ściany. Otwierają oczy i widzą, że ściany się cofają)

Lightning: (trzyma w ręce dwa pręty) Chłopskich pocałunków nie będę tolerował! (rzuca pręty na podłogę)

(Brick i Jo szybko się puszczają i odsuwają od siebie)

Brick: Lightning, uratowałeś nas!

Lightning: Przechodziłem obok i sumienie mnie ruszyło, abym pomógł kolegom

Jo: Mówiłam Ci, że jestem dziewczyną!

Lightning: Yo facet, wiem, że to był tylko żart. Lightning'a nie nabierzesz po raz kolejny!

Brick: Należą Ci się serdeczne podziękowania (zasalutował mu)

Lightning: Nie ma za co. Ale wy dwoje nie macie żadnej dumy! Niszczycie rasę męską swoim postępowaniem. Brzydzę się na was patrzeć (wyprostował się i sobie poszedł)

Jo: Dałabym mu w łeb, gdyby nie to że nas uratował

Brick: Możemy już wyjść z tej dziury?

Jo: Nie! Po za tym jest za wysoko, żebyśmy dali radę wyjść stąd (myśli) Eh Brick... (lekko zarumieniła się)


*kibelek zwierzeń*

*Jo: Ja w to nie wierze! To działo się tylko pod wpływem emocji. Ale przynajmniej może ten półgłówek wreszcie to dostrzeże i nie będzie mnie brał cały czas za faceta*


Brick: (też się zarumienił) Do niczego nie doszło. Zapomnijmy o tym (wystawił rękę)

Jo: Umm... (podała mu rękę) Jasne, zapomnijmy. Dalej jesteśmy rywalami, co nie?

Brick: Owszem żołnierzu (puścił jej rękę i zasalutował)

Jo: (podeszła do konturu drzwi i zaczęła dotykać malunek) Może jest jakiś przycisk lub coś podobnego

Brick: (podszedł do niej) Odsuń się (zrobił zamach i pięścią zburzył ścianę)

Jo: (wkłada głowę do środka rozburzonej ściany) Brawo bojaźliwcu! (uśmiecha się widząc korytarz)

Brick: Bojaźliwcu?

Jo: (wchodzi przez szczelinę do korytarza) No przed ciemnością

Brick: (znowu ugina kolana) Musiałaś mi przypominać?


Plac zamkowy...


(Duncan siedzi na ławce na dworze, cały plac otaczają wysokie mury)

Gwen: Co?! Masz zamiar przesiedzieć tutaj 12 godzin?

Duncan: Dokładnie 10 godzin 40 minut

Gwen: Nie zależy Ci na kasie?

Duncan: Nie, bo to pic na wodę (krzyżuje ręce)

Gwen: Przecież nie zawsze to była ściema (usiadła obok niego)

Duncan: Słyszałaś, że to nie jest takie jak w sezonach? Po co mam się męczyć jeśli nawet nie znalazłbym tej walizki co trzeba

Gwen: Skąd wiesz?

Duncan: Bo szansa jest jak jeden do... (chwila zastanowienia) ile bądź jest walizek

Gwen: Może trochę racji masz (spuściła głowę na dół myśląc intensywnie)

Anne Maria: (weszła na plac) Oh hej ludzie! (podeszła bliżej) Mogę się do was dołączyć?

Gwen i Duncan: Nie!

Anne Maria: Świetnie! (dosiadła się do nich) Znaleźliście już coś?

Duncan: Nie bierzemy w tym udziału

Anne Maria: Co?! (wstała momentalnie z ławki) Jak można nie chcieć miliona dolarów?! Jesteście chorzy?!

Gwen: Ja chce, tylko on nie chce

Anne Maria: To chodź ze mną i go zostaw

Gwen: (wstała) Nie zamierzam tracić przez Ciebie szansy

Duncan: Powodzenia i Adios (założył za głowę ręce rozsiadając się wygodnie) Idź jak tak bardzo chcesz z tą malowaną lalą

Anne Maria: (gniewnie) Że jak mnie nazwałeś?

Duncan: Blondyna Lindsay nie ma tyle tapety, co ty

Anne Maria: (wnerwiona) Oh, bo jak Ci...

Gwen: A pro po Lindsay, patrzcie! (wskazala palcem na Lindsay, która wychodząc z okienka wieży, powoli przesuwała się w bok opierając plecy i dłonie na murze. W zębach trzymała walizkę)

Anne Maria: Trzeba jej odebrać tą walizkę! (schyliła się po kilka kamieni i zaczęła rzucać w wieżę)

Lindsay: (trzymając wciąż w zębach walizkę) Przestań... rzucać! Aaa!

Anne Maria: A masz! (rzuciła kamieniem prawie blisko głowy Lindsay i wtedy wypuściła z zębów walizkę)

Gwen: (łapie walizkę) Tak! Chodź nie popieram takiej metody zdobywania, ale udało się!

Anne Maria: (uśmiecha się zadowolona podrzucając sobie w ręce kamień) Jak trzeba to trzeba

Duncan: (wstał z ławki) Może jednak opłaci się mieć jakieś chęci do tego szukania

Gwen: Zmieniłeś zdanie?


*kibelek zwierzeń*

*Duncan: Może i zmieniłem (uśmiecha się wścibsko)*


Duncan: Jak mamy walizkę to tak

Anne Maria: Mniej gadania, więcej szukania!

(pobiegli z powrotem do zamku)

Lindsay: (krzyczy) A co ze mną?! Oh... (zaczęła się wracać do okienka)


Korytarz...


(z lewej strony idzie Heather, a z prawej Lightning)

Heather: No fajnie jak widać korytarze są połączone

Lightning: Nie do końca (wskazuje na ciemnoszare drzwi zlewające się ze ścianą, które są pomiędzy nimi)

Heather: (podbiega do drzwi i popycha je, aby je otworzyć) Co za zamki robią w tych drzwiach?

Lightning: (podchodzi do niej) Pozwolisz?

Heather: (przewróciła oczami) No dalej (przesunęła się)

Lightning: (pociągnął do siebie drzwi i je otworzył) Trochę pomyślunku!

Heahter: Dzięki pacanie! (weszła do pomieszczenia)

Lightning: Nie tak szybko... dziewcze! (wszedł za nią)


Komnata...


(w środku znajdowało się stare czerwone zakurzone łoże. Pomieszczenie było oświetlane przez świece)

Heather: Co to? (schyla się, a strzała przelatuje jej nad głową) Ojejku! (podnosi szmacianą lalkę i poszerza oczy)

Lightning: W tym pomieszczeniu nic nie ma (strzała leci na niego, ale chwyta ją ręką) I to mają być te pułapki? (strzała wypuszcza igły) Ała! (rzuca strzałę o podłogę i ręka mu puchnie)

Heather: (trzyma dalej w ręce lalkę) Możesz stąd iść? Pierwsza znalazłam to pomieszczenie!

Lightning: Pierwsza? Haha, chyba się przesłyszałem. To ja wskazałem drzwi. Po za tym Lightning
nie jest głupi. Jeśli są tu strzały, znaczy, że jednak musi być tu forsa

Heather: (patrzy się na niego znudzona) Możesz nie mówić do siebie w trzeciej osobie? To lamerskie


*kibelek zwierzeń*

*Heather: Dlaczego ja musiałam trafić na tego idiotę?*


Heather: (patrzy na lalkę z rękach) Chwila, moment (przygląda się lalce) Pani Dolli?

Lightning: Co takiego?

Heather: Moja lalka z dzieciństwa. Mój okropny brat wyrzucił mi ją jak miałam 5 lat

Lightning: Aha (ignoruje ją i szuka po szufladach) Ajć, boli (jęczy cicho)

Heather: (obraca lalkę i z tyłu widzi ukryty klucz. Niezauważanie zabiera go i chowa) Wiesz, co ja stąd idę (kolejna strzała przelatuje jej obok głowy) I to natychmist! (wyszła z pomieszczenia zabierajac lalkę)


*kibelek zwierzeń*

*Lightning: Wystraszyła się strzałów. I bardzo dobrze. Fory dla Lightning'a... znaczy dla mne*

*Heather: (trzyma w ręce lalkę) Dzięki Ci Pani Dolli (drugą ręką wyjmuje klucz z kieszeni) Teraz będzie problem z walizką. Trzeba się dokogoś doczepić, żeby było łatwiej. Lightning mało co mi się przyda. Jest zagłupi, ale ma za to siłę. Jeśli nie znajdę nikogo lepszego, zaproponuje mu współpracę (lalka automatycznie zapaliła się) Aa! (upuściła lalkę ) Pani Dolli? (sporzała w dół)*


Lightning: (podchodzi do łoża) Tutaj rzeczywiście nic nie ma (odkrywa narzutę z łoża i widzi pognitego żółtego kościotrupa) Aaaaaaa! (krzyczy ze strachu i mdleje)


Kamero-stacja...


Chris: (siedzi na fotelu i obserwuje na ekranach przebieg wydarzeń) Haha, Lightning już znalazł jedną z moich niespodzianek (obraca się od monitorów) Minęły już dwie godziny. Uczestnikom całkiem nieźle idzie. Czas by trochę podkręcić atmosferę (przekręcił pokrętło umieszczone w biurku) Zobaczycie, co zacznie się dopiero dziać już w drugiej części Totalnej Porażki: 12 godzin męki!






 Postanowiłam podzielić to na kilka części, ponieważ strasznie długie mi to wyszło. Przepraszam was, że tak zniknęłam, ale dużo się działo w moim życiu i ogółem nie dałam szansy czwartemu sezonowi Totalnej Porażki. Dopiero jak sobie nadrobiłam w te wakacje to stwierdziłam, że nie jest tak źle jak myślałam. Nawet uważam kilka postaci za całkiem ciekawe charakterki i nawet już sobie niektóre upatrzyłam :) Nie wiem na jak długo zostanę ze względu na szkołę, ale postaram się trwać na razie i co jakiś czas coś wrzucić. Za niedługo już będzie piąty sezon Totalnej Porażki, którego jestem bardzo ciekawa. Mam nadzieję, że mi wybaczycie i z powrotem zaczniemy jakoś działać. Mało jest teraz Polskich fanów, ale ja mimo już 'starucha' xD to jeszcze mnie to kręci i dzięki temu mniej więcej wiem, co chce robić w życiu ^^

czwartek, 7 czerwca 2012

Odcinek 2 TPWI-TDII- "Wschód i Zachód"


Wieczór… gdzieś na polanie… na pustyni…

(kamera rejestruje tylko twarz Chrisa, nie widząc nic za nim prócz piasku [pustyni])
Chris: Witam ponownie w naszym nowym sezonie, gdzie panują wschodnie zwyczaje! Zobaczymy jak dadzą sobie radę w znalezieniu tego miejsca, bo do prostych nie…(zaskoczony widzi jak cała drużyna ‘Wschodzących rytmiarzy’ idzie w jego stronę) …należy? Niech to! Dobra, zapraszam na Totalną Porażkę w Indiach!


*czołówka*



To samo miejsce… polana… ceremonia… eliminacja…

(Światła padają na uczestników. Wszyscy z drużyny ‘Wschodzących rytmiarzy’ siedzą na wiadrach [podobnie jak na wyspie, co były pnie] i patrzą na Chrisa, który stoi przed nimi i trzyma w ręce coś, co jest małe, srebrne i się odbija)
Chris: Jak tak szybko znaleźliście to miejsce?
LeShawna: Widać je z okna z jednej z wież pałacu
Chris: (krzywi się) Nie za fajną zrobili tu konstrukcje. Wszystko wiecie, co gdzie jest
Heather: To się nazywa inteligencja Chris
Chris: Taa, taa…czas na eliminacje. (podnosi rękę do góry pokazując, co w niej trzyma) W tym sezonie będą obowiązywać słoniki w postaci breloczków, ponieważ słoń to jeden z symboli Indii. Kto nie dostanie słonika pożegna się z nami i będzie musiał sam samodzielnie odbyć podróż rowerem na lotnisko, znajdujące się dwa kilometry stąd i polecicie samolotem do studia (wskazuje na zwykły rower i pasek asfaltu idący przez całą długość pustyni) Wiem, że my wylądowaliśmy praktycznie przed pałacem, ale to było nielegalne, więc musicie się trochę nasilić
Cody: (z wachaniem) Aby jesteś pewien, że jadąc… samemu przez pustynię to jest to bezpieczne?
Chris: Oczywiście, że tak! No tam kobry dwóch stażystą przyblokowało koła i zjadły ich jakieś zwierzęta, ale jednemu na trzech się udało…
Gwen: (kpiąco) To i tak bezpiecznie, bo jeden żyje
Chris: …ale stracił nogę i leży w śpiączce w szpitalu podpięty pod aparaturę, ale ważne, że żyje
Geoff: (lekko wystraszony) Tak, życie najważniejsze, a zdrowie to już nie?!
Chris: Ze wszystkiego, kiedyś da się wyjść. Chcecie coś jeszcze wiedzieć?
Trent: (kiwa głową) Chcemy żyć
Chris: Przecież żyjecie. Dajcie spokój, nie takie rzeczy przechodziliście
Eva: (grymasząc) Długo jeszcze potrwa ta mizerna rozmowa?
Chris: (wesoło) Nie. Jak wszystko cacy wiedzie to teraz łapiecie… Gwen, Eva, Heather, Trent, Leshawna… (rzuca każdemu)… i…
(ekran obejmuje Geoffa i Codiego)
Chris: Codiego nie mogę wyrzucić, bo Sierra mi zapłaciła jednorazowo, a Geoffa też nie mogę wyrzuć, bo…tak jakoś (rzuca Codiemu breloczek)
Geoff: (z ulgą) Więc nikt nie odpada?
Cody: (zaskoczony) Sierra zapłaciła Ci, żebym nie odpadł?!
Chris: Tak i to całe sześćset dolarów!
Heather: (z niedowierzeniem) To jest nie fair! Nie można tak!
Chris: Zdobyła zgodę sądownie, więc nie mogłem nic zrobić, ale przynajmniej zarobiłem sobie na nowy strój, który również jak wy muszę nosić w tym kraju. A co do twojego pytania Geoff, to nie mogę nikogo zostać, kto by nie odpadł, więc… (patrzy na Eve) …papa Eva! Oddaj słonika!
Eva: (wściekła i zszokowana) Co?! Nie możesz mnie wyrzucić!
Chris: Przecież i tak nie chcesz tu być, bo kazałaś mi sobie pójść! Po za tym zniszczyłaś dywan warty dwa tysiące dolarów! On był prawdziwi!
Eva: (rzuca w niego słonikiem, ale Chris robi unik) Okay, zgoda! Nie chce tu być! (ściąga z twarzy chustę i zdziera kieckę, mając na sobie zwykłe ubranie) Oszaleć można! (idzie do roweru, wsiada na niego i szybkim pędem opuszcza polane)
Chris: Łatwo poszło. Już myślałem, że zrobi pobojowisko
LeShawna: Evie, kursy samokontroli dają efekty
Chris: Właśnie widać i bardzo dobrze. Dość już was tu. Idźcie sobie!
(wszyscy wstali rozchodząc się)


Ranek… 8:04… Sala…

(wszyscy przychodzą i zauważają, że są dwa stoły, a nie jeden, które są oddalone w dużej odległości od siebie. Na jednym jest karteczka z napisem ‘Zachodzący tancerze’, a na drugim ‘Wschodzący rytmiarze’. Nikt nic nie mówiąc siada na poduszce do stołu swojej drużynie patrząc na jedzenie)


Stół ‘Zachodzących tańcerzy’…

Bridgette: (uśmiecha się wciągając powietrze nosem) Mmm... coś tu ładnie pachnie
Katie: (sięga po małą karteczkę leżącą na stole obok jej ręki, czyta ją) Chris napisał, że to nasza nagroda
Duncan: To ma być nagroda? (krzywi się patrząc na jedzenie) To jest tylko ryż z warzywami i jakieś owoce. Gdzie jest mięso?
Courtney: (marszczy brwi) Tutaj nigdy na śniadanie się nie je mięsa tępaku!
Tyler: (zajada się jedzeniem [już nie ma złamanej ręki]) Dobre jest!


Stół  ‘Wschodzących rytmiarzy’…

Trent: (marszcząc brwi bierze do ręki coś zgnite i zielone, co ze wstrętem upuszcza) Co to jest?!
Heather: (zagląda do garnków i misek) Zgniły groch? Soczewica?! (zaciska zęby) My mamy to jeść?!
Geoff: (próbuje groszku i wypluwa) Fuj! To jest nie jadalne ziomy!
Cody: (miesza znudzony w soczewicy) Och…marny nasz los
LeShawna: Nie narzekajmy ludzie. Były gorsze potrawy. Chyba nie odzwyczailiście się? (patrzy z przerażeniem na soczewce, w której coś pływa) Prawda?
Gwen: Chyba jednak tak (odsuwa od siebie miskę)

*Kanapa zwierzeń*
*LeShawna: Tylko przez to, że nie braliśmy udziału w poprzednim sezonie nie umiemy zjeść to co nam przygotowano. (krzyżuje ręce zła) Cody nie powinien narzekać, bo by trafił już do domu. (krzywi się zaniepokojona) Nie, żebym się uparła na niego, czy coś, ale Heather miała rację. To nie sprawiedliwe, że został w programie tylko dlatego, bo Sierra zapłaciła Chrisowi. Praktycznie wszyscy narzekają. Nie było rozmowy*


Chris: (przychodzi ubrany w jego nową szatę stając miedzy dwoma oddalonymi stołami) Dzień dobry wszystkim! Jak smakuje jedzenie?
Sadie: (zadowolona) Jest całkiem smaczne. Nigdy nie jadłam takiego połączenia
Katie: Ja też!
Geoff: (zdziwiony) Kpiny sobie robicie?! Jest okropne!
Bridgette: Jest bardzo dobre. Jadałam niekiedy takie rzeczy. Są jak specjalnie przygotowane dla wegetarianów
Gwen: (również zdziwiona) Wam smakuje to paskuctwo?!
Duncan: Nie, ale żeby żyć, trzeba na siłę zjeść
Noah: Jak na indonejską kuchnie to nie to samo
Courtney: Może i rzeczywiście je się tu ryż, warzywa i owoce, ale one muszą być doprawione, a nie jakaś tania tandeta!
Heather: Czekaj, czekaj! Wy tam macie ryż?
Tyler: Tak, ale posolony
Trent: (puścił trochę usta) Wy jecie normalne jedzenie, a my mamy soczewice i groch!
Katie: (lekko zaskoczona) Och…to nasza nagroda
Chris: Zgadza się. Obiecałem im nagrodę i jest ona w postaci jedzenia, stąd wzięły się tu dwa stoły żebyście się nie pogryźli nawzajem. A to, że Chef nie odzwierciedlił w dokładności kuchni indonejskiej to już nie moja wina! (uśmiechnął się) Poczytałem wczoraj trochę więcej więcej Indiach i dowiedziałem się, że zrobiłem parę błędów wprowadzając was ten świat
Courtney: (pryka) Pff! Wszystko, co do tej pory było zrobiłeś źle!
Chris: (zirytowany) Wiem, dlatego się poprawię. Od dzisiaj wprowadzam zmiany


*Kanapa zwierzeń*
*Courtney: Może nareszcie, przestanie niszczyć tą piękną kulturę i sprawi, że poczuję się jak w domu. (uśmiechnęła się lekko) Czasem tęskniłam trochę za domem, chodź nie zawsze było tak kolorowo jak w Ameryce. Miło, żeby wspomnienia wróciły, ale nie chciałabym, żeby tak jak to zrobił Chris, przylecieć do kraju, którego się nie zna i używać swojej nie wiedzy do tego…nawet nie wiem jak to określić. ‘Byle by coś było?’ Tak, to najlepsze słowa. No cóż z całych sił będę próbować się wymykać nocami bym mogła znowu ujrzeć moje miasto, a nawet odwiedzić swoją rodzinę. (zaczęła się zastanawiać) Ale najpierw czeka mnie rozmowa z Noah, którą, co dziwne się trochę denerwuje. (spojrzała w prawo i w lewo) To miejsce mnie coś odmienia. Czuję się tak, gdym część nienawiści do ludzi zostawiła za sobą. (potrząsnęła głową) Coś mi się tylko wydaje*


Chris: Wyczytałem, że pierwszą rzeczą jaką zrobiłem błąd jest to, że kazałem wam dziewczyny nosić te chusty
Bridgette: (z nadzieją) Czyli, że nie musimy ich nosić?
Chris: Powiedzmy, że na chwilę obecną to nie, ale nie zgubcie ich, bo będą wam potrzebne kiedyś
Heather: Tak, dla upewnienia. Czy jak je ściągniemy to straż nie odetnie nam głów?
Chris: (zaśmiał się) I co, w grze zostali by sami chłopcy? Ściągajcie spokojnie
(wszystkie dziewczyny ściągnęły chusty)
Courtney: Nie chciałam Ci wtedy mówić Chris, ale te chusty zakłada się tylko, kiedy kobieta musi wejść do meczetu. Obowiązuje tam zasłonięcie twarzy
Chris: (ściszonym głosem) Już zdążyłem się dowiedzieć. (normalnie) Drugim błędem jakim zrobiłem było to, że weszliśmy tu w butach. W pomieszczeniach nie powinno się w nich chodzić, ale w rzadkich przypadkach jak emitowanie programu to mamy prawo, więc to jest błąd, lecz nie muszę zaliczyć tego do błędu, ale żeby wam to przekazać to uznaje to jako błąd
Heather: (przewraca oczami) Kontynuuj
Chris: Na razie to na tyle. Resztę dowiecie się z czasem. Za piętnaście minut chcę was widzieć przed pałacem, a teraz dam was w spokoju dokończyć śniadanie (poszedł)


Stół ‘Wschodzących rytmiarzy’…

Cody: (patrzy na wszystkich) Będziecie coś z tego jeść?
Trent: (też patrzy na wszystkich przerażając się jedzenia) Hę? (wstaje od stołu) Nie, raczej nie
(wszyscy wstali parę sekund po Trencie odchodząc od stołu i idąc w różne strony)


Stół ‘Zachodzących tancerzy’…

Duncan: (znudzony podpiera się stołu i nic nie je) Muszę tu siedzieć?
Sadie: Jak chcesz?
(Duncan staje i odchodzi)
Tyler: (śmieje się) Taa…leć do Gwen!
Duncan: (zły wraca się i przykłada mu pięść do twarzy) Mówiłeś coś?
Tyler: (wystraszony) Nie?
Duncan: (poklepał go lekko po policzku) I niech tak zostanie (poszedł)
Noah: (patrzy na Courtney) Umm…
Courtney: (zwraca na niego uwagę) Tak?
Noah: Saya tahu bahwa kita tidak punya banyak waktu, tapi kita bisa bicara? [Wiem, że nie mamy za wiele czasu, ale możemy porozmawiać?]
Courtney: (skończyła jeść ryż) Benar. Tapi mengapa berbicara bahasa Indonesia? ]Jasne. Ale dlaczego po indonezyjsku?]
Noah: Aku tidak ingin membuatnya curiga bahwa kita sedang berbicara di samping, dan sehingga tidak tahu harus berkata apa [Nie chce, żeby było to podejrzane, że rozmawiamy na boku, a tak to nie wiedzą, co mówimy]
Katie: Uch, wiemy, że znacie indonezyjski, ale czemu nie rozmawiacie po angielsku?
Noah: (z wahaniem) Próbujemy nie zapomnieć języka i bardziej go dokształcić
Katie: (zaskoczona) Ahaa!
Bridgette: Fajnie, że możecie w czymś się dogadać, ale moglibyście powiedzieć, o czym rozmawiacie
Courtney: (patrzy na Bridgette podejrzanie) Chyba, mamy prawo do jakiejkolwiek rozmowy i w jakim języku chcemy. Rozmawiamy cóż…o marynarce wojennej. Jesteście zainteresowani?
Tyler: (dziwnie się patrzy) Nie, nie bardzo
Courtney: Właśnie (patrzy na Noah) Tersangka yang telah dilakukan sampai sekarang. Kita bisa bicara nanti, kita harus pergi sekarang untuk Chris [Podejrzane to się zrobiło dopiero teraz. Możemy porozmawiać później musimy iść już do Chrisa]
Sadie: Co Chris?
Courtney: Ale co, co Chris?
Tyler: No słowo ‘Chris’ my zrozumieli
Noah: Powiedziała, że musimy już iść do Chrisa
(wszyscy wstają)
Katie: Może lepiej gadajcie tylko po angielsku, bo to dziwne
(Noah i Courtney przewrócili oczami)


Przed pałacem…

(Chris stoi uśmiechnięty odwrócony do wejścia do pałacu. Wszyscy przychodzą i stają naprzeciwko jego. Zza Chrisa wychodzi Brick, Jo, Cameron i Lightning)
Heather: (chamsko) Co oni tu robią?
Chris: Powinniście się ucieszyć. Dołączą do waszych drużyn
(‘Wschodzący rytmiarze’ i ‘Zachodzący tańcerze’ nie pokazują żadnego entuzjazmu)
Lightning: (krzyżuje swoje ręce) Dlaczego nic nie mówicie? Jesteśmy tu dla was
LeShawna: (podnosi brwi do góry) Oni mają z nami brać udział?
Chris: No a jak? Po to tu przybyli. Niech sami wybiorą, w której chcąc znaleźć się w drużynie
Jo: Nie ma, z czego wybierać. Ja chcę działaś solo
Chris: (zamknął swoje oczy za sekundę) W takim razie ja was przydzielę. Cameron i Lightning wy dołączycie to ‘Wschodzących rytmiarzy’, a Brick i Jo do ‘Zachodzących tańcerzy’
Duncan: (nie w humorze) Kolejna baba w naszej drużynie
Jo: Ja nie jestem babą ćwoku! Jestem dziewczyną, za co bardzo się wstydzę! A dlaczego? Bo mężczyzna został stworzony jako pierwszy, a kobieta jako druga. Druga! Drugie miejsce jest dla ostatniego frajera!


*Kanapa zwierzeń*
*Jo: Jestem tu, dlatego, że ostatnio nie wygrałam. We wszystkim muszę być pierwsza, kapiszi?*
*Courtney: (wkurzona) Oglądałam ostatni sezon i jestem niezadowolona, że mamy w drużynie Jo. Ona chcę wygrać, a co ja mam powiedzieć? (wskazała na siebie) To jest moje marzenie i nie pozwolę komuś go odebrać!*


Cameron: Chris ja radziłbym śpieszyć Ci się z zadaniem, ponieważ nie zmieścisz się w limicie czasowym. Później przy wyemitowaniu tego show będziecie musieli przycinać sceny, które końcu staną się niezrozumiałe dla widzów
LeShawna: (patrzy dziwnie na Camerona, a następnie na Chrisa) Po co ich tu sprowadziłeś? Jeszcze takie osoby?
Chris: Mają prawo wystąpić w tym sezonie tak jak w poprzednim
Tyler: Ale my oniemieliśmy prawa w poprzednim
Chris: Przecież co poniektórzy z was występowali tam. Heather chciała nawet zakosić wygraną
Heather: Oh wielkie mi rzeczy (przewróciła oczami)
Brick: (nie zważając na innych) Żołnierzu, jesteśmy gotów na wyzwanie (posalutował dłonią)
Chris: Tylko, że wy, co przybyliście dziś nie bierzecie udział w żadnym z wyzwań. Wy macie czas, aby sobie pozwiedzać i zapoznać się z terenem
 Lightning: Świetnie! Będę mógł przygotować się i swoje mięśnie do następnego czasu (uniósł ręce, napiął mięśnie i pocałował jeden z nich)
(Jo, Brick, Cameron i Lightning poszło do pałacu)
Geoff: Chris, dobrze jest żeby ktoś doszedł do drużyny, ale aby to był ktoś z naszych. My tworzymy inną grupę zapoznawczą
Chris: A więc macie okazję, aby tą ‘grupę’ połączyć z ich ‘grupą’. Nauczcie się żyć końcu w zgodzie…albo czekaj! Lepiej nie, bo było by to nudne. Widząc was jak każdy podkłada każdemu kłodę pod nogami mnie satysfakcjonuje (uśmiechną się sadystycznie) Lub rzucacie się go gardeł, albo walczycie na noże i widelce. Każda z tych form jest dopuszczalna w tym programie
Bridgette: (poszerzyła oczy) M-my tacy nie jesteśmy!
Chris: Haha, owszem ja tam was widzę (spojrzał na zegarek na ręce) Dobra, Cameron ma rację. Musze się pośpieszyć, bo zaś wyjdzie nudno. Więc (popatrzał w prawo i lewo) Zaprosiłem was przed pałac w praktycznie żadnym celu
Cody: (podniósł brwi do góry) Miałeś z tym skończyć już
Chris: Wiem, ale to zabawne (zaśmiał się) Niewinny żart. Oczywiście zadanie będzie tutaj. Chyba zdążyliście spostrzec, że w pałacu, jakim przebywamy to Taj Mahal (spojrzał na Courtney, która chciała coś powiedzieć) Courtney ty się nie odzywaj
(Courtney skrzywiła się i założyła rękę na rękę)
Chris: Przez całość całą długość idzie tafla wody, a z tyłu tam gdzie jest wasze miejsce do spania jest rzeka
Trent: I co w związku z tym?
Chris: W tej tafli wody ukryte jest dziesięć kul, które kryją w środku sekretną wiadomość. Która drużyna znajdzie mniej kul tym gorzej jej będzie w odgadnięciu hasła. Drużynie, której uda się to pierwszej nie będzie musiała jutro sprzątać rano kuchni, co jest jedną z wymaganych kultur tego państwa
Katie: (spojrzała na cała długość tafli wody) Uważasz, że znajdziemy, chociaż jedną kulę na takim długim odcinku?
Chris: (wzruszył ramionami) Nie wiem. Próbujcie. Macie pięć minut zanim znudzi mi się stanie tu
Gwen: (podeszła do krawędzi i popatrzała w swoje odbicie na wodzie) Ale tu syf!
Heather: Przestań oceniać Gwen tylko szukaj! (weszła do brudnej wody zanurzając się do kolan)
(Katie i Sadie uklękły nad krawędzią wkładając ręce do wody i szukając, po samo zrobiła Gwen, LeShawna i Bridgette. Inni tak jak Heather weszli do wody pochylając się)
Cody: (uśmiechnął się) Znalazłem! (wyciągnął ręce ze zdobyczą, ale to nie była kulka, lecz ryba która wyślizgnęła mu się na twarz uderzając go parę razy ogonem i wpadając z powrotem do wody) Ał! To bolało! (pomasował swój policzek)
Bridgette: (podniosła wzrok przerywając szukanie) Nic Ci nie jest? (wstała i weszła do wody podchodząc do niego)
Cody: (zakłopotany) Nie, chyba nic
Bridgette: (dotknęła jego policzka) Nie, nic tu nie widzę (uśmiechnęła się)
Tyler: Bridgette, nie kontaktuj w wrogiem!
Geoff: (niezadowolony podszedł bliżej) Bridge, co ty robisz?
Bridgette: Sprawdziłam tylko, czy nic mu Codiemu nie jest. A coś nie tak Geoff?
Geoff: W porządku (uśmiechnął się)
(Bridgette, Geoff i Cody wrócili do szukania)



*Kanapa zwierzeń*
*Geoff: (patrzy przez chwilę w dół i podnosi wzrok) Nie chciałem, żeby Bridgette wkopała się w jakieś kłopoty przez to, że rozmawia z kimś w mojej drużynie. Nie jestem o Codiego zazdrosny ani nic (nerwowo się zaśmiał) On jest ze Sierra, prawda?*


(odchodząc gdzieś dalej Courtney i Noah szukają obok siebie)
Noah: Sekarang kita memiliki kesempatan untuk berbicara [Teraz mamy okazję do rozmowy]
Courtney: (uśmiechnęła się) Jadi, mungkin benar bahwa kita saling kenal sebelumnya. Tapi bagaimana mungkin kita tidak tahu apa-apa begitu lama? [Więc, to może być prawda, że my znaliśmy się wcześniej. Ale jak to możliwe, że nic nie wiedzieliśmy przez tak długi czas?]
Noah: Masalahnya adalah bahwa entah bagaimana tidak pernah menarik kita untuk panggilan bersama [Problem był taki, że nigdy jakoś nie ciągnęło nas do wspólnej rozmowy]
Courtney: Kau tahu, jujur ​​mengakui bahwa baik dengannya, saya merasa bahwa sekarang saya bisa berbicara dengan seseorang yang memiliki tingkat kecerdasan normal [Wiesz, przyznam szczerze, że dobrze się z tym czuję, że mogę teraz porozmawiać z kimś kto ma normalny poziom inteligencji]
Noah: (odwzajemnił uśmiech) Terus terang, saya juga [Szczerze, to ja też] (wyciągnął z wody kulkę) Znalazłem jedną!
Courtney: (też wyciągnęła) Ja również!
Noah: (patrzy na Courtney cały czas z uśmiechem) Bravo, masih membuat kita menebak teka-teki [Brawo, jeszcze zostanie nam odgadnięcie zagadki]
(Duncan podniósł wzrok i spojrzał na Courtney oraz Noah)


*Kanapa zwierzeń*
*Noah: (uśmiecha się) Nie mam pojęcia, dlaczego, ale czuję się podekscytowany. Rozmowa z Courtney dała mi tyle radości, że um…nie wiem jak to wyrazić. Może ona wcale taka nie jest, na jaką wyglądała. Wydaję mi się, że ludzie źle ją oceniają. Jeśli to ona jest moją przyjaciółką z dzieciństwa to wiem o niej trochę, co lubiła. Jednak gusta się zmieniają. Ale co tam (uśmiechnął się jeszcze szerzej)*
*Duncan: (wkurzony) Nie wiem, o czym rozmawiając, ale tam gdzie jest Courtney to jest i sojusz. Jakimś sposobem będę musiał dowiedzieć się, co mówią, bo nie pozwolę, żeby jakiś leszcz i moja ex współpracowali ze sobą!*


Chris: Czas minął! Znaleźliście wszystkie dziesięć?
Heather: (bierze od Geoffa, Leshawny i Trenta kulki) Mamy w sumie…(patrzy na kulki liczy) …aż siedem?! (dziwi się)
Sadie: (smutno) A my tylko dwie?
Chris: Nie znaleźliście jednej kulki? Hehe! Jakoś musicie sobie radzić
(wszyscy, co byli w wodzie wyszli z niej)
Chris: (patrzy na drużynę ‘Zachodzących tańcerzy’) Oh, marne szanse u was widzę tym razem. Chyba spotkamy się na eliminacjach
Tyler: Chris ty nam tak źle nie wróż, bo jeszcze nic nie wiadomo
Chris: Jeszcze zapomniałem wspomnieć, żeby bardziej utrudnić to odgadnięcie hasło musicie wytłumaczyć
Heather: (otwiera każdą z kul) ‘KORONĄ’ (następna) ‘NA’ (kolejna) ‘WSCHÓD’ (jeszcze jedna) ‘A’ (i jeszcze jedna) ‘ZACHODZIE’ (przed ostatnia) ‘OBDARUJE’ (i ostatnia) ‘NA’?- to bez sensu!
Bridgette: (bierze od Courtney i Noah kule i otwiera) ‘WSCHODZIE’ i ‘ZACHÓD’
LeShawna: Może ‘Wschód na obdaruje…’ nie, nie, nie!
Sadie: ‘Wschód na wschodzie, a zachód na zachodzie pałac koroną obdaruje’
Chris: (dziwi się i podnosi brwi do góry) To jest właśnie to hasło! Jak je tak szybko odgadłaś, znając tylko dwa słowa?
Sadie: (wskazuje na mur) Ja tylko przeczytałam, co jest napisane na tym murze po angielsku
Chris: Ah! Chef miał to zamalować! No dobre, więc zostaje mam tylko rozszyfrować jeszcze to hasło. Daje mam minutę. W innym wypadku, tak jak mówiłem wcześniej spotkamy się na eliminacjach
(drużyna ‘Wschodzących tancerzy zebrała się w kółko)
Noah: Nigdy nie słyszałem o takim haśle
Duncan: (spojrzał na Courtney) Ty tu mieszkałaś na pewno wiesz co to znaczy
Courtney: (sarkastycznie) Ło, co Ci się stało, że się odezwałeś do mnie?
Duncan: (zirytowany) Przestań się wymądrzać tylko odpowiedz! Czas leci! Nie niech przegrać przecież!
Courtney: (przewróciła oczami) Cóż nie wiem, co to znaczy. Nie było takiego napisu wtedy
Tyler: Erm…co może być wspólnego z koroną i zamkiem?
Bridgette: Chyba pałacem, a nie zamkiem. I wschodem oraz zachodem
Sadie: Ja przeczytałam hasło, nie mogę myśleć w takim stresie!
Chris: Zostało wam dziesięć sekund…dziewięć…osiem…siedem…sześć…pięć-
Katie: (myśli) Wiem! Chodzi o Słońce!
Chris: Dokładnie! (pstryka palcami, a za chwilę uśmiech spada mu z twarzy) Hej, jak doszłaś do tego?
Katie: Na logikę. Słońce wschodzi na wschodzie, a zachodzi na zachodzi i gdy zachodzi kryje się za tym pałacem ładnie go oświetlając wokół
Sadie: (wesoło) No tak! Wczoraj widziałyśmy Katie!
Tyler: Dobrze się spisałyście dziś dziewczyny!
Katie i Sadie: (przytulają się do siebie) Dzięki!
Chris: (znów uśmiecha się i odwraca twarz do drużyny ‘Wschodzących rytmiarzy’) Widzimy się już drugi raz wieczorem i jutro przy sprzątaniu w kuchni
Heather: (zła patrzy w górę) Nie dobijaj nas
Chris: Dobijanie was to moje hobby (patrzy prosto w kamerę) I taka końcówka, że ‘Wschodzący rytmiarze’ szczęścia znowu nie mają. Ale kto wie, jak będzie w kolejnym odcinku? Czy role się końcu odwrócą? Może zostanie tak jak jest i pech będzie dalej przegranych prześladować? Poczekajcie to się dowiecie! Już w trzecim odcinku w Totalnej Porażce w Indiach! 




Głosujcie na:
- Cody
- Trent
- Geoff
- Heather
- LeShawna





Zaczynam się już z powrotem wciągać do pisania tego, byle żebym nie zniszczyła tym, że nie znam TP:zemsta wyspy ^^. Wiecie, że zrobiłam sondę, a nawet dwie sondy pytając się o 'pary'. Ale w tym poście chcę nawiązać tylko do tej pierwszej związaną z TP. No więc, myślałam, że będziecie głosować wszyscy lub prawie wszyscy na parę, która zagościła miejsce w oryginalnym TP (nie będę wymieniać, którą bo za pewne wszyscy się domyślają) i bardzo bardzo miło zostałam zaskoczona  :3 Myślałam, że już nie będzie wiary w moją ulubioną parę, ale jednak jeszcze jest, co uważam, za dobre i czyni mnie happy :). Ta sonda tylko po to jest, żeby sprawdzić za kim tak na prawdę jesteście, żeby było mi prościej pisać. W następnym poście nawiąże do drugiej sondy, ale potrzebuje od was tam więcej głosów. Jeszcze o czym chciałam wspomnieć to trzeci odcinek TPWI-TDII. On będzie bardziej przebojowszy od tego, albo jeszcze jeszcze bardziej, bo już sobie planuje, co napisze, ale muszę to poskładać tzw. całość. (;

środa, 30 maja 2012

Odcinek 1 TPWI-TDII- ''Nie do zrozumienia''

W samolocie… kabina pilota…

(Chef pilotuje)
Chris: (uśmiechnięty) Witam w naszym show, a dokładnie w kolejnym sezonie. Uczestnicy nie wiedzą, że dają się tak łatwo na wszystko nabrać (wstaje i wychodzi z kabiny do innych)
Bridgette: Gdzie jest Zoey? (rozgląda się) Nigdzie jej nie mogę znaleźć
Chris: Zoey nie leci z nami
LeShawna: (siedzi w fotelu i wrzuca sobie orzeszka do ust) I dobrze nie lubi jej. Drażni Anne Marie, co jest nie znośne
Sadie: Jaki jest powód, że nie leci?
Chris: Po pierwsze Mick…
(Noah pokiwał głową)
Chris:: …po drugie ktoś zrobił awanturę chodząc za mną cały czas i jęcząc mi pod uszami (spojrzał w górę) Zamiast Zoey leci Gwen
Gwen: (Gwen przychodzi z tyłu samolotu)
Duncan: Gwen! (uśmiecha się do niej)
Gwen: Trzeba walczyć o swoje
(Courtney siedząc w fotelu i patrząc na nich wściekle ściska paczkę z orzeszkami, którą rozwala)
Tyler: Uważaj! (strzepuje z siebie orzeszki)
Chris: Życzę miłego lotu (odchodzi kawałek)
Heather: Chris!
Chris: (odwraca się) Tak?
Heather: Kiedy dolecimy?
Chris: Za parę godzin (znów odchodzi kawałek)
Heather: Chris!
Chris: (kolejny raz się odwraca) Co?!
Heather: Nie lecimy znowu okrężną?
Chris: Nie…skąd ten pomysł? (przewrócił oczami i wrócił do kabiny)


Dziesięć godzin później… samolot ląduje na ulicy… Bombaj…

(wszyscy pod wpływem lądowania się budzą i wychodzą z samolotu)
Trent: (ziewa) Dłuższej podróży nie mogłeś nam zafundować
Eva: (warcząc) Nie jesteśmy w Hollywood, prawda?
Chris: (zdziwiony) Hollywood? Nie mówiłem Hollywood tylko Bollywood
Cody: Czyli co to ma znaczyć?
Chris: (podnosi ręce do góry) Jesteśmy w Bombaju kochani!
Courtney: (uśmiecha się i rozgląda na około) Nie mogę w to uwierzyć! Jesteśmy w moim rodzinnym mieście!
Geoff: Jesteś Indyjską? Ja myślałem, że Indianką
Courtney: (marszczy brwi) Co takiego?
Noah: (pod nosem) Głupek…
Katie: Mam nadzieję, że przylecieliśmy tu na dobę i potem wracamy z powrotem
Chris: (śmieje się) Żartujesz? Nowy sezon!
LeShawna: Co tym razem?
Chris: Totalna Porażka w Indiach!
(Chef przychodzi i rozdaje każdemu stroje)
Heather: Po co nam te fatałaszki?
Courtney: (patrzy na kremową suknie w jej rękach i się krzywi) Chodziłam w tym osiem lat! Nie mam zamiaru tego zakładać po raz kolejny! To takie niewygodne!
Chris: Chcesz być wyeliminowana?
(Courtney pokiwała przecząco głową)
Chris: A więc założycie to bez żadnych ale…
(Duncan patrząc na strój też się krzywił i otworzył usta by coś powiedzieć)
Chris: Bez żadnych ale! Idźcie do samolotu się przebrać i spotykamy się w tym małym pałacu (wskazał palcem)
Tyler: (otworzył usta ze zdumienia) Małym?
Chris: Małym. Na Krecie mam większy (uśmiechnął się i poszedł)


W pałacu… hol…

(wszyscy rozglądają się po pałacu. Dziewczyny mają sukienki [nawet Eva wkurzona założyła] i zasłonięte twarze, a chłopaki mają na sobie spodnie alladynki, kamizelki i czapeczki na głowach)
Chris: (przychodzi) Uważajcie, by czegoś nie stłuc, bo każda taka waza kosztuje grube pół miniona dolarów
Tyler: (poszerzył oczy prostując się) To najlepiej jak będziemy tu stać i się nie ruszać (zaczęło mu się zbierać na kichanie) A…a…(zatkał sobie nos) W porządku! (uśmiechnął się) Apsiu!
(kiedy kichnął jednak dwie wazy pękły)
Chris: (zamknął oczy) Całe szczęście, że wynieśliśmy wszystkie drogocenne wazy i zastąpiliśmy je tanimi podróbkami
Trent: To, po co każesz nam uważać?
Chris: Przez głupotę, przez którą wam nie ufam. Do rzeczy! Ten pałac to wasz nowy dom, na okres trwania tego sezonu
Gwen: No, no Chris, wreszcie coś normalnego (uśmiechnęła się)
Chris: (też się uśmiechnął, ale chciwie) Co nie oznacza, że śpicie w środku tego pałacu
Gwen: (spojrzała w górę) A mogłam nic nie mówić…
Chris: Chodźcie za mną, najpierw was oprowadzę, a potem zaczynamy zabawę (poszedł, a za nim wszyscy)


Ogromne pomieszczenie (sala)….

(Na ścianach wiszą obrazy, a na środku pomieszczenia jest niski stół i poduszki wokół niego. Ściany i podłoga są złote)
Chris: To jest sala…salon…jadłoprzebywalnia czy jak to chcecie nazwać. Pomieszczenie do spotkań, czyli zostańmy przy nazwie sala
Heather: Czemu tu…tu…(dmucha w chustę, żeby wyraźnie mówić, końcu ściąga ją z twarzy)…czemu tu jest tak pusto?
Chris: Bo w tym kraju w pomieszczeniach musi panować przestrzeń. Zasłaniaj z powrotem twarz, bo inaczej ochroniarze zetną ci głowę
(przyszło dwóch gości z maczetami w ręce stając za Heather)
Heather: To głupie, że musimy zasłaniać twarze, przecież to nie Arabia! (zasłoniła twarz z powrotem bez sprzeciwów
Chris: Żeby było śmieszniej będziecie zasłaniać. Jeszcze jakieś pytania?
Eva: Wolę się nie odzywać
Bridgette: (podnosi rękę i zaraz opuszcza) Ja mam jedno. Czy my mamy jeść na podłodze?
Courtney: (wychodzi na przód podchodząc do stolika) Bridgette, czy nie widzisz stołu? W moim kraju od wieków się tak jadło. To zawsze oczyszczało naszą aurę
Geoff: (drapie się w kark i odwraca do reszty) Że co ona powiedziała?
Chris: Będziecie jeść na podłodze (zaśmiał się lekko) Możemy przejść dalej?
(wszyscy wzruszyli ramionami i poszli za Chrisem)


Na placu… z tyłu pałacu…

(na piasku są dwa domki wykonane z gałązek pokryte białym, żółtawym materiałem)
LeShawna: (unosi brwi do góry) Żartujesz sobie? Chris my mamy w tym spać?
Courtney: (nie jest zbyt zachwycona) Przecież to są domki dla ubogich nędzarzy! Kpisz sobie?!
Gwen: Obcykana jesteś, co do tego kraju
Chris: Hehe, chyba nie myśleliście, że będzie tak kolorowo jak w poprzednich sezonach
(Katie i Sadie wychodzą z jednego z domków ubrane jak powinny)
Sadie: Już zdążyliśmy się rozpakować!
Tyler: (zdziwiony) Kiedy zdążyłyście się oddalić od reszty?
Katie: Od razu jak wyszliśmy z samolotu
(Cody i Noah wychodzą z drugiego domku też odpowiednio ubrani)
Trent: (również zdziwiony) A wy, kiedy zdążyliście pójść?
Cody: Wtedy, co Katie i Sadie, a co?
Noah: Chcieliśmy mieć tą nudną paplaninę z głowy i sami się zapoznaliśmy z tym miejscem
Chris: (zły) Echem, czuje się tu nie potrzebny
Eva: To idź sobie, a my się sami sobą zajmiemy. Możesz nawet stąd zniknąć, a my jakoś damy radę zarobić sobie na bilet do Ameryki
Sadie: (patrzy się dziwnie) Ale to tak na poważnie?
Eva: Ja nigdy nie żartuje
Chris: Kto was wychowywał?! (przeraził się) Jeśli chcecie mieć mnie z głowy na dziś i ja was też to od razu przechodzimy do wyzwania, ale nie pozbędziecie się mnie jeszcze tak szybko. Po wyzwaniu przydzielę was do drużyn, a po drugim zadaniu zobaczymy, która drużyna przegra. Ale gdzie będzie eliminacja to sobie sami znajdziecie, skoro nie potrzebujecie mnie, abym was oprowadzał (zrobił parę kroków w stronę wejścia) Idziecie?
(wszyscy mając omylne miny poszli za nim)


Sala…

Cody: Chris wytłumaczyłeś to tak, że nie wszyscy cię zrozumieli
Chris: Kiedy nie trzeba to rozumiecie, a kiedy trzeba to nie rozumiecie. Mówię po angielsku, nie po indonejsku
Courtney: Anda bisa, Anda tidak bisa bahasa daerah, tapi aku bisa dengan setiap lurus sepanjang [Ty może, nie umiesz tutejszego języka, ale ja potrafię z każdym się prosto dogadać] (uśmiechnęła się wrednie) Sayang sekali aku bodoh, aku tahu bahwa saya seorang pemenang Szkoda, że jestem głupia,  już wiem, że jestem zwycięzcą]
Wszyscy: (dziwnie się na nią patrzą, prócz Noah) Że co?
Noah: Powiedziała, że Chris może nie umie tutejszego języka, ale ona potrafi się z każdym prosto dogadać. Tylko nie rozumiem, dlaczego w dalszej części powiedziałaś, że jesteś głupia, bo wiesz, że już wygrałaś
Courtney: Co? Powiedziałam, że to wy jesteście głupcami!
Noah: Powiedziałaś: ‘Sayang sekali aku bodoh, aku tahu bahwa saya seorang pemenang’, a nie ‘Sayang sekali anda bodoh, aku tahu bahwa saya seorang pemenang’
Courtney: (rozszerzyła oczy) Anda benar. Di mana kau belajar bahasa ini? [Masz rację. Gdzie się nauczyłeś tego języka?]
Noah: Setiap tahun pada liburan bersama orangtuanya terbang ke India [Co roku z rodzicami na wakacje leciałem do Indii]
Courtney: (uśmiechnęła się) Sebagai seorang anak saya hanya seorang teman dari Amerika, yang terbang ke keluarga saya di rumah setiap tahun sampai saya pindah ke Canada ketika saya selesai tujuh tahun, jadi saya bisa berjalan normal ke sekolah dan terbentuk. Sayangnya saya tidak ingat namanya sebagai [W dzieciństwie miałam właśnie kolegę z Ameryki, który przylatywał do mojej rodziny w gościnę, co roku póki nie wyprowadziliśmy się do Kanady, gdy skończyłam siedem lat, abym mogła chodzić normalnie do szkoły i się kształtować. Niestety nie pamiętam jak miał na imię]
Noah: Itu saja! Saya terbang ke dia, sampai dia pindah dan tidak ingat namanya. Belum pernah aku melihatnya saat itu dan saya tidak punya kontak dengannya [Właśnie! Ja przylatywałem do niej, póki się nie wyprowadziła i też nie pamiętam jak miała na imię. Już nigdy potem jej nie widziałem i nie miałem z nią kontaktu]
Courtney: (poszerzyła swój uśmiech) Apakah Anda pikir itu adalah kita? [Myślisz, że to byliśmy my?]
Noah: (też uśmiechnął się szeroko) Saya tidak tahu, tapi itu mungkin, karena jika memang benar bahwa... [Nie wiem, ale to możliwe, bo jeśli to prawda to...]
Eva: (wściekła) Możecie mówić po angielsku?! Nikt was nie rozumie!
Chris: Dzięki Eva, że wyręczyłaś mnie w tym
Eva: Drobnostka
Geoff: (zaciekawiony) Wow, Noah, skąd znasz ten język?
Noah: Dopiero, co mówiłem (machnął ręką) Nie ważne
Katie: Ale my nie znamy indonejskiego, więc nic nie zrozumieliśmy
Noah: Ach, po prostu chodziłem na dodatkowe lekcje po szkole. To tyle
Chris: Dobra, bo nas zanudzicie na śmierć
Duncan: Nareszcie, powiedziałeś coś z sensem
Chris: Cieszę się. Okay, pierwsze wasze wyzwanie będzie bardzo proste, żeby was nie przemęczyć z czasem, co na was czeka. Po długiej podróży tutejsi goście są witani tańcem przez lud dobrze się bawiąc. A ja tu jeszcze nie zostałem tak przywitany, więc ten zaszczyt wam ofiaruje
Cody: Chłopców jest mniej niż dziewczyn, więc, może niech będzie sprawiedliwie i nam nie każ tańczyć
Chris: O dziwo powiem, że się zgadzam. Dziewczyny…
LeShawna: (kładzie rękę na biodrze) Zrzucę zbędne kilogramy
(Courtney wyrywa się na przód, a do niej dochodzi Bridgette, Leshawna, Katie i Sadie. Eva, Gwen i Heather trzymając się z boku krzyżując ręce i nie biorąc udziału )
http://youtu.be/Q0RkPxC1XHg


Parę minut później…

Chris: Courtney za duże show mi tu robisz
Courtney: (dumnie) Ha, o to w tym chodzi
Chris: (odwraca się do Evy, Gwen i Heather) A wy, co? Czekacie na specjalne zaproszenie?
Eva: Ja nie tańczę!
Gwen: To do mnie nie pasuje. Chris, czy ty jesteś pewien, co do tego sezonu? To nie jest w naszym typie za bardzo. Nie odnajdujemy się tu
Chris: Po to jest to wszystko, że wam było coraz trudniej i musieli zmuszać się do rzeczy nie możliwych
Heather: Paranoja. Nie będę z siebie kretynki robić
Sadie: Chris, na co ten taniec? Nie wytłumaczyłeś, do czego to zadanie
Chris: (śmieje się) Dziś chcę z was sobie żarty robić, więc na nic. Marnuje wasz cenny czas, tak jak wy mi
Trent: Nic w tym śmiesznego nie ma
Chris: Ale kasa za oglądalność przybywa
Heather: Może jednak każ nam zrobić coś konkretnego
Chris: Już, obiecuje być poważny (skrzyżował palce z tyłu pleców) Chciałem, żeby wszyscy tańczyli, a potem dwójka najlepszych dobrałaby sobie osoby do drużyny, ale pomyślałem, ze sam wybiorę i przejdziemy do normalnego zadania
Tyler: Nikt nie wie, o co Ci chodzi Chris
Chris: Ale ja wiem


*Kanapa zwierzeń*
(puste złote pomieszczenie, pod którym pod ścianą stoi czerwona kanapa, na której siedzi Chris)
*Chris: (krzywiąc się) Nie traktują mnie poważnie! Tylko narzekają i narzekają, a ja próbuje być jak najlepszy dla nich i dla programu. Niszczą mi ten odcinek, ale spokojnie, ja ich utemperuje na prostą jak za dawnym czasów. Nie chcieli, żeby ich oprowadzić to nie wiedzą, że to jest właśnie miejsce do zwierzeń (uśmiechnął się podle) Trochę pomyślunku im nie zaszkodzi*
*Katie: Chris za bardzo w nas wątpi. Nie jesteśmy dziećmi, żeby nie dać sobie rady w czymkolwiek. Na przykład było logiczne, że to miejsce znajduje się obok sali. Teraz będzie nami gardzić, bo nie może nas zrozumieć*


Duncan: (ziewa) Prosto i do rzeczy. Dzielisz nas na drużyny, robimy zadanie i idziemy sobie pozwiedzać sami, potem na eliminacje i tyle. Prosta piłka, więc przestań pajacować
Chris: (zaciska zęby) Siły do was nie mam. A więc…Geoff, Gwen, Trent, Heather, Cody, Leshawna i Eva będziecie się nazywali ‘Wschodzący rytmiarze’. A reszta to Zachodzący tancerze
Bridgette: No widzisz, jak to szybko poszło (spojrzała na Geoff’a) Aj! Geoff! Jesteśmy Jesteśmy osobnych drużynach!
Geoff: O nie! Chris nie możemy się zamienić?
Chris: (sarkastycznie) Chris nie możemy się zamienić…. (normalnie) Nie nie możecie! A teraz zadanie za nim zachoruje na wasz idiotyzm


*Namiot zwierzeń*
*Cody: To było obraźliwe. Co go ugryzło?*


Leshawna: (przewraca oczami) Cokolwiek
(dwóch gości z maczetami przypiętymi do paska niesie dywan i rzuca na podłodze przed wszystkimi. Z dywanu wydobywa się tona kurzu i wszyscy kaszleć)
Chris (pokasluje) Eche! Eche!
(dwóch gości odeszło)
Chris: Widzicie ten dywan? To wasze wyzwanie
Noah: To tylko zwykły dywan. Mamy go uprać czy coś?
Chris: Nie taki zwykły…
Gwen: Zwykły to nie, bo zakurzony. Zwykły był by czysty
Chris: (marszczy brwi) To magiczny dywan
(wszyscy zaczynają się śmiać)
Tyler: Za dużo bajek się na oglądałeś stary!
Chris: Nie wierzysz? To wejdź na niego
Tyler: (jedną nogą nadepnął, na dywan, a on się ruszył przewracając go) Ła! To się rusza! (podniósł się otrzepując)
Chris: Mówiłem! Wasze zadanie polega na tym, aby ten dywan każdego z was posłuchał i wzniósł się do góry. Każdy z was ma minutę do przekonania go. Drużynie, w której więcej osób uda się unieść pod sam sufit, wygra nagrodę niespodziankę, a przegraną czeka eliminacja
LeShawna: To głupie
Chris: Ten dywan jest mądrzejszy od was. Zróbcie to zadanie i macie spokój. Czy za wiele wymagam?
Wszyscy: Tak!
Chris: Trudno! Zaczynają ‘Wschodzący rytmiarze’
Courtney: (zła) Dlaczego?
Chris: Bo taki mam kaprys
Trent: Spróbuje pierwszy (wchodzi na dywan, który się, co chwile odsuwa) Spokojnie kolego, nie zrobię Ci krzywdy
Eva: Erm, gadasz do dywanu
Trent: (wszedł na dywan) Inaczej się nie da. Dobry dywanik (pogłaskał go patrząc później na rękę całą w kurzu) Umm, jestem twoim przyjacielem?
(dywan wzniósł się do góry)


W górze… na latającym dywanie…

Trent: Ugh! Kto by przypuszczał, że to będzie naprawdę latać?

Cody: (z dołu) Dobra robota Trent!
Chris: Jeden zero dla drużyny rytmiarzy
Duncan: Zaraz to wyrównamy

Trent: (dywan się buja) Eee, jak z tego zejść?

Chris: Są dwie opcje. Pierwsza- zeskocz…
Trent: Wybieram tą drugą!
Chris: A więc, bądź wredny dla tego dywanu

Trent: Co? (spojrzał w dół) Zły dywan! Wredny dywan!
(dywan runął w dół na podłogę)
Trent: (schodzi) Ał mój tyłek!
LeShawna: Nie zmieniam zdania. To głupie!
Chris: Żeby nie było nudno… (wyciągnął pilota) …przewińmy to do przodu


Parę minut później… po wyzwaniu…

(Geoff jest cały zakurzony,  Tyler ma złamaną rękę, Eva bije dywan, a reszta syczy z bólu masując swoje tyłki)
Chris: Znamy już zwycięską drużynę! Jest cztery do trzech dla drużyny ‘Zachodzących tańcerzy’!
Zachodzący tancerze: (cieszą się) Juuhu!
Eva: (została zwinięta przez dywan)  kawałek materiału!
Chris: Nie przeklinamy w moim show, no chyba, że na kanapie zwierzeń… (zatrzymał się) …ojć chyba się wygadałem!
Cody: Chris już wszyscy wszyscy o tym wiemy
Chris: Ej, bo naprawdę czuję się nie potrzebny!
Eva: Zarobimy sobie na ten bilet tylko nas nie zadręczaj!
Heather: O nie! Jak już mam to przechodzi to dla wygranej!
Chris: A w tym sezonie do wygrania są trzy miliony baksów!
Tyler: Trzy? Czemu trzy? Tak nietypowo?
Chris: Tyle udało nam się uzbierać, po waszych zastępcach, z poprzedniego sezonu
Sadie: Ej, oni nie mogą być lepsi od nas!
Chris: Zdarza się, ale cóż. Czas zakończyć tą paranoje, bo straciliśmy tyle czasu, że musimy już kończyć (odwraca się prosto do kamery) Obiecuje, że będzie więcej wrażeń, a mniej narzekań. Przegrali  ‘Wschodzący rytmiarze’ i to oni kogoś opuszczą! Kto to będzie? Jaką nagrodę niespodziankę dostaną wygrani? Czy wszyscy bez mojej pomocy lepiej zapoznają się z tym miejscem? Odpowiedzi na te i na mnóstwo innych pytań dowiecie się już w następnym odcinku Totalnej Porażki w Indiach!



Głosujcie na:
- Cody
- Heather
- Gwen
- Eva
- Trent
- LeShawna
- Geoff







Okay...jest mi wstyd, bo tak długo mnie nie było, ale niestety tak czasem w życiu bywa. W końcu mogę już to wszystko ogarnąć i naszła mnie motywacja do napisania tego sezonu. Po prostu, musicie mi przebaczyć, bo innego wyjścia nie ma. Od razu ostrzegam, że już wyszłam z tego 'rytmu' pisania, ale jakoś to będzie. A więc muszę się wypowiedzieć o tym długim czasie. Czwarty sezon totalnej porażki: Totalna porażka zemsta wyspy, nie wiem jak z wami, ale mnie się nie podobał. Za bardzo nie mogę tu swojego zdania rozbudować, bo tak czekałam na ten sezon, że oglądałam go pierwszy wyemitowany we Francji, czyli, że w wersji francuskiej. Nie widziałam wszystkich odcinków, bo nie było na necie i nie wiedziałam, co za bardzo mówią (domyślałam się, bo uczę się francuskiego w szkole), ale mimo co to wiadomo jak jest coś oglądać i nie rozumieć. No i chciałam potem oglądać, po angielsku, ale zawsze brakowało mi czasu i widziałam tylko kawałek pierwszego odcinka po angielsku, jak dowiedziałam się, że już po polsku zdążyli przetłumaczyć, co też jakiś skrawek odcinka widziałam. Z tego, co oglądałam po francusku nie podobało mi się, już nie chodząc o to, że nie było starych postaci (bo praktycznie byli, pojawiając się tam na chwile), ale za bardzo dla mnie było tam 'sciene-fiction'. Wiem, że to kreskówka, ale bez przesady jak z tym, że Dakota stała się tam jakimś potworem, czy coś (już Ezekiel wystarczy). Pisze takie bzdury tylko po to, żeby was powiadomić, że może się czasem zdarzyć w moim fikcjach, że to już było i napisze coś podobnego, więc proszę nie winić mnie ^^. A teraz skłaniam do głosowania-komentowania ;))

Total Drama Famous Hunters

Total Drama Famous Hunters

Pozostałości

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~RESZTKI Z BLOGA~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Gwuncan czy Gwent?

Wybierz, który sezon ma być następny

W kolejnych sezonie ma być jeden czy dwóch prowadzących?

Kto ma się znaleźć w następnym sezonie z IV generacji:

Który sezon na blogu lepszy?

Wybierz lokalizację dla nowego sezonu

Kto ma się znaleźć w następnym sezonie z I generacji:

Z kim powinna być Gwen?

Z kim powinien być Duncan?

Z kim powinna być Courtney?

Twoja najbardziej ulubiona seria Totalnej Porażki

Która seria na blogu podoba Ci się najbardziej?

Którą z moich autorskich postaci chcielibyście, aby się pojawiła w przyszłym sezonie?

Kto jest lepszym prowadzącym?

Kto ma się znaleźć w następnym sezonie z III generacji:

Kto ma się znaleźć w następnym sezonie z II generacji: