MENU

profilki

Totalna PorażkoLandia

Totalna PorażkoLandia

wtorek, 22 lipca 2014

"Totalna Porażka: 12 godzin męki"- cz.5


 
Pierwsze piętro... Korytarz...

(Cameron idzie przed siebie i rozgląda się uważnie. Z nad przeciwka idzie Zoey, Mike i Lindsay)
Cameron: (szczęśliwy) Zoey! Mike!
Zoey i Mike: (uśmiechają się) Cameron!
Lindsay: (zdziwiona) Kto?
Cameron: Jakie to szczęście, że was widzę
Lindsay: (opiera ręce o biodra) Czy my się znany?
Cameron: Tak, nie kojarzysz mnie?
Lindsay: Jesteś taki malutki, że nie za bardzo
Zoey: (rozgląda się) Korytarze się połączyły. Gdzie teraz mamy iść?
Lindsay: (podskakuje) Może z powrotem do piesków!
Mike: (daje rękę pod podbródek) Hmm... innej drogi nie ma jak tylko wrócić na trzecie piętro
Zoey: Racja Mike, ale musimy coś wymyśleć, żeby nas psy nie pogryzły
Lindsay: (myśli) Gdybym nie miała swojego psa to jednego z tych słodziaków złapałabym do klatki i wzięła do siebie!
Zoey: (nad głową zapala jej się żarówka) To jest świetny pomysł Lindsay!
Lindsay: Jaki pomysł?
Zoey: Zasadzimy na psy pułapkę i ściągniemy je na pierwsze piętro
Lindsay: (uśmiecha się) Złapiemy pieski do klatki?
Zoey: Niekoniecznie do klatki, ale dzięki Ci Lindsay za podsunięcie myśli, bo mam plan
Lindsay: (cieszy się) Jej!

*kibelek zwierzeń*
*Lindsay: (szczęśliwa) W końcu byłam przydatna!*

Mike: (kładzie rękę na ramieniu Cameron'a) To wy już idźcie, a my was dogonimy. Potrzebuje z Cam'em coś obgadać
Zoey: (uśmiecha się) Dobra
(Zoey i Lindsay poszły wzdłuż korytarza)
Cameron: (zdziwiony) Co się stało Mike?
Mike: Jest problem w tym, że moja osobowość wieloraka wróciła
Cameron: To było możliwe, na razie nie pozbędziesz się tego tak szybko
Mike: Nie chce się tego pozbywać, a wprost przeciwnie
Cameron: (podnosi brwi do góry) O czym ty mówisz?
Mike: (patrzy w dół) Wcieliła się we mnie nowa postać, która się zwie Arentino i chciałbym... (podnosi wzrok na niego) …żeby Mike zniknął, a pozostał tylko Arentino
Cameron: (jeszcze bardziej zdziwiony) Co?! Dlaczego?
Mike: (wzdycha) Zoey bardziej się podoba romantyczny Arentino, niż niezdarny Mike. Chce to zrobić dla niej
Cameron: (myśli na głos) Hmm... jest możliwość zatrzymania tego procesu choroby, tak aby postać, która siedzi w twojej głowie zamieniła się z tobą na miejsca, wtedy Arentino byłby tobą, a ty siedziałbyś w jego głowie. (normalnie) Pytałeś Zoey czy ona na pewno chce Arentino zamiast Ciebie?
Mike: To oczywiste, że ona chce Arentino
Cameron: Pytałeś ją czy nie?
Mike: Nie musiałem pytać. Widzę to po jej zachowaniu. Właściwie to czuje ja jako Mike, że gdy tylko Arentino przybywa to flirtuje z nim. Po za tym Arentino to odważniejsza i lepsza część mnie
Cameron: (smutno) Ech... przykro mi jest to mówić Mike, ale może po prostu Zoey nie jest Ci przeznaczona?
Mike: (też zesmutniał) Może dla Mike nie, ale dla Arentino owszem, jest przeznaczona. Ja nie chce niszczyć z Zoey żadnych relacji, bo mi zależy na niej, dlatego chce się poświęcić

*kibelek zwierzeń*
*Cameron: Wydaje mi się, że Mike nie wie do czego jest w stanie doprowadzić zmianą osobowości. Nawet może dość do długotrwałego uszkodzenia jego mózgu oraz to że Mike może zniknąć na zawsze. Myśli, że będąc Arentino w środku będzie czuł to co teraz, a nie wie jak bardzo się myli. (wzdycha) Nie mogę mu na to pozwolić*

Cameron: Mike dużo szkód możesz tym narobić. Ja się do tego nie przyczynie aby pomieszać Ci w mózgu
Mike: (zły) Jak to się nie przyczynisz? Nie pomożesz mi Cam? Przecież jesteś moim przyjacielem!
Cameron: Tak, jestem, dlatego dla twojego bezpieczeństwa nie chce tego zrobić
Mike: (marszczy brwi) Chyba musimy sobie inaczej pogadać. (łapie Cameron'a za koszulke i podnosi do góry) Jeśli nie będę Arentino to odejdę od was. Nie będę się zadać ani z tobą ani z Zoey. Chce lepszego siebie, chce lepiej dla Zoey i również dla przyjaciół. Posłuchaj mnie więc Cam, bo możesz wiele stracić
Cameron: (przełknął ślinę) Dobrze! Dobrze! Tylko opuść mnie!
(Mike opuścił Cameron'a)
Cameron: (staje na nogi i mówi niechętnie) Pomogę Ci Mike, ale musze sam opracować sposób, żeby wiedzieć jak mogę zamienić wasze osobowości
Mike: (uśmiechnął się) Dzięki i za razem sorki Cam, ale jest to dla mnie ważne
Cameron: (wciąż mówi niechętnie) Według życzenia Mike

Ten sam korytarz... Kawałek dalej...

(Zoey i Lindsay stoją przed podnośkiem)
Zoey: (rozmyśla) Coś długo ich nie ma. Może się im coś stało?
Lindsay: Komu?
Zoey: Mik'owi i Cameron'owi
Lindsay: Że komu?
Zoey: (zaczyna uśmiechać się na zbliżających się chłopców) O właśnie idą!
Mike: (również uśmiechnięty) Już jesteśmy
Lindsay: To na was tak długo czekamy?
Mike: Musieliśmy z Cam'em coś pilnie obgadać i trochę nam zeszło. Prawda Cam?
Cameron: (niezadowolony) Tak... tak prawda
Zoey: Nie ważne. Lepiej zacznijmy robić tę zasadzkę

Pod murami zamku... Podziemia...

(Jo i Brick krążą w kółko idąc blisko ścian. Jo co kawałek wali pięścią w ścianę)
Jo: (wściekła) Gdzie jest ten klucz?!
Brick: Może poszukajmy na powierzchni?
Jo: Nie! Jak tu znaleźliśmy walizkę to tutaj musi być!
Brick: (stanął) Tutaj nic nie ma
Jo: (też stanęła) Nie uważasz, że za 6 godzin, które tu jesteśmy inni już mogli wybrać klucze?
Brick: Ale jeśli okazałoby się że klucz do naszej walizki jest na powierzchni to bezsensu tutaj szukamy
Jo: Ja wierze w to że ten klucz tutaj będzie, bo jak była walizka to również i klucz
Brick: No tak, klucz był, ale nie ten co trzeba
Jo: To pewnie nasz klucz ktoś ma! (zaciska zęby i próbuje otworzyć walizkę) Otwieraj się puszko! (rzuca o ziemie) OTWÓRZ SIĘ NATYMIAST! (kopie walizkę i uderza się w nogę) Aaaaał! (zaczyna podskakiwać na jednej noce)

*kibelek zwierzeń*
 *Jo: (w furii) NIECH CIE LICHO WEŹMIE CHRIS!*

(Brick próbuje podnieść walizkę, ale Jo go uderza w rękę)
Jo: Zostaw!
Brick: (krzywi się) Ałaa! Za co?!
Jo: (staje normalnie i zabiera walizkę) Najlepiej niech walizka pozostanie w moich rękach
Brick: (wzruszył ramionami) W jakim kierunku teraz idziemy
Jo: (grymasząc) Wydostańmy się z tej nory
Brick: (uśmiechnął się) Tak jest proszę panią

Parter... Korytarz...

(Jo i Brick wychodzą z dziury)
Brick: Od czego zaczniemy?
Jo: Od znalezienia tych idiotów. Ukradniemy im klucze i walizki
Brick: (zmieszany) Ale kradzież jest... umm... wbrew zasadą!
Jo: Całe to show jest wbrew zasadą
Brick: Nie mogę tego zrobić. Zawiodę mojego tatę, który jest wojskowym!
Jo: (zła) Wymiękasz?! (kładzie walizkę i podwija rękawy)
Brick: (opuszcza głowę) Będzie po twojemu Jo
Jo: (uśmiecha się) I to rozumiem

*kibelek zwierzeń*
*Brick: (patrzy prosto do kamery) Wybacz tatusiu*

Drugie piętro... Korytarz...

(Lightning czołga się po podłodze i wytęża węch)

*kibelek zwierzeń*
*Lightning: (napina muskuły i je całuje) Sha-ba! Lightning jest mądry! Czołgam się po podłodze próbują wytropić walizkę! (palcem pokazuje na głowę) Tutaj trzeba mieć mózg! Lightning'owi nikt nie dorówna!*

Lightning: (czołga się dalej i przy ścianie mija malutki schowek. Jeszcze bardziej wytęża węch i zatrzymuje się) Czuję... (cofa się do schowka i obwąchuje go. Następnie otwiera drzwiczki) ...białko! (wkłada rękę do schowka. Rękę przygniata mu pułapka na myszy) Ałaaa! (trzepie ręką i zrzuca pułapkę) Chodźcie delicje! (wyjmuje torbę papierową) Ale Lightning ma szczęście! (siada na podłodze po turecku i otwiera torbę nasypując sobie białko do buzi) Ał! (przygryza coś twardego. Wyjmuje klucz z ust i go wyrzuca) O mało nie złamałem zęba! (nasypuje sobie więcej białka do ust. Orientuje się, co wyrzucił i rzuca torbę z białkiem) Klucz! (czołga się szukając klucza) Gdzie ja go wyrzuciłem?! (z sufitu leci na niego biały proszek) Ah co jest?! (oblizuje się) Mhmm białko! (widzi, że podłoga jest cała zasypana) Jak Lightning teraz znajdzie kluczyk?!

*kibelek zwierzeń*
*Lightning: No dobra Lightning jest mądry, ale nie na tyle mądry na ile przypuszczał. Właściwie to jest mądry tylko próbują Lighning'owi utrudnić! Daj mi jakieś fory Chris!
*Chris: (mówi z głosików w kibelku zwierzeń) Hahaha! Chyba żartujesz Lightning? Ja tu nie jestem dobry wujek, pamiętasz?
*Lightning: (rozgląda się po pomieszczeniu) Gdziekolwiek Chris jesteś, Lightning dopisuje Cię na czarną listę swoich wrogów!
*Chris: (dalej z głośników) Co mnie to obchodzi brachu? Zresztą chcesz, żebym pozbawił Cię szansy o milion?
*Lightning: Nie zrobisz tego!
*Chris: (z głosików) To szukaj, bo Cię wyeliminuje jak Bridgette i Trent'a
*(Lightning otwiera usta, żeby coś powiedzieć, ale Chris przerywa mu)
*Chris: (z głośników) Tylko jedno słowo, a wypadasz z gry!
*Lightning: Ale Lightning-
*Chris: (z głośników) Doigrałeś się!*

Chris: (mówi z głośników na cały zamek) Lightning opuszcza poszukiwanie o milion!
Lightning: (wściekły) NIEEEEE!
Chris: (z głośników na cały zamek) Z szesnastki zrobiła się z was trzynastka, wiecie co to oznacza? Macie coraz większe szanse na znalezienie kasy. No chyba, że ktoś już walizkę z milionem znalazł... albo klucz do tej walizki... ale tego wam nie powiem! Haha! Pechowa trzynastka! Dla mnie szczęśliwa, bo uwielbiam was gnębić. Życzę powodzenia!... Oczywiście żartowałem! A i jeszcze jedno... podoba mi się ta eliminacja, więc jak tylko podpadniecie, powiecie papa mamono!

Ostatnie piąte piętro... Komnata...

Courtney: (niezadowolona rzuca walizką o podłogę) Do żadnej klucz nie pasuje!
Scott: (rozmyśla) Pewnie pozostałe klucze znalezione przez innych w większości będą pasować do tych walizek
Courtney: To wyzwanie jest tak ułożone, że nikt nie jest w stanie znaleźć pieniędzy!
Scott: Gdyby się nie dało to Chris nie kazałby nam szukać
Courtney: (w złości zamyka przez chwile oczy) Nie możemy się poddawać (otworzyła oczy i popatrzała na niego)
Scott:  Mam pomysł. Ty zostań tutaj i pilnuj aby nikt nie wszedł, a ja pójdę poszukać kluczy
Courtney: (krzywi się) Nie zgadzam się na to! Sam zostań tutaj, a ja poszukam kluczy

*kibelek zwierzeń*
*Scott: Czy ona myśli, że mogę ją oszukać? (uśmiecha się wścibsko) W sumie mogę*
*Courtney: (wkurzona) Nie mam pojęcia czy on jest szczery ze mną czy tylko pogrywa. Na pewno wiem jedno. Muszę trzymać oczy szeroko otwarte*

Scott: (przewraca oczami) Ktoś musi tu zostać!
Courtney: Wiem! Zablokujemy drzwi i pójdziemy razem
Scott: Hmm... w sumie możemy tak zrobić, ale jeśli ktoś wykradnie nam te walizki to wina będzie leżała po Twojej stronie!
Courtney: Po mojej stronie?! Znaleźliśmy to miejsce razem! Zaleźliśmy pozostałe klucze razem! Więc trzymać się przez cały czas też będziemy razem! Tym bardziej, że dzielimy kasę na pół!
Scott: (milczy, a za chwilę się uśmiecha) Masz rację Court (uśmiecha się jeszcze szerzej)
Courtney; (zdezorientowana) Nie mów do mnie Court, tylko Courtney. I czemu ty się tak uśmiechasz?
Scott: Lubię jak krzyczysz na mnie
Courtney: (uśmiecha się również) Cieszę się, że Ci to nie przeszkadza (przestaje się uśmiechać) Idziemu po te klucze?
(Scott skinął głową, a następnie oboje weszli do windy)

Winda...

(Scott zaczął przybijać deski w drzwiach, żeby zasłonić pomieszczenie)
Courtney: Myślisz, że nikt tego nie zerwie?
Scott: (zadowolony) Jeśli na farmie zatrzymało to stado świń przed ucieczką to i nikt nie będzie miał na tyle siły, żeby te deski powyrywać (skończył przybijać)
Courtney: A jak my się dostaniemy z powrotem do środka?
Scott: Sam to przybijałem, więc wiem jak temu zarazić
Courtney: (krzyżuje ręce) Obyś się nie mylił
(Scott ponaciskał guzki w windzie i winda ruszyła do góry. Zauważyli, że regał jest wybity)

Czwarte piętro... Biblioteka...

(Courtney i Scott wchodzą do środka. Scott podnosi regał i zasłania dziurę. Po tym oboje udają się do wyjścia)

Trzecie piętro... Korytarz...

(Courtney i Scott podchodzą do dziury, gdzie wcześniej schody się rozsypały)
Courtney: I jak teraz zejdziemy?
Scott: Masz może linę?
Courtney: (podnosi brwi do góry) A skąd ja mam mieć przy sobie linę?
Scott: A lasso?
Courtney: A czy to nie jest to samo?!
Scott: (kręci głową) Wy miastowi to nic nie macie (podszedł do drabinki i zaczął za nią szarpać)
Courtney: Co ty robisz?
Scott: Nie widzisz? Próbuję zerwać drabinkę, żeby potem spuścić ją na drugie piętro
Courtney: Nie rób tego, bo-
(Nie dokończyła, bo Scott zdążył zerwać drabinkę)
Courtney: (poszerza oczy) Ty kretynie! Nie dostaniemy się na górę przez Ciebie!
Scott: (zły) Przecież my mamy dostać się na dół a nie na górę!
Courtney: A z powrotem do walizek jak wrócimy?!
Scott: (uspokaja się) Emm... o tym nie pomyślałem
Courtney: (podchodzi do niego i zabiera mu drabinkę. Wraca do wnęki gdzie nie ma schodów i spuszcza drabinkę) Nie mam do Ciebie nerwów! Chodź już. Potem coś wykombinujemy (zeszła na dół)

Drugie piętro... Korytarz...

(Courtney puszcza się drabinki i idzie w prawą stronę. Za chwilę na piętro wchodzi Scott i rozgląda się. W końcu wybiera drogę i idzie w lewo)

Scott: (idzie przed siebie) Courtney?  Courtney może poczekasz na mnie,  bo Cię nie widzę? (idzie dalej) Courtney?!
(Duncan idzie z przeciwnej strony. Widząc Scotta zatrzymuje się)
Scott: (również się zatrzymuje) Hej, nie widziałeś może Courtney?
Duncan: (krzywi się) Nie, nie widziałem (mruży oczy)
Scott: Gdzieś mi zginęła, a mieliśmy się trzymać razem
Duncan: (lekko podnosi mu się ciśnienie) Jesteś Scott, tak?
Scott: No tak, przecież mnie widziałeś już na wyspie
Duncan: (uderza pięść o dłoń) Mam ochotę Ci w tłuc, może mi wytłumaczysz... (wściekle) ... Z JAKIEGO POWODU?!
Scott: (podnosi dwie ręce na wysokości twarzy) Whoa, kolego, przecież Ci nic nie zrobiłem. Chyba, że Ci chodzi o tą walizkę, to chyba zdajesz sobie sprawę, że to jest rywalizacja?
Duncan: Błagam Cię! O żadnej walizce teraz nie mówię!
Scott: (lekko wystraszony cofa się do tyłu) Nie mam pojęcia o co Ci chodzi!
Duncan: (robi krok do przodu) Czemu ona zwraca uwagę na Ciebie?!
Scott: Kto? Gwen?
Duncan: (wzdycha) Nie Gwen! Courtney!
Scott: Aa Courtney! (rozmarzony) Ona jest słodka i ładna i bardzo w moim typie i-
(przerywa kiedy Duncan wściekły podchodzi do niego, wtedy Scott zaczyna uciekać w krzyku)
Scott: Aaaa!
Duncan: (zatrzymuje się) Tchórz!

*kibelek zwierzeń*
*Duncan: (zdezorientowany) Co ona w nim widzi?!*

Piwniczka...

Anna Maria: (spada ze schodów na podłogę. Powoli wstaje i łapie się za głowę) Ał! (łapie równowagę i się prostuje) Gdzie ja jestem? (zaczyna chodzić po pomieszczeniu i podchodzi do regału ze słoikami. W jednym z nich widzi klucz. Bierze go, ale ma problem odkręcić. Rzuca słoik na podłogę, który się rozbija) W dobre miejsce trafiłam! (schyla się i zabiera kluczyk. Wtedy spada na nią pajęczyna) O fuj! Co to za okropieństwo?! (z sufitu jakieś macki podnoszą ją do góry) Aaa! (dziewczyna znika zza kamery)

Plac zamkowy...

Heather: (wychodzi na zewnątrz zamku) Wreszcie jakieś normalne powietrze
Harold: (z góry) Pomocy!
Heather: (słyszy głos i się rozgląda) Kto? Gdzie? (spogląda w górę i zauważa Harold'a, a następnie zaczyna się śmiać)

*kibelek zwierzeń*
*Harold: (zdruzgotany) Dlaczego ja musiałem trafić na Heather?!*
*Heather: Świetnie! Jak mu pomogę to będę mieć pomocnika. Niestety nędznego, ale lepszy Harold niż nikt*

Heather: Pomogę Ci, jak ty pomożesz mnie!
Harold: Nie potrzebuje od Ciebie pomocy, lepiej jak sobie tutaj pobędę!
Heather: (zła) Wolisz tak tkwić, czy zdobyć walizkę?!
Harold: (zastanawia się) Przecież i tak mnie będziesz próbowała wykiwać!
Heather: (wściekła) Grr!

Kamerostacja...

Chris: (siedzi na fotelu i klika guzik na pilocie zatrzymując na ekranie moment, w którym są Harold i Heather. Odwraca się i mówi wprost do kamery) Czy Harold przełamie się i skorzysta z pomocy Heather? Czy może Heather zmieni zdanie i ode chce jej się pomocnika? Co stało się z Maria Anna? (chichocze) I czy wyjdzie z tego żywa? Czy Duncan dorwie Scott'a przez jego lekką-chorobliwą-zazdrość o Courtney, mając myśli o niej nawet po tym co jej zrobił? Czy Scott wyjdzie z tego cały? Czy Courtney zorientuje się że Scott za nią nie idzie? I czy wcześniej nic jej się nie przytrafi? Gdzie poszła Gwen po tym jak zerwała z Duncan'em? (patrzy na inne ekrany) Zniknęła mi gdzieś... ale to nie ważne!  Czy Lightning oraz Bridgette i Trent poradzą sobie z tym, że zostali wyeliminowany? I czy nie narobią mi kłopotów? Czy Jo zacznie nieczystą grę? Czy może Brick przekona ją do czegoś innego? Czy Mik'owi uda się osiągnąć cel i stać się Arentino już na zawsze? I Czy Zoey naprawdę by tego chciała? Czy Cameron wpadnie na sposób, żeby pomóc Mik'owi? I czy Lindsay pomysł na pułapkę wypali? Strasznie dużo tych pytań wyszło. Na te i inne pytania odpowiedzi znajdziecie w kolejnej części Totalnej Porażki: 12 godzin męki!

środa, 16 lipca 2014

"Totalna Porażka: 12 godzin męki"- cz.4


Drugie piętro... korytarz...

(Gwen dobiega do schodów i się przed nimi zatrzymuje patrząc w górę. Zauważa, że stopnie są bardzo poniszczone i się sypią)
Duncan: Bu! (znajduje się za nią kładąc swoje ręce na jej ramiona)
Gwen: (nie reaguje tylko ciężko wzdycha) I co teraz? Jak dostać się na górę?
(Duncan próbuje coś powiedzieć, ale zaprzestaje, gdy tylko Scott i Courtney dobiegają do nich)
Scott: Aha! Oddajcie walizkę! (trzyma cały czas Courtney za rękę)
(Gwen odwraca głowe, a Duncan milczy. Scott przez chwile patrzy na nich zastanawiając się o co chodzi, a następnie wymienia wzrok z Courtney. On i dziewczyna skrępowali puszczają swoje ręce)
Courtney: (marszczy brwi i powoli podchodzi do Gwen) Daj walizke
Gwen: (rozgląda się, a następnie rzuca walizkę do góry na zniszone schody) Haha, nie tym razem Courtney!
Courtney: Scott, zrób coś!
(Scott wchodzi na zniszone schody, przeskakując szybko z jednego na drugi)
Gwen: Duncan, zrób coś!
(Duncan krzywi się, a następnie rusza za Scott'em)
Courtney: Przesuń się! (tyrpie Gwen)
Gwen: (łapie ją za ramienie) Czekaj Courtney (zmienia głos na łagodny) Nie chce się z tobą kłócić, chce żebyś mi mogła ufać
Courtney: (szarpie się z uścisku) Tobie się nie da zaufać gotko!
Gwen: (smutnieje) Nie chce być złym człowiekiem, uwierz mi (puszcza ją) Czy przebaczysz mi?
Courtney: (stanęła w miejscu) Przebaczyć co?
Gwen: To z Duncan'em
Courtney: (parska) Gryzie Cię sumienie za to co zrobiłaś? Nie obchodzi mnie to!
(Gwen spuszcza głowę na dół. Po chwili Duncan spada ze schodów na podłoge piętra na którym się znajdują)
Duncan: (jęczy z bólu) Ała!
Scott: (zatrzymuje się na jednym stopniu, zabiera walizkę i zadowolony uśmiecha się) Z nami nie macie szans!
Courtney: (przechodzi obok Duncan'a obojętnie i wchodzi ostrożnie na schody) Jak na złość muszą być te schody aż tak rozwalone!
Scott: (schodzi po nią i podaje jej rękę) Chodź szybko!
(Courtney chwyta go za rękę szybko biegnąc za Scott'em. Za nią schody całkowicie się rozpadają)
Duncan: (wstaje) Musimy iść za nimi!
Gwen: (zdołowana) Zostaw, niech mają walizkę
Duncan: (zaskoczony) Co się dzieje Gwen?
Gwen: Nic, po prostu znajdziemy inną walizkę, może ta jest akurat pusta
Duncan: (wkurzony) Nie chce szukać innej, ale już i tak nie zamierzam ich gonić, bo nawet nie mam pojęcia jak się tam dostać
Gwen: (obojętna) Odpuszczamy?
Duncan: Nie wiem, zastanowie się

Trzecie piętro... Korytarz...

(Scott wchodzi na piętro i przyciąga do siebie Courtney)
Courtney: (zdziwiona) S-scott, co ty robisz?
Scott: (nieśmiało) Ja... emm... Wybacz mi to co mówiłem, że jesteś wkurzająca. Poniosło mnie
Courtney: (spokojnie) W porządku, ale czy możesz mnie już puścić?
Scott: Tak, jasne (puszcza ją i się troszke odsuwa) Tak właściwie to chciałem coś jeszcze powiedzieć (pewny siebie) Podoba mi się Twój charakter
Courtney: (trochę skrępowana zaczyna się złościć) Nie dogaduj mi tylko szukaj czy tu przypadkiem nie ma klucza
Scott: Ale ja nie żartuje, serio podoba mi się Twój charakter i Twoja determinacja. Jesteś po prostu ideałem
Courtney: (przewraca oczami) Masz ze sobą te klucze?
Scott: Tak, mam
Courtney: To na co czekasz?
(Scott wyjmuje z kieszeni klucze)
Courtney: (zabiera mu dwa klucze i próbuje otworzyć walizke) Pasuje! (stwierdza z uśmiechem i otwiera walizkę w jego dłoniach) O nie! (szybko ją zamyka)
Scott: Co jest?
Courtney: (z przerażeniem) Tam jest bomba!
Scott: (poszerza oczy) Co?! Bomba?! (rzuca walizkę w dół zniszczonych schodów)

Drugie piętro... korytarz...

Duncan: (ciężko wzdycha) Odpuśćmy (w ręce wpaduje mu walizka)
Gwen: (uśmiecha się lekko) Chyba los nam sprzyja
Duncan: (uśmiecha się szeroko) Zapomnij o tym co powiedziałem. Gramy dalej (widzi, że walizka jest otwarta) I patrz w dodatku nie musimy szukać klucza (otwiera walizkę i wybucha bomba)

BUM!

(dym przez chwile się unosi w powietrzu, a za chwile opada. Duncan i Gwen zostali pokryci zieloną mazią)
Gwen: (krzywi się) O fuj! Mam Cie dość Duncan! Lepiej jak sama sobie zaczne radzić! (poszła przed siebie)
Duncan: (otwiera szeroko oczy) Co ja zrobiłem?! Przecież to nie moja wina! Gwen? Gwen! Czy to ma być koniec?!
Gwen: (zatrzymuje się na chwile, ale się nie obraca) Tak, koniec z nami (z powrotem idzie przed siebie)
Duncan: (zrezygnowany) Oh facet! (puka się w czoło)

Trzecie piętro... Korytarz...

(Courtney i Scott są zaskoczeni po usłyszanym dzwięku huku)
Scott: Mam nadzieje, że nic nikomu się nie stało
Courtney: Przynajmniej nam nic

*kibelek zwierzeń*
*Scott: (zadowolony) Muszę przyznać, że jednak Courtney mi się spodobała. Jest urocza i do tego ma temperament. Nawet zacząłem jej ufać po tej akcji z Kłem. Miło, że na nią trafiłem*
*Courtney: (rozmyśla) Scott nie jest taki zły. Nie co mnie zaskakuje, bo nie jestem pewna czy to tylko podstęp czy naprawdę jest ze mną szczery. Jednak nie zostawił mnie, kiedy miał okazje uciec z walizką. Hmm, dobrze jest z nim współpracować (uśmiechnęła się)*

Scott: (podchodzi do drabiny) Idziemy wyżej?
Courtney: A mamy inne wyjście? (podchodzi do niego i łapie się drabinki)
Scott: (uśmiecha się) Prosze, panie przodem
(Courtney również się uśmiechnęła i zaczęła wspinać się na górę)

Czwarte piętro... Biblioteka...

(Courtney wchodzi do środka, a za nią pojawia się Scott)
Courtney: (widzi Bridgette siedzącą przy biurku) Bridgette?
Bridgette: (wstaje od biurka) Dobrze was widzieć! Byłam tutaj z Trentem, ale on gdzieś zniknął, a ja nie wiem co robić
Courtney: (znudzona) Co mnie to interesuje?  (rozgląda się po pomieszeniu) Scott, widzisz tutaj coś?
Scott: (chodzi po pomieszaczeniu zaczynając sprawdzać wszystko) Na razie nic Courtney
Bridgette: (z irytowana) Tak wam pieniądze przewróciły w głowie, że nawet mi nie pomożecie?
Scott: To jest gra o milion, a nie gra kto komu pomoże
Courtney: Właśnie. Chyba, że chcesz nam pomóc poszukać walizki to wtedy na to się zgodzimy
(Bridgette w złości zamyka oczy na chwile)

*kibelek zwierzeń*
*Bridgette: Czemu ja muszę mieć takiego pecha?*

Scott: (podchodzi do jednego z regałów) Sam kurz i nic po za tym (wyjął jedną książke i rzucił ją za siebie, wtedy w dziurze po brakującej książce pojawiło się oko) Courtney?
Courtney: (podeszła do niego) Znalazłeś tutaj coś?
Scott: Za reagałem może być ukryte przejście, jednak- (przerwał, bo z dziury na twarz wyskoczył mu szczur) Aaa! (zaczął krzyczeć, ale zauważył że Courtney patrzy na niego ze zdziwieniem. Natychmiastowo ucichł, prostując się i zrzucając z siebie szczura) Gryzonie (skrzyżował ręce i przewrócił oczami oraz plecami oparł się o regał)
Bridgette: Mogło mu się coś stać! (pochyliła się biorąc szczura do rąk, a szczur ugryzł ją w palec) Ała! (upuściła szczura na podłoge, który potem gdzieś powędrował)
Courtney: (zbliżyła się do Scott'a dotykając ręką jego policzka) Nic Ci nie zrobił (uśmiechnęła się)
Scott: (uśmiechnął się też rozprostowując ręce) To chyba dobrze (obiął ją w talii)
(Courtney i Scott popatrzeli sobie w oczy, a następnie regał obrócił się)
Bridgette: (spojrzała na regał) To tak musiał zniknąć Trent

Za regałem... Winda...

Scott: (uśmiecha się jeszcze bardziej) Zostaliśmy sami
Courtney: (rozgląda się po pomieszczeniu) Miałeś racje, jest tu przejście
Scott: (wciąż trzyma ją w talii) Zróbmy chwile przerwy w szukaniu
Courtney: Scott, wiesz o tym, że to jest na czas i liczy się każda sekunda
(Scott patrzy na nią zawiedziony)
Courtney: (ulegle) No może chwila przerwy nie zaszkodzi
Scott: Ha ha (śmieje się nerwowo) Super (opiera się o przyciski od windy i podłoga zaczyna się trząść i podnosić do góry)
(Scott i Courtney tracą równowage i Scott leci na Courtney przyciskając ją do ścianki windy i automatycznie całując ją. Oboje patrzą zdziwieni na siebie)

*kibelek zwierzeń*
*Scott: (szczęśliwy) Pocałowałem ją! (spada mu uśmiech z twarzy) Tylko teraz pewnie dostane za to w twarz*
*Courtney: (zdezorientowana) Nie wiem, co powiedzieć (za chwile zaczyna się cieszyć)*

Scott: Ja-
Courtney: (przerywa mu) To było-
Scott: (przerywa jej) Ja chciałem-
Courtney: To było takie-
Scott: (pyta szybko) Ch-chcesz ze mną chodzić?
Courtney: Tak, ale daj mi dokończyć, bo to było-
(Scott nie daje jej dokończyć i całuje ją jeszcze raz)
Courtney: (przerywa pocałunek) Takie niesamowite! (rumieni się)

*Kibelek zwierzeń*
*Courtney: (zaszokowana) Czy ja podświadomie się zgodziłam na chodzenie ze Scott'em? (mruży oczy i jęczy) Ah dziewczyno, żadnych związków, bo będziesz musiała podzielić się kasą! (normalnie, ale z rozmyślanien) Tylko, że jak uwine go sobie wokół palca to wszystko odda mnie. (uśmiecha się wrednie) Właśnie tak powinnam postąpić (spada wredny uśmiech z jej twarzy) Czy ja przypadkiem nie przesadzam? (łapie się za głowe) Ah! Tyle myśli wędruje przez mój umysł!*
*Scott: (szeroko się uśmiecha) Ale mi ta laseczka zawróciła w głowie (przestaje się uśmiechać zdając sobie sprawe z tego, co powiedział) No właśnie, zawróciła mi w głowie... a zapomniałem o forsie. Chociaż zawsze można mieć i dziewczynę i pięniądze. Hmm...*

Scott: (odsuwa się) Przepraszam
Courtney: (patrzy w dół) Scott... j-ja nawet nie wiem czy powinnam się zgodzić
Scott: (również patrzy w dół) A j-ja tak szybko zapytać
(oboje podnoszą wzrok na siebie)
Courtney i Scott: (mówią równocześnie) Właściwie to... (uśmiechają się) Znajdźmy pięniądze, a później zadecydujmy
Scott: Racja
Courtney: Dobry pomysł

Ostatnie piąte piętro... Komnata...

(Courtney i Scott wchodzą do pomieszczenia. Zdziwieni patrzą na ilość walizek w pomieszczeniu. Na środku zauważają Trent'a siędzącego bezradnie)
Trent: (spogląda na nich) Jak miło mieć tu gości (wstaje) Od razu wam mówię, że bez klucza nie otworzycie tych walizek. Możecie pomóc mi się jakoś wydostać?
Scott: (wkurzony łapie za ramie Trent'a i wpycha go do windy) Spadaj i tutaj nie wracaj! (siłą zamyka drzwi windy)
Courtney: (bierze jedną z walizek) Szybko, dawaj klucz!

Winda...

(Trent przyciska pare przycisków i udaje się na dół. Z całej siły otwiera drzwi windy, a następnie rzuca się na ściane, z której był tył regału)

Biblioteka...

Trent: (przewraca regał i wpada na podłogę) Eche, echem! (kaszle)
Bridgette: (wściekła podchodzi do niego) Jak mogłeś mnie tu zostawić?!
Trent: Bridge to nie tak! (wstaje i się otrzepuje) Oparłem się o regał i-
Bridgette: Daruj sobie te wymówki (idzie do drabinki) Jak już wiem, że nic Ci się nie stało to mogę spokojnie zejść na dół i zaczekać na koniec
Trent: (podchodzi do niej) Pójde z tobą (zawiedziony) Wycofam się dla Ciebie Bridge
Chris: (słychać jego głos z głośników) Minęło już 6 godzin odkąd szukacie i idzie wam beznadziejnie ludzie! Ze względu na to że nie chce mi się na was wszystkich patrzeć oraz żeby nie zanudzać telewidzów, osoby, które mają jakieś dylematy co do szukania walizki ODPADAJĄ! Bridgette i Trent, przykro mi, ale pozbawiam was zdobycia miliona!
Bridgette: (zadowolona) Świetnie!

Mur zamku... Ptasie gniazdo...

(orzeł opuszcza Harold'a do gniazda)
Harold: (podnosi się) Przynajmniej miałem miękkie lądowanie (łapie za walizkę)
(orzeł szybko siada na Harold'zie, przygniatając go)
Harold: Ał! (spod ptaka wystają mu ręce, w której trzyma walizkę i głowa. Patrzy w dół i widzi smutnego przechodzącego Kła. W pewny momencie orientuje się, że rekin zaczyna na niego patrzeć) O nie! (widzi, że Kieł oblizuje się i zaczyna się wdrapywać na mur) Panie Orle puść mnie (zaczyna się trzęść, a orzeł zaczyna krakać, ale nie schodzi. Przerażony patrzy jak rekin jest blisko) Ah nie zjedz mnie! (zamyka oczy)
(Kieł zabiera mu walizkę i połyka ją, a następnie schodzi na dół. Harold zdziwiony otwiera oczy)

*kibelek zwierzeń*
*Harold: Ciesze się, że rekin nic mi nie zrobił. Nie cieszę się z tego, że jestem przygnieciony przez orła i umknęła mi walizka. Przynajmniej mam klucz*

c.d.n...

Total Drama Famous Hunters

Total Drama Famous Hunters

Pozostałości

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~RESZTKI Z BLOGA~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Gwuncan czy Gwent?

Wybierz, który sezon ma być następny

W kolejnych sezonie ma być jeden czy dwóch prowadzących?

Kto ma się znaleźć w następnym sezonie z IV generacji:

Który sezon na blogu lepszy?

Wybierz lokalizację dla nowego sezonu

Kto ma się znaleźć w następnym sezonie z I generacji:

Z kim powinna być Gwen?

Z kim powinien być Duncan?

Z kim powinna być Courtney?

Twoja najbardziej ulubiona seria Totalnej Porażki

Która seria na blogu podoba Ci się najbardziej?

Którą z moich autorskich postaci chcielibyście, aby się pojawiła w przyszłym sezonie?

Kto jest lepszym prowadzącym?

Kto ma się znaleźć w następnym sezonie z III generacji:

Kto ma się znaleźć w następnym sezonie z II generacji: